Komory
- 1 dzień temu
- 31 minut(y) czytania
Komory są jednym z najmniejszych, najmniej znanych i odwiedzanych zakątków świata, które mało są kojarzone na świecie. Jeśli z czymś świat ten kraj kojarzy, to raczej z licznych zamachów stanu. W ciągu pierwszych 25 lat od proklamowania niepodległości podjęto tam bowiem 19 prób zamachu stanu, z czego 5 było udanych. Archipelag Komorów leżący na Oceanie Indyjskim składa się z kilku wulkanicznych wysp: Grand Comore (Ngazidia), Moheli (Mwali) i Anjouan (Nzwani) oraz Mayotte będącej terytorium zależnym Francji.
Wyspy te były początkowo zamieszkane przez Polinezyjczyków i Malezyjczyków, przynajmniej od końca I tysiąclecia n.e. Następnie przybywali tu migrujące ze wschodniej Afryki ludy Bantu, a także przybysze z Półwyspu Indyjskiego i Persji. Jednak najważniejszą rolę odegrali imigranci arabo-szirazyjscy, którzy zaczęli się tu osiedlać na przełomie XV i XVI w. Byli to głównie arabscy kupcy, co doprowadziło do upowszechniania się islamu i kultury muzułmańskiej. W szczególności osady muzułmańskie na Komorach miały duże znaczenie w handlu niewolnikami na wschodnim wybrzeżu Afryki.
W 1503 r. Komory zostały odkryte przez Portugalczyków. Europejczycy zastali tu wiele drobnych, zwaśnionych sułtanatów. W XVII i XVIII w. na Komorach (głównie na wyspę Anjouan) zawijały, w drodze do Indii, angielskie, francuskie i holenderskie statki. Wyspy były też schronieniem dla europejskich piratów. W połowie XIX w. wyspy zajęli Francuzi. W 1841 r. Francja podporządkowała sobie sułtanat Mawuti Maori, czyli dzisiejszą Mayotte. Następnie protektorat został powiększony o dwa kolejne sułtanaty Andruna (1852) oraz Nzwani (1866). Z kolei w czerwcu 1886 r. Francuzi stworzyli protektorat Komorów, w którego skład weszły całe wyspy i wszystkie sułtanaty, Ngazidia (Grand Comore), Nzwani (Anjouan) oraz Mwali (Moheli).
Po otwarciu Kanału Sueskiego znaczenie wysp znacznie wzrosło jako ważnego przystanku w drodze statków na Ocean Indyjski. Na początku XX w. Komory stały się zależnym terytorium kolonii Madagaskaru i od 1914 do 1946 r. podlegały władzy jej gubernatora. W czasie II Wojny Światowej podobnie jak Madagaskar Komory znalazły się pod okupacją brytyjską. W 1947 r. ponownie stały się oddzielnym protektoratem francuskim i uzyskały status terytorium zamorskiego Francji, który został potwierdzony w 1958 r. przez referendum. W 1961 r., czyli roku emancypacji narodów Afryki, Komory uzyskały dosyć szeroką autonomię wewnętrzną. Władze Francji reprezentował wysoki komisarz, a mieszkańcy wysp wybierali w wyborach powszechnych 38-osobową Izbę Deputowanych, która następnie wybierała Radę Rządową sprawującą władzę wykonawczą. Komory miały też swoich przedstawicieli we francuskim parlamencie, podobnie jak szereg innych kolonii afrykańskich. W latach 60-tych XX w. zaczęły na wyspach powstawać liczne partie polityczne.
W czerwcu 1973 r. w Paryżu podpisany został układ francusko-komorski o stopniowej dekolonizacji, która ostatecznie miała się dokonać w 1975 r. W referendum, które miało miejsce w grudniu 1974 r. większość ludności archipelagu z wyjątkiem Mayotte opowiedziała się za niepodległością. Na tej podstawie 6 lipca 1975 r. Komory (bez Mayotte) jednostronnie proklamowały niepodległość. Z kolei w dwóch kolejnych referendach w 1974 i 1976 r. mieszkańcy Mayotte opowiedzieli się za pozostaniem pod kontrolą Francji. Do dziś obszar ten pozostaje częścią francuskiego terytorium jako departament zamorski.
Pierwszym prezydentem został Ahmed Abdullah, ale był nim bardzo krótko, gdyż od momentu uzyskania niepodległości nowy kraj przeżywał plagę zamachów stanu. W ciągu pierwszych 30 lat niepodległego bytu było ich aż 19! Ważną rolę w czterech z nich odegrał niejaki Bob Denard – niezwykle barwna postać tego kraju. Pochodził z Francji i był specjalistą od mokrej roboty. Urodził się w 1929 r. w Bordeaux, a w trakcie II Wojny Światowej już jako 12-latek chciał przyłączyć się do ruchu oporu i walczyć przeciwko Niemcom. Po wojnie zaciągnął się do FFL (Forces françaises libres) i odbywał służbę w Indochinach oraz w Maroku, gdzie jako zaprzysięgły antykomunista rozpoczynał karierę jako kolonialny policjant we francuskiej części Maroka. A po godzinach był w tym kraju egzekutorem w „szwadronach śmierci”, które w Casablance likwidowały marokańskich bojowników. Po 14 miesiącach spędzonych w więzieniu ruszył w świat i został najemnikiem. Brał udział w tajnych operacjach w co najmniej 11 krajach Afryki i Azji. Działał w DRC (Kongu Kinszasie) oraz w separatystycznej prowincji Katanga. Z jego usług korzystano w Jemenie, po czym wrócił do Konga. Wyrobił sobie na tyle „dobrą” markę, że w drugiej połowie lat 60-tych i w latach 70-tych XX w. walczył m.in. w Gabonie, Angoli, Rodezji oraz w Beninie (ówczesnej Górnej Wolcie). Najbardziej jednak upodobał sobie Komory. Trzy wysepki archipelagu Komorów, które oderwały się od Francji w 1975 r., były wymarzonym celem jego eskapad. Polityczne gry lokalnych przywódców i nieformalny wpływ Francji sprawiły, że Komory przez dziesięciolecia były miejscem niespokojnym, co akurat Denardowi bardzo odpowiadało. Przydomek najsłynniejszego „Psa Wojny” zobowiązywał do posiadania przystani dla swojej „działalności” i mały archipelag na Oceanie Indyjskim stał się właśnie takim miejscem.
Denard i jego ludzie w latach 1975-1995 przeprowadzili tam cztery udane zamachy stanu. Jako pierwszy na celowniku Denarda znalazł się wspomniany pierwszy prezydent Komorów Abdullah. Przyczyny zaangażowania Francuzów w pucz z 1975 r. pozostały wprawdzie nieznane, niewykluczone, że chodziło o zemstę za proklamowanie niepodległości. Chichot historii sprawił, że następca Abdullaha sam został wkrótce obalony, a nowy przywódca, Ali Soilih, wprowadził rządy skrajnie antyfrancuskie, polane domieszką maoizmu z wartościami islamu. Soilih stanął na czele Dyrektoriatu Polityczno-Wojskowego w latach 1976-1978. W tym czasie Komory nawiązały bliską współpracę z maoistowskimi Chinami, w 1977 r. rząd rozwiązał wszystkie partie polityczne. W tej sytuacji płk. Denard wrócił do gry w maju 1978 r. i na czele 50-osobowego oddziału obalił wrogiego Francji Soiliha, przywracając prezydenturę Abdullahowi. Ten ostatni ogłosił wkrótce nową konstytucję, która proklamowała Federalną Islamską Republikę Komorów. W 1982 r. Abdullah wprowadził system jednopartyjny, sam został przywódcą jedynej legalnej partii, utrzymując bliską współpracę z Francją, a także z krajami arabskimi (Arabią Saudyjską, Kuwejtem i Irakiem).
Jednak wyspami faktycznie rządził Denard, który formalnie był tylko dowódcą 500-osobowej gwardii prezydenckiej, ale w rzeczywistości szarą eminencją Abdullaha. Pułkownik w czasie służby na Komorach przeszedł czasowo na islam, zmieniając nazwisko na Said Mustafa M’adhjou, jednak pełnymi garściami korzystał z życia, żeniąc się z siedmioma kobietami (bynajmniej nie po kolei, jedną z nich była żona zlikwidowanego przez siebie Ali Soiliha), miał też wiele potomstwa (podobno 8 dzieci), ale przede wszystkim kontrolował znaczną część biznesu na wyspach. Zarabiał naprawdę duże pieniądze i chciał uczynić z Komorów swoisty azyl dla najemników. Był odpowiedzialny za przetrzymywanie i śmierć wielu swoich oponentów. Pod wpływem Denarda rząd Komorów wspierał finansowo reżimy białej mniejszości w RPA oraz Rodezji (dzisiejsze Zimbabwe). Na archipelagu Denard stworzył siatkę wywiadowczą, która razem z wywiadem RPA trudniła się handlem bronią w wielu zapalnych miejscach Afryki (jednym z takich działań było dozbrajanie rebeliantów z Mozambiku). Denard stał się wpływowy i coraz potężniejszy. Miał po swojej stronie Paryż i Pretorię. Zarówno Francuzi, jak i biali Afrykanerzy potrzebowali go, aby móc „niewidzialnie” kontrolować cały region. Zaprawiony w bojach najemnik był idealnym rozwiązaniem w przypadku „kontrolowanego nacisku” w najbardziej delikatnych i problematycznych sprawach.
