top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Meksyk

  • 9 lip 2021
  • 24 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 28 sty



Meksyk jest kwintesencją Ameryki Południowej, prawdziwym hegemonem, wschodzącą potęgą gospodarczą, siódmą gospodarką świata, jedną z najszybciej rozwijających się i nadrabiających zapóźnienia cywilizacyjne. A jest to jedna z kolebek cywilizacji człowieka, którego pierwsze ślady sięgają 13 tysięcy lat. Byli tutaj Olmekowie, Majowie (to z tego okresu pochodzą majestatyczne piramidy wTeotihuacánw pobliżu Ciudad de Mexico, który w tym czasie było jednym z największych miast na świecie), Toltekowie, wreszcie potężne imperium stworzyli Aztekowie. Cywilizacja i imperium Azteków zostały zniszczone przez hiszpańskich konkwistadorów. Po odkryciu Nowego Świata i pierwszych porażkach z oddziałami Majów, do Meksyku udał się z kolejną ekspedycjąHernanCortez w 1519 r., co stanowiło początek 300 letniej hegemonii hiszpańskiej nad regionem. Mimo, że armia Corteza była nieliczna (zaledwie 600 osób), a wojska Azteków były 10 000 razy liczniejsze (!), to jednak wielu Indian nie chciało walczyć z Cortezem z powodu okrutnych ofiar z ludzi, które w celach rytualnych dokonywali Aztekowie. Cortez sprytnie to wykorzystał zawierając koalicje z lokalnymi plemionami indiańskimi. Jego armia stawała się coraz liczniejsza, by w 1521 r. osiągnąć aż 100 tys. Po zaciętych walkach Cortez zdobył stolicę Azteków, schwytał, osobiście torturował i w końcu zamordował ich ostatniego władcęCuauhtemocaoraz odbudował stolicę, nadając jej nazwę Meksyk. Wokół jego postaci narosło wiele legend. Jego podbój Meksyku z garstką ludzi jest wprawdzie uważany za przykład geniuszu strategicznego, niemniej powielał on tylko dobrze sprawdzony schemat działania konkwistadorów, polegający na skłócaniu i podboju ludności tubylczej. Upadek stolicy AztekówTenochtitlánbył decydujący dla podboju Meksyku, ale inne części kraju, jak Jukatan zostały podbite ostatecznie wiele lat później (dopiero pod koniec XVII w.). Do zwycięstwa Hiszpanów przyczynił się nie tylko ich spryt, ale też epidemia ospy, którą Europejczycy przywieźli do Nowego Świata, a która spowodowała śmierć jednej trzeciej populacji Indian w pierwszych sześciu miesiącach po przybyciu Hiszpanów. Cortez natychmiast zakazał azteckich mordów rytualnych i szybko poprosił króla Hiszpanii, by wysłał misjonarzy w celu chrześcijańskiej ewangelizacji nowej kolonii. Franciszkanie i dominikanie bardzo szybko i sprawnie uporali się z tym zadaniem w ciągu kilkudziesięciu zaledwie lat. Hiszpanie nazwali wówczas Meksyk Nową Hiszpanią, panowali niepodzielnie 300 lat. Dzięki nowym zdobyczom terytorialnym w Nowym Świecie Hiszpania stała się jednym z dominujących mocarstw ówczesnej Europy i przedmiotem zazdrości zwłaszcza Anglii i Francji, a waluty terytorium (srebrna peseta albo hiszpański dolar) były pieniądzem globalnym. Hiszpanie narzucili nowym terytoriom system pańszczyzny (encomiendas), który był rodzajem pracy przymusowej. Nie było to jednak niewolnictwo, które konkwistadorzy rezerwowali dla górnictwa. W ciągu trzech wieków hiszpańskiego panowania w Meksyku osiedliło się ok. 700 tys. Hiszpanów, przeważnie byli to mężczyźni. Wraz z innymi Europejczykami, Afrykańczykami i miejscowymi Indianami stworzyli oni istną mieszankę narodowościową (mestizos, czyli metysi), którzy stanowią zdecydowaną większość populacji Meksyku.  

Meksyk uzyskał niepodległość w 1821 r. na fali powstań narodowowyzwoleńczych, które ogarnęły cały kontynent Ameryki Południowej. Po trwającej 10 lat wojnie wojska hiszpańskie zostały pokonane przez miejscowych secesjonistów kreolskich, a wicekról (rodzaj gubernatora hiszpańskiego) zmuszony był abdykować. W 1823 r. wprowadzony został ustrój republikański. Szybko jednak młoda republika skonfrontowana została z poważnymi problemami. Najpierw była to secesja Teksasu dokonana przez amerykańskich osadników, a w 1845 r. wybuchła wojna amerykańsko-meksykańska, która kompletnie zrujnowała gospodarkę Meksyku. Następnie już w czasie rządów Benito Juareza kraj został zaatakowany przez Francję. Juarez po zakończeniu Wojny Secesyjnej w USA dostał jednak wsparcie Amerykanów i tym samym zakończona została krótka historia Drugiego Cesarstwa (Francji w Meksyku), w 1867 r. cesarz Maksymilian został rozstrzelany, a „cesarstwo” się rozpadło. Po śmierci Juareza władzę przejął Porfirio Diaz, który z kolei sprawował rządy dyktatorskie aż do 1911 r. Był zręcznym manipulatorem, wyspecjalizował się w szczególności w fałszowaniu wyborów, ale także w eliminowaniu i mordowaniu opozycji. Wyborcom z kolei zawsze mówił to, co chcieli usłyszeć. Obaliła go rewolucja meksykańska. Najbardziej znani liderzy rewolucji Pancho Villa i Emiliano Zapata dążyli do wywłaszczenia właścicieli latyfundiów (1000 rodzin, Kościół i obcokrajowcy posiadali 97% gruntów ornych) i realnej reformy rolnej. Mimo przejęcia kontroli nad miastem Meksyk, w kolejnych latach ich rebelia została stłumiona przez lojalistów, wspartych też interwencją USA. Okres rewolucji pojawiał się w wielu znanych produkcjach hollywoodzkich, z których najsłynniejsza, moim zdaniem, to „VivaZapata” E. Kazana. Warto zobaczyć, by poczuć atmosferę tego okresu.  

