top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Kamerun

  • Zdjęcie autora: Maciej Stańczuk
    Maciej Stańczuk
  • 10 sie
  • 29 minut(y) czytania

Kamerun od najdawniejszych czasów stanowił obszar licznych migracji i podbojów, dlatego obecnie jest to najbardziej zróżnicowany etnicznie i kulturowo kraj Afryki Zachodniej. Najstarszymi mieszkańcami byli Pigmeje. Północną część kraju od XII w. zamieszkiwał rolniczy lud Sao o wysoko rozwiniętej kulturze, wypierany w kierunku południa w wyniku ekspansji państwa Kanem. W XVII-XVIII w. na obszarze masywu Mandara istniał sułtanat o tej samej nazwie, uzależniony od państwa Bornu. Władca Mandary w 1715 r. zezwolił na działalność duchownym muzułmańskim z Bornu, od tego też czasu zaczął szerzyć się na terenie Kamerunu islam. Na przełomie XVIII i XIX w. cały ten region uległ podbojowi muzułmańskiego ludu Fulanów (dzisiaj zamieszkują głównie Nigerię) pod wodzą Usmana dan Fodio (bitwa pod Mandarą w 1822 r.), którzy utworzyli na terenie północnego Kamerunu kilka samodzielnych państewek. W środkowym Kamerunie, na wyżynie Adamawa, w wyniku ekspansji ludu Tikar (XV-XVI w.) powstało kilka państewek plemiennych, w tym w XVII w. państwo Bamum, którego armia powstrzymała ekspansję Fulanów (ograniczona została ona do środkowej i południowej części kraju). Na południu nastąpiły migracje ludów Bassów (XV w.), Dualów (koniec XVI w.) i Fangów (XVII w.). Na przełomie XVIII i XIX w. Dualowie utworzyli na wybrzeżu państwo, które swój rozwój zawdzięczało w znacznej mierze pośrednictwu w handlu z Europejczykami.

Penetracja europejska miała miejsce od końca XV w. W 1472 r. portugalscy żeglarze (Ruiz di Sikeira) dotarli nad rzekę Wouri, w której zauważyli, że jest ogromna ilość krewetek, dlatego nazwali ją Rio dos Camarões (rzeka krewetek), czyli Cameroon (Kamerun) po angielsku. Taka jest właśnie etymologia nazwy kraju. W 1480 r. Portugalczycy założyli u ujścia tej rzeki punkt skupu i wywozu niewolników, później powstała tutaj Douala, dzisiaj największe miasto Kamerunu i jedno z największych w Afryce (mieszka tu ponoć ok. 8 mln. ludzi) i główny ośrodek biznesowy kraju. W końcu XVI w. miejsce Portugalczyków zajęli Holendrzy. Później (od XVIII w.) powstawały faktorie brytyjskie, francuskie oraz niemieckie, które handlowały niewolnikami, kością słoniową, olejem palmowym głównie za pośrednictwem Dualów. W latach 1882-1884 przebywała tu też polska wyprawa badawcza.

Obszarem Kamerunu zainteresowały się też – podobnie jak w całej Afryce – misje chrześcijańskie. Związane one były ściśle z europejską kolonizacją, która przychodziła ze szczytnymi hasłami niesienia cywilizacji i wolności w te niedostępne i jak powszechnie wówczas uważano dzikie, pozbawione kultury tereny. Oczywiście celem kolonizacji były wyłącznie przesłanki ekonomiczne i polityczne. Misje chrześcijańskie chętnie odwoływały się do hasła niesienia cywilizacji, a także nieznanego tubylcom pojęcia zbawienia dusz, głoszenia Ewangelii aż po krańce świata, zakładanie Kościoła, wyzwolenia i zbawienia. Mimo, że misje rodziły się z innych pobudek, to jednak z powodu panowania państw kolonialnych w terenie były one siłą rzeczy uwikłane w ich politykę. Działalność misyjna Portugalii w Afryce pod koniec XVIII w. zamarła prawie zupełnie. Po pojawieniu się nowych konkurentów Portugalii – głównie Anglii, Niemiec i Francji – pojawiły się także nowe koncepcje ewangelizacji wnętrza kontynentu. Początkowo misje w Kamerunie zostały uwikłane przede wszystkim w zawiłą politykę pomiędzy tymi trzema mocarstwami europejskimi, walczącymi o wpływy na wybrzeżach afrykańskich (za Jarosław Różański: Początki misji kameruńskich w kleszczach polityki kolonialnej). Przybycie pierwszych misjonarzy chrześcijańskich do wybrzeży kameruńskich łączy się ze zniesieniem niewolnictwa w Imperium Brytyjskim w 1833 r. oraz z obecnością brytyjską na wyspie Fernando Po (obecnie Bioko, czyli niekontynentalna część Gwinei Równikowej).

Po zniesieniu niewolnictwa na Jamajce nastąpił szybki wzrost liczby chrześcijan baptystów rekrutujących się z byłych niewolników. W 1827 r. Brytyjczycy zaczęli dzierżawić hiszpańską wyspę, zakładając na niej bazy wypadowe w Port Clarence (obecnie Malabo) i San Carlos (obecnie Luba). Ich obecność, jak również osiedlanie się na wyspie wyzwolonych niewolników, przybywających m.in. z Jamajki, przywiodła na wyspę misjonarzy baptystycznych. Wspólnoty te stały się szybko samowystarczalne i w 1842 r. powołały do istnienia – niezależnie od macierzy brytyjskiej – Jamajskie Stowarzyszenie Baptystów. Już rok wcześniej baptyści jamajscy posłali na wyspę Fernando Po dwóch delegatów, którzy zbadali możliwości pracy misyjnej na wybrzeżu kameruńskim (jeden był pastorem, a drugi właścicielem niewolników). Powrócili oni na Jamajkę z entuzjazmem misyjnym, którym następnie zarazili baptystów w Anglii. W 1842 r. kilka grup czarnych osadników z Jamajki udało się na Fernando Po. Wyspa stała się prężnym ośrodkiem życia baptystycznego oraz bazą wypadową misjonarzy protestanckich na wybrzeże kameruńskie. Dzięki Jamajczykom baptyści wywarli duży wpływ na miejscową kulturę oraz handel. Baptyści odwiedzili też wyspę Bimbia na wybrzeżu kameruńskim. Członkowie obydwu baptystycznych towarzystw misyjnych – jamajskiego oraz brytyjskiego – zainteresowali się ewangelizacją wybrzeża kameruńskiego, przy czym Jamajczycy kładli nacisk na zakładanie kolonii przez przybyszów z Jamajki, natomiast Anglicy pozostawali tam tylko jako misjonarze. W 1843 r. Jamajczyk z Fernando Po, Joseph Merrick, nawiązał kontakt z wodzem Bimbia Williamem. Wódz zgodził się na wybudowanie kościoła i założenia wspólnoty chrześcijańskiej. Z okazji 50-lecia Towarzystwa Misyjnego Baptystów Merrick na przełomie 1844 i 1845 r. założył misję zwaną Bimbia. Wkrótce misja ta została wzmocniona przez pierwszą falę imigrantów baptystycznych z Fernando Po, wypędzonych przez Hiszpanów. Merrick zainstalował w misji maszynę do wytwarzania cegieł oraz prasę drukarską. Dzięki tej prasie mógł drukować swoje tłumaczenia fragmentów Biblii oraz podręcznik do nauki w języku isubu. W swoich wędrówkach misyjnych dotarł także do ludu Bakoko. Jednak warunki zdrowotne oraz rozwój nowej misji Victoria, nieco dalej na północ, zahamowały rozwój misji Bimbia, która została ostatecznie zamknięta w 1870 r.