Jednak zmieniający się świat i koniec zimnej wojny oznaczał dla Denarda koniec jego dobrej passy. Zarówno we Francji, jak i w Afryce po upadku apartheidu w RPA zaczęto odchodzić od starych reguł gry. „Pies Wojny” musiał pogodzić się ze swoim zmierzchem, ale nie potrafił tego uczynić. Pod koniec lat 80-tych XX w. RPA i Francja zaczęły wycofywać swoje poparcie dla rządu Abdullaha. W 1989 r. prezydent uznał, że bez wsparcia Francji Denard jest mu do niczego nie potrzebny i pod pretekstem, że francuski najemnik uczynił z gwardii prezydenckiej prywatną armię, rozkazał mu i jego poplecznikom złożenie broni i opuszczenie Komorów. Pułkownik zareagował zgodnie ze swoimi długoletnimi przyzwyczajeniami: po raz drugi odsunął od władzy Abdullaha, najpewniej nakazując swojemu podwładnemu zastrzelenie go. Denard jako dowódca gwardii prezydenckiej ogłosił przejęcie władzy przez najemników. Ich rządy trwały jednak zaledwie 2 tygodnie. Paryż nie mógł pozwolić na samowolę swojego dawnego „żołnierza”. Po interwencji francuskich spadochroniarzy Denard został postrzelony w krótkiej szamotaninie i ewakuowany z Komorów. Pozwolono mu zbiec do RPA, gdzie przebywał przez kolejne 3 lata. Kiedy zdecydował się na powrót do Francji, został zatrzymany na lotnisku w Paryżu i trafił do aresztu. Oskarżono go o zamach stanu w Beninie i skazano na 5 lat więzienia w zawieszeniu. Odcięty od swojego świata „Pies Wojny” rozpłynął się w powietrzu.
Tymczasem na czele państwa Komorów stanął przyrodni brat Alego Soiliha, Said Mohamed Djohar. W referendum w 1992 r. przyjęta została nowa konstytucja, dopuszczająca wielopartyjność, dotąd jedyną legalną partią był Związek Komorów na rzecz Postępu, UDZIMA. Nowy komoryjski prezydent zabronił Denardowi wstępu na wyspy. Jak nietrudno się domyślić – bezskutecznie. Świat ponownie usłyszał o francuskim awanturniku w 1995 r., kiedy na Komorach doszło do kolejnego zamachu stanu. Wtedy 33-osobowa grupa awanturników pod wodzą Denarda wylądowała na Grand Comore dysponując kupionym w Szwecji statkiem płynąc z Wysp Kanaryjskich. 28 września 1995 r. wylądowali na komorskiej plaży i w błyskawicznym tempie opanowali pałac prezydencki obalając Djohara. Najemnicy działali bez formalnego poparcia Francji i z udziałem naprędce zwołanych 300 dawnych zwolenników Abdullaha zaaresztowali prezydenta Djohara. Władze nad państwem Denard przekazał przejściowemu komitetowi wojskowemu, a następnie rządowi tymczasowemu pod kierownictwem Mohameda Takiego i Saida Alego Kemala. Pojmany Djohar przebywał w areszcie w pałacu prezydenckim. Pomimo wiedzy francuskiej służby wywiadowczej DGSE o planach Denarda obalenia Djohara na Komorach francuscy decydenci nie reagowali. Można tylko przypuszczać, że akcja Denarda była ukartowana przez Paryż, aby kolejny raz za pomocą najemnika zmienić władzę na malutkich wyspach. Tym razem najsłynniejszy francuski najemnik mógł się poczuć wykorzystany przez swoją ojczyznę. Kilka dni po jego skutecznej akcji okręty francuskiej marynarki wojennej weszły do portu w Moroni, stolicy Komorów, co było początkiem operacji „Azalée”, mającej na celu ustabilizowanie sytuacji w tej liczącej wówczas niewiele ponad 0,5 mln mieszkańców islamskiej republice, która coraz bardziej stawała się bazą przerzutową dla przemytników i schronieniem dla kryminalistów. W rzeczywistości, wysyłając francuskie siły na Komory, Chirac chciał pozbyć się Denarda, który najprawdopodobniej wiedział zbyt dużo o akcjach francuskiego wywiadu na świecie i zaufanie do niego było coraz bardziej ograniczone.
Tym razem rządy Pułkownika trwały krótko: po tygodniu Djohara uwolnili francuscy komandosi, a Denard trafił do aresztu, poddając się bez walki. Wiele późniejszych dokumentów odtajnionych podczas śledztwa w 2006 r. dotyczącego przestępczej działalności Denarda wskazywało na całkowite „odpuszczenie” kwestii bezpieczeństwa na Komorach w czasie misji najemnika. Bulwersujący był zwłaszcza fakt rzekomej całkowitej niewiedzy o operacji kosztującej blisko 10 mln franków, wymagającej udziału kilkudziesięciu osób i kierowania grupą przez skazanego prawomocnym wyrokiem sądu najsłynniejszego najemnika na świecie. W trakcie procesu Denarda funkcjonariusz wywiadu francuskiego Roussin, osoba blisko związana z Chirakiem, zeznał wprost, że w pierwszych miesiącach jego prezydentury francuskie służby pozwoliły na „bezkarne toczenie się pewnym sprawom”. W przeciwieństwie do swojego poprzednika Mitterranda, Chirac doskonale zdawał sobie sprawę, że Francja musi pokazać światu nowe oblicze, wolne od wspierania lokalnych układów w swoich dawnych koloniach. Dlatego doszedł do wniosku, że Denard, jako relikt minionej epoki, dobrze pamiętający kolonialne wojenki i zimnowojenne szachy, powinien być ostatecznie usunięty z jakimkolwiek skojarzeniem ze współczesną Francją. Dodatkowo Pałac Elizejski obawiał się o suwerenność znajdującej się zaledwie kilkanaście kilometrów od wybrzeży Komorów francuskiej wyspy Mayotte. To tam właśnie Denard rozwijał swoją organizację biznesowo-przestępczą. Pomimo początkowych zapowiedzi premiera Alaina Juppé, że Francja nie będzie interweniować zbrojnie na Komorach, bardzo szybko w Paryżu doszło do zmiany decyzji. Jacques Chirac bał się bowiem międzynarodowego skandalu i wyciągnięcia na światło dzienne powiązań jego poprzedników z Denardem, co zachwiałoby też jego reputację w świecie, a ambicje miał w tym zakresie ogromne. Międzynarodowy kryzys dyplomatyczny był ostatnią rzeczą, od jakiej Chirac chciałby zacząć swoją pierwszą kadencję prezydencką.
Idąc za radą ministra obrony Millona, szefa sztabu wiceadmirała Delaunaya i szefa sztabu sił zbrojnych Douina, Chirac zdecydował, że w operacji przeciwko Denardowi i jego ludziom zostaną zaangażowane siły specjalne liczące ok. tysiąc żołnierzy. Na Komory wysłano dwa bataliony spadochronowe piechoty morskiej, batalion dragonów, komando „Jubert” z marynarki wojennej oraz agentów DGSE. Miał to być pokaz siły, po którym Denard odpuści. Francuscy komandosi przeszli przez ulice Moroni i błyskawicznie dotarli do pałacu prezydenckiego. Napotykając minimalny opór, siły DSGE zażądały od Denarda, by natychmiast poddał się, uwolnił Djohara i opuścił Komory. Denard praktycznie bez walki wywiesił białą flagą i poddał swoje oddziały. Kilka dni później najemnicy wraz z Denardem wsiedli na pokład samolotu lecącego do Paryża, aby tam stanąć przed sądem. Sam „Pies Wojny” trafił nawet na kilka miesięcy do więzienia w Sante, gdzie przygotowano jego proces. Ku zaskoczeniu śledczych na korzyść Denarda zeznawało kilku byłych agentów służb specjalnych, którzy wprost wykazali, że z jego usług korzystał francuski rząd podczas wielu tajnych operacji w Afryce. Denard był zawsze lojalny i bezinteresowny wobec Francji. Dzięki zeznaniom agentów wywiadu, w tym Roussina, Denard mógł odetchnąć z ulgą. Proces ciągnął się przez wiele lat, bo aż do 2006 r. Sąd skazał Denarda i jego najbliższych współpracowników na karę 4 lat więzienia w zawieszeniu za udział w samozwańczym zamachu na Komorach w 1995 r. Dzięki pomocy dawnych mocodawców z wywiadu Denard uniknął więzienia. Chory na Alzheimera powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Zmarł w październiku 2007 r. we Francji. W ten sposób zakończyła się historia niekwestionowanego „króla” najemników okresu zimnej wojny. Dla jednych był zwykłym bandytą, terrorystą i mordercą, a dla drugich – łowcą przygód, kolorowym ptakiem armii francuskiej, której, jak widać i co pokazały trochę pokazowe procesy w jego ojczyźnie, pozostawał zawsze wierny.
