top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Erytrea

Zaktualizowano: 25 cze 2023

Erytrea nazywana jest też Koreą Płn. Afryki. Powstał tam jeden z najbardziej opresywnych i tajemniczych reżimów świata, który okrutnie prześladuje i wypędza swoich obywateli z kraju. Szacuje się, że tylko w 2 dekadzie XXI w. z Erytrei mogła uciec nawet połowa mieszkańców, ale znaczna cześć z nich mogła być złapana przy próbie ucieczki i zamęczona w więzieniach. Wg. CIA WorldFactBook w Erytrei mieszkało w 2020 r. prawie 6 mln. ludzi, ale wg. raportu UNDP to już zaledwie 3,6 mln. Dokładnych danych nie zna nikt. Kraj enigma, w którym poza zasięgiem radarów dzieje się bardzo dużo. Na jego czele stoi przywódca, od dawna uważany za jednego z głównych graczy na kontynencie, który od lat próbuje trwałe zdestabilizować znacznie więcej niż tylko Róg Afryki. Oczywiście brak jest jakichkolwiek wiarygodnych źródeł informacji na każdy temat w Erytrei, co w XXI w. jest czymś absolutnie unikalnym. Ta atmosfera tajemniczości skłoniła mnie do odwiedzenia Erytrei, chociaż nie było to łatwe przedsięwzięcie. Na wizę czekałem blisko 4 miesiące. W końcu się udało. Erytrea bardzo rzadko wzbudza zainteresowanie światowej opinii publicznej. Kraj jest praktycznie odcięty od świata. Nie ma tutaj ani jednego zagranicznego korespondenta, a pod względem wolności prasy jedynym konkurentem w świecie w walce o przedostatnie miejsce może być tylko Korea Płn. dynastii Kimów.  

Dzieje kraju są związane z historią państwa Aksum (potężne starożytne królestwie na terenach dzisiejszej Erytrei i północnej Etiopii, które przyjęło chrześcijaństwo już w IV w., ale później nie oparło się ekspansji islamu i ostatecznie upadło w X w.). Była to jedyna cywilizacja starożytnego świata w regionie, która przetrwała. Powstał wówczas potężny port w mieście Adulis, ok. 40 km. od dzisiejszego portu w Massawie, który był największym i najważniejszym miejscem globalnego handlu, łączącego przez basen Morza Śródziemnego i Morze Czerwone Imperium Rzymskie z Chinami 2000 lat temu. W średniowieczu w Rogu Afryki nastąpiła agresywna ekspansja arabska, nie tylko kulturowa, ale i polityczna. Wtedy Erytrea popadła w izolację i zapomnienie od reszty świata. Wpływy otomańskie w Erytrei miały początek już w XVI w., aczkolwiek były raczej słabe. Formalnie była ona kolonią Imperium Osmańskiego w XVIII i XIX w., następnie Egiptu i Etiopii. W 1882 r. rozpoczęła się penetracja Włoch, to wtedy przybyli pierwsi włoscy osiedleńcy. Po tym jak Egipt wycofał się z Sudanu po powstaniu Mahdiego i nie zdołał przejąć portów w Erytrei, Anglicy skutecznie wykiwali cesarza etiopskiego i przekazali Włochom port w Massawie. Wykorzystując chaos, który zapanował w północnej Etiopii po śmierci cesarza (1889) Włosi przejęli kontrolę nad całym terytorium Erytrei i ustanowili swoją nową kolonię. Nowy cesarz Etiopii Menelik II uznał prawa Włoch do Erytrei.  

Włosi zaczęli realizować pierwsze projekty infrastrukturalne w swej nowej kolonii jeszcze przed jej formalnym uznaniem. W 1888 r. powstała linia kolejowa łącząca Asmarę z Massawą (dzisiaj niestety pozostaje nieczynna, gdyż reżim nie ma pieniędzy by ją utrzymać). Włosi inwestowali też w rozwój infrastruktury rolniczej. Powstawały też osiedla mieszkaniowe dla miejscowej ludności w Asmarze i Massawie. Erytryjczycy znajdowali zatrudnienie w sektorze publicznym, byli też powoływani do armii włoskiej walcząc z Turkami w Libii, czy w wojnach abisyńskich. Ponadto Włosi budowali wiele fabryk produkujących guziki, olej do gotowania, makaron, materiały budowlane, mięso, tytoń i wiele innych towarów codziennego użytku. W 1939 r. w Erytrei funkcjonowało ponad 2 tys. fabryk zatrudniających głównie miejscową ludność. 