Po kilkunastoletnim chaosie politycznym w kraju w 1923 r. władzę przejęła na długie lata PRI (Partido Revolucionario Institucional), która rządziła aż do wyborów prezydenckich w 2000 r. Po II Wojnie Światowej Meksyk doświadczył wiele kryzysów gospodarczych, cały czas rządzony był przez PRI. Ekonomistów interesuje przede wszystkim kryzys walutowy i gospodarczy Meksyku, który do historii ekonomii światowej przeszedł pod nazwą tequila crisis. Początki tego kryzysu wystąpiły już w 1982 r., kiedy Meksyk zanotował duży deficyt budżetowy (aż 16% PKB) oraz dług publiczny przekraczający 85% PKB, który finansowany był głównie na rynkach zagranicznych. Nastąpił kryzys walutowy, który pociągnął za sobą kryzys zadłużeniowy oraz bankowy (znacjonalizowano banki), co z kolei było przyczyną głębokiej recesji gospodarczej. Średni wzrost PKB w latach 1979-1989 wyniósł zaledwie 2,1%. Była to zatem stracona dekada (podobnie jak w Polsce). Władze monetarne zareagowały standardowo, zmniejszając deficyt poprzez wprowadzenie restrykcji budżetowych. W tym okresie udało się też zmienić strukturę zadłużenia z rynków zagranicznych na rynek krajowy, co spowodowało, że tequila crisis nie był aż tak głęboki. Miał on charakter kryzysu bankowego, w przeciwieństwie do kryzysu 1982 r. (kryzys bilansu płatniczego). Koszt ratowania banków był jednak wyjątkowo duży. Banki po 1982 r. były w stosunkowo dobrej kondycji, charakteryzowały się zupełnie przyzwoitą rentownością, również dzięki istotnej roli kapitału zagranicznemu. Sytuacja zmieniła się w 1994 r. Do tego czasu napływ kapitału zagranicznego był trzykrotnie większy niż deficyt bilansu płatniczego i jednocześnie wzrastały rezerwy walutowe. W efekcie działania banku centralnego nakierowane były wyłącznie na przeciwdziałanie nadpłynności sektora bankowego poprzez operacje sterylizujące (zdejmowanie z rynku nadmiaru pieniądza), by uniknąć presji inflacyjnej. Negatywnym aspektem tego procesu był wzrost kosztów działania banku centralnego. Od początku 1994 r. tendencja wzrostowa napływu kapitału zagranicznego została odwrócona. Poziom rezerw walutowych drastycznie się zmniejszył do zaledwie 6 mld USD w grudniu 1994 r. W takiej sytuacji teoria głosi, że należy dokonać radykalnego podniesienia stóp procentowych i zdewaulować walutę krajową ze wszystkimi negatywnymi skutkami dla wyhamowania wzrostu gospodarczego. Ten klasyczny mechanizm nie został jednak zastosowany w Meksyku. W momencie wybuchu kryzysu nie zmieniono polityki monetarnej na restrykcyjną ze względów politycznych. W roku wyborów prezydenckich politycy nie chcieli nawet słyszeć o podejmowaniu niepopularnych decyzji. Zamiast tego w grudniu 1993 r. podjęto decyzję o sfinansowaniu długu publicznego krótkookresowymi kredytami walutowymi, czyli uczyniono odwrotnie niż 10 lat wcześniej, zwiększając w ten sposób ryzyko wystąpienia kryzysu. Dla obniżenia kosztów obsługi długu rząd skonwertował dług denominowany w peso na dług krótkoterminowy denominowany w dolarze USA. Większość skonwertowanych papierów dłużnych posiadało 91-dniowy termin wykupu, mimo że warunki ich pierwotnej emisji przewidywały okres wykupu półroczny, bądź roczny. Dodatkowo w 1994 r. sytuacja na rynkach międzynarodowych nie sprzyjała Meksykowi, wzrastało ryzyko kursowe oraz ryzyko krajowe, co przy niskiej rentowności papierów meksykańskich w porównaniu z krótkookresowymi papierami amerykańskimi sprawiło trudności w ich uplasowaniu. Musiała wzrosnąć ich rentowność, a pod koniec 2014 r. dokonano faktycznej dewaluacji peso o 15% przez rozszerzenie dopuszczalnego pasma wahań. Okazało się to niewystarczające i kurs peso został całkowicie uwolniony.

Oparcie zadłużenia publicznego na krótkookresowych kredytach walutowych okazało się bardzo ryzykowną strategią. Dodatkowo przyczyna kryzysu była praktycznie wbudowana w mechanizm kursowy Meksyku. Do 1995 r. był to bowiem system kursu stałego bądź kurs związany z koszykiem walut (przede wszystkim dolara USA). Wtedy gracze rynkowi są przekonani, że kurs walutowy nie zmieni się, dopóki nie nastąpi konflikt z innymi ważniejszymi celami polityki ekonomicznej rządu. Jeśli taki konflikt występuje, to wówczas ci gracze (zwani moim zdaniem niesłusznie spekulantami, bo słowo to ma charakter pejoratywny, a przecież ci inwestorzy zachowują się ze swojego punktu widzenia racjonalnie) przewidując zmianę polityki kursowej, próbują przyspieszyć konieczne decyzje poprzez zajmowanie krótkich pozycji walutowych (oczywiście o charakterze spekulacyjnym, bo przecież nie ma gwarancji, że władze monetarne takie decyzje podejmą) zakładających dewaluację atakowanej waluty. Nie wierzą w stabilność kursu i możliwości jego utrzymania przez bank centralny.

Kryzys walutowy w Meksyku nie wybuchł z powodu wysokiego długu rządowego, gdyż w latach go poprzedzających nie był on wcale taki wysoki (1990: 50%, 1991: 46%, 1992: 35%, 1993: 35%, 1994: 37,2%). W tym samym czasie w Niemczech i Francji wynosił on 50%, w Hiszpanii 60%, we Włoszech blisko 300%, a w Belgii jeszcze więcej. Jednak w Meksyku zrealizowała się samospełniająca prognoza. Wyborom prezydenckim w 1994 r. towarzyszyły niepokoje społeczne (powstanie zbrojne w prowincji Chapas), inwestorzy zauważyli ponadto topniejące rezerwy walutowe kraju. Doszli do wniosku, że Meksyk nie będzie w stanie wykupić swojego długu zagranicznego, którego zapadalność przypadła na początek 1995 r. Rząd w takiej sytuacji stracił możliwość rolowania długu. Szybki wzrost gospodarczy i realna aprecjacja peso spowodowały wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących i w następstwie wzrost deficytu bilansu handlowego. W warunkach globalizacji prowadzenie polityki makroekonomicznej stało się dużo bardziej złożone. W Meksyku wystąpiła bardzo gwałtowna reakcja na deficyt bilansu handlowego, co z kolei wywołało kryzys walutowy. Dewaluacja spowodowała obniżenie ratingu inwestycyjnego kraju i możliwość zaciągania długu za granicą. Zresztą inwestorzy przyjęli decyzję o skokowej dewaluacji peso za zbyt spóźnioną.

Innym wyzwaniem meksykańskiej polityki gospodarczej w II połowie lat 80-tych była walka z inflacją. W 1987 r. rząd przyjął plan stabilizacji gospodarczej oparty na mechanizmie kursu walutowego. Podpisano umowę społeczną, w której ustalono, że ceny, place i poziom kursu walutowego będzie ustalany na regularnych spotkaniach rządu z organizacjami pracodawców i pracobiorców. W ten sposób doszło do zmiany reżimu kursowego ze stałego na regulowany pasmem wahań (adjustable narrow band). Gospodarka zareagowała w sposób przewidywalny: nastąpił boom gospodarczy, agregaty monetarne (M2, M3), rosły szybciej niż PKB, realny kurs walutowy wyraźnie się wzmocnił, a nierównowaga na rachunku bieżącym zaczęła się zwiększać z uwagi na niski wzrost produktywności pracy i konkurencyjności towarów krajowych za granicą. W latach 1989-1993 doszło do realnej aprecjacji peso o 30% (w szczycie nawet 60%). Wzmocnieniu waluty towarzyszył, jak zwykle w takich okolicznościach, wzrost napływu portfelowego kapitału zagranicznego, który w warunkach niskiej inflacji dawał początkowo nadzieję na utrzymanie trwałego wzrostu gospodarczego. Dobrej sytuacji gospodarczej towarzyszyła agresywna polityka banków komercyjnych (w szczególności udzielały one kredyty konsumpcyjne dla sektora prywatnego).