Politycznie Francja osiągnęła swój cel na Komorach, Djohar nie odegrał już żadnej roli na wyspach, a w 1996 r. na prezydenta wybrany został M.T. Abdoulkarim. Trudna sytuacja gospodarcza przyczyniła się do nasilenia dążeń separatystycznych. W sierpniu 1997 r. proklamowała swoją niezależność wyspa Anjouan, a we wrześniu tego samego roku to samo uczynili separatyści z wyspy Mohéli. Na samej wyspie Anjouan doszło do podziału na dwie frakcje. Pierwsza z nich opowiadała się za pełną niepodległością wyspy, druga natomiast popierała autonomię w ramach Komorów. Obie frakcje zgodnie podkreślały dyskryminację gospodarczą i polityczną ze strony władz centralnych z Gran Comore. W październiku 1979 r. doszło do odparcia próby inwazji rządowej, a następnie do przeprowadzenia referendum niepodległościowego, w którym ponad 99% głosujących opowiedziało się za niepodległością wyspy. Konflikt między frakcjami doprowadził do walk zbrojnych i zdecydowanego pogorszenia się sytuacji na wyspie. Część mieszkańców Anjouanu uciekła na Gran Comore.
W 1998 r., po śmierci prezydenta Abdoulkarima, jego następcą został szef parlamentu Said Massonde. Dzięki mediacjom OJA (Organizacji Jedności Afrykańskiej) ze zbuntowanymi wyspami, w kwietniu 1999 r. w stolicy Madagaskaru Antananarywie osiągnięto porozumienie, przewidujące m.in. szeroką autonomię dla obu wysp. OJA zagroziła sankcjami wobec Anjouanu, jeśli separatyści nie zaakceptowaliby porozumienia pokojowego. Ultimatum zostało przez nich odrzucone i opowiedzieli się za pełną niepodległością. Ustalenia te wywołały protesty partii opozycyjnych, co stało się pretekstem do kolejnego wojskowego zamachu stanu, tym razem już bez udziału Denarda. Miał on charakter bezkrwawy. Władzę przejęła armia, zawieszono konstytucję, a rząd i parlament zostały rozwiązane. Władze wojskowe proklamowały w maju 1999 r. kartę konstytucyjną, na mocy której zaprzysiężono nowego prezydenta, pułkownika Azali i powołano rząd, złożony w większości z cywilów, w szczególności młodych technokratów. Swoją decyzję o stanięciu na czele junty Azali uzasadnił chęcią „ratowania kraju przed chaosem”. Był to zamach stanu nr. 18 w niepodległej historii Komorów. Ze względu na krytykę ze strony OJA i Francji Azali dążył do przełamania międzynarodowej izolacji kraju. W grudniu 1999 r. Azali mianował na premiera Bianrifiego Tarmidiego, zapraszając przedstawicieli różnych środowisk politycznych, aby dołączyły do tworzenia nowego rządu. Wcześniej przedstawiciele 3 największych wysp i ugrupowań politycznych ponownie podjęli negocjacje.
W kwietniu 2000 r. doszło do masowych protestów po upłynięciu rocznego okresu przejściowego, po którym Azali miał oddać władzę w ręce cywilów. Zamiast tego pułkownik zdecydował się na zaprzysiężenie jako prezydent kraju w maju 2000 r., co miało dać mu legitymizację swojej władzy. W referendum w 2000 r. mieszkańcy Anjouan odrzucili porozumienie z Antananarywy, żądając dla siebie pełnej niepodległości. Rząd wprowadził przeciwko wyspie sankcje, popierane przez OJA. Doszło do kolejnych prób zamachu stanu, ale wprowadzone sankcje i naciski zewnętrzne zmusiły strony konfliktu do rokowań. W sierpniu 2001 r. żołnierze na Anjouan obalili miejscowego watażkę płk. Abeida, a po 6 tygodniach doszło do ukształtowania się nowej junty wojskowej na wyspie, która na swojego przywódcę wybrała Mohameda Bacara rządzącego wyspą do inwazji w 2008 r.
Tymczasem komisja z udziałem przedstawicieli władz, separatystów i opozycji przygotowała nową konstytucję, przyjętą w 2001 r. w referendum. Za nową konstytucją głosowało aż 75% mieszkańców. Przyznawała ona 3 głównym wyspom bardzo szeroką autonomię z własnym prezydentem i odrębną władzą ustawodawczą w ramach państwa federalnego. Państwo zmieniło nazwę z Federalnej Islamskiej Republiki Komorów na Związek Komorów. W grudniu 2001 r. doszło do ataku francuskich najemników, działających w porozumieniu z byłym ministrem spraw wewnętrznych Komorów, na separatystyczną wyspę Mohéli. W udaremnionej próbie obalenia jej rządu zginęło 6 osób.
W 2002 r. Assoumani Azali został wybrany na prezydenta państwa, w pierwszej turze uzyskał 40% poparcia, by w drugiej osiągnąć całe 100% po wycofaniu się kandydatów, którzy zajęli drugie i trzecie miejsce. W 2006 r. Azali przekazał władzę cywilom na mocy nowej konstytucji, która ustanowiła rotacyjną prezydencję pomiędzy trzema wyspami Unii. Po zakończeniu prezydentury w 2006 r. Azali przeszedł na polityczną emeryturę, jak się później okazało tymczasową i zajął się rolnictwem oraz pisaniem wspomnień. Opublikował książkę „Qand j’étais président”, w której podsumował swoje 7-letnie rządy. Podkreślał w niej nienaganny charakter swojej prezydentury oraz mądrość, jaką wykazał się oddając władzę po jednej kadencji, co było kontrastem wobec licznych afrykańskich przywódców trzymających się władzy przez długie lata. Jego następcą został w 2006 r. umiarkowany islamista Ahmed Sambi, sunnita, który skończył studia koraniczne w Sudanie, Iranie i Arabii Saudyjskiej. W jednym z oficjalnych oświadczeń powiedział, że Komory nie są jeszcze gotowe, by stać się państwem islamskim.
Jednak głównym wyzwaniem kadencji Sambiego była sytuacja na wyspie Anjouan. Termin kadencji wspomnianego Bacara, który pełnił dziwaczną funkcję prezesa wyspy, jak i jego prezydenta Caambiego minał w kwietniu 2007 r. Komorskie siły wojsk federalnych bezskutecznie próbowały przejąć kontrolę nad rezydencją, w której mieszkało tych dwóch panów. Kontrola była potrzebna, gdyż prezydent wysp Sambi stał się automatycznym następcą Caambiego. W próbach odbicia stolicy Komorów, Moroni, zginęło kilku żołnierzy, w końcu Caambi ustąpił miejsca nowemu prezydentowi. W październiku 2007 r., Unia Afrykańska (formalny następca OJA) nałożyła sankcje na Anjouan, gdyż wyspą nielegalnie rządził Bacar, który został wezwany do stanięcia do wyborów lokalnych. Dodatkowo na wyspę nałożono blokadę morską. Na Bacara nakładano kolejne sankcje, z których nic nie wynikało. Dlatego w lutym 2008 r. Unia Afrykańska zdecydowała się na rozwiązanie militarne, mimo sprzeciwu Francji.
W marcu 2008 r. setki żołnierzy armii Komorów rozpoczęły lądowania na wyspie Mohéli, która leży najbliżej Anjouan. Na Mohéli dotarło również 750 żołnierzy senegalskich, 500 tanzańskich, wsparcie logistyczne zaoferowała Libia. Interwencję militarną prócz Unii Afrykańskiej wsparła w końcu Francja, wycofując swój wcześniejszy sprzeciw. W marcu 2008 r. 5 statków przewożących ok. 1500 żołnierzy, opuściło port w Fomboni, stolicy Mohéli. Nad wyspą latały helikoptery, które zrzucały ulotki informujące mieszkańców o ataku i o niewychodzenie z domów. Bacar zapowiadał walkę aż do śmierci, ale były to tylko przechwałki. Kiedy 450 żołnierzy wylądowało na północy wyspy, po krótkiej wymianie ognia w pobliżu portu lotniczego i prezydenckiej rezydencji, Bacar szybko uciekł z pałacu prezydenckiego, najprawdopodobniej w przebraniu kobiecym. Udał się do należącej do Francji wyspy Mayotte, gdzie szybko miał dostać azyl polityczny. Rząd Komorów zwrócił się do Francji o powrót sił francuskich na Komory, co wywołało protesty w Moroni i wzmogło nastroje antyfrancuskie. Francja odparła, że niesłusznie została oskarżona o udzielenie azylu Bacarowi. Został on bowiem przeniesiony na wyspę Réunion, gdzie był przesłuchany i oskarżony za nielegalny pobyt na terytorium Francji podczas przenoszenia broni, wraz z jego 23 zwolennikami. W efekcie został aresztowany, ale szybko przeniesiono go aresztu domowego we francuskiej bazie lotniczej na Réunion. Kryzys został ostatecznie zakończony wycofaniem komorskiego oskarżenia wobec Francji w sprawie udzielenia azylu politycznego Bacarowi w maju 2008 r., po czym Francja ogłosiła, że będzie wspierać rząd komorski w rozwoju kraju.