Dojście do władzy Mussoliniego (1922) spowodowało duże zmiany w zarządzaniu koloniami. Po tym jak Duce ogłosił narodziny Imperium Włoskiego (1936) poprzez utworzenie Włoskiej Afryki Wschodniej (Africa Orientale Italiana), składającej się z Erytrei, Somali Włoskiego i Abisynii, świeżo zdobytej w wyniku wojny z Etiopią (1935), sam Mussolini wybrał Erytreę jako centrum przemysłowe nowej kolonii. Dokonał też nawrócenia terenów na katolicyzm, w 1940 r. 1/3 ludności przyznawała się do katolicyzmu, wybudowano sporo kościołów, większość z nich w Asmarze. St. Mary Church oraz piękna katedra robią rzeczywiście duże wrażenie. Generalnie Włosi na terenach swojej kolonii rządzili w sposób brutalny. Po nieudanym zamachu na swojego namiestnika w Addis Abebie dokonali masakry miasta, w czasie której mogło zginąć nawet kilkadziesiąt tysięcy osób (1937). Obok represji Włosi starali się reformować zacofaną Etiopię. Przede wszystkim znieśli niewolnictwo (1935), chociaż zrobili to bardziej dla wzmocnienia swojej propagandy jako pretekstu do inwazji zacofanego kraju, który nie spełniał standardów międzynarodowych. Niemniej Włosi budowali też w Abisynii państwowe szpitale, kliniki, rozpoczęli budowę dróg i sieci kolejowej. W Addis Abebie przeprowadzili częściową elektryfikację i zbudowali tamę, bynzapewnic dostawy wody do miasta. Rozpoczęli też na szeroką skalę edukację Etiopczyków, jednak większość tych działań została przerwana przez wybuch II Wojny Światowej. W rzeczywistości jednak Włosi panowali przede wszystkim nad Addis Abebą oraz większymi miastami, zaś dobrze zorganizowana partyzantka etiopska nękała oddziały włoskie przez cały okres okupacji, która zresztą nie trwała długo - w 1939 r. w Etiopii wybuchło antywłoskie powstanie, a już w 1941 r. kraj był praktycznie wolny.  

W tym czasie Erytrea wyodrębniła się gospodarczo (obejmowała 80% wszystkich włoskich inwestycji zagranicznych) i kulturowo. Okupacja włoska, pomimo niewątpliwej tragedii dla mieszkańców Erytrei, którzy na swojej ziemi traktowani byli jak niewolnicy, dla gospodarki kraju miała pozytywne znaczenie. Działania włoskie miały na celu także poróżnienie bliskich sobie narodów Etiopii i Erytrei. Wpajali Erytrejczykom silne poczucie odrębności narodowej, co później miało duży wpływ na dalsze relacje obu narodów.  