Generalnie można powiedzieć, że o ile rząd prowadził zupełnie rozsądną politykę budżetową, to banki nie wykazały się podobnym rozsądkiem, doprowadzając przez nadmierną emisję kredytu do narastania problemu złych długów oraz pozwalając na nadmierne zadłużanie przedsiębiorstw. Dodatkowo, gdy różnica nominalnych stóp procentowych w kraju i za granicą jest duża, wówczas przedsiębiorstwa uznają, że warto podjąć ryzyko walutowe i skorzystać z pozornie tańszych kredytów zagranicznych. Oczywiście takie ryzyko firmy mogą zabezpieczyć stosując odpowiednie instrumenty hedgingowe, ale w Meksyku (nie tylko zresztą tam, w Polsce mieliśmy pod koniec 1 dekady XXI w. kryzys spowodowany stosowaniem spekulacyjnych opcji walutowych) nie były one stosowane ze względu na ich wysoki koszt, słabą dostępność, ale przede wszystkim bagatelizowanie ryzyka przez zarządy firm. Podobny zresztą rodowód ma problem kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich w Polsce, który zatrząsłstabilnością naszego systemu bankowego. Kryzys walutowy w Meksyku doprowadził do załamania konsumpcji sektora prywatnego (z 4,6% w 1994 do minus 9,5% w 1995), drastycznego spadku PKB (z 4,4% w 1994 do minus 6,2% w 1995), załamania się produkcji przemysłowej (spadek z 4,8% do minus 7,8% w 1995 i minus 10,4% w 1996), podwojenia stopy bezrobocia oraz gwałtownego wzrostu inflacji do 35% w 1995 r. To wszystko spowodowało, że system bankowy Meksyku znalazł się na krawędzi załamania.

Wtedy nastąpiła potężna interwencja rządu poprzez wdrożenie kilku programów wspomagających system bankowy bez konieczności uruchamiania kredytów refinansowych banku centralnego (ich emisja doprowadziłaby niewątpliwie do jeszcze większego wzrostu inflacji, przez co konieczne byłoby utrzymywanie wysokich stóp procentowych w dłuższym czasie ze wszystkimi negatywnymi skutkami dla kondycji gospodarki). Była ona sfinansowana środkami publicznymi, których koszt wyniósł ok. 20% PKB. Głównym problemem dla rządu meksykańskiego było szybkie odzyskanie wiarygodności na rynku długu. Było to możliwe po przyznaniu i szybkim uruchomieniu przez USA i MFW pakietu ratunkowego dla Meksyku (pożyczka stabilizacyjna w wysokości 50 mld $, a później tzw. Brady bonds). Dzięki tej akcji na początku 1995 r. odpływ kapitału z Meksyku został zahamowany.  

Kryzys w Meksyku był dla świata zaskakujący. Meksyk był w niezłej sytuacji gospodarczej, był za to chwalony przez MFW, Bank Światowy, czy OECD. W szczególności buforem, który uśpił czujność analityków był niski deficyt budżetowy i finansów publicznych oraz nieduża inflacja. Dodatkowo kraj przystąpił do NAFTA (północno-atlantyckie stowarzyszenie wolnego handlu), zanotował olbrzymi wzrost transgranicznych obrotów kapitałowych oraz obrotów handlowych z zagranicą. W takich warunkach nastąpiła realna aprecjacja kursu poprzez politykę silnego peso (skutek walki z inflacją), wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących i deficytu bilansu płatniczego. Nie znaczy to, że nie wolno posługiwać się kursem walutowym dla osiągnięcia celów inflacyjnych. Trzeba to jednak czynić w sposób wyważony. Kurs walutowy nie może być jedynym elementem stabilizacji antyinflacyjnej, w odpowiednim czasie potrzebne jest dostosowanie kursowe, zapobiegające nadmiernemu deficytowi obrotów bieżących. W przypadku Meksyku, ze względów politycznych jak i negocjacji członkowskich w NAFTA, decyzja w sprawie dewaluacji niestety nie zapadła. Musi też być dobrany odpowiedni reżim kursowy, gdyż nadmierne usztywnienie kursu przy braku możliwości jego utrzymania (z powodu niewystarczających rezerw walutowych) prowokuje atak spekulacyjny na walutę. Autorzy polskiej transformacji systemowej kilka lat wcześniej lepiej odrobili lekcje z makroekonomii i zadbali o systemowe wsparcie polityki kursowej. Dodatkowo regulator systemu finansowego Meksyku w zapędzie liberalizacyjnym początku dekady lat 90-tych XX w. nie zauważył zbyt dużej ekspansji akcji kredytowej banków dla sektora prywatnego, która przez kilka lat przed kryzysem przyrastała w tempie 25% rocznie oraz pogarszającej się jakości portfela kredytowego. Lekcja kryzysu meksykańskiego to także maksyma, że reformy stabilizujące wskaźniki makroekonomiczne powinny uwzględniać realne procesy gospodarcze. Nie należy przedwcześnie liberalizować przepływów kapitałowych bez zdrowego systemu bankowego. Taki błąd popełniono w Meksyku, takich błędów uniknął wcześniej Balcerowicz w Polsce. Gospodarka meksykańska bardzo boleśnie odczuła skutki kryzysu. Płace realne dopiero po 10 latach wróciły do poziomu z 1994 r., PKB przez kolejną dekadę rósł średnio w tempie 2,6% rocznie, znacznie poniżej potencjału rozwojowego kraju. Stąd też nazwa „efektu tequili”, który daje się we znaki długie lata po zażyciu tego skądinąd oryginalnego trunku. Ja mogę to tylko potwierdzić, po nadużyciu tequili wiele lat temu nadal mam odrazę do tego napoju, myślę, że każdy kto go nadużył zachowuje się podobnie.

W czasach pandemii PKB Meksyku - drugiej po Brazylii gospodarce Ameryki Łacińskiej - spadł aż o 8,35% w 2020 r., jednak w ostatnim kwartale 2020 r. gospodarka radziła sobie lepiej niż oczekiwano. Recesja była największa od 1932 r., czyli od Wielkiego Kryzysu. W drugiej połowie 2020 r. gospodarka odrobiła znaczną część strat pandemicznych, a PKB wzrósł w ostatnim kwartale roku o 3,1% w porównaniu z kwartałem poprzednim. Jednak gwałtowny wzrost zakażeń pod koniec 2020 r. doprowadził do ponownego wprowadzenia ograniczeń w handlu, co skutkowało ogromnym spowolnieniem gospodarczym. Meksyk szybko uporał się z pandemią, pewno dlatego, że był pierwszym państwem w Ameryce Łacińskiej, które rozpoczęło szczepienia. Już w 2021 r. gospodarka wróciła na tory szybkiego wzrostu (6,05% PKB), jednak dynamika wzrostu PKB stawała się coraz mniejsza (3,7% w 2022, 3,2% w 2023, 1% w 2024, 1,2% w 2025). Wychodzeniu Meksyku z recesji pandemicznej pomogła tarcza pomocowa Bidena, poluzowanie polityki monetarnej w USA oraz korzystne terms of trade. Dynamika długu publicznego w stosunku do PKB Meksyku zadziwiająco przypominała sytuację polskich finansów publicznych w latach 2024-2025. Wskaźnik ten w Meksyku wynosił w 2024 r. 49,7% PKB, by lawinowo wzrosnąć do 60,2% w 2025 r. Inflacja była pod kontrolą (3,7% na koniec 2025 r.), tak samo bezrobocie (2,4%).