W 2016 r. do polityki i finalnie do władzy powrócił Azali, którego Komorczycy zachowali w dobrej pamięci. Wygrywał też kolejne wybory stając się najdłużej sprawującym funkcję szefem państwa w historii tego kraju. W pierwszej turze wyborów w 2016 r. otrzymał 15% głosów i był jednym z trzech kandydatów, którzy weszli do drugiej tury. W niej zdobył 41% głosów i z niewielką przewagą pokonał swojego kontrkandydata, który uzyskał blisko 40% poparcie. Wobec procesu wyborczego padły oskarżenia o nieprawidłowości, krytykowano również przemoc polityczną. W 2019 r. Azali zorganizował referendum o przedłużeniu mandatu prezydenta z jednej kadencji 5-letnie do dwóch. Funkcja ta w założeniu miała być rotacyjna między trzema wyspami. Zmiana ta była krytykowana jako mogąca zburzyć kruchą równowagę sił ustanowioną w 2001 r., której celem było zakończenie kryzysów separatystycznych i powstrzymanie cyklu zamachów stanu nękających kraj od czasu uzyskania niepodległości. W tym samym roku Azali zwyciężył w wyborach prezydenckich zdobywając prawie 60% oddanych głosów. Wynik został odrzucony przez opozycję oraz poddany krytyce przez obserwatorów zagranicznych. Po wyborach z 2019 r. Azali był już regularnie oskarżany przez przeciwników o wprowadzanie pełzającego autorytaryzmu.
W grudniu 2022 r. największy rywal Azaliego i jego poprzednik, były prezydent Sambi, został skazany na dożywocie za zdradę stanu. Sambi został oskarżony o sprzedaż paszportów bezpaństwowcom z krajów Zatoki Perskiej. W 2023 r. Azali został wybrany na roczną kadencję przewodniczącego Unii Afrykańskiej, co jego rywale z opozycji uznali za „porażkę organizacji kontynentalnej”. Oskarżyli go o tłumienie protestów przeciwko swojej władzy oraz o ogólne łamanie praw człowieka. W 2023 r. Francja rozpoczęła na Mayotte policyjno-wojskową operację „Wuambushu” polegającą na deportacji nielegalnych migrantów pochodzących z sąsiednich Komorów do kraju pochodzenia. Wywołało to kryzys w relacjach francusko-komorskich. Azali powiedział, że nie zgodzi się na przyjęcie ok. 10 tys. osób deportowanych z Mayotte na Komory. Odrzucił także francuską propozycję rekompensaty finansowej w zamian za przyjęcie Komoryjczyków z powrotem do kraju.
W działalności komoryjskiego prezydenta był też ciekawy, aczkolwiek nie do końca skuteczny wątek europejski i polski. Otóż w czerwcu 2023 r. przybył on na czele misji przedstawicieli państw afrykańskich do Europy w celu przedstawienia swojej wizji zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej. W 10-punktowym planie określanym jako afrykańska inicjatywa pokojowa, wezwano m.in. do deeskalacji działań zbrojnych, zakończenia wojny za pomocą środków dyplomatycznych czy zabezpieczenia eksportu produktów rolnych i nawozów z obu walczących ze sobą krajów, co było kluczową kwestią dla wielu państw afrykańskich handlujących z Ukrainą i Rosją. Plan zakładał także perspektywy odbudowy Ukrainy po zakończeniu działań wojennych oraz współpracy obu krajów z państwami afrykańskimi. W skład delegacji weszli, oprócz Azaliego łączącego funkcję prezydenta Komorów i przewodniczącego Unii Afrykańskiej, prezydenci RPA (Cyril Ramaphosa), Senegalu (Macky Sall) i Zambii (Hakainde Hichilema), premier Egiptu oraz reprezentanci prezydentów Konga i Ugandy. W czasie wizyty spotkali się w Kijowie z prezydentem Zełeńskim oraz odwiedzili Buczę, gdzie rok wcześniej wojska rosyjskie dokonały zbrodni wojennej na ukraińskiej ludności cywilnej. W czasie rozmów w Petersburgu byli przyjęci przez Putina. Przy okazji misji Azali z Ramaphosą i Hichilemą przyjechali do Warszawy, gdzie spotkali się z Andrzejem Dudą, który był wówczas prezydentem. Assoumani Azali w rozmowie z Dudą poruszył kwestię rosyjskiej inwazji na Ukrainę, jak i temat rozwoju współpracy dyplomatycznej i gospodarczej między Polską a Komorami. To chyba pierwszy raz, gdy w polskiej dyplomacji doszło do kontaktów na tak wysokim poziomie.
Afrykańska misja w Europie została uznana za porażkę, gdyż propozycje pokojowe nie wzbudziły większego zainteresowania walczących stron. Odnotowano jednak, że spotkanie wpisało się w zarówno rosyjską, jak i ukraińską ofensywę dyplomatyczną w krajach Globalnego Południa, w tym w państwach afrykańskich, mogąc być sygnałem do intensyfikacji wzajemnych kontaktów. W styczniu 2024 r. wzmocniony pozycją międzynarodową i swoimi inicjatywami (wprawdzie nieudanymi) Azali bez trudów wygrał kolejne wybory prezydenckie zdobywając 57,2% głosów w pierwszej turze. Po wyborach doszło do tradycyjnych protestów, w których zginęła jedna osoba. Będąc na Komorach w maju 2026 r. mogłem zauważyć, że Azali nie cieszy się przesadną popularnością, nawet lepiej sytuowani ludzie wyrażają wobec niego niechęć. Jego rządy opierały się na represjach, korupcji i domniemanym poparciu Francji. Wielu twierdziło, że wybory zostały ewidentnie sfałszowane. Były one obserwowane przez marionetkowych delegatów Unii Afrykańskiej, trochę patologicznej organizacji, której przewodniczącym wówczas był sam Azali. W przyszłości można zatem oczekiwać powrotu niepokojów i niestabilności na wyspy, kolejne zamachy stanu mogą stać się rzeczywistością.
Związek Komorów jest jednym z najbiedniejszych krajów świata. Pobliskie Mayotte jako departament zamorski Francji jest dziś najbiedniejszym regionem UE: PKB na głowę wynosił tu 11,6 tys. EUR na mieszkańca w 2022 r. To jednak i tak wielokrotnie więcej niż na Komorach: zaledwie 1527 USD (2024) oraz 3568 USD PPP (2024). Rozwarstwienie społeczeństwa jest tutaj ogromne. PKB wynosiło zatem tylko 1,55 mld USD, przy stopie wzrostu PKB w wysokości 3,4% (2024). Czyni to z tego kraju jedną z najmniejszych gospodarek na świecie. MFW oceniał perspektywy gospodarcze Komorów w swoim raporcie w 2022 r. jako słabe, ze względu na kryzys w lokalnym sektorze energetycznym i stałe przerwy w dostawach prądu, które są tutaj na porządku dziennym. Z tego powodu wybudowany w 2017 r. szpital w Moroni nawet nie jest w stanie zaplanować żadnych operacji. Nic zatem dziwnego, że mieszkańcy Komorów dość tłumnie podróżują na Mayotte nie tylko by kupić towary niedostępne u siebie, ale też w poszukiwaniu lepszego życia, które tam już znaleźli ich krewni. Jeszcze do 1995 r. mogli oni na francuskie terytorium wpływać swobodnie, ale wówczas Francja wprowadziła wymóg posiadania wizy, zwanej od nazwiska ówczesnego premiera Francji „wizą Balladura”. Ambasada w Moroni wydaje ją po spełnieniu szeregu warunków, np. przedstawieniu zaświadczenia, że posiadają konto bankowe z regularnymi wpływami. Jest to trudny warunek do spełnienia, dlatego też mieszkańcy Komorów decydują się na nielegalną podróż łódkami, którą oferują przemytnicy. Mają oni swoją bazę na Anjouan, skąd do Mayotte jest jedynie ok. 70 km. Nikt nie kryje się tutaj ze swoją działalnością, gdyż rząd w Moroni ją toleruje, grając w ten sposób na nosie Francuzów. Straż francuska próbuje walczyć z tym procederem wykorzystując kutry patrolowe i helikoptery. Przemytnicy nauczyli się jednak z nimi walczyć, gdyż korzystają z rozległej sieci swoich informatorów na Mayotte, którzy telefonami komórkowymi informują ich, kiedy i w jakim kierunku wyruszyła straż graniczna. Z tego powodu podróż trwająca normalnie nieco ponad 3 godziny, może się wydłużyć nawet dwukrotnie, bo jej organizatorzy czekają na pełnym oceanie na informację, że mogą ruszyć dalej.
