Liechtenstein
- 6 godzin temu
- 14 minut(y) czytania
Księstwo Liechtenstein powstało w 1719 r., kiedy cesarz Karol VI połączył majątki ziemskie Vaduz i Schellenberg proklamując księstwo, które stało się 343 państwem składowym Rzeszy Niemieckiej. Jednak w odróżnieniu do zdecydowanej części tych organizmów państwowych to malutkie alpejskie księstwo dalej istnieje, a jego mieszkańcy należą do najzamożniejszych ludzi na świecie.
Najstarsze ślady osadnictwa na terenie dzisiejszego Liechtensteinu pochodzą z II tysiąclecia p.n.e., a najstarszymi znanymi ludami byli tutaj Celtowie oraz Retowie, stąd nazwy niektórych miejscowości mają celtyckie pochodzenie. W roku 15 p.n.e. tereny należące dzisiaj do księstwa Liechtensteinu trafiło pod panowanie rzymskie jako prowincja Recji, czyli prowincji utworzonej na obecnych terenach wschodniej Szwajcarii, Liechtensteinu, zachodniej Austrii (Voralberg i Tyrol) oraz południowych Niemiec (część dzisiejszej Bawarii i Badenii-Wirtembergii). Odkryto licznej ślady rzymskiej kultury, w tym nawet kilka willi. Od III w. trwał na tereny Liechtensteinu napływ plemion germańskich. W IV i V w. rozpowszechniło się tu chrześcijaństwo. Teodoryk Wielki, jeden z najpotężniejszych i najbardziej światłych władców wczesnego średniowiecza, dzięki popieraniu rozwoju nauki i sztuki oraz wybitnym zdolnościom organizacyjnym, włączył Recję do królestwa Ostrogotów, a po jego śmierci trafiła ona pod panowanie frankijskie. Z kolei za czasów Karola Wielkiego utworzono hrabstwo Recji. W wyniku podziału Państwa Franków tereny Liechtensteinu zostały przyłączone do Niemiec jako część Księstwa Szwabii. W latach 911-1208 istniało Księstwo Alemanii, składające się z połączonych Szwabii i Recji. Od 1396 r. hrabstwo Vaduz podlegało bezpośrednio władzy cesarskiej. Ziemie Vaduz i Schellenbergu wielokrotnie przechodziły w ręce różnych panów feudalnych, by w XVII w. trafić pod panowanie rodu Hohenems.
Powstanie Księstwa Liechtensteinu wiąże się jednak przede wszystkim ze starym niemieckim rodem Liechtensteinów z Austrii. Cieszyli się oni na przełomie XVII i XVIII w. wielkim bogactwem, na które składały się 24 miasta, 46 zamków oraz 791 wsi i dalej nastawieni byli na ekspansję poprzez zwiększanie swoich wpływów i władzy. By zostać członkiem rady cesarskiej, należało posiadać ziemię pod bezpośrednim zwierzchnictwem Rzeszy. I tu w historii księstwa pojawiła się postać Jana Adama Liechtensteina, który odegrał kluczową rolę w jego utworzeniu. Był on najmłodszym synem księcia Karola Euzebiusza oraz Joanny Beatrix z rodu hrabiów von Dietrichstein. Wczesne dzieciństwo spędził pod opieką swojej ciotki przebywając na zamku Austerlitz i w Brnie. Pod koniec 1666 r. przeniósł się do rodzinnego zamku Feldsberg, gdzie osobnu dwór zapewniał mu wychowanie odpowiednie do jego statusu. Podróżował m.in. do Wiednia, Grazu, Steintitz i Göding. Po śmierci matki udał się do Włoch, przybierając pseudonim baron von Eisenberg. Po powrocie do Wiednia zamieszkał w klasztorze Braci Miłosierdzia z powodu problemów zdrowotnych. W 1679 r. wybrał się na drugą podróż do Wenecji, jednak poważne pogorszenie stanu zdrowia zmusiło go do powrotu do Feldsbergu. Po osiągnięciu pełnoletności ojciec przekazał mu w zarząd majątki Plumenau i Butschowitz.