W 2018 r. prezydentem Meksyku został LopezObrador (potocznie zwany AMLO), który wygrał wybory za trzecim podejściem. Jest przedstawicielem antyestablishmentowej Partii Odrodzenia Narodowego Morena, którą sam założył (mimo że wcześniej należał - jak większość meksykańskiej klasy politycznej - do PRI) i typowym złotoustym reprezentantem latynoskiego typu populisty, znajdującego łatwe rozwiązania dosyć skomplikowanych problemów. Wcześniejsze wybory prezydenckie AMLO przegrywał: w 2006 r. z konserwatystą Felipe Calderonem, a w 2012 r. z Enrique PeñaNieto, z wracającej chwilowo do władzy PRI. Wiatr w żagle AMLO uzyskał dzięki lawinowemu wzrostowi przestępczości, któremu nie zapobiegła wojna z kartelami narkotykowymi wypowiedziana przez Calderona. W latach 2007-2018 ginęło w kraju w wojnie meksykańskiej armii z bandytami z karteli co roku od 25 do 35 tys. osób. AMLO ogłosił, że cała klasa polityczna, „neoliberalna oligarchia”, zawiodła naród, zatem teraz on upomni się o jego prawa. W 2018 r. objechał cały kraj, w odległych, opuszczonych i zubożałych miasteczkach ściskał ręce ludzi, dyskutował, przyznawał rację w ich skargach, prawił mądrości życiowe i błogosławił. Wiele lat wcześniej sporo o nim słyszałem od mojego meksykańskiego nauczyciela języka hiszpańskiego, który był pod jego głębokim wpływem, wielokrotnie skarżył się, że AMLO został okradziony z sukcesu wyborczego, a przegrane wybory były fałszowane. Mało kto brał go w Meksyku na poważnie, chociaż był burmistrzem Mexico City. Lubił fotografować się z biografią Tomasza z Akwinu, dużo mówił o demokracji ludowej, do rządów prawa zawsze miał bardzo swobodny stosunek. Oto przykłady jego wypowiedzi: „Prawo niesprawiedliwe nie nadaje się. Prawo jest dla ludzi, a nie ludzie dla prawa”. Jego zdaniem przywódca musi „czuć puls ludu” i „zejść w dół”. O sobie mówił publicznie: „Ja budzę ruch sumień, ruch duchowy, prości ludzie, gdy ze mną rozmawiają, mówią mi, że się modlą. Ja jestem demokratą, mistykiem, jestem w rękach ludu”. Ten bełkot nie brzmiał poważnie, tym większe było zaskoczenie, kiedy w 2018 r. zaskakująco wygrał wybory.

Swoje rządy AMLO określał jako dziejowy przełom, który miał zapoczątkować erę szczęśliwości narodowej, czwartą transformacją. Pierwszą była wojna o niepodległość (1810), drugą wielkie liberalne reformy konstytucyjne (1857-1868), trzecią rewolucja meksykańska (1910-1920). „Skromny” prezydent zapoczątkował codzienne telewizyjne pogawędki z narodem na podobieństwo ewangelickich kaznodziejów. Oczywiście rozmawiał tylko z potulnymi sobie dziennikarzami, a innych albo wykluczał, albobeszteształ jako wrogów ludu. Godzinami rozprawiał na dowolne tematy, plótł o historii uciśnionego ludu i jego bohaterach. Stałym motywem były wyszukane inwektywy pod adresem „tych na górze”, „mafiosów”, „bogaczy”, „ważniaków”, „oprawców” czy „spryciarzy”. Niewygodne pytania prezydent zwykle ignorował albo uchylał, a gdy przypominano mu fakty, odpowiadał, że ma inne dane. W ten sposób prezydent rozpoczął czwartą transformację swojego kraju. Jedną z jego wiekopomnych inicjatyw było usunięcie z centralnego bulwaru Mexico City - Paseo de la Reforma - pomnika Krzysztofa Kolumba. W ten sposób władze chciały zademonstrować, że Kolumb, który otworzył Hiszpanom drogę do Nowego Świata, nie jest ich bohaterem. Wcześniej Lopez Obrador - po raz kolejny zresztą - ogłosił, że Meksyk chce przeprosin od Hiszpanii oraz Kościoła katolickiego za podbój, ludobójstwo, kolonizację i grabież bogactw przedkolumbijskiego Meksyku. Rok wcześniej Lopez Obrador napisał w tej sprawie list do króla Hiszpanii oraz papieża Franciszka. Napisał wówczas, że „rany otwarte na skutek podboju 500 lat temu wciąż ropieją, a krzywdy domagają się pojednania - należy spisać krzywdy i zniewagi wyrządzone rdzennym ludom Meksyku, czyli gwałty na prawach człowieka. Były rzezie i zniewolenie, podboju dokonano mieczem i krzyżem, narzucono jednej kulturze i cywilizacji inną kulturę i cywilizację”. Król Filip nie odpowiedział, a zamiast niego rząd Hiszpanii wyraził głębokie ubolewanie z powodu meksykańskiej prośby i odrzucił ją, dodając, że najazdu Hiszpanów nie można interpretować w dzisiejszych pojęciach, ale zapewnił, że chce współpracować z rządem Meksyku.  