Jest to skrajnie niebezpieczny proceder, gdyż przeprawa odbywa się na pokładzie niewielkich motorówek zwanych „kwassa kwassa”, które są narażone na wywrotki, jeśli zmienią się warunki pogodowe. Przemytnicy często oszukują swoich pasażerów i wmawiają im, że dotarli na Mayotte, chociaż często są wysadzani na położonej 7 km dalej na północ wyspie Mtsamboro, gdzie nie ma nawet pitnej wody. Policja francuska na Mayotte chwali się, że przechwyca wiele łodzi przemytników (np. w 2017 r. było to prawie 600 łodzi, 13 tys. ich pasażerów oraz ponad 600 przemytników), ci ostatni jednak niewiele sobie z tego ryzyka robią, bo chociaż ich łodzie są rekwirowane, to oni sami są deportowani do ojczyzny, gdzie czekają już na nich wspólnicy z nowo zakupionymi łodziami. Jest to wielce opłacalny interes, kurs na Mayotte kosztuje między 300 a 500 EUR od osoby, podczas gdy średnia płaca urzędnika w Moroni wynosi ok. 100 EUR. Władze Mayotte chwalą się deportacjami na Komory, milczą jednak, ile osób straciło życie na wodach Oceanu Indyjskiego podczas niebezpiecznej przeprawy. Szacunki organizacji międzynarodowych na podstawie wywiadów z rodzinami przypuszczalnych ofiar wskazują, że od 1995 do 2018 r. mogło być ich nawet 30 tys. Dlatego Unia Afrykańska wielokrotnie apelowała do Francji o zastąpienie wizy Balladura innego rodzaju rozwiązaniem dla małego ruchu granicznego. Francja jednak nie zmienia swojej polityki, kolejni jej prezydenci wykluczają taką możliwość w czasie swoich wizyt na Mayotte.
Mniejszości religijne, zwłaszcza chrześcijanie, podlegają ekstremalnym ograniczeniom w zakresie praktyk religijnych, a nawet rozmów na tematy religijne. Jeszcze większe wyzwania czekają rodziny chrześcijańskie, zwłaszcza w przypadku konwertytów z islamu. Zmuszeni są wysyłać swoje dzieci do medresy (szkoły muzułmańskiej), w przeciwnym razie narażaliby się na ostracyzm. Publiczne praktyki religijne, a nawet rozmowy w przestrzeni publicznej o chrześcijaństwie mogą być interpretowane jako prozelityzm, który podlega karze. Cały czas pojawiają się doniesienia o tym, że lokalne społeczności alienują osoby podejrzane o konwersję na chrześcijaństwo, tworząc w ten sposób atmosferę wrogości wobec wolności religijnej. Konwertytki mogą być umieszczane w areszcie domowym przez rodzinę i społeczność lokalną. Uwarunkowania, w jakich funkcjonują chrześcijanie nawróceni z islamu, zmuszają ich do praktykowania swojej wiary w tajemnicy. Islam jest oficjalną religią państwową zapisaną w konstytucji, a szkoła islamu sunnickiego Shafi’i wyznacza normy życia na Komorach, gdzie 98% ludności stanowią muzułmanie. Konstytucja gwarantuje wprawdzie równość praw wszystkim osobom, bez względu na wiarę i przekonania, ale działalność ewangelizacyjna jest prawnie zabroniona i podlega karze grzywny lub pozbawienia wolności (nie dotyczy to islamu sunnickiego). Prawo przewiduje też deportację cudzoziemców, którzy prowadzą działalność ewangelizacyjną. Populacja chrześcijan na Komorach (zaledwie 0,5%) koncentruje się w większych miastach, zwłaszcza w Moroni oraz w Mutsamudu, głównym mieście na wyspie Anjouan. Większość chrześcijan stanowią katolicy. Mimo to Komory mają niski poziom przestępczości i nie występuje tu bezpośrednie zagrożenie ze strony islamistycznych grup paramilitarnych. Niestety są tu jednak radykalni islamiści (zwani „djaulas”), którzy prześladują chrześcijan, zwłaszcza konwertytów z islamu. W kraju działa zaledwie garstka organizacji pozarządowych (NGO). Rząd dyskryminuje te spośród nich, które mają charakter chrześcijański, ograniczając ich działalność oraz możliwość promocji.
Prześladowania ze strony wyznawców islamu na Komorach nie są niczym nowym, jednak nasiliły się wraz z przyjęciem poprawki do konstytucji, która ustanowiła islam sunnicki religią państwową. Równolegle z uchwaleniem nowej konstytucji coraz więcej wyznawców islamu mieszkających na Komorach radykalizuje swoje poglądy, zwłaszcza na wyspach Anjouan i Mohéli. W meczetach i medresach muzułmańscy przywódcy religijni w swoim nauczaniu podsycają antychrześcijańskie nastroje. Wspomniani „djaulas”, spośród których wielu zostało przeszkolonych w Pakistanie, swoim nauczaniem nawołuje do jeszcze bardziej radykalnego przestrzegania prawa szariatu. „Djaulas” nękają, zastraszają i poddają ostracyzmowi chrześcijan, w szczególności konwertytów z islamu. Dla większości mieszkańców Komorów, podobnie jak w przypadku wielu innych krajów muzułmańskich, odejście od islamu jest nie do pomyślenia. Osoby odwracające się od islamu są dyskryminowane i nękane przez członków najbliższej rodziny i lokalnej społeczności. Chrześcijanom odmawia się prawa do miejsca sprawowania kultu, nie mogą publicznie rozmawiać o religii ani publicznie nauczać. Rząd skonsolidował władzę poprzez promowanie islamu sunnickiego kosztem wszystkich religii, nakładając poważne ograniczenia na działalność chrześcijan i chrześcijańskich organizacji pozarządowych. Rząd otwarcie też stwierdził, że wolność wyznania nie dotyczy konwertytów oraz chrześcijan.
Mieszkańcy Komorów żyją w matriarchalnym systemie rodzinnym, nieczęsto spotykanym w innych regionach Afryki. W tym systemie to rolą kobiety jest inicjowanie małżeństwa i budowanie domu dla rodziny. Mężczyźni nadal sprawują przywództwo religijne, ale to kobiety mają największy wpływ na decyzje podejmowane w rodzinie. Mimo to, kobiety regularnie są dyskryminowane wobec prawa, a także mierzą się z kulturowymi praktykami poligamii, zawierania jednostronnych rozwodów i aranżowanych małżeństw dzieci. Dodatkowo kraj boryka się z dużą gęstością zaludnienia i ubóstwem.
Niewiele dobrego da się powiedzieć o gospodarce Komorów, która jest jedną z najbiedniejszych (widać to na każdym kroku) i najmniejszych gospodarek świata. Rolnictwo, w tym rybołówstwo, łowiectwo i leśnictwo, stanowi ok. 50% PKB, zatrudnia większość siły roboczej i odpowiada za większość eksportu. Dochód z eksportu w dużej mierze zależy od trzech głównych upraw – wanilii, goździków i esencji perfum, znanych tutaj pod nazwą ylang ylang. UE jest najważniejszym partnerem handlowym Komorów, które korzystają z rozwiązania „Everything but arms” (EBA). W ten sposób kraj ma bezcłowy dostęp do rynku UE dla swoich towarów, z wyjątkiem broni i uzbrojenia. Komory to również jeden z uczestników umowy o partnerstwie gospodarczym między UE i krajami Afryki Wschodniej i Południowej.
Ten malutki kraj od dziesięcioleci zmagają się z niedoborem ryżu, co wynika z monopolu państwowego, jaki nad importem ryżu sprawuje Narodowy Urząd Importu i Handlu Ryżem (Office national d’importation et de commercialisation du riz, ONICOR), przedsiębiorstwo państwowe borykające się z permanentnymi niedoborami finansowymi. Sytuacja ta prowadzi do częstych niedoborów (np. w latach 2021-2023), a także wzrostu cen, przekraczające limity cenowe zalecane przez rząd Komorów. Wynikający z tego brak bezpieczeństwa żywnościowego często stanowił poważne wyzwanie, zwłaszcza dla ludności uzależnionej od zwykłego ryżu jako podstawowego produktu żywnościowego. Uznając pilną potrzebę zmian, rząd przy wsparciu Banku Światowego wdrożył reformy strukturalne, które zaczęły przynosić obiecujące rezultaty i otworzyły możliwości rozwoju sektora prywatnego. Polegały one przede wszystkim na zniesieniu monopolu ONICOR na import ryżu zwykłego (łamanego) ryżu, który został zniesiony dekretem prezydenckim w 2023 r. dekretem prezydenckim, otwierając ten sektor dla podmiotów prywatnych. Reforma ta była zgodna z zaleceniami Banku Światowego, co miało wesprzeć starania Komorów do przystąpienia do Światowej Organizacji Handlu (WTO) w 2024 r. Początki tej reformy nie były łatwe, gdyż sektor prywatny był zniechęcany brakiem jasnych i przejrzystych zasad, chociaż ramy prawne umożliwiały mu wejście na rynek. Dlatego BŚ rozwiązał ten problem uruchomiając projekt pomocy technicznej finansowany przez UE. Projekt ten pomógł zidentyfikować kluczowe zasady dla opracowania przejrzystych kryteriów uzyskiwania licencji na import ryżu. Obejmowały one gwarancje finansowe potwierdzające zdolność do finansowania transportu ryżu, uproszczone procedury rejestracji nowych podmiotów gospodarczych włącznie ze stosowną dokumentacją podatkową oraz zgodność z normami zdrowotnymi i środowiskowymi. Co istotne, nie było wymogu dotyczącego pojemności magazynowej, co zapewniło, że ramy prawne nie faworyzowały istniejących dużych importerów i umożliwiły nowym podmiotom konkurowanie.