W 1681 r. poślubił swoją kuzynkę, hrabinę von Dietrichstein, co budziło spore kontrowersje. Ze względu na pokrewieństwo konieczna była papieska dyspensa. Małżeństwo było udane, gdyż doczekało się aż 12 dzieci. Para osiedliła się na zamku Plumenau, gdzie początkowo Jan Adam koncentrował się na odbudowie zamku. Jego kandydatura na stanowisko Oberlandeshauptmanna Śląskiego w 1682 r. została jednak odrzucona przez ojca. Po śmierci ojca (1684) Jan Adam objął regencję i dziedzictwo Wielkiej Karolińskiej Primogenitury Domu Liechtensteinów (primogenitura to zasada prawna bądź zwyczajowa, przyznająca najstarszemu synowi lub potomkowi pierwszeństwo w dziedziczeniu majątku oraz tytułów, stosowana powszechnie w feudalizmie dla utrzymania niepodzielności dóbr szlacheckich). W skład primogenitury wchodziły liczne majątki, w tym Landskron, Feldsberg, Eisgrub oraz posiadłości w Wiedniu, Brnie i Pradze. Po przejęciu władzy jego najważniejszym zadaniem było spłacenie długów ojca. Dzięki reorganizacji administracji i własnym zdolnościom zarządczym Jan Adam nie tylko uregulował zobowiązania, ale również wypracowywał olbrzymie zyski. W 1686 r. rozpoczął budowę klasztoru i kościoła w Feldsbergu, sprowadzając tam franciszkanów. Jego gospodarcze zdolności zostały docenione przez cesarza Leopolda I, który mianował go Tajnym Radcą. Liechtestein wspierał cesarza także finansowo, udzielając mu licznych pożyczek. W 1692 r. Jan Adam nabył księstwo Göding, a 3 lata później przejął księstwa Sternberg i Kniebitz. W 1698 r. został szefem komisji ds. reform kameralnych, jednak jego próby modernizacji habsburskiej administracji zakończyły się niepowodzeniem z powodu oporu biurokratów.
Jan Adam, wykorzystując swoje bogactwo, nabył w 1699 r. majątek Schellenberg od zadłużonych po uszy hrabiów Hohenems, co dało początek staraniom o uzyskanie książęcego statusu dla Domu Liechtensteinów. Ta akwizycja jednak nie wystarczyła do tego by zasiąść w radzie cesarskiej, gdyż zakupiony teren był za mały. W kolejnych latach Jan Adam dokonywał licznych zakupów majątków, m.in. księstw Judenau, Liptau-Hradek oraz Kirchberg. W 1703 r. został mianowany dyrektorem austriackiego banku państwowego, Banco del Giro. Pomimo sukcesów, napięcia związane z jego pozycją w banku skłoniły go do rezygnacji w 1705 r. Z kolei w 1708 r. został cesarskim komisarzem w parlamencie węgierskim, gdzie zajął się negocjacjami w burzliwym okresie dla Królestwa Węgier. Jednak jego ostatecznym celem było nabycie hrabstwa Vaduz, gdyż dzięki temu mógł sobie i swojemu rodowi zapewnić miejsce w Cesarskiej Radzie Książąt i uzyskać tytuł książęcy. Transakcja została ostatecznie dopięta w 1712 r., kiedy ambitny Jan Adam nabył Vaduz skupując długi hrabiego Jakuba Hannibala Hohenems. Ceny nabytych włości były dosyć wysokie, gdyż ziemie nie były ani rozległe, ani bogate. Prawdopodobnie książę zdawał sobie sprawę, że posiadanie terenu o tak znacznej autonomii mogło mimo wszystko przynieść długofalowe korzyści. I tak się też stało, przydomek „bogaty” zdobył, jak widać zasłużenie. Dzięki swoim zdolnościom organizacyjnym czerpał ogromne zyski z rodzinnego majątku, który konsekwentnie całe życie powiększał, skupując nie tylko włości ziemskie, ale też liczne dzieła sztuki. Był cenionym mecenasem sztuki, rozwijając odziedziczoną po ojcu galerię obrazów oraz kolekcje rzeźb, dzieł malarskich i wyrobów rzemieślniczych. Książę Liechtenstein zmarł kilka miesięcy po kupnie Vaduz na udar mózgu w swoim pałacu ogrodowym w Wiedniu, kończąc męską linię karolińskiej gałęzi Domu Liechtensteinów. Uznawany jest do dzisiaj jako ojciec i założyciel Księstwa Liechtenstein.