Po wybuchu II Wojny Światowej i przystąpieniu Włochów do państw osi sprawa Etiopii i Erytrei nabrała szczególnego znaczenia dla Wlk. Brytanii. Brytyjczycy wyparli Włochów z tych terenów w 1941 r. (w walkach zginęła spora liczba angielskich i włoskich żołnierzy, o czym świadczą ich oddzielne cmentarze w Keren) i wprowadzili w Erytrei zarząd wojskowy, pozwolili także wrócić na etiopski tron wygnanemu z kraju cesarzowi Hajle Sellasje I. W tym czasie sprawa Erytrei nabrała międzynarodowego rozgłosu, a do jej terytorium rościło sobie prawa kilka państw. Etiopia wskazywała na powiązania historyczne, kulturowe i etniczne, Włosi domagali się zwrotu swoich posiadłości kolonialnych, a Egiptowi zależało szczególnie na porcie Massawa, nad którym sprawował kontrolę w XIX w. do czasu kolonizacji włoskiej. Erytrea stała się także częściowo miejscem rywalizacji zimnowojennej mocarstw, które dążyły do utrzymania wpływów w tym newralgicznym punkcie świata. Przyszłość Erytrei wciąż była więc niepewna. W 1947 r. USA, Francja, Wlk. Brytania i Związek Sowiecki powołały Komisję Badawczą ds. Erytrei, Somalii i Libii, czyli byłych włoskich kolonii, ale nie udało się jej doprowadzić do porozumienia. Dlatego też w 1948 r. sprawę przedstawiono na forum Zgromadzenia Ogóljego ONZ. Dwa lata później na sesji Zgromadzenia Ogólnego przyjęto rezolucję, w której zdecydowano o włączeniu Erytrei do Etiopii na zasadach federacyjnych. Decyzja weszła w życie w 1952 r. Zgodnie z uchwaloną przez parlament Erytrei konstytucją, kraj ten utrzymał samodzielność w kwestiach polityki wewnętrznej i budżetowej, natomiast pod kontrolą rządu federalnego (etiopskiego) znalazły się sprawy obronności i wojska, polityki zagranicznej, finansów, handlu i transportu (w tym także morskiego – czyli porty). Ostatni z wymienionych obszarów miał szczególne znaczenie dla władz Etiopii, która nie miała dostępu do morza, co znacznie ograniczało wymianę handlową i hamowało rozwój gospodarczy. 

Zjednoczenie w ramach jednego państwa (i rządu) dwóch różnie ukształtowanych i znajdujących się na różnym poziomie rozwoju społeczeństw (Erytrea po kolonizacji włoskiej była gospodarczo i infrastrukturalnie znacznie lepiej rozwinięta) musiało rodzić konflikty. Szeroka autonomia, sprzeczna z systemem monarchii absolutnej, wywoływała frustrację cesarza. Cesarstwo dążyło do unifikacji obu państw, usilnie zwalczając opozycję, wprowadzając jeden język urzędowy czy jednolitą strukturę Kościoła Etiopskiego. Prowadziło to jednak jedynie do pogłębiania nastrojów nacjonalistycznych. W Erytrei rosła szybko ilość zwolenników niepodległości i utworzenia samodzielnego państwa. W odpowiedzi cesarz Hajle Sellasje I zaostrzył politykę zastraszania, wprowadzając wojska etiopskie na teren Erytrei. Żołnierze nie rozumiejąc znaczenia słowa autonomia, traktowali te tereny jak podbite i zachowywali się jak okupanci. Działania te pozwoliły opanować parlament erytrejski przez zwolenników całkowitego zjednoczenia z Etiopią, zaś opozycja została zmuszona do emigracji. Ostatecznie w 1962 r. erytrejski parlament, zastraszony i prawdopodobnie także przekupiony, przegłosował ustawę likwidującą federację, wskutek czego Erytrea stała się czternastą prowincją etiopską. Nie pomogły protesty składane przez opozycję na forum ONZ, ponieważ w tamtym czasie cesarz Sellasje I cieszył się dużym uznaniem na arenie międzynarodowej, szczególnie w państwach zachodnich. Można zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie pozbawienie Erytrei autonomii wywołało wybuch otwartego konfliktu etiopsko-erytrejskiego, trwającego z różną intensywnością ponad 40 lat. 