Środki te miały na celu wspieranie konkurencyjnego sektora prywatnego, opierając się na doświadczeniach krajów takich jak Senegal, gdzie w 1996 r., w trakcie wdrażania podobnego programu, na rynku pojawiło się ponad 50 nowych podmiotów. Jednocześnie rząd dążył do ograniczenia ryzyka pojawienia się prywatnego monopolu bądź oligopolu, co stanowiło potencjalną pułapkę w nieudanych programach liberalizacji realizowanych w kilku krajach w Afryce Zachodniej. W latach 2000. W tym celu, jak donosił w swoim raporcie Bank Światowy, komorańskie Ministerstwo Gospodarki opublikowało w czerwcu 2024 r. memorandum powołujące komisję publiczno-prywatną, która ma nadzorować proces wydawania licencji i minimalizować uznaniowe podejmowanie decyzji przez organ odpowiedzialny za wydawanie licencji importowych. Komisja została utworzona z zabezpieczeniami zapobiegającymi konfliktom interesów. Od czerwca 2024 r. 12 prywatnych firm weszło na rynek importu ryżu na Komory, przyczyniając się razem do znacznego zwiększenia podaży tego produktu. Wstępne dane pokazały, że prywatni operatorzy zaimportowali na Komory ok. 12 tys. ton ryżu tylko w okresie od czerwca do listopada 2024 r., co pokryło 40% popytu na ryż w kraju.
Korzyści z tej reformy stały się najbardziej odczuwalne na wyspie Anjouan, której mieszkańcy konsumują połowę zapotrzebowania na ryż na wszystkich wyspach archipelagu. Zwiększona konkurencja doprowadziła do poprawy dostępności i niższych cen. Lokalne media i serwisy informacyjne ogłosiły koniec niedoborów ryżu, a Comores Info chwaliły bezprecedensową konkurencję, która doprowadziła do spadku cen. W ten oto sposób Komorczycy na własnej skórze odczuli zalety wolnego rynku, a lokalnym politykom będzie zapewne dużo trudniej realizować strategię gospodarczą opartą opartą na centralizacji i pełnej etatyzacji, która uczyniła z mieszkańców nędzarzy regionu.
W miarę jak Komory kontynuują liberalizację rynku ryżu i oczekują, że sektor prywatny będzie importował połowę całego popytu na ryż do końca 2026 r., kluczowym wyzwaniem staje się budowa wspierającej infrastruktury, takiej jak budowa odpowiednich powierzchni magazynowych, aby firmy prywatne mogły skutecznie zaspokoić lokalny popyt, widziałem w czasie mojego pobytu, że Bank Światowy wspiera finansowo w tym zakresie rząd i te obiekty są realizowane. Ponadto Bank Światowy wspiera swoimi programami handel między wyspami a Anjouan, na której to wyspie znajduje się główny port wjazdowy na Komory i jedyny port dalekomorski w kraju. Zmniejszenie ograniczeń logistycznych i administracyjnych w handlu między wyspami pomogłoby polepszyć sytuację na Moheli i Grande Comore, gdzie tamtejsi importerzy narzekają na brak stosownej infrastruktury. Zwiększenie bezpieczeństwa żywnościowego wymagałoby również poprawy ładu korporacyjnego w ONICOR oraz dalszego zwiększenia konkurencyjności rynku, ponieważ sektor prywatny zwiększając swój udział w rynku pokazuje, że łańcuch dostaw, który zbudował jest silny i efektywny.
Liberalizacja importu ryżu na Komory jest dowodem na to, jak skuteczne mogą być dobrze wdrożone reformy polityczne, dostosowane do lokalnych uwarunkowań, które prowadzą do konkretnych i pozytywnych zmian. Rozwiązując problemy systemowe i wzmacniając udział sektora prywatnego, Komory poprawiły swoje bezpieczeństwo żywnościowe i stworzyły przesłanki dla trwałego wzrostu gospodarczego oraz odporności na wstrząsy zewnętrzne swojej gospodarki w długim okresie czasu. Choć wyzwań jest nadal co nie miara, wstępne rezultaty małego flirtu z gospodarką rynkową są zachęcające. Dla Komorów może to być więcej niż tylko zmiana polityki, to krok w kierunku bezpieczniejszej i bardziej dostatniej przyszłości.
Przyjrzyjmy się zatem jakie wyniki osiągała po 2020 r. gospodarka Komorów. Ożywienie gospodarcze, głównie dzięki wspomnianym reformom, trwało w 2024 r., a realny wzrost PKB wyniósł 3,5%, w porównaniu z 3,1% w 2023 r. Wzrost był jednak słabszy niż oczekiwano, głównie z powodu pandemii cholery i zmian klimatu. Po stronie podaży wzrost był napędzany dobrym wynikom w rolnictwie, handlu i budownictwie. Z kolei popyt korzystał z relatywnie wysokiej konsumpcji prywatnej i inwestycji, w tym z programów finansowanych przez Bank Światowy. Inflacja w 2024 r. znacznie spadła do 5,1%, z poziomu 9% (2023). Deficyt budżetowy wyniósł w 2024 r. 3,2% PKB, jego przyczyną były rosnące bieżące wydatki publiczne wobec słabszych niż oczekiwano wpływów podatkowych. Jednak saldo pierwotne spadło do -1,2% PKB (2024) w porównaniu z -2% PKB rok wcześniej, głównie z powodu opóźnień w realizacji niektórych nakładów inwestycyjnych.
Wraz z narastaniem nowych zaległości płatniczych, relacja długu publicznego do PKB wzrosła do 35,8% w 2024 r., w porównaniu z 34,8% w 2023 r. Jednak poziom długu publicznego pozostaje stabilny, pomimo wysokiego ryzyka nadmiernego zadłużenia tak małej gospodarki (nominalny PKB to zaledwie 1,55 mld USD w 2025 r., co daje nominalne PKB na mieszkańca na poziomie ok. 1900 USD, w ujęciu PPP statystyki wyglądają trochę lepiej: odpowiednio 4 mld USD oraz 4000 USD). Deficyt na rachunku bieżącym pogorszył się do 3,5% PKB (2024), w porównaniu z 2% PKB (2023), głównie ze względu na spadek głównych towarów eksportowych kraju i zwiększony import ryżu. Rezerwy walutowe Komorów utrzymywały się jednak na bezpiecznym poziomie ok. 7 miesięcy importu. Sektor finansowy jest, póki co w stanie embrionalnej i mało inkluzywny (współczynnik ubankowienia ludności – bardzo niski).
Wskaźnik ubóstwa Bank Światowy szacował w 2025 r. na poziomie 38,4%, a bezrobocie na 6,5%. Kraj zajmuje dalekie 152 miejsce na 193 w rankingu HDI (Human Development Index) ONZ. Nierówności dochodowe są bardzo wysokie (wskaźnik Giniego poniżej 45%), a śmiertelność niemowląt wynosiła (2024) ok. 43 zgony na 1000 urodzeń, czyli była bardzo wysoka. Wzrost gospodarczy przyspieszył w 2025 r. do 4,2%, przewiduje się, że wysoka dynamika wzrostu będzie utrzymana w kolejnych latach. Te korzystne perspektywy gospodarcze powinny sprzyjać dalszemu wzrostowi w sektorze pierwotnym (rolnictwo i rybołówstwo), konsolidacji w budownictwie, handlu i turystyce oraz silnym inwestycjom i konsumpcji. Zacieśnienie polityki pieniężnej przez Bank Centralny Komorów powinno wzmocnić spadkową tendencję inflacji, podobnie wdrożenie reform finansów publicznych w latach 2025-2026 powinno spowodować deficyt budżetowy do poziomu 2,5% PKB w 2026 r. Bank Światowy wskazuje też na zagrożenia, do których zaliczył pogorszenie międzynarodowej sytuacji gospodarczej oraz negatywne skutki zmian klimatu. Dlatego też, aby zmitygować te ryzyka, Komory powinny skonsolidować wdrażanie reform gospodarczych i finansowych oraz reformę zarządzania krajem, a jednocześnie przyspieszyć realizację projektów rozwojowych finansowanych przez głównych partnerów technicznych i finansowych.
Komory dysponują różnorodnymi zasobami, których wkład we wzrost gospodarczy jak dotąd pozostaje niewielki. Kapitał naturalny, składający się z odnawialnych zasobów naturalnych (grunty rolne, lasy, łowiska), maleje w przeliczeniu na mieszkańca. Kapitał ludzki nadal jest deficytowy z powodu słabego systemu edukacji i opieki zdrowotnej, co pogłębia problem demograficzny, jakim jest 60% udział populacji poniżej 25 roku życia w strukturze ludności. Przestrzeń fiskalna pozostaje niewielka, a sektor finansowy praktycznie nie istniejący. Mobilizacja i alokacja kapitału na Komorach są poważnie utrudnione przez słabe możliwości instytucjonalne i ludzkie państwa. W związku z tym, z powodu słabej administracji podatkowej i celnej, Komory mobilizowały w 2026 r. jedynie 16% PKB, w porównaniu z 31% PKB w podobnych krajach wyspiarskich. Poprawa efektywności wydatków publicznych również pozostaje poważnym wyzwaniem, co pokazuje dokument rządowy – strategia Reformy Zarządzania Finansami Publicznymi SRGFP 2024-2034. Wzmocnienie krajowych ram instytucjonalnych i zarządzania jest niezbędne dla poprawy i mobilizacji i alokacji kapitału na Komorach. To jeden z 5 katalizatorów zidentyfikowanych w Planie Rozwoju Komorów 2030, inne to: usprawnienie administracji publicznej, wzmocnienie wymiaru sprawiedliwości i walka z korupcją, poprawa klimatu biznesowego w celu zachęcenia do inwestycji prywatnych oraz konsolidacja zarządzania finansami publicznymi.