Po jego śmierci nastąpił spór sukcesyjny pomiędzy spadkobiercami: Józefem Wincentym i Antonim Florianem. Testament Jana Adama, otwarty dzień po jego śmierci, odzwierciedlał napięte relacje z kuzynem Antonim Florianem, któremu pozostawił jedynie minimum przewidziane w kontrakcie rodzinnym. Majątki przekazał wdowie, córkom oraz potomkom zmarłego kuzyna Filipa Erazma, w tym 15-letniemu Józefowi Wincentemu, który odziedziczył kluczowe posiadłości Vaduz i Schellenberg. Postanowienia testamentu wywołały liczne spory prawne. Ostatecznie dzięki wsparciu cesarza Karola VI ziemie Vaduz i Schellenberg przypadły Antoniemu Florianowi, a Józef Wincenty otrzymał rozległy majątek Rumburg. W 1719 r. na mocy edyktu cesarza Karola VI formalnie połączono Vaduz i Schellenberg proklamując Księstwo Rzeszy Liechtenstein (Reichsfuerstentum). Możliwe, że osobista sympatia skłoniła cesarza do wspierania Antoniego Floriana, gdyż ten był wcześniej jego nauczycielem. Choć Antoni Florian został pierwszym księciem nowego państwa, to Jan Adam Bogaty odegrał kluczową rolę w jego utworzeniu.
Kolejni władcy nowego państwa, choć przysięgli szanować dawne prawa swoich poddanych, dążyli do zwiększenia władzy swojej władzy i dochodów. Książęcy komisarz Harprecht nie liczył się z opinią mieszkańców, czy prawami Vaduz i Schellenbergu, nakładając na poddanych coraz wyższe podatki. Przeorganizowano cały system sądowniczy państwa, znosząc m.in. urząd wybieranego demokratycznie landmanna. Mieszkańcy Księstwa zaskarżali decyzje nowych władz do cesarza. W 1733 r. książę Józef Wincenty powołał komisję, która zdecydowała się pójść na pewne ustępstwa wobec poddanych, co załagodziło sytuację w państwie. Przywrócono urząd landmanna, ale tylko pozornie, gdyż teraz nie był on już przewodniczącym sądu tylko pozbawionym prawa głosu ławnikiem. Z ciekawostek Liechtenstein jako pierwszy kraj na świecie skutecznie zrezygnował z wykonywania kary śmierci. Ostatni wyrok śmierci wykonano tu w 1798 r., choć formalne zniesienie tej kary w przepisach prawnych nastąpiło dopiero w 1985 r.
Po zlikwidowaniu Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego Napoleon Bonaparte włączył Liechtenstein do Związku Reńskiego (1806-1813). W 1815 r. na kongresie wiedeńskim po zakończeniu wojen napoleońskich podjęto decyzję o utworzeniu Związku Niemieckiego, którego Liechtenstein został członkiem jako suwerenne państwo. Dzięki swojemu położeniu między Szwajcarią i Austrią bez granicy z innymi państwami niemieckojęzycznymi, a także silnej pozycji Liechtensteinów na dworze habsburskim, państwo uniknęło zarówno rozbicia mikroorganizmów państwowych Rzeszy na początku XIX w., jak również nie weszło w skład proklamowanego w 1871 r. Cesarstwa Niemieckiego. W czasie Wiosny Ludów w księstwie odbywały się pokojowe demonstracje przeciw władzy absolutnej księcia. Przedstawiciele Liechtensteinu reprezentowali kraj w parlamencie frankfurckim. Książę Alojzy II zniósł wówczas część swoich uprawnień feudalnych, jednak po wygaśnięciu zapału społeczeństwa szybko przywrócił stare prawo. Dopiero jego następca, Jan Dobry zatwierdził konstytucję w 1862 r., która wprowadzała podział władzy między monarchią, a społeczeństwem. Utworzony został Parlament Krajowy, co wzmocniło instytucjonalne podstawy państwa. Jednym z wymogów Federacji Niemieckiej było utrzymywanie przez Liechtenstein armii liczącej zaledwie 80 żołnierzy. W 1868 r. po jej rozwiązaniu, Liechtenstein ogłosił swoją neutralność, która obowiązuje do dziś.