Najsłynniejszym misjonarzem baptystycznym u wybrzeży Kamerunu był jednak Alfred Saker. Założył on drugą misję baptystów na terenach grupy etnicznej Douala, u ujścia rzeki Wouri. Misja baptystów, założona przez Sakera, przyjęła nazwę „Bethel” – nazywana była także „Cameroons”. Saker założył Bethel (położony w granicach dzisiejszej Douala) w 1845 r., po długich negocjacjach z wodzem miejscowego plemienia Akwa. Misja ta położona była około 30 km od wybrzeża. Kształcili się w niej także rzemieślnicy (stolarze, kowale, murarze), prawdopodobnie wyzwoleni niewolnicy. Dzięki ich pracy oraz umiejętności naprawiania statków Saker osiągnął bardzo istotną samowystarczalność finansową swojej misji. Nauczył się języka duala oraz zgromadził grupę współpracowników, by tłumaczyć fragmenty Biblii na ten język. Jednak po śmierci wodza Akwy w 1846 r. wybuchły walki o sukcesję i misję splądrowano. Wówczas Saker wycofał się z niej. W 1858 r. – po wypędzeniu baptystów z Fernando Po – Saker osiedlił się wraz z wygnańcami i grupą wyzwolonych niewolników nieco dalej na północ od Bimbia. Wykupił od wodza Akwy spory obszar ziemi, na której pobudował szkołę, kościół i inne budynki, tworząc tzw. wioskę wolności. Budowle te stały się podwalinami nowego miasta Victoria (obecnie Limbé), które nazwano na cześć królowej brytyjskiej. Założenie nowej misji na północ od istniejącej już misji Bimbia wynikało także z różnic w pojmowaniu stylu życia między baptystycznymi chrześcijanami jamajskimi z Fernando Po oraz poglądami Alfreda Sakera. To głównie dzięki założeniu Victorii Saker jest uważany za jednego z największych misjonarzy protestanckich w Afryce. Z pewnością przyczyniło się do tego także jego otwarcie na miejscowe kultury oraz tłumaczenie obszernych fragmentów Biblii na język duala. Ponadto Saker zabiegał w Wlk. Brytanii o podporządkowanie tego terytorium imperium brytyjskiemu. Baptyści zakładali także inne misje, ale nie przetrwały one długo, jak misja Hickory (obecnie Bonabéri). Założył ją w 1859 r. pastor Jackson Fuller, Jamajczyk. Położona była na prawym brzegu rzeki Wouri. Jednak koncepcja jamajska, związana z osiedlaniem się chrześcijan z Fernando Po na wybrzeżu kameruńskim, ostatecznie się nie sprawdziła. Wielu osadników nie potrafiło znieść niedogodności klimatu oraz trudnych warunków życia. Ostatecznie przytłaczająca większość osadników powróciła na Jamajkę. Dlatego też w 1852 r. Jamajskie Towarzystwo Misyjne Baptystów zamknęło swoje placówki osadnicze. Ci, którzy pozostali, zostali zintegrowani z misjonarzami angielskimi. Jednak to Jamajczycy włączeni do angielskiego towarzystwa misyjnego stali się głównymi przywódcami przyszłych wspólnot kościelnych w Kamerunie. Oni bowiem – z wyjątkiem Alfreda Sakera – byli pierwszymi misjonarzami chrześcijańskim w Kamerunie.

Misje baptystów miały duży wpływ na kształtowanie się tożsamości miejscowych populacji. Nauczanie w szkołach w języku angielskim rozwinęło kameruński pidżin (kamtok), który przetrwał czasy kolonizacji niemieckiej, wyraźnie dyskryminującej ten język. Zjednoczenie Niemiec i ogłoszenie powstania Rzeszy Niemieckiej w 1871 r. nie pociągnęło zainteresowania władz zdobyczami kolonialnymi. Nieprzychylny początkowo polityce kolonialnej kanclerz Otto von Bismarck pragnąc w pierwszej kolejności ugruntować i wzmocnić pozycję II Rzeszy, ignorował plany kolonialne wysuwane już w latach 70-tych XIX w. przez koła przemysłowe i nowopowstające organizacje prokolonialne. Niechęć Bismarcka do zamorskich podbojów ograniczała niemiecką obecność w Afryce do wypraw o charakterze naukowym. Zmianę w postrzeganiu polityki kolonialnej przyniosły lata 80-te XIX w., kiedy „Żelazny Kanclerz” ostatecznie dał zielone światło dla niemieckiej ekspansji pod ściśle określonymi warunkami. Na prośbę hamburskiego kupca Adolfa Wörmanna (założył już w 1868 r. oddziały handlowe swojej firmy w Douali), upominającego się o aneksję Kamerunu, Bismarck zgodził się wysłać znanego podróżnika Gustava Nachtigala do Afryki Zachodniej. Zanim jednak konsul dotarł do Kamerunu, wyraził zgodę na objęcie „ochroną” wąskiego pasa wybrzeża usytuowanego pomiędzy angielskim Złotym Wybrzeżem (Ghaną) i królestwem Dahomeju (Benin), a następnie podpisał układy z wodzami Togo. Właściwe podniesienie niemieckiej flagi marynarki wojennej w Kamerunie nastąpiło 14 lipca 1884 r. u ujścia rzeki Wouri w Douali. Tym samym Niemcom udało się uprzedzić zainteresowaną tym obszarem Anglię. Dzień ten przeszedł do historii jako narodziny niemieckiej kolonii Kamerun. Nieco wcześniej Brytyjczycy zauważyli zagrożenie dla swoich interesów w tej części Afryki. Już w 1882 r. konsul brytyjski Hewett został wysłany do negocjowania lokalnych traktatów niezbędnych do ustanowienia protektoratu brytyjskiego. Jednak była to inicjatywa spóźniona, przez co otrzymał on przydomek „The too late Consul” (Konsul Zbyt Późno). Tymczasem Niemcy podpisywali nowe kontrakty z miejscowymi wodzami i wywieszali niemieckie flagi. Nie wszędzie jednak zaprowadzanie nowej władzy odbywało się w sposób pokojowy. Inaczej było chociażby z wodzami i wspomnianą misją baptystów w Hickory (Bonabéri). Wszystkie budynki misji zostały zniszczone przez niemieckich marynarzy w 1884 r., gdyż miejscowi wodzowie nie zaakceptowali nowej władzy. Wydarzenia te zablokowały także inicjatywę polskiego podróżnika i odkrywcy Kamerunu Stefana Rogozińskiego, który starał się o utworzenie w Kamerunie misji katolickich. W tym celu przekazał nabyty przez siebie teren francuskim misjonarzom Ducha Świętego. Ostatecznie jednak kanclerz Bismarck odrzucił ich propozycję, twierdząc, że w koloniach niemieckich działalność misyjną mogą prowadzić tylko Niemcy.

Po ustanowieniu niemieckiego reżimu kolonialnego w Kamerunie Baptystyczne Towarzystwo Misyjne (BMS) postanowiło zaniechać działalności misyjnej na wybrzeżu kameruńskim. Tej decyzji nie konsultowano jednak z miejscowymi wspólnotami chrześcijańskimi. W 1888 r. Baptystyczne Towarzystwo Misyjne przekazało swój majątek ponadwyznaniowemu Bazylejskiemu Ewangelickiemu Towarzystwu Misyjnemu (Evangelische Missionsgesellschaft in Basel) zwanemu powszechnie „Misją Bazylejską”. Rozrastanie się Misji Bazylejskiej w Kamerunie było pochodną polityki rządu niemieckiego, który zamierzał narzucić język niemiecki jako urzędowy, a misja miała otrzymać dofinansowanie na szerzenie edukacji w języku niemieckim, potrzebnej do szkolenia niezbędnych urzędników państwowych niższego szczebla. To ograniczenie nie przeszkodziło Niemcom w zaakceptowaniu przez misję używania miejscowych języków w obrzędach religijnych. W rezultacie rodzące się Kościoły miały ukonstytuować się przede wszystkim jako miejscowe wspólnoty językowe (duala, bamileke, bamun, bulu, bassa itd.) oraz wspólnoty wyznaniowe, głównie prezbiteriańskie, luterańskie i baptystyczne. Mimo to szybko powstało znaczne napięcie między Misją Bazylejską a dawnymi wspólnotami baptystycznymi. Dotyczyło ono przede wszystkim sposobu zarządzania wspólnotą wierzących. W misjach baptystycznych bowiem od początku istniała duża samodzielność każdej wspólnoty, a Niemcy chcieli zarządzać wspólnotami religijnymi ręcznie. W relacjach między poszczególnymi wyznaniami chrześcijańskimi – w tym różnymi denominacjami protestanckimi – polityka niemiecka ściśle przestrzegała podziału poszczególnych części kraju na „strefy wpływów”.

Oficjalnie taka polityka sprzyjała bezkonfliktowemu prowadzeniu poszczególnych misji, choć nie uwzględniała wolności sumienia tubylców. W rzeczywistości jednak dążyła ona do wcielenia w życie zasady „divide et impera”. Dlatego też do dzisiaj chrześcijaństwo kameruńskie jest obciążone konsekwencjami tego faktu historycznego: poszczególne grupy etniczne są w większości katolickie lub protestanckie, na dodatek związane z konkretną denominacją. Misje niemieckie rozrastały się wraz z rozwojem podbojów wojskowych i kolonizacji. W pierwszych latach XX w. rozwijały się także w głębi lądu, m.in. korzystając ze wsparcia wpływowych wodzów plemiennych.