Na Obradora spadła wówczas fala krytyki i drwin z powodu jego historycznego rewizjonizmu. Historycy i intelektualiści, meksykańscy i hiszpańscy, drwili, że Obradormieni się dziedzicem kultury ludów Mezoameryki sprzed podboju Corteza, choć sam jest białym potomkiem hiszpańskich osadników przybyłych w XIX w. do niepodległego Meksyku i nie ma nic wspólnego z indiańskimi korzeniami. Zresztą prekolumbijscy Aztekowie podbili dziesiątki plemion przed przybyciem Hiszpanów, corocznie z pojmanych jeńców wybierali dziesiątki tysięcy ludzi, które składali bogom w ofierze, brutalnie mordowali i w końcu zjadali. Gdyby do Corteza nie przyłączyło się 100 tys. wojowników z podbitych wcześniej przez Azteków plemion, Hiszpanie nigdy nie zdobyliby ich stolicy Tenochtitlán. Wielu z nich przyłączyło się do konkwistadorów także później, przeszło na chrześcijaństwo i wzięło udział w podboju reszty tego ogromnego kraju, ciesząc się przywilejami otrzymanymi od Hiszpanów. Po roku od tamtych listów Obradorpowtórzył niemal dokładnie swoje żądanie przeprosin i wyraził nadzieję, że Hiszpanie oraz papież się zreflektują. Meksyk pod wodzą swojego oryginalnego prezydenta zorganizował w 2021 r. wiele uroczystości, które upamiętniły m.in. 700-lecie założenia stolicy prekolumbijskiego imperium Azteków Tenochtitlán, 500-lecie jego zdobycia przez Corteza oraz 200-lecie niepodległości Meksyku. Z tego powodu Obrador wysłał do Europy swoją żonę, która w Watykanie ponownie wręczyła papieżowi Franciszkowi list z prośbą, by przeprosił za „haniebne bestialstwa” wyrządzone rdzennym ludom w imię wiary katolickiej. Z kolei we Francji, Austrii i Niemczech pierwsza dama Meksyku zabiegała o zwrot skarbów dawnych kultur meksykańskich, które zostały wywiezione do Europy. W Wiedniu prosiła o zwrot napierśnika, który król Azteków Moctezuma podarował Cortezowi, a we Włoszech zażądała zwrotu kodeksów spisanych przez hiszpańskich misjonarzy, zawierających wyczerpujące opisy zwyczajów rodzimej kultury. Brak informacji o skuteczności tych zabiegów, ale prawdopodobieństwo sukcesu jest zapewne podobne do żądań kilkuset miliardów odszkodowań od Niemiec przez PiS i równie mądrej polityki historycznej tej partii zbliżonej do historiozofii Obradora.  

Inną inicjatywą AMLO było zarzucenie budowy nowoczesnego lotniska w Mexico City rozpoczętej jeszcze za poprzedniego rządu. Nie bacząc na koszt inwestycji zaawansowanej w 40%, ogłosił, że naród jej nie potrzebuje i przeznaczył teren lotniska pod wielkie tereny rekreacyjno-sportowe, co kosztowało ok. 3 mld. USD odszkodowań. Potem ogłosił budowę 1500 km kolei przebiegającej przez puszcze tropikalne Jukatanu. Kolej, której budowę zlecił armii, miała przynieść dobrobyt i cywilizację ludności regionu pozbawionego nowoczesnej sieci komunikacyjnej i transportowej. Wprawdzie prezydent obiecał, że nie zostanie ścięte ani jedno drzewo, ale rychło okazało się, jak wielkie zniszczenia unikalnej przyrody Jukatanu przynosi bizantyjska budowa z jej rabunkową wycinką puszczy i dewastacją podziemnych jezior (słynnych cenotes), przebijaniem linii kolejowych przez rezerwaty przyrody, dzikim wywłaszczaniem gruntów, czy budową infrastruktury bez zezwoleń. Te zniszczenia i nadużycia potwierdzały ekspertyzy zarówno niezależnych, jak też rządowych instytutów ochrony przyrody. Wszystkie one były ignorowane przez prezydenta. Obrońców przyrody, autorów ekspertyz wyzywał od „pseudoekologów”, a wojskowym budowniczym kazał je ignorować i zaskarżał w sądzie najwyższym. Kolej została wprawdzie ukończona, ale nikt i nic ją nie jeździ, wg. raportów jest wykorzystywana w 2-3%.

Kolejnym grafomańskim pomysłem AMLO była budowa ogromnej rafinerii Dos Bocas, która miała przywrócić Meksykowi utraconą pozycję potęgi naftowej, którą stracił wskutek spadających cen ropy oraz szkodliwego monopolu państwowego Pemexu. Wojsku, armii lądowej i marynarce wojennej prezydent dał ogromną władzę i fundusze budżetowe. Powierzył im bowiem zarząd ceł, portów, kolei, dworców i lotnisk. Żeby wyrównać historyczne nierówności społeczne i materialne, AMLO nie szukał reform strukturalnych, tylko dawał biednym pieniądze do ręki. Podniósł bardzo niską do tej pory pensję minimalną oraz rozdał różnym grupom społecznym dotacje, zapomogi i stypendia wraz z innymi świadczeniami. Samotne matki, rodziny wielodzietne, emeryci, niepełnosprawni, młodzi bezrobotni, potomkowie Indian dostawali zapomogi od ręki. W powszechnym rozdawnictwie pośredniczyła armia tysięcy młodych ludzi rozsyłanych po domach w całym kraju, żeby wybadali potrzeby społeczeństwa i nieśli dobrą nowinę. Na potrzeby rozdawnictwa prezydent przeznaczał fundusze rezerwowe i drenował budżet kosztem środków przeznaczanych na służbę zdrowia i edukację. Szpitalom brakowało pieniędzy i leków, kolejki do lekarzy stawały się coraz dłuższe, a w szkołach brakowało nauczycieli i miejsc dla dzieci, ale najważniejsze było to, że ludzie dostawali gotówkę do ręki. Według szacunków w ciągu 6 lat swoich rządów ze „szczodrości” AMLO skorzystało ok. 15 mln. Meksykanów, którzy statystycznie opuścili strefę biedy. Jednak wszyscy ci obdarowani dalej pozostawali na zasiłku państwa, nie mając lepszej pracy ani perspektyw zawodowych i życiowych. Na koniec kadencji prezydenta ekonomiści, łącznie z tymi związanymi z rządem, uważali, że źródło tych dotacji było na wyczerpaniu. Jeśli Meksyk nie przyspieszy swojego rozwoju gospodarczego, rząd nie znajdzie finansowania transferów socjalnych. Kadencja AMLO przyniosła średni wzrost PKB w wysokości zaledwie 1% rocznie.

W czasie pandemii Covid-19 prezydent zachowywał się jak inni czołowi negacjoniści: Trump w USA i Bolsonaro w Brazylii. Zaprzeczał epidemii, ukrywał dane o jej zasięgu, sabotował walkę z wirusem, odradzał noszenie maseczek, nie importował szczepionek i sabotował szczepienia. Nie zamknął granic, dalej uczestniczył w wiecach z wyborcami. Zachęcał natomiast do publicznych spotkań, rozdawał ludziom amulety i zaklęcia przeciw epidemii, na czele ministerstwa zdrowia postawił szarlatanów, podobnie jakTrump w czasie swojej drugiej kadencji. Kiedy media wytykały mu ignorancję i lekceważenie pandemii, wyzywał krytyków od „dziennikarzy bez moralności”. Postępowanie AMLO doprowadziło do większości z 800 tys. zgonów, rząd zaniżył dane do 300 tys. Jednak najbardziej ciemną stroną „osiągnięć” AMLO było jego zblatanie się ze światem przestępczym. Już na początku swojej 6-letniej kadencji zerwał z polityką swoich poprzedników ścigających kartele narkotykowe, proklamując „politykę miłości” wobec bandytów, czego uosobieniem było hasło „Abrazos y no Balazos” (przytulanie zamiast kul). Lopez Obrador zawiesił wojnę z bandytami, bo uznał, że jego poprzednicy nic nie wskórali, skoro w latach 2007-2014 zginęło co najmniej 180 tys. osób. W ciągu swojej kadencji rząd AMLO z bandytami nie walczył, natomiast bandyci dalej zabijali, tyle, że teraz bezkarnie. Walczyli między sobą, próbując zwiększać swoje wpływy, władzę nad życiem lokalnych społeczności i szlaki szmuglu narkotyków. Za jego kadencji zginęło kolejnych 200 tys. osób, a w samym tylko 2024 r. 35 tys. Wstrzemięźliwość państwa, a w istocie zielone światło dla bandytów, pozwoliła kartelom, które wcześniej w wyniku brutalnej wojny z rządem oraz walk wewnętrznych rozdrobniły się na mniejsze, autonomiczne gangi, sterroryzować całe połacie kraju, opanować władze lokalne, a nawet przejmować wytwórczość i handel.