Fakt, że Komory pozostają jednym z najbiedniejszych regionów świata wynika z kilku przyczyn. Pomimo, iż mieszkańcy trzech wysp posługują się tym samym językiem, są muzułmanami i w zasadzie tworzą jedną, powstałą przez stulecia mieszania się różnych ras i ludów wspólnotę kulturową, przekonanie o tym, że kiedykolwiek Komory stanowiły jedność jest mitem. Do czasu przybycia Francuzów, wyspy, choć położone we wzajemnym sąsiedztwie, egzystowały zwykle niezależnie od siebie, zaś ich władcy toczyli ciągłe wojny. Poszczególne wyspy nie tylko tradycyjnie rządziły się same, ale niejednokrotnie posiadały więcej niż jeden ośrodek władzy wewnętrznej, czyli stanowiły część archipelagu w sensie geograficznym, a nie politycznym. Drobne, zwaśnione sułtanaty łączył głównie islam i kultura muzułmańska, a dzieliło wszystko inne. W okresach między wojnami mieszkańcy wysp prowadzili między sobą handel wymienny. Dopiero francuska okupacja kolonialna przyniosła archipelagowi pokój oraz wspólny zarząd, aczkolwiek przez większość lat europejskiej supremacji Komory nie były wyodrębnione administracyjnie od Madagaskaru. Francuzi niestety nie przyczynili się do wykształcenia na wyspach poczucia jedności narodowej.
Po drugie: w historii archipelagu tradycja rywalizacji i walk o władzę, terytorium i zyski wśród komoryjskiej klasy politycznej była szczególnie silna. Opisywane wcześniej życie polityczne po uzyskaniu niepodległości stanowi poniekąd kontynuację zapisanej w ich dziejach wielowiekowej tradycji sporów i konfliktów, zarówno wewnątrz wysp, jak i między nimi. Niepodległe, zjednoczone Komory stały się przykładem państwa, w którym zdecydowana większość polityków i wysokich rangą wojskowych traktuje swoje funkcje nie jako służbę dla dobra kraju i jego społeczeństwa, ale przede wszystkim jako sposób na życie i możliwość realizacji partykularnych interesów, w tym zwłaszcza szybkiego wzbogacenia się. Prowadzi to do chronicznej niestabilności politycznej państwa, z czego wynikają liczne zamachy lub próby zamachów stanu, częste zmiany na najwyższych stanowiskach państwowych, wielokrotne rekonstrukcje rządu, oszustwa wyborcze, długotrwałe kłótnie polityczne, często o podłożu personalnym, zamieszki, strajki oraz rozwój lokalnego separatyzmu.
Po trzecie: elity polityczne są słabo przygotowane do rządzenia, z czego wynika słabość państwa i jego instytucji. Dzieje się tak od momentu powstania niepodległego państwa, którego władza pozostawała w rękach osób zupełnie nieprzygotowanych do rządzenia. Efekt braku odpowiedzialnych i wykształconych elit spotęgowany został przez zwolnienie garstki wyedukowanych przez Francuzów miejscowych urzędników i wydalenie specjalistów z byłej metropolii chwilę po uzyskaniu niepodległości. Jedyną legitymacją dla władzy komorskich polityków stał się fakt wymuszenia przez nich na Francuzach uznania niepodległości archipelagu. Rozdział wysokich stanowisk państwowych oraz funkcji urzędniczych był zwykłym nepotyzmem i tradycyjnie wiązał się z lojalnością, nie zaś z profesjonalizmem. Instytucje państwa tworzone w sytuacji braku przygotowanej do pełnienia swoich obowiązków służby cywilnej nie mogły zatem działać sprawnie. Często zresztą istniały wyłącznie w teorii. Dodatkowym czynnikiem hamującym rozwój państwa było ograniczanie praw obywatelskich oraz zmienianie konstytucji zgodnie z interesami kolejnych ekip rządzących, a także brak prawdziwie niezależnej władzy sądowniczej. Na Komorach przez cały okres niepodległego państwa nie doszło też do wykształcenia się społeczeństwa obywatelskiego i aktywizacji działalności organizacji pozarządowych NGOs.
Po czwarte: podstawowym grzechem elit politycznych młodego państwa było niewykształcenie faktycznego ustroju federalnego. Utworzenie w latach 1975-1976 scentralizowanej władzy na niepodległych od Francji Komorach stało w sprzeczności z tradycją niezależnego, przedkolonialnego bytu politycznego wysp. Deklarowany od 1978 r. ustrój federalny Komorów był fikcją. Dla mieszkańców Anjouan i Mohéli niepodległość Komorów w zasadzie nie przyniosła zasadniczej zmiany politycznego status quo. Za czasów kolonialnych podlegali oni władzy Francuzów, a po 1975 r. – polityków pochodzących zazwyczaj z największej wyspy lub pochodzących z Grand Comore rodaków optujących za silną władzą centralną. Istotna różnica polegała na tym, że wcześniej żadna z wysp nie miała całkowitej supremacji nad pozostałymi, a pełnię rządów dzierżyli Francuzi. Po uzyskaniu niepodległości część mieszkańców Anjouan i Mohéli nie uznawała władz centralnych za własne, gdyż te lekceważyły ich problemy oraz żądania wprowadzenia głębszej autonomii.
Po piąte: znaczna część klasy politycznej Anjouan i Mohéli tolerowała przez wiele lat centralizm władzy na Komorach, widząc dla siebie szanse kariery w strukturach rządowych wspólnego państwa. Zajmowali oni jednak zwykle, za wyjątkiem kilku przypadków, drugorzędne stanowiska, zaś realną władzę na archipelagu sprawowały najczęściej elity z najludniejszej i największej wyspy Grand Comore. Niezaspokojone ambicje polityków i wojskowych z mniejszych wysp popychały ich ego do sprawowania najwyższych stanowisk w ramach własnych państw lub francuskich zbiorowościach terytorialnych i przyczyniały się do wzrostu dążeń separatystycznych. Ponadto działalność zagranicznych najemników przez lata bardziej destabilizowała niż moderowała sytuację na Komorach, na pewno jednak stała się przyczynkiem do upadku morale armii komoryjskiej, która zamiast bronić państwo przed obcymi inwazjami, była niejednokrotnie wykorzystywana do pomagania najemnikom i uczyła się przeprowadzania puczów. Najemnicy byli również okresowo wykorzystywani na Komorach do wewnętrznych rozgrywek politycznych.
Po szóste: Nieudolność rządzenia i niegospodarność skorumpowanej i skłóconej ze sobą klasy politycznej powodowała systematyczne pogarszanie się stanu gospodarki Komorów. W pierwszych latach niepodległości zapaść gospodarcza była potęgowana sporem z Francją o status polityczny Mayotte, nacjonalizacją francuskiego mienia oraz usunięciem francuskich specjalistów. Pogorszenie stosunków z Francją przyczyniło się do znacznego zmniejszenia, a w początkowym okresie – zawieszenia francuskiej pomocy gospodarczej. Niewykształceni politycy nie potrafili wprowadzić w życie żadnej strategii długofalowego rozwoju gospodarczego, zaś niestabilność polityczna przyczyniała się do przerywania w trakcie realizacji programów uzdrowienia gospodarki, które wdrażane były przy udziale wspólnoty międzynarodowej. W efekcie PKB Komorów nie powiększał się relatywnie do wzrostu ludności. Niski dochód narodowy determinował z kolei skromne państwowe nakłady na szkolnictwo, co w konsekwencji oznaczało brak profesjonalnych kadr. W tym inżynierów, ekonomistów i specjalistów od zarządzania. Z uwagi na niedostatek oszczędności i brak środków na inwestycje w rybołówstwie oraz – związaną w dużej mierze ze środowiskowymi barierami rozwoju – małą wydajność rolnictwa na Komorach, miejscowi politycy powinni byli postawić na rozwój turystyki na tym potencjalnie atrakcyjnym dla zagranicznych turystów archipelagu. Niską stopę inwestycji zagranicznych w sektorze turystycznym (nie znajdziecie tutaj żadnego porządnego hotelu sieciowego mimo urzekającego piękna wielu miejsc nadmorskich) powodowała jednak niestabilność polityczna na Komorach (w tym zagrożenie życia turystów w trakcie zamachów stanu i niepokojów społecznych), wszechobecna korupcja, brak prawnych zabezpieczeń dla lokowania kapitału zagranicznego, zachęt podatkowych dla inwestorów oraz jasnych przepisów w kwestiach zakupu ziemi przez zagraniczne osoby prawne i transferu zysków. Brak perspektyw stabilizacji politycznej oraz rozwoju gospodarczego wysp sprzyjały również nieefektywnemu wykorzystaniu środków od pracujących za granicą komoryjskich emigrantów. Ich pieniądze z przekazów zazwyczaj wydawane były i nadal są na cele konsumpcyjne. I tak koło imposybilizmu rozwojowego się zamyka.