Na początku lat 60-tych doszło do spotkania w Egipcie najbardziej aktywnych erytrejskich działaczy niepodległościowych, którzy po emigracji znaleźli schronienie w krajach Bliskiego Wschodu. Byli to w przeważającej części muzułmanie, którzy na emigracji ogłosili Erytreę krajem arabskim i głośno sprzeciwiali się proamerykańskiej i proizraelskiej polityce Etiopii, przez co uzyskali w krajach bliskowschodnich szerokie wsparcie moralne i finansowe. W 1961 r. ruch muzułmański, dzięki wsparciu Syrii i Iraku, powołał do życia partię o nazwie Front Wyzwolenia Erytrei (ELF) pod przywództwem Idrisa Adama, który sprawował niegdyś funkcję przewodniczącego parlamentu erytrejskiego. Zbrojnym skrzydłem ELF była Armia Wyzwolenia Erytrei (ELA), działająca na zasadzie partyzantki głównie przy granicy z Sudanem. Działania odwetowe etiopskiego wojska okazały się nieudolne. Nie mogąc bezpośrednio dotrzeć do rebeliantów, pacyfikowano całe wioski, zastraszając ludność, która masowo zaczęła wstępować w szeregi ELA. Dodatkowo do grona państw wspierających opozycję erytrejską z Bliskiego Wschodu dołączyły państwa bloku sowieckiego z ZSRS i Chinami na czele, próbując równoważyć w ten sposób wpływy amerykańskie w regionie. Ruchy separatystyczne narastały, przekształcając się stopniowo w działania partyzanckie. W 1970 r. doszło do rozłamu w ELF. Grupa marksistów wspieranych przez Sowietów utworzyła Ludowy Front Wyzwolenia Erytrei (EPLF), na czele którego stanął Isaias Afewerki. Od tego momentu walki wybuchły z jeszcze większym natężeniem, przyjmując formę regularnych starć zbrojnych pomiędzy separatystami a armią rządową. Wyjątkowo zacięte walki toczyły się zwłaszcza w czasie pomiędzy detronizacją cesarza Hajle Sellasje I (w wyniku wojskowego zamach stanu w 1974 r.), a upadkiem marksistowskiego rządu wojskowego Mengistu Hajle Marjama (1991 r.) - Czerwonego Rzeźnika z Addis Abeby. 

Cesarstwo etiopskie upadło przede wszystkim w wyniku niezadowolenia niższych rangą oficerów ze sposobów i efektów wykorzystania armii do zwalczania działań partyzanckich. Przy poparciu społeczeństwa udało się obalić Sellasie I. Następnie powołano Tymczasową Wojskową Radę Administracyjną (DERG). Początkowo Mengistu, który stał na czele grupy oficerów dokonującej wojskowego zamachu stanu, był wiceprzewodniczącym DERG-u, co wynikało z obietnicy danej społeczeństwu, że żaden z przywódców zamachu nie zostanie wybrany przewodniczącym. W rzeczywistości jednak to on od początku rządził krajem, a w 1977 r. oficjalnie stanął na czele Rady. Tym samym Etiopia stała się państwem komunistycznym. Bliskość ideowa z głównymi ugrupowaniami niepodległościowymi w Erytrei (miały głównie charakter lewicowy) dawała pewne nadzieje na rozwiązanie konfliktu. Negocjacje z partyzantami nie przyniosły jednak spodziewanych efektów, czego wynikiem było powstanie w etiopskiej prowincji Tigraj w 1975 r. Tigrajskiego Ludowego Frontu Wyzwolenia (TPLF), na czele którego stanął Melese Zenawi (od 1991 r. przywódca Etiopii). TPLF i EPLF prowadziły wspólną walkę przeciwko rządom Mengistu. Reakcją etiopskich władz był tzw. czerwony terror, czyli brutalne likwidowanie przeciwników rewolucji, które najmocniej dotykało ludność miejską prowincji Tigraj i Erytrea. Ludność zaczęła więc opuszczać miasta i łączyć się z rebeliantami na terenach wiejskich. W ten sposób, np. w Asmarze, między 1974 a 1977 r. liczba mieszkańców zmniejszyła się o ponad 110 tys. (z ponad 200 do 90 tys.). 