W pierwszych latach niemieckiego panowania w Kamerunie udało się niemieckim przybyszom opanować jedynie wybrzeże, lecz nawet w tym miejscu, aby utrzymać porządek i budować swój autorytet, zmuszeni byli co pewien czas wzywać okręty wojenne dla zademonstrowania siły przed tubylcami. Dalsza penetracja w głąb lądu prowadzona przez ekspedycje wojskowe dłużyła się latami, a sytuację Niemców pogarszał fakt włączenia się do ekspansyjnego wyścigu Anglików, którzy posiadali na tym obszarze osadę baptystów – Victorię. W rywalizację niemiecko-brytyjską został włączony Polak, Stefan Szolc-Rogoziński, mianowany przez angielskiego konsula zastępcą komisarza w miejscowości Victoria (Limbé). Posiadał on uprawnienia do podpisywania układów w imieniu Wlk. Brytanii, co budziło dyplomatyczny rozdźwięk na linii Berlin-Londyn.

Podejście Niemców do kolonii drastycznie zmieniło się, gdy cesarzem został Wilhelm II Hohenzollern, a kanclerzem Rzeszy został von Bülow. Obaj panowie nie mieli zamiaru biernie przyglądać się rywalizacji innych mocarstw. Niemcy wkroczyli z przytupem na drogę „Weltpolitik”, a von Bülow oświadczył w Reichstagu, że Niemcom również należy się jakieś „miejsce pod słońcem”.  Wprowadzony w koloniach niemieckich w 1906 r. zakaz mieszanych małżeństw posłużył jako wzór dla niemieckich prawników opracowujących Ustawę o obywatelstwie Rzeszy i Ustawę o ochronie niemieckiej krwi. To wówczas zastosowano określenia wymyślone w praktyce kolonialnej, a później twórczo rozwinięte i wdrożone przez Hitlera i NSDAP jak „Mischlinge” (mieszańcy), czy „Rassenschande” (zhańbienie rasy). W 1884 r. już 2,5 mln. km2 Afryki znajdowało się pod panowaniem niemieckim (Niemiecka Afryka Płd.-Zachodnia, Niemiecka Afryka Wschodnia, Togo i Kamerun). Obszar ten zamieszkiwało 14 mln. Afrykanów, z których większość nie miała pojęcia o zwierzchności Niemiec. Wobec niechęci niemieckiej opinii publicznej kolonialny aparat administracji ukryty był w MSZ. Podobny kamuflaż rząd zastosował w nazewnictwie: nie używano nazwy kolonia, lecz „Schutzgebiete” (obszary chronione), a wojska stacjonujące w koloniach nosiły nazwę „Schutzgruppe” (oddziały ochrony). Zabiegi te miały przekonać niemiecką opinię publiczną o dobrych intencjach rządu wobec ludności afrykańskiej, nie bardzo natomiast było wiadomo, przed kim Niemcy mieli chronić tubylców.

Udział II Rzeszy w podboju Afryki, choć spóźniony, zakończył się zatem sukcesem. Budując niemieckie imperium kolonialne, przetestowano tam czystki etniczne oraz eksterminację ludności posuniętą aż do ludobójstwa. Hitler nie był zatem wynalazcą tych praktyk, tylko ich kontynuatorem w Europie. Stosunek Niemców wobec ludności afrykańskiej nie różnił się od podejścia Anglików, Francuzów czy Włochów. Obozy koncentracyjne nie były wynalezione przez Niemców, tylko Anglików w Południowej Afryce. Afrykanie uważani byli za istoty niższej rasy, mniej inteligentne, niedojrzałe, często niegodne szacunku, a z czasem niegodne życia. Laureat pokojowej nagrody Nobla (1906), prezydent USA Theodore Roosevelt tak opisywał wojny kolonialne: „Najszlachetniejszą ze wszystkich wojen jest wojna z dzikimi, choć zarazem też jest wojną najstraszniejszą i nieludzką. Zwycięzca, którego czyny mogą być straszliwe, kładzie głębokie fundamenty dla przyszłych pokoleń silnych ludzi”. 

Jednak Niemcom przypadło w udziale kolonizowanie plemion stojących na dość wysokim poziomie cywilizacyjnym, jak Herero i Nama w Afryce Płd.-Zachodniej (https://www.thetravelingeconomist.com/post/namibia). Przywódca Nama Hendrik Witbooi znał płynnie kilka języków europejskich, pozostawił po sobie wiele listów i spisanych przemyśleń. Niemiecki gubernator scharakteryzował go następująco: „Gdyby los nie sprawił, że zasiadł na nieistotnym afrykańskim tronie, zostałby unieśmiertelniony w światowej historii”. Zarówno Witbooi, jak i wódz Herero Maharero mieli szeroką wiedzę nie tylko o Afryce, ale też o rywalizacji mocarstw. Coraz liczniej napływający do Afryki Płd.-Zachodniej ochotnicy Schutzgruppe nie zgadzali się z pokojową polityką gubernatora Theodora Leutweina, zwolennika „bezkrwawego kolonializmu”. Szerzyła się samowola oddziałów niemieckich, rabunki, gwałty i kary śmierci. Jeden z żołnierzy napisał w swoim pamiętniku: „Prawa natury stworzone przez naszego Pana są takie, że tylko silny ma prawo trwać na tym świecie, a słabi i bezsilni przepadną na korzyść silnych. Nadejdzie chwila, w której przepadną Hotentoci (Nama), nie będzie to żadna strata dla ludzkości”.

Najpierw wybuchło powstanie Herero w 1904 r., kiedy zaatakowani zostali niemieccy osadnicy, zgodnie z rozkazami Maherero oszczędzone zostały kobiety, dzieci, Brytyjczycy, Burowie i misjonarze. Następnie wybuchło powstanie Nama. Do stłumienia powstań Niemcy ściągnęli słynnego gen. von Trotha, który wcześniej utopił we krwi powstanie bokserów w Chinach. W 1904 r. wydał on tzw. proklamację z Osombo zoWindimbe, która przeszłą do historii jako pierwszy rozkaz eksterminacji ludności. Von Trotha nie chciał tylko stłumić powstania, lecz wyniszczyć całe plemię. Wydał rozkaz mówiący, że „w obrębie niemieckich granic każdy Herero zostanie zastrzelony”. I tak też się stało. ONZ uznała tę zbrodnię za pierwsze ludobójstwo XX w. Po stłumieniu rebelii każdy ocalały Herero i Nama powyżej 7 roku życia musiał nosić na szyi tabliczkę z numerem. Ci, którym nie udało się uciec do brytyjskich kolonii, zamknięci zostali w 5 obozach koncentracyjnych, zwanych „Sperrgebiet” (obszar zamknięty) i jednym obozie śmierci niedaleko Lüderitz na Wyspie Rekinów. Hitler zaopiekował się weteranami z Deutsch Südwestafrika. Wykorzystał ich „doświadczenie”, kiedy tworzył Freikorpsy, a od lat 20-tych XX w. tworząc zbrojne bojówki SA i SS. Doświadczenia pseudonaukowe czasów kolonizacji posłużyły jako wzór dla niemieckich prawników opracowujących wcześniej wspomniane ustawy rasowe. Twórcy kolonialnej eugeniki: Eugen Fischer i Fritz Lenz prowadzili na ocalałych z pogromu Herero rasowe eksperymenty medyczne, podczas których analizowali 778 głów Herero i Nama uciętych jeńcom. Po dojściu Hitlera do władzy Fischer został mianowany rektorem Uniwersytetu Berlińskiego, zaś jego asystentem został młody lekarz Josef Mengele, który zasłynął później z „eksperymentów medycznych” prowadzonych w KL Auschwitz.

Pierwsi administratorzy niemieckiego Kamerunu nie byli w stanie stworzyć regularnej administracji na tym terenie. Dokonał tego dopiero gubernator von Puttkamer. Penetracja interioru pociągała za sobą tworzenie regularnych oddziałów policji zasilanych zazwyczaj przez kupionych niewolników, od połowy lat 90-tych XX w. zaczęto też tworzyć wspomniane „Schutztruppen” z miejscowej ludności. Rozwój gospodarki plantacyjnej zmuszał do angażowania wielu rąk do pracy, których ciągle brakowało. Z podbitych terenów dostarczano przymusowych robotników, lecz ciężkie warunki pracy i wysoka śmiertelność skutecznie odstraszały potencjalnych pracowników. Licząc na rozwój infrastruktury i rentowność kolonii, niemiecki Departament Kolonialny dał monopol na eksploatację obszaru rodzimym koncernom, lecz z biegiem czasu nie wszystkie spółki osiągały przewidywane zyski. W czasie niemieckiego panowania w Kamerunie na ziemiach zabranych tubylcom powstały plantacje kakao, kawy i kauczukowca. Niemniej wiodącą rolę w gospodarce Kamerunu wciąż odgrywał handel. Wywóz z kolonii obejmował głównie kauczuk, produkty palmowe oraz kość słoniową. Sama kolonia nie stała się nigdy na tyle rentowna, aby dochody mogły pokryć koszty jej utrzymania i zlikwidować powstały tym samym deficyt. Mimo ogromnej eksploatacji Kamerunu i powszechnie stosowanych wobec tubylców kar cielesnych, nie doszło tutaj do wielkich powstań jak Herero i Nama w Namibii. Jedynie w południowej części Kamerunu miały miejsce ograniczone rozruchy w latach 1904-1906. Jednakże przez narastającą liczbę skarg postanowiono odwołać dotychczasowego gubernatora von Puttkamera, słynącego z pogardliwego stosunku do plemienia Douala. Nowy gubernator (od 1907 r.), Theodor Seitz, starał się ukrócić samowolę wojskowych i uwolnić administrację cywilną spod wojskowej kurateli poprzez powiększanie samodzielnych i niezależnych od Schutztruppen oddziałów policyjnych. W 1911 r. na mocy traktatu niemiecko-francuskiego, przekazującego we władanie Niemiec część pobliskiej francuskiej kolonii, Gabonu, panowanie niemieckie zostało rozciągnięte aż do rzeki Kongo.