W zamian za bezkarność bandyci zapewniali partii prezydenckiej Morena zwycięstwa w wyborach lokalnych do parlamentów stanowych i władz miejskich, czasami przepychały też własnych kandydatów. By zagwarantować właściwe wyniki głosowań, gangi porywały i zastraszały członków komisji wyborczych i mężów zaufania. Kartele zbudowały rozległe obszary wpływu zmieniając kraj w wiele bandyckich państewek, które w drodze terroru i przekupstwa objęły władzę nad życiem mieszkańców i gospodarką co najmniej 9 stanów. Kiedy krwawe rozprawy karteli nasilały się ponad miarę, prezydent dobrotliwym tonem perswadował w porannych kazaniach, by bandyci „nie przesadzali” z przemocą i „oszczędzali ludność cywilną”. Po ojcowsku karcił dobrotliwie słynnego herszta narkotykowego El Chapo (Guzmana), a jednocześnie zauważał, że „narkobandyci to także lud”. W 2022 r. pojechał do rodzinnego miasteczka el Chapo i spotkał się z jego matką. Pochylając się nad losem wyrodnego syna wydanego władzom USA i skazanego tam na dożywocie, obiecał „zacnej staruszce”, jak o niej mówił, wstawić się u Amerykanów, by pozwolili jej odwiedzić syna w więzieniu. W ten sposób kartele narkotykowe stały się partnerem rządzących, co było nie do pomyślenia nawet w czasie długich rządów PRI. Autorzy bestselleru „Czwarta transformacja przestępczości zorganizowanej”Ravelo i Montenegro dokładnie opisali, jak doszło do tego, że Meksyk stał się „państwem mafijnym”, pasożytniczym narkopaństwem, w którym rządy i bandyci dzielą się władzą wraz z łupami z narkobiznesu, handlu żywym towarem, kradzieży i szmuglu benzyny oraz ropy, łapówek i haraczy ściąganych z wszelkiej działalności gospodarczej, z plantacji avocado, cytryn, kopalni żelaza i złota, a także zyskami z zamówień publicznych.

Według byłego szefa agencji wywiadu Meksyku (CISEN) większość dawnych karteli rozpadła się na mniejsze, które opanowały lokalne rynki. Przetrwały ponoć tylko dwie duże organizacje: Sinaloa i Jalisco NuevaGeneración, a pod ich bokiem działało ok. 7 mniejszych regionalnych i aż 250 małych gangów. Bandyci nie żyją już tylko z narkotyków. Ich portfel aktywów stał się zdywersyfikowany i zbalansowany, składa się w 40% z marihuany, kokainy, amfetaminy i fentanylu, a pozostałe 60% zysków to haracze (derecho de piso), nakładane na wszystko, co przynosi dochód: od kopalni przez plantacje po hotele, bary i restauracje. Wg. szacunków organizacji przedsiębiorców te haracze sięgają nawet 1,5% meksykańskiego PKB. Jest wiele przykładów na to, jak przestępcy wkraczają do legalnej gospodarki. I tak kanadyjska kopalnia złota w Zacatecas zamknęła swój interes po kilku najazdach bandytów żądających kolejnych łapówek za „ochronę” i przepisała firmę na podsuniętych przez kartel „nabywców”. Inny koncern, do którego należała kopalnia rudy żelaza w Michoacan i stalownia w porcie Cardenas, zrzekł się kopalni na rzecz gangu Familia Michoacana, kiedy bandyci przejęli najpierw płacenie renty gruntowej wywłaszczonym chłopom, a później zażądali udziału w zyskach. Stalownia, by móc eksportować swój produkt do Chin w ten sposób przetrwać, zmuszona została kupować własną do niedawna rudę od gangu. Żyłą złota jest w Meksyku rabunek paliw z rurociągów i cystern oraz szmugiel benzyny zwany „huachicol”. Wg. szacunków 15% całej benzyny i innych paliw handlowanych na rynku pochodzi z kradzieży i przemytu, zajmują się nimi gangi oraz zblatowane z nimi władze, w tym wojsko zarządzające cłami, portami oraz infrastrukturą naftową.

Pod koniec 2025 r. wybuchła kolejna afera, która pokazała, że szmuglem amerykańskiej benzyny z Teksasu na skalę przemysłową zajmowała się siatka przestępcza zorganizowana przez ministra marynarki wojennej, kontradmirała i jego brata. W ciągu 5 lat gang oficerów marynarki sprowadzał amerykańską benzynę jak wodę, czyli nie płacąc ceł. Wg. administracji Trumpa do portów w Zatoce Meksykańskiej wpływały 3 tankowce tygodniowo. O udział w przemysłowym rabunku i szmuglu paliw oskarżony był też Mario Delgado - minister edukacji w rządzie Claudii Sheinbaum. To ważny polityk Moreny, który prowadził interes z królem huachicolu Carmoną. Wprawdzie ten ostatni został zabity w 2020 r., ale interes nadal kwitnie, gangsterom przypisywane są oszustwa celno-fiskalne na paliwie na kwotę 28 mld USD. Póki co nikomu z wojskowych ani polityków nie spadł włos z głowy. Trudno, by tak było, skoro proceder huachicol finansował kampanie wyborcze Moreny w 3 stanach. Państwo i partia władzy najwyraźniej zawarły niepisany pakt ze światem zbrodni: my wygrywamy wybory, a wy rządzicie interesem i dzielimy się zyskami. Następczyni AMLO Sheinbaum nie może zerwać tego paktu, bo rozsadziłaby własny rząd i partię.