Choć państwo było formalnie suwerenne, ze względu na swoje położenie i wielkość musiało zawsze opierać się na którymś ze swoich sąsiadów. Do 1918 r. pozostawało związane z monarchią austro-węgierską. Liechtenstein i Austrię łączyła m.in. unia monetarna, celna, sądy austriackie stanowiły wyższą instancję dla sądów liechtensteińskich, a do księstwa jeździła austriacka kolej. Austriaccy dyplomaci reprezentowali Liechtenstein na arenie międzynarodowej. Księstwo korzystało ze współpracy z Austrią w czasie pokoju, jednak podczas I Wojny Światowej traciło i ubożało z powodu ścisłych powiązań z państwem przegrywającym wojnę. Dlatego Liechtenstein stopniowo wycofywało się z powiązań z Austrią i zawarło liczne traktaty ze Szwajcarią, współpracując z nią ściśle do dzisiaj. W 1920 r. oba kraje podpisały traktat pocztowy, a w 1924 r. ustanowiono unię celną i monetarną, które obowiązują do dzisiaj. Dyplomacja szwajcarska reprezentuje księstwo tam, gdzie nie posiada ono własnych placówek dyplomatycznych.
W czasie II Wojny Światowej Liechtenstein utrzymał swoją niepodległość zachowując neutralność. Na terenie księstwa działały organizacje nazistowskie, które chciały je włączyć do III Rzeszy. W marcu 1939 r. naziści próbowali przeprowadzić zamach stanu zakończony niepowodzeniem. Dzięki przedłużeniu kadencji parlamentu przedstawiciele partii narodowo-socjalistycznej nigdy w nim nie zasiedli. Po II Wojnie Światowej kraj przeżył lata rozkwitu gospodarczego. Coraz mniejszą rolę w gospodarce odgrywało rolnictwo, a większą usługi i przemysł. Księstwo stało się rajem podatkowym, co przyciągnęło zagraniczne firmy.
Gospodarka tego minipaństwa jest niewielka (PKB wynosił w 2025 r. 9,4 mld USD), ale nowoczesna i wysoko wyspecjalizowana. Dominuje w niej sektor usług bankowych (1/3 PKB) i przemysł - głównie elektroniczny, metalowy, tekstylny i farmaceutyczny. W rolnictwie zatrudnionych jest zaledwie 0,7% mieszkańców. Niskie, bo tylko 12-procentowe stawki podatkowe oraz nieskomplikowane zasady rejestracji i funkcjonowania firm są dla wielu międzynarodowych spółek zachętą do założenia siedziby w Liechtensteinie. To ich masowy napływ przyczynił się m.in. do gospodarczego boomu. W drugiej połowie XX w. Liechtenstein za panowania księcia Jana Adama II dołączył do licznych organizacji międzynarodowych, takich jak ONZ, EFTA, EOG (Europejskiego Obszaru Gospodarczego od 1995 r.), WTO, MTS (Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości) czy Rady Europy. Kraj jest też sygnatariuszem porozumienia z Schengen, co gwarantuje mu swobodny przepływ osób, towarów, usług i kapitału.