I Wojna Światowa położyła kres panowaniu niemieckiemu w Kamerunie. 4 sierpnia 1914 r. Niemcy wypowiedziały wojnę Francji i Anglii. Działania zbrojne objęły również Kamerun. Z Nigerii wkroczyły wojska angielskie. Wlk. Brytania odzyskała przybrzeżny obszar w zatoce Ambas od Tiko przez Bimbię, Victorię, Idenau aż po Półwysep Bakassi rozciągający się w głąb lądu do dzisiejszego Nkambé, a następnie zdobyła tereny przygraniczne dalej na północy, aż do jeziora Czad. Z Gabonu i Konga wkroczyły do Kamerunu wojska francuskie pod dowództwem gen. Josepha Aymericha. Niemcy i ich kolorowi żołnierze wykorzystując trudne warunki terenowe i klimatyczne zadawali spore straty Brytyjczykom i Francuzom. Wojska francuskie dotarły do Yaoundé w styczniu 1916 r., które w 1922 r. zostało stolicą Kamerunu Francuskiego. W ugodzie londyńskiej z 10 lipca 1919 r. za podstawę nowych granic angielsko-francuskich przyjęto stan faktyczny z marca 1916 r. Pod względem politycznym, na mocy traktatu pokojowego w Wersalu z 1919 r., Kamerun stał się obszarem mandatowym Ligi Narodów, podzielonym na zachodni region brytyjski i wschodni francuski. Ten drugi stanowił 90% powierzchni kraju.

Polityka francuska – nie bacząc na swój laicki program – starała za wszelką cenę tak wpływać na misje chrześcijańskie, by zatrzeć jak najszybciej niemieckie ślady w całym kraju. Wszyscy rozumieli potrzebę wspólnego działania administratorów i misjonarzy katolickich lub protestanckich. Powstał w ten sposób de facto rodzaj świętej unii narzuconej przez pilną konieczność wykonania pracy korzystnej dla interesów politycznych Francji. Ze względu na to, że misjonarze niemieccy i szwajcarscy w większości opuścili Kamerun, dotychczasową działalność misyjną przejęli pastorzy kameruńscy. Wielu z nich dało przykład wielkiej gorliwości ewangelizacyjnej i odpowiedzialności za wspólnoty chrześcijańskie. Z czasem odpowiedzialność za te misje przejmowali niektórzy pastorzy z Misji Bazylejskiej, którym pozwolono na powrót.

Francja zintegrowała gospodarkę Kamerunu ze swoją gospodarką metropolitarną i poprawiła infrastrukturę poprzez inwestycje kapitałowe oraz system szkoleń zawodowych dla miejscowych, do czego konieczna była modyfikacja kolonialnego systemu pracy przymusowej. Z kolei Brytyjczycy administrowali swoją częścią Kamerunu z sąsiedniej Nigerii. Ludność tubylcza narzekała, że to uczyniło ich zaniedbaną „kolonią kolonii”. Tymczasem Nigeryjczycy masowo emigrowali do Kamerunu Południowego, położyło to wprawdzie kres pracy przymusowej, ale rozgniewało miejscową ludność, która poczuła się zagrożona na swoim terenie. Mandaty Ligi Narodów zostały przekształcone w powiernictwo ONZ w 1946 r., a kwestia niepodległości stawała się coraz bardziej paląca we francuskim Kamerunie. 

W obu częściach Kamerunu rozwijał się ruch niepodległościowy, zwłaszcza w części francuskiej. Najsilniejszą organizacją był Związek Ludów Kamerunu UPC (Union des Populations du Cameroun), założony w 1948 r. Został on zdelegalizowany przez Francję w 1955 r., co doprowadziło do długiej wojny partyzanckiej prowadzonej przez UPC i zabójstw kilku szefów tej organizacji (w tym Rubena Um Nyobè, Félixa Moumié i Ernesta Ouandie). W części Kamerunu kontrolowanej przez Anglików pytanie brzmiało, czy ponownie zjednoczyć się z Kamerunem francuskim, czy dołączyć do Nigerii. Wykluczona została opcja niepodległości.

W 1959 r. francuska część Kamerunu uzyskała pełną autonomię, a 1 stycznia 1960 r. stała się niepodległą Republiką Kamerunu. W brytyjskiej części, po ogłoszeniu w październiku 1960 r. niepodległości graniczącej z Kamerunem Nigerii, przeprowadzono pod nadzorem ONZ referendum w lutym 1961 r. Mieszkańcom mandatu brytyjskiego pozostawiono już niewielką możliwość manewru. Utworzenie własnego państwa, jak wcześniej wspomniano, nie było przewidziane w referendum. Ostatecznie w jego wyniku część północną przyłączono do Nigerii, a część południową do Kamerunu, a jej ludność stanowi dziś ok. 1/5 populacji państwa.

W dniu 1 października 1961 r. dawny Brytyjski Kamerun Południowy uzyskał zatem niepodległość od Wlk. Brytanii i połączył się z Republiką Kamerunu, tworząc Federalną republikę Kamerunu. Federacja składała się odtąd z dwóch stowarzyszonych prowincji o szerokiej autonomii wewnętrznej: Kamerunu Wschodniego i Zachodniego. Każda z prowincji miała własne ciała ustawodawcze, rząd i premiera. Dzień 1 października obchodzony jest jako Dzień Zjednoczenia. Prezydentem i szefem rządu federalnego został Ahmadou Ahidjo, były premier Kamerunu Francuskiego. W polityce zagranicznej Kamerun stosował zasadę niezaangażowania, nawiązał stosunki ze Związkiem Sowieckim, ale utrzymał orientację profrancuską. Konstrukcja zjednoczenia różnych ludów wokół idei państwowej, ukutej przez elity, była z definicja sztuczna, a przez to rachityczna. Pod tym względem Kamerun nazywany jest niekiedy „Afryką w miniaturze”, gdyż ok. 200 odrębnych grup językowych zostało zmieszczonych w jednym organizmie państwowym w przestrzeni nieco mniejszej niż łączne terytoria państw członkowskich Grupy Wyszehradzkiej. W kraju przetrwała instytucja wodzów, zwłaszcza w rejonach północnych, zamieszkanych przez wyznającym islam Fulanów i Hausa, którzy zachowali zresztą niektóre uprawnienia administracyjne.

Mimo konfliktów plemiennych i tendencji odśrodkowych części mieszkańców Kamerunu Zachodniego rząd centralny kontynuował swoje działania na rzecz integracji obu części kraju. Ahidjo, dążąc do utworzenia systemu jednopartyjnego i umocnienia swojej władzy, doprowadził w 1966 r. do połączenia kilku partii politycznych w Narodowy Związek Kameruński (UNC), który stał się jedyną legalną partią polityczną. Na jego czele stanął oczywiście sam prezydent, który do 1975 r. pełnił też funkcję premiera. W 1970 r. Ahidjo stłumił trwające kilka lat zbrojne powstanie historycznej organizacji niepodległościowej UPC. Stopniowa unifikacja struktur politycznych, ekonomicznych i społecznych obu części kraju zakończyła się poprzez utworzenie po referendum w 1972 r. jednolitej Zjednoczonej Republiki Kamerunu. Przyjęta została konstytucja, kwestionowana przez dużą część społeczeństwa, która znosiła federację, a ustanawiała państwo unitarne. Fakt ten stał się zarzewiem późniejszych niepokojów na tle etnicznym, które dają znać o sobie do dnia dzisiejszego. Niemniej rządy Ahidjo, choć niedemokratyczne, co było standardem afrykańskim i po części represyjne, zapewniły państwu początkowo lata stabilności. 