Następcą Lopeza Obradora została Claudia Sheinbaum, córka Aszkenazyjczyka i Sefardyjki (wprawdzie urodzili się w Meksyku, ale ich rodzice przybyli w latach 30-tych XX w. do Meksyku z Litwy i Bułgarii), wykształcona w USA, wywodząca się podobnie jak jej poprzednik z dosyć tradycyjnej lewicy, hołdującej anachronicznej wizji Meksyku i świata, wierzącej w realny socjalizm na Kubie czy typ socjalizmu sowieckiego, który upadł wraz z Murem Berlińskim. Sheinbaum jest wierną kopią Lopeza Obradora, nawet mówi i zachowuje się jak jej guru. Rodzice Sheinbaumnależeli do skrajnej akademickiej lewicy, dla której marksizm był podręcznikowym przedmiotem, a wszyscy zachwycali się ruchami partyzanckimi w Meksyku i innych krajach. Zarówno Sheinbaum jak i AMLO powoli, ale skutecznie wzięli się za rozmontowywanie demokracji w Meksyku, która na dobre zaczęła dopiero funkcjonować po ponad 70 latach dyktatorskich rządów PRI (Mario Vargas Llosa nazywał ją "dyktaturą doskonałą"). Formalnie Meksyk był republiką od XIX w., miał podział władz od 1824 r., a po 1946 r. rządy cywilne, formalnie istniały też instytucje kontrolujące władzę wykonawczą, czyli prezydenta. Po 2000 r. wybrany został pierwszy pluralistyczny parlament, zniesiono cenzurę i zapanowała pełna wolność słowa, pojawiły się wolne, różnorodne światopoglądowo media. Był to zatem autentyczny przełom, a kraj bardzo się zmodernizował. Pierwsze trzy rządy demokratyczne konserwatystów Foxa, Calderona i Peña Nieto z PRI respektowały demokratyczny pakt. Ale na początku XXI w. do Ameryki Łacińskiej powrócił duch żywego populizmu oraz idea wodzowskich rządów w imieniu ludu. Jego niedościgłym pierwowzorem był argentyński peronizm, który właśnie doprowadził Argentynę do kolejnego bankructwa, a współczesnym wcieleniem stały się rządy Hugo Chaveza w Wenezueli. W Meksyku uosobieniem tego nurtu stał się AMLO.

Przykładów związków polityków Moreny z bandytami jest cała masa. Przed wyborami burmistrza w 2021 r. kandydatka opozycji Rodriguez prowadziła z dużą przewagą nad kandydatką Moreny, jednak kilka dni przed głosowaniem została porwana, przez co musiała wstrzymać swoją kampanię i przegrała wybory z morenistką. Wprawdzie ujawniła, co się stało, ale przezornie by ratować życie zrezygnowała z zaskarżenia wyników. Prokuratura nie podjęła żadnej próby wyjaśnienia okoliczności wyborczego terroru. Nikogo w Meksyku nie oburzyło, gdy gubernator stanu Sinaloa Ruben Rocha przyznał publicznie, że jako kandydat Moreny został w 2021 r. wybrany przy wsparciu i „za pozwoleniem” kartelu Zambadyz synami oraz wspomnianego „el Chapo” Guzmana. Jednocześnie dziennikarze dowiedli, że gubernator Rocha działał w zmowie z synami „el Chapo”, kiedy w 2024 r. zdradzili swojego kumpla Zambadę, porwali go i odwieźli awionetką do USA. Z kolei przeciw szefowi Moreny w Senacie Lopezowi prokuratura generalna zgromadziła tony dokumentów, z których wynikało, że kiedy był gubernatorem stanu Tobasco (został nim mianowany przez swojego kumpla z młodości AMLO), uczynił ministrem ds. bezpieczeństwa herszta miejscowego gangu „La Barredora”. Kiedy bandycka przeszłość ministra wyszła na jaw, ten uciekł, ale został złapany w Paragwaju i wyjątkowo aresztowany. Bliskie relacje i współpraca Lopeza z własnym ministrem bandytą była od lat publiczną tajemnicą, pisały o nich media. Jednak Morena odmówiła odebrania mu immunitetu, tak samo prokuratura nie postawiła mu zarzutów, póki chroni go szef partii i b. prezydent AMLO.

Po powrocie do władzy w styczniu 2025 r.Trump cały czas powtarzał, że Meksyk jest narkopaństwem. Trudno się z nim tym razem nie zgodzić w świetle przedstawionych faktów. Rząd Claudii Sheinbaum, zmuszany przez USA do współpracy w walce z narkobiznesem, wydał w 2025 r. Amerykanom 55 bandytów. Zrobił to na wyraźne żądanie administracjiTrumpa i nielegalnie, bez sądowego postanowienia i z pominięciem traktatu o ekstradycji. Gangsterzy byli wcześniej skazani lub więzieni w Meksyku, ale nie przestali działać w branży. Wydano ich na pokaz, nie naruszając sieci powiązań władz stanowych i federalnych ze światem przestępczym. Jest paradoksem, że nadzieją na walkę z bandytami w Meksyku stał się Donald Trump, który gardzi Meksykanami i nie cierpi migrantów. Oczywiście Trump nie ma żadnych szczytnych intencji, walcząc z kartelami. Dla niego zawsze najważniejsze były interesy i „tranzakcyjność” w polityce, a w przypadku Meksyku NAFTA, czyli traktat o wolnym handlu z Kanadą i Meksykiem. USA za drugiej kadencji Trumpadążyły bowiem do jego zmiany, co może mieć fatalne skutki zwłaszcza dla Meksyku. Póki co narkobiznes w Meksyku ma się dobrze i dobrze daje sobie radę z Trumpem. Bandyci potrafią bowiem dużo więcej niż tylko szmuglować kokainę. Zatrudniają studentów chemii do produkcji syntetycznych narkotyków, jak fentanyl, do którego sprowadzają składniki z Chin. Do przerzutu narkotyków do USA wykorzystują drony. Z takimi strukturami nie można walczyć zdalnie, to się nie udało Amerykanom w Kolumbii i z pewnością nie powiodłoby się też w Meksyku. Trudno sobie też wyobrazić bezpośrednią interwencję zbrojną w tak wielkim kraju, w przeciwieństwie do Wenezueli, która pod rządami najpierw Chaveza, a później jego szofera Maduro była w momencie porwania Maduro państwem upadłym. Rząd Sheinbaum zwykle reaguje pozytywnie na żądania Amerykanów. Ustępuje zatrzymując migrantów z innych krajów przechodzących przez terytorium Meksyku albo wydając hersztów narkotykowych. Kiedy Meksyk miał otworzyć fabrykę chińskich samochodów BYD, na żądanie Trumpa Claudia Sheinbaum wstrzymała decyzję o jej otwarciu. NAFTA jest jednak dużo bardziej istotna. JeśliTrump zażąda rewizji traktatu albo go po prostu wypowie, jak to miał w zwyczaju w przypadku wielu umów międzynarodowych, miałoby to dla Meksyku katastrofalne skutki. Wymiana gospodarcza Meksyku z USA w 2024 r. wyniosła ponad 840 mld. USD. USA eksportowały za 285 mld. USD, a importowały za ok. 458 mld. USD, czyli miały bilans handlowy na ok. 180 mld. USD.

Meksyk pod rządami Moreny wygląda jak fałszywa demokracja ludowa za czasów PRL, tylko podszyta zorganizowaną przestępczością. Syndykatu zbrodni nie może poskromić autorytarna władza, bo właśnie dzięki niemu ta ostatnia rośnie i krzepnie, a społeczeństwo mamione doraźnymi korzyściami i rozdawnictwem pieniędzy pada właśnie pierwszą ofiarą mafijnej autokracji. Wspomniany Porfirio Diaz mawiał jeszcze w XVIII w.: „Biedny Meksyk, tak daleko od Boga, tak blisko USA”. Sąsiedztwo imperialnych USA nie przesłużyło się wybijającemu się na niepodległość Meksykowi, dziś z kolei Meksykanie mają rodzimy problem. Przed 2000 r. kartele negocjowały z władzami PRI, nigdy jednak nie sięgały po władzę polityczną, w czasach prezydentur populistów AMLO i Sheinbaum zawierały natomiast sojusze wyborcze z partią rządzącą i uzgadniają z nią kto zostanie gubernatorem. Jak trzeba, porywają mężów zaufania i terroryzują bezkarnie komisje wyborcze. Rząd Moreny nic nie robi z narkobiznesem i całą przestępczością zorganizowaną. Niby jest minister odpowiedzialny za ten obszar, ale to bardziej teatr niż realne działanie, gdyż minister nie może rozliczyć gubernatorów, których wyznaczyła prezydent i kartele.