W wyniku działania etiopskich władz w krótkim czasie liczba żołnierzy etiopskich stacjonujących w Erytrei wzrosła do 200 tys. Siły te miały dokonać pacyfikacji erytrejskich ruchów nacjonalistycznych. Z kolei siły zbuntowanej etiopskiej prowincji liczyły wtedy około 17 tys. żołnierzy, wspartych ogromną rzeszą partyzantów, którzy świetnie sobie radzili w górzystym terenie środkowej Erytrei. Przełomowym momentem starcia była tzw. kontrofensywa spod Nakfy rozpoczęta w 1987 r. przez siły EPLF. Wojska etiopskie osłabione w wyniku znaczącego oporu przeciwnika w trakcie sześcioletniej ofensywy na terenie Erytrei (1979-1985) nie były w stanie w kluczowym momencie stawić skutecznego oporu. Dodatkowo Etiopię dotknęła w tym czasie jedna z największych klęsk głodu w historii tego państwa. Mimo iż pomoc żywnościowa kierowana była na front, to jednak tylko niewielka jej część docierała do walczących żołnierzy. Morale armii spadało. Tymczasem partyzanci erytrejscy rośli w siłę z każdą porażką wojsk etiopskich. Przejmowana broń i zapasy amunicji umożliwiły organizację kolejnych oddziałów, dodatkowo Erytrejczycy znacznie lepiej radzili sobie z organizacją zaopatrzenia żywnościowego (uruchomiono programy społeczne, jak np. Eritrean Relief Association – Stowarzyszenie Pomocy Erytrei, dostarczające zapasy żywnościowe dla mieszkańców prowincji i rebeliantów). W trakcie walki wokół Nakfy Etiopczycy stracili 11-15 tys. żołnierzy zabitych i rannych. Po tej klęsce niepodległość Erytrei była już w zasadzie kwestią czasu, tym bardziej, że wycofujące się z Erytrei oddziały etiopskie ulegały stopniowej demoralizacji i degradacji. Dodatkowo sam Mengistu (w mediach określany często Czarnym Stalinem) niszczył armię, dokonując czystek wśród najbardziej doświadczonej kadry oficerskiej, która wyrażała wątpliwości co do słuszności jego decyzji. Dowódców często mordowano na oczach żołnierzy, na ich miejsce przychodzili młodzi i niedoświadczeni, ale lojalni oficerowie. Z tego powodu duża liczba żołnierzy etiopskich zdezerterowała do Sudanu bądź przechodziła na stronę partyzantów. Nie bez znaczenia był także koniec zimnej wojny i rozpad bloku wschodniego, którego państwa były głównymi dostawcami broni dla sił etiopskich. Do 1990 r. połączone siły partyzantów tygryjskich i erytrejskich kontrolowały już większość strategicznych punktów w Erytrei, w tym wybrzeże z portem Massawa. Sytuacja zmusiła Mengistu do ucieczki do Zimbabwe w maju 1991 r. Tymczasem 26 maja partyzanci zajęli Asmarę, a dzień później wkroczyli do Addis Abeby. W ten sposób Erytrea całkowicie oderwała się od Etiopii. W obu krajach utworzono rządy tymczasowe, na czele których stanęli przywódcy rebelii: w Etiopii Melese Zenawi, a w Erytrei Isaias Afewerki. Rok później obaj przywódcy podpisali porozumienie, zgodnie z którym o przyszłości Erytrei miało zadecydować referendum. 

W kwietniu 1993 r. przeprowadzono pod kontrolą ONZ referendum, w którym mieszkańcy regionu wypowiedzieli się jednoznacznie za niepodległością prowincji (98,8% głosów). Niepodległość Erytrei oficjalnie proklamowano 23.05.1993 r. Etiopia jako jedno z pierwszych państw, uznała niepodległość Erytrei i początkowo dwustronne stosunki układały się przyjaźnie. Oba państwa były silnie powiązane w wielu kwestiach – z jednej strony Etiopczycy zmuszeni byli do korzystania z erytrejskich portów i dróg, z drugiej strony Erytrea potrzebowała dostaw etiopskiej wody, energii elektrycznej czy niektórych produktów rolnych. Państwa łączyła także duża wymiana gospodarcza oraz wspólna waluta. Nie bez znaczenia była także przyjacielska relacja obu przywódców, którzy wspólnie obalili poprzedni reżim, byli młodzi, wiele podróżowali po świecie, także po państwach zachodnich, można więc było wierzyć, że stworzą podstawy państwowości będące wzorem dla innych państw afrykańskich. 