Ahidjo wygrywał kolejne wybory prezydenckie w 1965, 1970, 1975 i 1980 r. Działalność wszystkich innych partii politycznych została ostatecznie zabroniona w 1976 r. W zakresie polityki gospodarczej prezydent usiłował stosować planowany liberalizm (co samo w sobie było sprzecznością), stawiając na pierwszym miejscu uprawy rolne przeznaczone na eksport i rozwój wydobycia ropy naftowej. Rząd wykorzystał pieniądze z ropy naftowej do utworzenia krajowej rezerwy gotówkowej, regularnego płacenia rolnikom za ich płody rolne i finansowania dużych projektów rozwojowych. Jednakże wiele inicjatyw zakończyło się niepowodzeniem, gdy Ahidjo mianował swoich niekompetentnych sojuszników jako osoby zarządzające realizacją tych projektów. Unifikując kraj prezydent zmienił flagę narodową Kamerunu w 1975 r. poprzez usunięcie dwóch gwiazd i zastąpienie ich dużą gwiazdą centralną, która ma symbolizować jedność narodową.

Pod koniec 1982 r. ze względu na kłopoty zdrowotne Ahidjo ustąpił ze stanowiska prezydenta, a następcą został jego długoletni współpracownik Paul Biya, kolejna „ciekawa” postać afrykańskiej polityki, matuzalem, który w wieku 92 lat przygotowuje się do kolejnych wyborów w 2025 r. Biya pracował w administracji Ahidjo od początku jego prezydentury i był jego najbliższym zausznikiem. W 1975 r. został nawet premierem Kamerunu, ale mimo to nie odgrywał większej roli politycznej, a już na pewno nie samodzielnej. Polityka nie zna jednak przyjaźni, dlatego już w 1983 r. wszedł konflikt ze swoim poprzednikiem. W 1984 r. „uzdrowiony” Ahidjo usiłował przeprowadzić zamach stanu, lecz próba zakończyła się niepowodzeniem. Ahidjo uciekł z kraju i został skazany zaocznie na karę śmierci, a ostatnie lata życia spędził między Francją i Senegalem. Rebelia została stłumiona przez wojska wierne prezydentowi, a 51 zamachowców skazano na śmierć. Biya został też szefem monopartii władzy UNC. W dużym zakresie kontynuował politykę swojego poprzednika. W 1984 r. zmienił nazwę państwa na Republika Kamerunu, a w kolejnym UNC przekształciła się w Rassemblement démocratique du Peuple Camerounais, RDPC (Demokratyczne Zgromadzenie Narodu Kameruńskiego), pozostając nadal jedyną legalną partią.

Po przejęciu władzy i pierwszym zwycięstwie w wyborach Biya podejmował kolejne kroki w celu ugruntowania swojej pozycji hegemona na scenie politycznej. Po nieudanym puczu Ahidjo, prezydent przeprowadził zmiany w armii, rządzie, partii i na kierowniczych stanowiskach w przedsiębiorstwach państwowych. Usunął ze stanowisk wszystkich stronników byłego prezydenta, obsadzając je oddanymi sobie ludźmi. W 1988 r. zwyciężył w kolejnych wyborach prezydenckich. Będąc jedynym kandydatem, zdobył formalnie 98,75% głosów poparcia. Wymienił wówczas cały gabinet, a następnie wzmocnił kontrolę nad mediami. W kraju doszło do aresztowań dziennikarzy krytycznych wobec rządu.

Jednocześnie od połowy lat 80-tych XX w. zaczęła pogarszać się sytuacja gospodarcza kraju. Kryzys trwał do końca wieku. Przyczyną była susza, spadające ceny ropy naftowej, korupcja, złe zarządzanie, kumoterstwo i niekorzystne „terms of trade”, czyli wszystkie słabe strony niepodległych państw afrykańskich w pigułce. Kamerun poprosił wtedy o pomoc zagraniczną, obciął wydatki rządowe i sprywatyzował przemysł.

Jednocześnie działający na uchodźstwie UPC zaczął alarmować o aresztowaniach oponentów politycznych prezydenta, większość z nich stanowili anglojęzyczni członkowie podziemnych organizacji politycznych. Najsilniejszą opozycję wobec jego rządów demonstrowali właśnie mieszkańcy dawnej brytyjskiej części kraju (popierani przez Nigerię), którzy zarzucali mu marginalizację i prześladowania. Biya, stojący na czele przekupnego reżimu jednopartyjnego, początkowo odrzucał nawoływania do utworzenia systemu wielopartyjnego jako „wstrętnego przemijającego fetysza”. Przytaczał dobrze znane wykręty, że tylko system jednopartyjny pozwoli na uniknięcie nieszczęścia „lojalności regionalnej i etnicznej” oraz zapewni „skuteczne zarządzanie machiną państwową”. Kiedy w 1990 r. Yondo Black, b. przewodniczący Związku Adwokatów Kamerunu i grupa jego kolegów próbowali założyć niezależną partię polityczną, wszyscy zostali aresztowani. Zatrzymanie Blacka doprowadziło do strajku Związku Adwokatów, domagających się jego uwolnienia. Przyczyniło się też ono do utworzenia innej nielegalnej partii. Własne strajki i demonstracje zorganizowali urzędnicy zatrudnieni w sektorze publicznym oraz studenci. Pod koniec 1990 r. Biya wreszcie przystał na utworzenie partii opozycyjnych, ale z drugiej strony próbował zniszczyć działalność opozycji, odwołując się do represji i sięgając po siły bezpieczeństwa oraz inne środki w celu zastraszenia aktywistów. Aresztowano wielu dziennikarzy, zakazano wydawania opozycyjnych gazet, a opowiadających się za demokracją demonstrantów brutalnie rozpędzano. Biya zobowiązał armię do przejęcia kontroli nad najbardziej kłopotliwymi prowincjami i uparcie odrzucał wezwania opozycji do zwołania kongresu narodowego.

W 1991 r. koalicja grup opozycyjnych zorganizowała „Opération Villes Mortes” (akcję wymarłych miast), aby zmusić prezydenta do ustępstw. Była to kampania strajków i nieposłuszeństwa obywatelskiego, mająca na celu sparaliżowanie państwa od poniedziałku do piątku. Zwolenników tej akcji zachęcano do całkowitego uchylania się od pracy, do odmowy płacenia jakichkolwiek podatków i do wycofywania pieniędzy z formalnego obiegu bankowego. Kampania ta na kilka dni zatrzymała działalność gospodarczą, jednak okazało się, że trudno ją było utrzymać w dłuższej perspektywie. Przedłużająca się walka o władzę przyczyniła się do wzrostu napięć etnicznych. Biya od dawna faworyzował własną grupę etniczną Beti, najliczniejszą w południowym Kamerunie. Otaczał się prominentnymi doradcami z południa zwanymi „Beti barons”. Stojąc w obliczu opozycji etnicznej z innych regionów, wezwał do solidarności wśród współplemieńców Beti. Na zjeździe w Yaoundé, leżącym w sercu kraju Beti, oświadczył, że „jak długo Yaoundé oddycha, tak długo żyje cały Kamerun”. Przedstawiciele Beti z tego regionu ofiarowali mu maczetę, włócznię i bęben. Był to gest uznany w pozostałych częściach kraju za prowokację.

Ostateczne rozstrzygnięcie nastąpiło w wyborach prezydenckich, które odbyły się w październiku 1992 r. Po kampanii obfitującej w tradycyjne w Afryce akty zastraszania, przemoc, oszustwa i nieprawidłowości wyborcze, Biya zdobył zaledwie 40% głosów, ale jego rywale, choć w sumie dostali 60% głosów, podzielili je między sobą i tym sposobem zwyciężył Biya. Ogłoszenie wyników wyborów doprowadziło do gwałtownych protestów zwolenników opozycji w wielu regionach kraju (w szczególności na północnym zachodzie). Rywal prezydenta w wyborach John Fru Ndi (zdobył ok. 35% głosów) i kilku jego współpracowników trafili do aresztu domowego, a na północnym zachodzie kraju wprowadzony został stan wyjątkowy. W czasie kolejnej kadencji Biya znowelizował konstytucję, wprowadzając do niej limit dwóch kadencji prezydenta, co umożliwiło mu na nowo ubiegać się o prezydenturę. Wydłużona została też długość kadencji prezydenta do 7 lat. Biya tradycyjnie wygrał wybory, które naznaczone zostały licznymi fałszerstwami. Pokonał zdecydowanie 7 kontrkandydatów. Zdobył aż 92,57% głosów. Po zaprzysiężeniu powołał nowy rząd, w skład którego weszła partia opozycyjna UNDP po raz pierwszy w historii Kamerunu.