 Rządy AMLO można zdefiniować jako początek końca demokracji liberalnej w Meksyku. Nie trwała ona długo, przetrwała zaledwie 18 lat i nie zdołała zakorzenić się dość mocno. Zarówno AMLO, jak jego następczyni Claudia Sheinbaum wygrali demokratyczne wybory, ale czynili wszystko, by rozmonotowaćdemokratyczny system kraju, oczywiście wszystko to robią dla dobra ludu, codziennie prowadząc tzw. „mañaneras del pueblo”, czyli pogawędki o tym, jak uczynić Meksykanów szczęśliwym. I wyszło im, że drogą do powszechnej szczęśliwości jest unicestwienie niezależnego wymiaru sprawiedliwości, czyli to, co PiS próbował robić w Polsce w latach 2015-2023. Pseudoreformę sądownictwa, którą określili jako demokratyczną i w interesie ludu, AMLO oraz jego następczyni przepchnęli przez parlament głosami rządzącej partii Morena, przy czym kwalifikowaną większość konstytucyjną 2/3 głosów dało im w 2024 r. sporne orzeczenie trybunału wyborczego. To kontrolowane przez nich ciało przyznało Morenie i jej koalicjantom 73% mandatów, mimo że w dostali w wyborach 53% głosów. Za jednym zamachem zwolniono 700 doświadczonych sędziów zawodowych i powołano przez partię władzy nowych, niekompetentnych, a często adwokatów reprezentujących znanych bandytów. Sąd najwyższy Morena obsadziła w 80% sędziami lojalnymi wobec rządu, zlikwidowane zostały specjalistyczne izby, a specjalny trybunał dyscyplinarny miał karać nieposłusznych sędziów bez prawa do odwołania. To „copypaste” pseudoreform Ziobry z utworzeniem izby dyscyplinarnej w Polsce, którą wszystkie trybunały europejskie uznały za sprzeczną z prawem unijnym. Wcześniej rząd przejął dotąd niezależny Narodowy Instytut Wyborczy, który przez 25 lat (od 2000 r.) gwarantował uczciwe, równe i przejrzyste wybory. Zlikwidowany został również Instytut Jawności Informacji Publicznej oraz niezależny urząd telekomunikacji dbający o niezależność i pluralizm mediów.

AMLO szykanował niezależne media od początku swojej kadencji, dziennikarze, historycy, politolodzy czy wszelkie autorytety publiczne krytykujące rządy AMLO iSheinbaum regularnie są piętnowani przez rząd jako wrogowie ludu i oczywiście faszyści. Pod groźbą kontroli skarbowych lub prokuratorskich oraz wycofania przez rząd ogłoszeń, rząd od 2018 r. wymuszał skutecznie czystki krytycznych dziennikarzy i zastępowanie ich przez klakierów. Najbardziej dokuczliwi i krytyczni wobec rządu są regularnie piętnowani po nazwisku jako wrogowie na wspomnianych prezydenckich pogadankach (mañaneras). Ostatnim elementem demontażu systemu była „reforma” ordynacji wyborczej. Konstytucjonaliści meksykańscy ostrzegali, że oznacza to radykalną zmianę ustroju i zabetonowanie monopolu Moreny, która wiernie kopiuje sposób sprawowania władzy przez PRI. Opozycja biła na alarm, że Meksyk zmierza w kierunku nowej populistycznej tyranii i niekonstytucyjnej zmiany ustroju, gdyżSheinbaum zniszczyła niezależne dotąd instytucje kontrolne. W ten sposób znikają prawno-instytucjonalne ograniczenia władzy wykonawczej i nie wywołuje to większego zainteresowania Meksykanów. Pewno dlatego, że demokracja i równość wobec prawa nigdy na dobre nie zakorzeniły się w społeczeństwie, gdyż ograniczały się tylko do elity społecznej, nie były zatem demokracją dla wszystkich. Dlatego społeczeństwo ma gdzieś wymiar sprawiedliwości i to, co z nim robi władza. Rządy prawa zostały zastąpione populizmem prawnym hołdującym kryteriom politycznej użyteczności, a nie prawnym zasadom. Jak obrazowo to ujął meksykański intelektualistaAguilar Camin: „Konstytucja stanowi, że Meksyk jest republiką federalną opartą na podziale władz. Od 2024 r. nie mamy już ani republiki, ani federalnej, ani demokratycznej, ani podziału władz. To jeszcze nie jawna dyktatura, to dyktatura wschodząca. Rusztowanie jest gotowe, teraz władze chcą ją ustanowić”.

Meksykanie nie wierzą, że demokracja niesie im lepsze życie. Nie wierzą, że dzieci będą miały lepiej niż rodzice. Sądzą najwyraźniej, że lepszy jest ustrój autorytarny, dlatego kupują demagogię populistyczną i akceptują nadużycia władzy. Meksykanie zawsze mieli roszczeniowy stosunek do władzy, teraz to się zmieniło, gdyż ich sytuacja materialna się polepszyła. AMLO rozdał ludziom mnóstwo pieniędzy w programach społecznych, zapomogach, zasiłkach czy stypendiach. Ceną była utrata bezpieczeństwa i obniżenie jakości i dostępności opieki zdrowotnej i szkolnictwa. Obywatele dbają tylko o siebie i swoje rodziny, inni ich nie obchodzą. Zanikło poczucie sprawiedliwości, rozkwitł skrajny indywidualizm. To paradoks, że do tego wszystkiego doprowadziły rządy, które mienią się ludowymi.

Meksyk to też kraj mający do zaoferowania wiele niewiarygodnie pięknych miejsc i atrakcji turystycznych. To nie tylko gwarantowane słońce, zadziwiająca sceneria, piękne piaszczyste plaże Jukatanu, ale też niezwykle bogata spuścizna kulturalna i historyczna tego olbrzymiego i fascynującego kraju. Równie popularne jak ośrodki turystyczne takie jak Acapulco, Cancun, Playa Del Carmen czy wyspa Cozumel jest dobrze zachowane wspaniałe miasto Majów Chichén Itza, niezwykle urokliwe Tulum, piramidy Azteków w Teotihuacán. Na mnie wielkie wrażenie zrobiło miasto Puebla z nocnym balem ludowym, na którym zabawiali się jego mieszkańcy. Nigdzie nie czułem specjalnego niebezpieczeństwa, chociaż wrażenie robią uzbrojeni po zęby policjanci i wojsko patrolujące ulice. Dużo większym zagrożeniem dla bezpieczeństwa zdrowotnego jest natomiast tequila, przed której nadużywaniem przestrzegam, gorąco zachęcając do odwiedzin tego niezwykle gościnnego kraju.  



Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Komentarze


O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt

©2019 by Traveling Economist. Proudly created with Wix.com

bottom of page