Rysą na dotychczas praktycznie nieskazitelnej reputacji biznesowej Liechtensteinu stanowiła gigantyczna afera finansowa, która wybuchła w 2008 r. Ujawniono wtedy, że szef Poczty Niemieckiej (Deutsche Post) Klaus Zumwinkel przez lata unikał płącenia podatków w Niemczech wykorzystując do tego tajne konta bankowe w Liechtensteinie, akurat w banku LTG Treuhand kontrolowanym przez rodzinę książęcą. Po reportażu w ZDF wychwalany przez rząd Zumwinkel musiał nagle podać się do dymisji. Wtedy jeszcze mało kto wiedział, że tego samego dnia o świcie funkcjonariusze BND (wywiadu federalnego) dokonali przeszukań w willi Zumwinkla, podobne akcje przeprowadzono w ekskluzywnych dzielnicach Bochum, Monachium, Hamburga, Ulm i Frankfurtu u innych prominentnych Niemców. Aresztowano kilka osób. Ówczesna kanclerz Angela Merkel oświadczyła, że "to, co się stało, przekroczyło wszystko, co mogłabym sobie wyobrazić". Wydarzenia toczyły się jak w filmach Hitchocka: na początku trzęsienie ziemi, a potem tylko napięcie narasta. W tle miliardy euro, służby specjalne i szpiedzy, fałszywe paszporty, tony dokumentów czy rewizje o świcie w domach prominentów.
Sam Zumwinkel przez lata należał do elitarnego grona najbardziej znanych niemieckich biznesmenów, był też doradcą kanclerzy. Dostał karę prawie 1,5 mln EUR za swoje finansowe szachrajstwa, co nie stanowiło dla niego większego wyzwania, ponieważ był zamożnym człowiekiem. Na liście ukrywających dochody i posiadających konta w LTG znalazło się ponad 1,6 tys. osób, w tym ok. tysiąca Niemców. Byli wśród nich zamożni przedsiębiorcy, arystokraci i osoby publiczne, którzy wykorzystywali skomplikowane struktury fundacji i konta w Liechtensteinie do unikania płacenia podatków w swoich krajach. Po informacji przedstawiciela wywiadu Niemiec, że dla tych, którzy przyznają się sami, kara za oszustwa podatkowe będzie łagodniejsza, w ciągu jednego dnia do prokuratury w Bochum zgłosiły się 163 osoby. Początkiem afery było kupno przez niemieckie Ministerstwo Finansów za 4,2 mln EUR informacji od sygnalisty o pieniądzach niemieckich obywateli zdeponowanych na tajnych kontach w Liechtensteinie. Wg. informacji LGT dane skopiował niejaki Heinrich Kieber, który miał dostęp do archiwów bankowych jako informatyk. Jak twierdził, zrobił to, bo "oburzyła go skala oszustw podatkowych bogatych Europejczyków". Za skopiowanie danych został skazany w Liechtensteinie na karę 600 tys. SFR. Zanim Kieber wyjechał z Liechtensteinu, zaoferował władzom księstwa sprzedaż skradzionych informacji, za co ponownie został skazany za oszustwo. Do więzienia jednak nie poszedł, gdyż zwrócił dane. Tyle tylko, że wcześniej zrobił kopię. Następnie przez 1,5 roku bezskutecznie starał się sprzedać kopie nielegalnie wykradzionych danych.
Wreszcie w styczniu 2006 r. napisał e-mail do niemieckich służb bezpieczeństwa, którym przedstawił się jako konbieta. Ostatecznie doszło do potajemnego spotkania niemieckiego wywiadu z Kieberem przed katedrą w Strasburgu w maju 2006 r., co miało zapewnić anonimowość ze względu na dużą ilość turystów. Niemiecki wywiad nie chciał jednak kupić dyskietki (takie wówczas były nośniki informacji) z danymi w ciemno. Wiarygodność sprawdziło Min. Finansów, a szef tego resortu Peer Steinbrueck z SPD autoryzował wypłatę umówionej wcześniej kwoty w wysokości 4,2 mln EUR. Wszystko odbyło się zatem legalnie, a sam Kieber zapłacił w Niemczech 420 tys. EUR podatku od wzbogacenia się. W połowie 2007 r. materiał znalazł się w posiadaniu szefa urzędu skarbowego w Nordhein-Westfalen, a stamtąd po ponownej weryfikacji zajął się nim urząd ścigania przestępstw podatkowych w Bochum. Kiefer zdawał sobie sprawę, że po tej transakcji musiał zniknąć, chciał wymusić na Niemcach włączenie go do programu ochrony świadków. Jednak Niemcy się nie zgodzili, otrzymał jednak od niemieckich służb dwa paszporty na różne nazwiska i wyjechał najprawdopodobniej do Ameryki Płd., gdzie ukrywał się, będąc poszukiwanym międzynarodowym listem gończym przez Liechtenstein.