Na przełomie wieków administracja i służby bezpieczeństwa Kamerunu kontynuowały walkę z ruchem secesjonistycznym. W grudniu 1999 r. separatystyczna organizacja Rada Narodowa Południowego Kamerunu ogłosiła secesję 2 prowincji, które w epoce kolonialnej były częścią Kamerunu brytyjskiego. W odpowiedzi władze centralne dokonały aresztowań wśród przywódców ruchu. Opozycja zarzucała rządzącym marginalizację społeczności anglojęzycznej, podkreślając fakt, że tylko troje z 2 tys. żołnierzy wcielonych do armii w tamtym czasie mówiło w jęz. angielskim. Proces secesjonistów w Yaoundé był wielokrotnie odraczany, a obrońcy oskarżonych podważali kompetencję trybunału wojskowego do rozpoznania tej sprawy. Oskarżeni następnie oświadczyli, że złożyli obciążające ich zeznania pod groźbą utraty życia i w wyniku tortur. W końcu trybunał wydał 3 wyroki dożywocia, a 29 osób zostało uniewinnionych. Amnesty International skrytykowała werdykt, wskazując na stronniczość sądu i torturowanie oskarżonych. Wyrok został też skrytykowany przez Komitet Praw Człowieka.

Zamieszki nie ustawały, w grudniu 1999 r. separatyści zdobyli stację radiową w Buéi i ponownie ogłosili powstanie niepodległego Kamerunu Południowego. Wkrótce zostali aresztowani i byli przetrzymywani przez kolejne kilkanaście miesięcy. Pod koniec 2001 r. ponownie wzrosło napięcie między rządem a grupą anglofońskich separatystów, doprowadzając do wybuchu zamieszek. Co najmniej trzy osoby zginęły w starciach w czasie manifestacji w Kumbo, zorganizowanych przez separatystów z SCNC (Narodową Radę Kamerunu Południowego). Aresztowanych zostało kilkuset działaczy SCNC, a władze wprowadziły godzinę policyjną. Atmosfera w kraju nie polepszyła się do 2004 r. – roku kolejnych wyborów prezydenckich. Biya tym razem otrzymał wsparcie grupy ponad 100 piłkarzy z legendarnym Rogerem Milą na czele. Mimo niezadowolenia społeczeństwa z prowadzonej przez władze polityki oraz licznych manipulacji Paul Biya ponownie wygrał zdecydowanie osiągając ponad 70% głosów poparcia. Opozycja odrzuciła oficjalne rezultaty głosowania, ale dla prezydenta wszystko przebiegło „normalnie i zgodnie z planem”. Liderów opozycji nazwał politycznymi amatorami, którzy doprowadziliby kraj do anarchii, rozpadu i dyplomatycznej izolacji. Sąd Najwyższy podzielił zdanie prezydenta i potwierdził jego zwycięstwo.

Biya zgodnie z konstytucją nie mógł ubiegać się o trzecią reelekcję w kolejnych wyborach w 2011 r. Jednak w 2008 r. zdominowany przez jego partię RDPC parlament zmienił obowiązujące zaledwie od 1996 r. prawo, znosząc ograniczenie liczby kadencji głowy państwa. Masowe protesty społeczne nie były w stanie zmienić nowego prawa, które wybory przekształciło w absolutną farsę. W międzyczasie wybory parlamentarne w 2007 r. wygrał rządzący RDPC zdobywając 85% mandatów. Tymczasem w kraju doszło do kolejnej fali protestów społecznych i zamieszek. Obok kwestii politycznych i manipulowania konstytucją, główną ich przyczyną była pogarszająca się sytuacja materialna społeczeństwa oraz ogłoszone przez rząd podwyżki cen paliw. Strajkowali pracownicy transportu, kierowcy autobusów i taksówkarzy. W Yaoundé, Douali i Bamendzie doszło do gwałtownych zamieszek. Władze skierowały przeciwko protestującym służby bezpieczeństwa. W starciach z nimi zginęło 40 osób, ale wg. organizacji praw człowieka liczba ofiar przekraczała 100 zabitych.

Biya uznał zamieszki za kolejną próbę odsunięcia go od władzy przez opozycję. Stwierdził, że to co nie udało się przy urnie wyborczej, chce ona uzyskać na drodze przemocy. By jednak uspokoić sytuację rząd musiał wycofać się po dwóch dniach od wybuchu zamieszek z decyzji o podwyżce cen paliw, a następnie podniósł płace sektora publicznego o 15% i obniżył cła na podstawowe towary. Jednocześnie aresztowano ok. 1,5 tys. osób oskarżonych o grabież własności prywatnej i państwowej. Była to cena za przyjęcie w relatywnym spokoju społecznym zmian w konstytucji gwarantującym dożywotnią władzę sędziwemu prezydentowi. W 2011 r. Biya zapewnił sobie 6 kadencję, uzyskując prawie 78% głosów. Prezydent wygrał ponownie wybory prezydenckie w 2018 r. z komfortowym wynikiem 71,3% głosów.

Jak widać Biya jest niezwykle sprawnym politykiem, który na początku swojego urzędowania obiecał Kameruńczykom walkę z korupcją. Jednak po umocnieniu swojej władzy i wyeliminowaniu wszystkim przeciwników temat walki z korupcją jakby zszedł na dalszy plan. W latach 80-tych XX w. urzędnicy byli na tyle skorumpowani, że otwarcie domagali się łapówek, beż żadnej obawy przed konsekwencjami. Sytuacja nie uległa zmianie również w latach późniejszych. W 1999 r. Transparency International ogłosiła Kamerun najbardziej skorumpowanym państwem świata, co było wielkim osiągnięciem ze względu na niezwykle silną konkurencję. Władze, zamiast podjąć kroki przeciwdziałające korupcji, oskarżyły organizację o celową próbę niszczenia wizerunku Kamerunu i niweczenie jego wysiłków na rzecz rozwoju gospodarczego. Raport przyczynił się jednakże do pewnych działań rządu i rozpoczęcia kilku programów antykorupcyjnych. Jednakże działania te, podobnie jak w przeszłości, służyły głównie podtrzymaniu monopolu władzy przez prezydenta i partię rządzącą. W 2003 r. Kamerun został sklasyfikowany na 124 miejscu raportu Transparency International najbardziej skorumpowanych państw świata na 133 uwzględnione państwa. W 2006 r. pozarządowa organizacja Action Aid oskarżyła rząd kameruński o defraudację części pomocy zagranicznej Banku Światowego przeznaczonych na walkę z wirusem HIV i leczenie chorych na AIDS. W 2007 r. Transparency International opublikowała badania, w których informowała, że 79% Kameruńczyków wręczało w ciągu ostatniego roku łapówki, by coś załatwić w urzędach. Pozostałych 21% zapewne nie było stać nawet na łapówki.

Porażony skalą zjawiska Biya w 2007 r. zrobił pokazową akcję i sam stanął na czele powołanej Komisji Antykorupcyjnej, która przeprowadziła antykorupcyjną kampanię w radiu i na ulicach oraz wezwała policję do opublikowania nazwisk urzędników podejrzanych o łapówkarstwo i defraudację państwowych funduszy. W wyniku działań komisji, skazanych zostało kilku byłych ministrów i dyrektorów państwowych spółek. W 2009 r Kamerun znalazł się na 146 miejscu kolejnego raportu Transparency International. Ale już na 180 wymienionych państw. Wg. tej organizacji administracja Paula Biyi jest jedną z najbardziej skorumpowanych na świecie. Już w 1997 r. „The New York Times” oszacował majątek prezydenta na skromne wówczas 75 mln. USD. W 2009 jeden z NGO oszacowała ten majątek na ok. 100 mln. USD, wliczając w to posiadłości na francuskim Lazurowym Wybrzeżu i w Niemczech oraz firmy wydobywcze i zajmujące się eksploatacją drewna w Kamerunie. W tym samym 2009 r. oburzenie opinii publicznej w Kamerunie i we Francji wywołały informacje mediów o kosztownych wakacjach Biyi i jego małżonki Chantal, znanej na świecie nie tylko z ekstrawaganckiej fryzury, ale też śmiałych i wyrazistych kreacji, we francuskim kurorcie La Baule. Płacili oni ok. 40 tys. USD dziennie za 43 wynajmowane pokoje hotelowe w tej pięknej, położonej nad Atlantykiem francuskiej miejscowości. Oznaczało to wydatek ok. 880 tys. USD w ciągu 3-tygodniowych wczasów jedynie na pokrycie kosztów zakwaterowania. Minister komunikacji Kamerunu skomentowała doniesienia, bez żenady oznajmiając, że prezydent ma prawo wydawać przydzielone mu środki w dowolny sposób, a cała sprawa jest próbą destabilizacji kraju. Przyznała równocześnie, że sam Biya nie płacił z własnej kieszeni za luksusowe wakacje, użył do tego celu środków z budżetu państwa.