Po siódme: Komoryjczycy widzą różnicę w poziomie życia na sąsiedniej Mayotte, której mieszkańcy korzystając z francuskiej pomocy finansowej żyją na znacznie wyższym poziomie niż ludność niepodległych Komorów, gdyż korzystają z przywilejów społecznych powszechnie dostępnych w Europie Zachodniej, w tym z bezpłatnego szkolnictwa, systemu opieki zdrowotnej, dodatków rodzinnych, a także z płacy minimalnej. Nie dziwi zatem fakt, że na Mayotte mieszkańcy mówią: „pozostaniemy francuscy, aby pozostać wolni”. Popularne na Komorach porzekadło mówi z kolei, iż „Mohéli śpi, Anjouan pracuje, Mayotte się bawi, a Grand Comore narzeka”. Mayotte, mimo że uznawane na świecie za terytorium sporne między Francją a Komorami, cieszy się stabilnością polityczną, a jej podstawowy problem społeczny wiąże się z napływem wysokiej liczby nielegalnych imigrantów z Komorów, którzy powiększają liczną grupę miejscowej młodzieży pozostającej bez pracy. Ponieważ mieszkańcy Mayotte posiadają obywatelstwo francuskie, lokalni bezrobotni mogą jednak liczyć na pomoc państwa.
Po ósme: Komory już obecnie są państwem przeludnionym, a największa gęstość zaludnienia jest na Grand Comore. Niewielki areał ziem uprawnych, zdegradowane gleby, wylesienie, mała wydajność rolnictwa, klęski nieurodzaju i słabo rozwinięte rybołówstwo powodują, że przy relatywnie wysokiej liczbie mieszkańców Komorów większość żywności musi być importowana. Problem ten będzie przybierał na sile wraz ze wzrostem populacji. Innym problemem pozostaje zupełny brak rzek na wyspach, co wiąże się z deficytem słodkiej wody. To też nie przyczynia się do łagodzenia problemów społecznych kraju. Lata 2015-2025 uspokoiły trochę sytuację na wyspach, zanikły tendencje separatystyczne, ad calendas graecas oddalone zostało ryzyko rekolonizacji wysp Anjouan i Mohéli przez Francję, o co secesjoniści długo zabiegali. Była metropolia (wraz z UE), która pośrednio przyczyniła się zarówno do powstania zjednoczonego państwa Komorów, jak i jego wewnętrznej destabilizacji, może jednak nadal spełnić ważną rolę w rozwoju wysp, umiejętnie wpływając poprzez pomoc gospodarczą na postęp w budowie demokratycznego systemu rządów na archipelagu. Komory nie muszą być krajem straconej szansy, biorąc pod uwagę potencjalne możliwości rozwoju turystyki, rybołówstwa oraz przetwórstwa ryb i owoców morza, tworzenia stref wolnocłowych, a także efektywniejszego wykorzystania środków z przekazów od emigrantów oraz pomocy zagranicznej. Podstawowymi warunkami rozwoju gospodarczego pozostają jednak stabilizacja polityczna i budowa silnych instytucji państwa. Pewnikiem pozostaje przy tym fakt, iż archipelag nie poradzi sobie z własnymi problemami bez pomocy społeczności międzynarodowej. Pokazany przykład zaangażowania Banku Światowego w budowę rynku ryżu pokazuje, że jest to możliwe i może zafunkcjonować.
Komory są jednym z najmniej odwiedzanych krajów na świecie. Docierają tu pojedynczy podróżnicy, turystów jest bardzo niewielu, a infrastruktura turystyczna praktycznie nie istnieje. Trudno się tutaj dostać, ceny biletów są wysokie, kraj jest mocno religijny, dodatkowo niestabilny politycznie. W samolocie z Dar-es-Salaam byłem jedynym białym pasażerem. Stolica kraju Moroni leży na największej wyspie – Grand Comore u stóp aktywnego wulkanu Karthala (2361 m), na który można się wspiąć. Z samolotu lądującego na miejscowym lotnisku widać pola lawy. Przy szosie na lotnisko lawa jest eksploatowana i przerabiana na kruszywo. W miejscach, gdzie lawa dotarła do oceanu wybrzeża są skaliste i mają kolor ciemny, co pięknie kontrastuje z turkusem majestatycznego Oceanu Indyjskiego. Wielkie Komory, na których byłem, to największa z trzech pokrytych chmurami gorących wysp o przydomku „Ziemia zamachu stanu w chmurach”. Wpływy francuskie są nadal spore, mimo, że populacja jest mieszanką dawnych arabskich kupców, perskich sułtanów, afrykańskich niewolników i portugalskich piratów (sami mieszkańcy mówią o sobie, że są afro-arabami), to wszyscy jedzą francuskie bagietki, mówią po francusku, ale są bogaci w kulturę suahili i silnie religijni. Ta mieszanka narodowościowa sprawia, że Komory wykształciły wyjątkową i charakterystyczną kulturę. Wyspa jest piękna, jest gwarancja, że nie spotkamy tu żadnych innych turystów. Plaże są urocze, aczkolwiek te publiczne nie wyglądają zachęcająco. Pełno jest na nich plastikowych odpadów, wielu miejscowych przesiaduje na nich i sprawiają wrażenie, że jest to dla nich jedyne zajęcie. W Moroni wiele zabytków nie zobaczymy, jednym z nielicznych jest stary Meczet Piątkowy, zbudowany w XV w., tuż obok pięknej, małej i naturalnej zatoczki wypełnionej starymi łodziami. Kilkaset metrów dalej znajduje się Nowy Meczet Piątkowy, sfinansowany przez Arabię Saudyjską. Urocza jest też najstarsza część miasta, zbudowana z ciemnego, wulkanicznego kamienia. W starej medinie można wciąż znaleźć maleńkie sklepiki i warsztaty rzemieślnicze. Wąskimi uliczkami mediny dochodzimy do barwnego bazaru.
Z uwagi na wulkaniczne pochodzenie wyspy uprawnej ziemi na wyspie nie ma wiele, co powoduje, że ceny produktów rolnych i warzyw są dosyć wysokie. Wiele budynków w stolicy pamięta jeszcze czasy kolonialne, co oznacza, że przez ostatnie kilka dekad nie były one remontowane i popada w ruinę. Ciekawy jest budynek misji katolickiej w Moroni z małym kościołem i niewielkim szpitalem prowadzonym przez katolickie siostry. Na północy Moroni jadąc wzdłuż wybrzeża kilka kilometrów docieramy do wioski Itsandra, w której znajdował się mój hotel w czasie pobytu na wyspie. Ma ona małą, ale pięknie schowaną w niewielkiej zatoczce plażę. Jest to najbliższe stolicy kąpielisko, uczęszczane m.in. przez niewielką liczbę zamieszkujących czasowo w Moroni ekspatów. Z kolei na północnym krańcu wyspy można znaleźć wiele pięknych, białych plaż. Przy najdłuższej z nich leży spora osada Mitsamiouli, największa w tej części Grand Comore, z której wypływają w morze kolorowe rybackie łodzie. Znajduje się tu także mały bazar, na którym można kupić świeże owoce. Na końcu tej uroczej miejscowości na samej plaży są też proste, ale bardzo tanie bungalowy dla tych, co lubią zasypiać przy szumie oceanu.
Zdawałoby się, że Komory mają wszelkie atuty w ręku, by nie tkwić w ogonie świata. Rozległe wody terytorialne obfitują w ryby, wszystkie wyspy mają duży potencjał turystyczny. Jedna z nich, Mohéli, to prawdziwa perełka, ma kilka pięknych plaż i rafę koralową. Egzotyka, klimat i ciekawa kultura mogłyby przyciągnąć inwestorów i stworzyć wiele nowych miejsc pracy, tak się jednak nie dzieje. W czasie pobytu na Wielkich Komorach zobaczyłem wszystkie rzeczy, które nie muszą nikogo zniechęcać do wizyty. Wręcz przeciwnie, istnieje tu inna i charakterystyczna kultura, piękna przyroda i tropikalny raj. Kraj nie jest łatwy do podróżowania, nie ma tu wielu zabytków, ale podobnie jak wszystkie inne kraje na świecie, warto go odwiedzić przynajmniej jeden raz.

Grande Comore













































































Moroni


















International Airport Moroni Prince Said Ibrahim
























Moroni, Old Town





Moroni


Moroni, Parliament




Moroni, Hôtel de Ville







Moroni, Market






Moroni, International Airport











Komentarze