Tymczasem w Niemczech rozpoczęła się nagonka na Liechtenstein oraz na niemieckich biznesmenów i instytucje finansowe, które korzystają z kont bankowych w księstwie. Wywołało to oburzenie władz Liechtensteinu i samego księcia Aloisa Liechtensteina, który mówił o ataku Teutonów na suwerenne państwo. Zamiast, jak się spodziewano w Berlinie, ukorzyć się i zobowiązać do ujawnienia kont, zapewniły, że zrobią wszystko, by zachować tajemnicę bankową. Książę Alois mówił, że jego kraj znalazł się pod ostrzałem superpotęgi i że interesy jakiegoś państwa nie mogą być stawiane ponad prawem. Książę oczywiście nie był tutaj obiektywnym obserwatorem tego skandalu, gdyż był jednocześnie współwłaścicielem banku LGT, czyli tego, z którego wyciekły dane. Nigdy wcześniej książęta z Liechtensteinu nie wypowiadali się publicznie tak ostro. Wszystkie banki w tym kraju zlikwidowały w komputerach swoich pracowników wejścia do nośników danych, by zapobiec kolejnym kradzieżom.
Przyczyną skandalu była wysoka stawka podatkowa dla najlepiej zarabiających w Niemczech (najwyższa stawka podatkowa wynosiła aż 47%), a Liechtenstein uzyskał status raju podatkowego po tym, jak stworzył możliwości prawne funkcjonowania fundacji, których działalność jest nieopodatkowana. Tu nie chodzi o pranie brudnych pieniędzy pochodzących z nielegalnych źródeł, ponieważ ze zdeponowanych w fundacjach środków, pochodzących wyłącznie z udokumentowanych źródeł, może korzystać jej właściciel i najbliżsi członkowie jego rodziny. Fundacje zarejestrowane w Liechtensteinie mają prawo do otwierania rachunków bankowych, ale już poza terytorium księstwa. W ten sposób ich właściciele mają dostęp do gotówki. Fundacja Zumwinkla miała konto w Toskanii, gdzie b. prezes Deutsche Post miał letni dom. Na to konto wpłynęło do czasu wybuchu skandalu ok. 12 mln USD pochodzących ze sprzedaży najróżniejszych firm, w których miał udziały, zanim został prezesem DP.
Z fundacji rodzinnych w Liechtensteinie korzystał też Zygmunt Solorz przez lata, co nie skończyło się dla niego dobrze. Kiedy po zatargach rodzinnych chciał unieważnić ustalenia ze swoimi dziećmi, z których chciał się wycofać, sąd w Liechtensteinie ostatecznie odrzucił jego pozwy, gdyż pewność dotrzymywania umów prawnych jest podstawą tamtejszego prawodawstwa. Skandalem bankowym w Liechtensteinie bardzo zaniepokoił się ówczesny szef Stowarzyszenia Banków Szwajcarskich Pierre Mirabaud, który porównał działanie niemieckiego rządu do akcji Gestapo. Wprawdzie potem przeprosił, ale jego zdenerwowanie wynikało stąd, że myślał, że po skandalu w Liechtesteinie Niemcy zamachną się na szwajcarski system bankowy, który też pozwala unikać płacenia podatków po ulokowaniu pieniędzy w bankach szwajcarskich w Zurychu, Bazylei czy w Genewie. Afera z listą klientów z Liechtensteinu znalazła zainteresowanie urzędów skarbowych w innych krajach europejskich, Wlk. Brytania też zapłaciła za listę z ok. 100 nazwiskami swoich obywateli, Podobnie postąpili Skandynawowie, ale również Australia i Nowa Zelandia.