Tymczasem na innym polu konflikt między anglojęzycznymi secesjonistami a francuskojęzycznym rządem w Kamerunie bynajmniej nie wygasł, wręcz przeciwnie. Od początku niepodległości Kamerunu w walkach straciły życie setki tysięcy ludzi, a ponad milion zmuszono do ucieczki. W 2016 r. dziesiątki tysięcy osób z regionów anglojęzycznych rozpoczęło protesty m.in. przeciwko używaniu języka francuskiego w szkołach i sądach. Anglojęzyczna mniejszość oskarżała frankofońską większość o jej marginalizację. Demonstrujący twierdzili, że dyskryminacja przejawiała się m.in. w sferze nadawania wysokich stanowisk publicznych oraz w stopniowym wypieraniu systemu prawa zwyczajowego (common law) przez system prawny części francuskojęzycznej. Ponadto zwracali oni uwagę na potrzebę ochrony kultury języka angielskiego, ponieważ do pracy w szkole często nie są delegowani nauczyciele dwujęzyczni, lecz znający jedynie język francuski. Strajki i demonstracje spotkały się z brutalną i zbrojną reakcją rządu. Ponad 100 aktywistów trafiło do więzień. Lokalny konflikt stał się idealnym podłożem dla działalności ekstremistów – włączyli się terroryści z Boko Haram, której żołnierze bez trudu docierają do Kamerunu z sąsiedniej Nigerii. Armia kameruńska w dużej mierze wycofała się z północy kraju, aby skupić się na walce z separatystami.

W trakcie demonstracji w październiku 2016 r. doszło też do rozruchów w mieście Kumbo, gdzie więzieni byli protestujący w czasie demonstracji w poprzednim roku. Strażnicy więzienni zastrzelili 5 więźniów. W tym samym czasie kolejnych kilkanaście osób zostało zabitych przez siły bezpieczeństwa w wyniku eskalacji zdarzeń. Władze lokalne oraz Amnesty International potwierdziły 17 ofiar śmiertelnych w tych protestach. Równocześnie frankofoni zorganizowali kontrmanifestację w Douali, gdzie na ulice wyszły tysiące zwolenników zachowania jedności Kamerunu. Warto przy tym zaznaczyć, że nie wszyscy mieszkańcy anglojęzycznych regionów kraju popierają separatystów.

W kolejnym 2017 r. nastąpił dalszy ciąg protestów, tym razem jednak protestujący wyszli na ulice, domagając się pełnej niepodległości regionu. W starciach z siłami bezpieczeństwa znowu były ofiary, zginęło co najmniej 5 osób. Władze, spodziewając się protestów, zabroniły wszystkich publicznych zgromadzeń liczniejszych niż 4 osoby oraz nakazały zamknięcie niektórych miejsc, jak restauracje, sklepy, dworce autobusowe w większych miastach regionów zdominowanych przez ludność angielskojęzyczną (Północno-Zachodni i Południowo-Zachodni). Ponadto przemieszczanie się między różnymi anglojęzycznymi częściami kraju zostało ograniczone, podobnie jak ruch na granicy z Nigerią. Poza tym dostęp do internetu został ograniczony na 3 miesiące, a działanie aplikacji mediów społecznościowych, jak Facebook, tweeter, czy whatsapp zostało zakłócone na kilka dni przed rocznicą zjednoczenia kraju. Eskalację napięć potępił też Paul Biya. Separatyści rozpoczęli regularną wojnę partyzancką o niepodległość regionu anglojęzycznego jako Federalnej Republiki Ambazonii. Rząd odpowiedział ofensywą militarną, a powstanie rozprzestrzeniło się na regiony północno-zachodnie i południowo-zachodnie. Od 2019 r. trwają regularne walki między separatystami a siłami rządowymi. W 2020 r. liczne ataki terrorystyczne i represje ze strony rządu doprowadziły do rozlewu krwi w całym kraju. W latach 2016-2022 ponad 450 tys. osób opuściło swoje domy. Ponad 30 tys. ludzi z północnego Kamerunu uciekło do Czadu po starciach etnicznych o dostęp do wody między rybakami Musgum a etnicznymi arabskimi pasterzami Choa w grudniu 2021 r.

Sam Biya, urodzony we frankofońskiej części Kamerunu, absolwent paryskich uczelni, oskarżany był od lat o przymykanie oka na marginalizowanie anglojęzycznej mniejszości zarówno w wymiarze ekonomicznym, jak również w sferze stosunków publicznych. Fakt dyskryminacji potwierdziła zresztą Afrykańska Komisja Praw Człowieka i Ludów w sprawie Kevina Mgwanga Gunme przeciwko Kamerunowi w 2009 r. Komisja odniosła się wówczas także do powstania w latach 90-tych XX w. południowo-kameruńskich ugrupowań secesjonistycznych. Stwierdziła m.in., że punktem wyjścia dla dialogu między rządem, a opozycją, powinno być porzucenie przez tę ostatnią dążeń niepodległościowych. Było to ważne orzeczenie Komisji o tyle, że było ono zbieżne z nieprzychylnym nastawieniem afrykańskiej społeczności międzynarodowej wobec ruchów secesjonistycznych.

Postrzegane są one, zresztą najzupełniej słusznie jako szczególne zagrożenie dla bezpieczeństwa na kontynencie. Już bowiem w 1964 r. OJA (poprzednik Unii Afrykańskiej) „zamroziła” polityczną mapę Afryki, deklarując niezmienność granic państw, powstałych w procesie dekolonizacyjnym. Nie może zatem dziwić, że próby oderwania Katangi od DRK oraz Biafry od Nigerii nie powiodły się m.in. z uwagi na brak politycznego poparcia społeczności międzynarodowej dla ich roszczeń. Biafrę uznały zaledwie 4 państwa afrykańskie, Katangi zaś nie uznało żadne z nich. Na gruncie prawa międzynarodowego dopuszczalność secesji wydaje się ograniczona tylko do wąskiego kręgu przypadków, w których dochodzi do porozumienia między metropolią, a oddzielającą się prowincją (tak było w przypadku oderwania się Sudanu Południowego od Sudanu, a wcześniej Erytrei od Etiopii). Dlatego też zarówno prawo międzynarodowe, jak również panujący w Afryce klimat polityczny, nie sprzyjają tendencjom separatystycznym w Kamerunie. Należy się raczej spodziewać politycznego zaangażowania Unii Afrykańskiej, która nawołuje do konieczności kontynuowania dialogu między rządem a protestującymi.

Kamerun czeka natomiast poważny problem związany z sukcesją po Paulu Biya (rocznik 1933). Pod koniec 2024 r. po kilku tygodniach, w czasie których Biya nie pojawiał się publicznie, władze wydały komunikat, że prezydent przebywa z prywatną wizytą w Genewie i cieszy się dobrym zdrowiem, a doniesienia o jego chorobie określiły jako „czystą fantazję”. Następnie jednak minister spraw wewnętrznych Nji (warto zapamiętać to nazwisko) podjął kuriozalną decyzję, że „jakakolwiek debata w mediach na temat stanu zdrowia prezydenta jest surowo zabroniona”, gdyż jest kwestią bezpieczeństwa narodowego. Tych, którzy będą chcieli o stanie zdrowia prezydenta publicznie debatować minister określił jako „przestępców, którzy będą musieli stawić czoła pełnej mocy prawa”. Reuter podał, że jeśli Biya nie będzie w stanie dłużej sprawować władzy ze względu na stan zdrowia lub gdy okaże się, że nie żyje, Kamerun może pogrążyć się w chaosie. Tym razem opinia publiczna wydawała się nie respektować decyzji rządu o zakazie dyskusji na temat zdrowia prezydenta. Dziennikarze krytykowali ją jako próbę wprowadzenia w kraju cenzury. Skoro dyskusja na temat zdrowia Joe Bidena i innych światowych przywódców była publiczna, w Kamerunie też nie mogła być tematem tabu. Próba ukrycia się za bezpieczeństwem narodowym w temacie zdrowia prezydenta została potępiona z oburzeniem nie tylko przez środowiska dziennikarskie.