Ostatecznie bank LGT musiał stawić czoła zarzutom ułatwiania oszustw podatkowych i w 2010 r. zgodził się zapłacić 50 mln EUR kary, aby zamknąć postępowanie prowadzone przez niemiecką prokuraturę. Pod presją OECD i państw UE afera zmusiła Liechtenstein do częściowego odejścia od ścisłej tajemnicy bankowej i zaostrzenia przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy. Zobowiązał się też do likwidacji tajnych kont. Odpowiednie porozumienia księstwo podpisało najpierw z OECD, a potem z różnymi państwami, których bogaci obywatele ukrywali przed fiskusem pieniądze w bankach i różnych funduszach powierniczych. Afera stała się też początkiem końca ery „rajskich banków” w Liechtensteinie i Szwajcarii, wymuszając większą transparentność finansową. Księstwo przestało być rajem podatkowym dla tych, co chcą ukrywać dochody, ale nadal jest rajem dla zarejestrowanych tu firm (CIT wynosi tu 12,5%) oraz fundacji rodzinnych. Książę Jan Adam, znany w Europie z tego, że mówi, co myśli w wywiadzie dla niemieckiego „Der Spiegel” w 2000 r. tak podsumował aferę: „Przetrwaliśmy trzy niemieckie Rzesze, przetrwamy i czwartą”.
W 2003 r. w Liechtensteinie przeprowadzono referendum, które odzwierciedlało zasady demokracji bezpośredniej, charakterystycznej także dla Szwajcarii. Podczas głosowania obywatele zdecydowali o zwiększenie władzy domu książęcego, co stanowiło dosyć unikalne w świecie połączenie demokracji i monarchicznego systemu rządów w tym niewielkim, ale wpływowym państwie. Po ponad 300 latach istnienia kraj ten należy do najbogatszych na świecie, ludność żyje w niesamowitym bogactwie (nominalny PKB per capita przekracza 200 tys. USD!!!). Na skutek biegu historii jego mieszkańcy wykształcili swoją własną, odrębną tożsamość narodową, potrafili razem ze swoimi książętami utrzymać odrębność i suwerenność swojego państwa na przestrzeni wieków.
To mini-państwo liczy sobie niecałe 40 tys. mieszkańców. Nietrudno zgadnąć, że żyje im się bardzo dostatnio. Bezrobocie jest tutaj pojęciem nieznanym, w końcu niewiele jest miejsc na świecie, do których przyjeżdżają pracować Szwajcarzy. Innymi gastarbeiterami tutaj są Niemcy i Austriacy. To chyba jedyny kraj na świecie o takiej strukturze pracowników najemnych przyjeżdżających z zagranicy. Wg. oficjalnych danych miejsc pracy jest tutaj nawet więcej niż wszystkich mieszkańców - ponad 42 tys. (2024). Rodzina książęca jest niezwykle zamożna, książę Hans Adam II jest ponad 10 razy bogatszy niż cała brytyjska rodzina królewska, mimo tego nikt jej nie krytykuje, nawet prasa brukowa się nią nie interesuje, gdyż nie słychać o żadnych skandalach. Hans Adam II i jego następca książę Alois przekształcili księstwo w globalne centrum finansowe, a tutejszy Liechtenstein Global Trust jest równie pożądany, co znany. Rodzina książęca stara się prowadzić normalne życie, nie utrzymuje dworu. Często można ich spotkać na ulicach Vaduz. Sami robią zakupy, a ich dzieci uczą się w ogólnodostępnej szkole. Podczas festynów w ksicych ogrodach monarcha gości swoich poddanych piwem, zimnymi napojami, preclami i kanapkami, za które sam płaci. Każdy może z księciem i jego rodziną porozmawiać na dowolny temat. Chętnie pozują do selfie. Nic zatem dziwnego, że zdecydowana większość obywateli Liechtensteinu jest przywiązana do dynastii panującej, zwłaszcza, że rodzina książęca żyje wyłącznie z własnej działalności biznesowej i nie jest w żaden sposób subsydiowana z podatków. Majątek księcia Jana Adama szacowany był w 2025 r. na ponad 3 mld USD.
Mieszkańcy przywiązują dużą wagę do kultury, według lokalnych statystyk edukacyjnych na lekcje muzyki uczęszcza tu procentowo nawet 5 razy więcej osób niż w Szwajcarii i ok. 2 razy więcej niż w Niemczech. Do tego wszechobecny sport: każda z 11 gmin posiada własne kluby oraz obiekty sportowe. W Liechtensteinie jest bardzo bezpiecznie i spokojnie. Przestępczość praktycznie nie występuje. Areszt i więzienie oczywiście istnieją, ale zwykle przebywa w nich najwyżej kilkanaście osób. Dla kogoś, kto ceni w życiu przede wszystkim spokój, trudno o lepsze miejsce na Ziemi. Życie w kraju toczy się bardzo wolnym rytmem. To kraj, w którym codzienność jest przewidywalna i poukładana, a podstawowe sprawy po prostu dobrze są poukładane. Przestrzeń publiczna jest zadbana, infrastruktura perfekcyjna, a chaos znany z wielu dużych metropolii tu nie występuje.
Mające 24 km długości mikropaństwo tworzy kilka łańcuchów górskich i jedna dolina. Niektórym kojarzy się ze znaczkami pocztowymi lub rajem podatkowym, ale nieliczni potrafią wskazać, gdzie leży na mapie. B. ambasador brytyjski akredytowany w Vaduz, David Beattie pisał w swojej książce o historii Liechtensteinu używając trochę niedyplomatycznego języka następująco: „Liechtenstein ma bez wątpienia poważny problem wizerunkowy. Prawie nikt nie traktuje go poważnie, a dla wielu jest absurdalnym wymysłem z tandetnej operetki”. Nie sądzę, by ambasador Wlk. Brytanii miał rację, gdyż księstwo stanowi sporą atrakcję turystyczną. Zimą można odwiedzić ośrodek narciarski w Malbun, malutkim miasteczku leżącym na wysokości 1600 m n.p.m. Jest to mekka dla narciarzy i snowboardzistów. Natomiast latem kraj oferuje znakomite trasy trekkingowe i dziesiątki kilometrów bezpiecznych szlaków pieszych, również dla rodzin z dziećmi. Po drodze jest kilka zabytków, które obowiązkowo należy zobaczyć. Najstarszymi zachowanymi obiektami architektonicznymi są pozostałości rzymskich budowli w Schaanwald, Nendeln i w Schaan. Liechtenstein posiada także kilka średniowiecznych zamków, w tym ten najsłynniejszy w Vaduz. Ma też kościoły romańskie, gotyckie i pochodzące z przełomu XIX i XX w. budowle w stylu klasycystycznym. Ubogie, niemalże ascetyczne dziedzictwo architektoniczne wsi ukazuje z kolei biedną przeszłość kraju. Szlak Liechtensteinu, otwarty z okazji 300 rocznicy istnienia państwa, łączy wszystkie 11 gmin księstwa. Na 75 bardzo zróżnicowanych kilometrach wędrówek oferuje wgląd w historię i świat legend oraz fantastyczne widoki na góry i doliny.
Stolica Vaduz jest prowincjonalnym miasteczkiem, mieszka tu zaledwie 5 tys. osób. Jednak miasto zmienia się, można zobaczyć spektakularne nowe szklane budynki stojące obok tradycyjnych domów. Duże firmy osiedliły się wzdłuż Renu. Firma Hilti rozbudowała swoją siedzibę w Schaan, wybudowała tam czarny sześcian dla swojej fundacji, zaraz obok Muzeum Sztuki Liechtesteinu. Ciekawy jest nowy budynek parlamentu (zbudowany w 2008 r.), w którym pracuje 25 parlamentarzystów – charakterystyczny budynek z cegły klinkierowej ze spadzistym dachem. Z kolei burmistrz Vaduz rezyduje w ratuszu, który pochodzi z 1933 r. Na jego murze znajduje się fresk ze Św. Urbanem, patronem winiarzy, bo w księstwie produkuje się też wino, nie tylko w książęcej winnicy.
Mimo wysokich cen księstwo jest jednak obowiązkowym przystankiem dla obieżyświatów, bo drugiego takiego na świecie nie ma.






Komentarze