W lipcu 2025 r., w czasie mojego pobytu w Kamerunie, Paul Biya ogłosił, że październiku 2025 r. będzie kandydować w wyborach prezydenckich na nową kadencję 7–letnią. Będzie wtedy miał niemalże 93 lata. Gdyby dożył do końca swojej 8 kolejnej 7-letniej kadencji miałby zatem prawie 100 lat! Biya ponoć już nie kontaktuje, nie może mówić, ale to nie pierwszy przypadek w Afryce, że można przeprowadzić skuteczną kampanię nie pokazując się, nie spotykając z nikim i nie przemawiając publicznie. Do kandydowania sędziwego i niesprawnego prezydenta namówiła jego rodzina i najbliższe otoczenie, czyli główni beneficjenci systemu korupcyjnego, który Biya stworzył w czasie swojej stanowczo zbyt długiej kariery politycznej. Kameruńczycy twierdzą, że to Biya jest główną przeszkodą zawarcia pokoju z anglofońską częścią Kamerunu (20% populacji Kamerunu), gdyż taka sytuacja jest mu na rękę, pokazuje się wówczas jako ojciec narodu, walczący o zachowanie jego integralności. Tylko, że przez 12 lat niepodległego Kamerunu ten kraj nieźle funkcjonował jako federacja i nie stracił swojej integralności. Biya przez 43 lata swoich rządów nie myślał ani przez chwilę ustabilizować sytuacji i przywrócić autonomii anglofonom. Za życia obecnego prezydenta sytuacja się nie zmieni, wypada tylko mieć nadzieję, że Biya wkrótce opuści ten świat i wtedy będzie można mówić o nowym otwarciu w tym kraju. Nie mający kontaktu ze światem sterczały starzec jest gwarantem utrzymania skorumpowanego państwa partii władzy RDPC. Tymczasem nie tylko Kameruńczycy mają go dosyć (nie spotkałem nikogo, kto byłby jego zwolennikiem), podobno Macron i Trump też próbowali wpłynąć poprzez jego otoczenie, by Biya dał sobie wreszcie spokój, ale jak widać na próżno. Tylko plakaty na ulicach pokazują stare zdjęcia w miarę sprawnego Biyi z podpisem: “Paul Biya, l’homme d’état au déstin prodigé”. To prawda: pod rządami Biyi Kamerunowi została tylko wiara w cuda!  Jedno jest pewne: kraj ten czekają bardzo gorące, miesiące drugiej połowy 2025 r.!

Zobaczmy zatem jak Paul Biya radził sobie z gospodarką. Kamerun jest krajem słabo rozwiniętym, dominującym sektorem gospodarki jest rolnictwo. PKB na mieszkańca w tym dosyć sporym kraju (oficjalna liczba ludności: 28,7 mln. w 2023 r., ale nieoficjalnie to ponad 40 mln., ponieważ rząd ostatni spis ludności przeprowadził 20 lat wcześniej, a przyrost naturalny w Kamerunie jest ogromny) był na wyjątkowo niskim poziomie 1674 USD (2023), co przekładało się na PKB per capita PPP w wysokości 4419 USD (2022). Kamerun odnotował wzrost gospodarczy nawet w pandemicznym 2021 r. (0,3% PKB), ale już w kolejnych latach powrócił na stabilną i wzrastającą ścieżkę wzrostu (3,3% w 2021 r. oraz 3,6% (2022), by w 2023 r. osiągnąć całe 4%. Jednocześnie Biya prowadził cały czas konserwatywną politykę fiskalną, z wyjątkiem początku lat 90-tych XX w., kiedy deficyt finansów publicznych w stosunku do PKB wyniósł rekordowe 131,4%! W 2023 r. dług publiczny do PKB wyniósł 41,9% (spadek z 47,15% w pandemicznym 2021 r.). Z kolei deficyt budżetowy w 2023 r. spadł do poziomu 0,9% PKB. W okresie od 1990 do 2023 r. kształtował się on na poziomie zaledwie -0,67% PKB, osiągając historyczną nadwyżkę w 2006 r. (aż 33% PKB) i historyczny deficyt w wysokości -6,4% PKB w 2015 r. Jak na warunki europejskie Kamerun nieźle radził sobie z inflacją. W dekadzie po 2015 r. kształtowała się ona na poziomie od 0,6% (2017) do 4,6% (2022). Możemy tylko pozazdrościć. Ostrożna polityka makroekonomiczna Paula Biyi w czasie jego stanowczo zbyt długiego panowania jest, moim zdaniem, sekretem jego hegemonii na scenie politycznej Kamerunu. Poza kilkoma latami na przełomie lat 80- i 90-tych XX w. gospodarka kraju była zawsze w fazie wzrostowej, aczkolwiek nigdy nie należała do liderów wysokości wzrostu PKB na kontynencie afrykańskim.

Podstawą gospodarki Kamerunu jest rolnictwo (ponad 40% PKB), z którego utrzymuje się ok. 70% ludności. Grunty orne zajmują jednak tylko 15% powierzchni tego górzystego kraju (najwyższa góra to Mount Cameroon, liczący ponad 4 tys. m n.p.m. Rośnie tu praktycznie wszystko, ale głównie maniok, banan plantan, kukurydza, orzeszki ziemne, sorgo, proso, trzcina cukrowa, palma olejowa, kakao, kawa, kauczuk, banany czy bawełna. Na północy kraju dominuje hodowla bydła, kóz, owiec, rybołówstwo (w Douali jadłem chyba najlepszą solę w życiu), a przede wszystkim eksploatacja lasów (mahoń, heban). A kolei przemysł generuje blisko 20% PKB, dominuje głównie górnictwo naftowe. Ropa naftowa wydobywana jest ze złóż podmorskich Zatoki Gwinejskiej w pobliżu granicy z Nigerią od 1977 r. Znaczna część (dokładnie nie wiadomo jaka) wpływów z wydobycia ropy trzymana jest na rachunkach bankowych we Francji, Szwajcarii i Nowym Jorku. Kwoty te są bezwzględnie przywłaszczane przez prezydenta, jego otoczenie i firmy kontrolowane przez rząd, czyli Biyę. Eksploatowane są też pokłady gazu ziemnego i rud żelaza (Kribi), wapieni (Garoua), boksytów (Ngaoundéré i przygotowane do eksploatacji złoża na wyżynie Adamawa) z dużą hutą aluminium w Edéa. Dominującą pozycję w gospodarce kameruńskiej utrzymują podmioty i obywatele Francji, usługi bankowe zdominowane są nadal w blisko 100% przez Francuzów.

Trudno mówić o Kamerunie jako o jakimś ciekawym turystycznie zakątku Afryki. Wręcz przeciwnie: kraj jest wybitnie aturystyczny, brakuje podstawowej infrastruktury. W ciągu kilku dni pobytu w Kamerunie nie widziałem ani jednego białego turysty, ale nie byłem w stolicy kraju - Yaoundé. Douala, gdzie przyleciałem z Gabonu jest brzydkim molochem, mieszka tu ponoć 8 mln. ludzi, w tym wielu uchodźców z sąsiednich krajów. Trzeba stąd szybko uciekać i jechać dalej. A jest co oglądać! Interior kraju jest fantastyczny z olśniewającymi krajobrazami ciągnących się plantacji wszystkich upraw i owoców, które można sobie wyobrazić. Kamerun jest przede wszystkim spichlerzem Francji. Podobno wszystkie banany Francja sprowadza właśnie stąd. Kraj jest dosyć górzysty, ponieważ położony jest blisko równika i dysponuje żyznymi glebami, wegetacja jest wyjątkowo bujna, co robi wyjątkowe wrażenie. Również drogi są sporo lepsze, nawet w porównaniu z Gabonem (z wyjątkiem wyjazdu z przeludnionej Douali, który jest katastrofą). Zdecydowałem się spędzić większość czasu w trzecim największym mieście kraju – Bafoussam, położonym w interiorze. Mieszka tam ok. 1,2 mln. osób, a jeszcze 10 lat wcześniej było ich 4 razy mniej. W pobliżu można zobaczyć wodospady Ekom, byłem tam jedynym turystą. A niedaleko Bafoussam znajdują się piękne pałace królestwa Bapa, można tam spotkać na miejscu nawet obecnego króla przy odrobinie szczęścia. Wrażenie robią też jaskinie Fovu z majestatycznymi monolitami skalnymi. Na niedostępnym Południu w dżungli znajduje się wyjątkowy park narodowy – rezerwat fauny rzeki Dja (Réserve de faune du Dja), który w 1987 r. wpisany został na listę UNESCO. 

Z kolei tereny Kamerunu Zachodniego, zamieszkane przez mniejszość anglojęzyczną są niedostępne ze względu na toczący się tam od wielu dekad wspomniany konflikt zbrojny. Trudno doprawdy zrozumieć, dlaczego Kamerun nie wykorzystuje swoich walorów turystycznych? Wygląda, że jest to decyzja samego prezydenta Paula Biyi. Mam nadzieję, że po jego śmierci ten piękny kraj otworzy się na turystykę zewnętrzną, gdyż dzisiaj jest praktycznie niedostępny. Biya już dawno powinien ustąpić, jego długie panowanie nie pozwala się Kamerunowi rozwijać i pozbawia jego obywateli jakichkolwiek perspektyw na poprawę ich losu.

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Komentarze


O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt

©2019 by Traveling Economist. Proudly created with Wix.com

bottom of page