Jeszcze w 1993 r. obie strony wypracowały i podpisały tzw. Asmara Pact, będący zbiorem 25 protokołów zawierających m.in. postanowienie o wspólnym sojuszu obronnym, porozumienie w kwestii wspólnego kształtowania polityki monetarnej i fiskalnej oraz w kwestii ustanowienia strefy wolnego handlu między oboma państwami. Etiopsko-erytrejską współpracę gospodarczą ułatwiała wspólna waluta – etiopski birr. Początkowo współpraca obu państw układała się zatem bardzo dobrze. Etiopia importowała ponad 60% erytrejskiej produkcji rolnej i przemysłowej, zaś eksportowała do Erytrei przede wszystkim materiały przemysłowe, drzewne, zboże, cukier, tytoń, bawełnę i żelazo. Etiopia korzystała z wolnocłowego ruchu tranzytowego przez erytrejskie porty Massawa i Assab, a oba państwa dzieliły między siebie koszty ich utrzymania. 

Przyjazne stosunki nie trwały jednak długo. W Etiopii dość szybko dały o sobie znać charakterystyczne dla państw afrykańskich podziały etniczne. Rząd Melese Zenawi zdominowany był przez Tigrajczyków, czego nie akceptowali przedstawiciele innych grup etnicznych, w szczególności Amhar i Oromo, którzy czuli się dyskryminowani. W Etiopii część ważnych stanowisk państwowych zajmowali Erytrejczycy, co po separacji państw uznawane było za niewłaściwe. Zenawi, wierząc w erytrejską przyjaźń, rozwiązał półmilionową armię Mengistu, przez co w kraju pojawiła się spora liczba kombatantów i weteranów poprzedniej wojny, która nie potrafiła odnaleźć się w nowej rzeczywistości i pozostawała bez środków do życia. Środowiska intelektualistów i szeroko rozumianego biznesu przestrzegały przed konsekwencjami odłączenia się Erytrei i utraty swobodnego dostępu do morza dla funkcjonowania gospodarki. Dodatkowo działania rządu erytrejskiego tylko wzmacniały poczucie oburzenia i zaniepokojenia w etiopskim społeczeństwie. 

Mimo zakończenia konfliktu strona erytrejska nie zwolniła jeńców wojennych, traktując ich z ogromnym okrucieństwem i masowo mordując, szczególnie kadrę oficerską. Rząd etiopski nie reagował na te zachowania, mimo iż armia składała się przede wszystkim z chłopów siłą wcielanych do wojska przez komunistyczny reżim Mengistu, trudno było ich zatem traktować jako groźnych przedstawicieli poprzedniej władzy, mogących stanowić zagrożenie. Represje dotknęły także ludność cywilną, ok. 100 tys. Etiopczyków zostało wypędzonych z Erytrei, rozdzielano nawet mieszane małżeństwa. Przyczyniło się to do budowania atmosfery wrogości oraz przywróciło praktykę eksponowania różnic między grupami etnicznymi, praktykowaną jeszcze w czasach kolonizacji włoskiej. Tym razem jednak odbywało się to bez ingerencji europejskich kolonizatorów. Co więcej, rząd erytrejski po wojnie o niepodległość dysponował liczną i dość dobrze wyposażoną armią, przez co wykazywał dużą pewność siebie, a nawet agresję w stosunkach międzynarodowych. Sam Afewerki uznawał siebie za żandarma Rogu Afryki, zdolnego do wszelkiej interwencji w tym regionie. Szukając konfrontacji, Erytrea najpierw weszła w spór z Sudanem, oskarżając go (1994) o wspieranie antyrządowej erytrejskiej opozycji islamskiej. Afewerki zarzucił sudańskiemu rządowi, że przy jego wsparciu zbrojne grupy islamistów przekroczyły granicę z Erytreą i stoczyły bitwę, w której poległ jeden z erytrejskich dowódców, co dla erytrejskich władz oznaczało akt wojny. Na szczęście napięcia nie doprowadziły do wybuchu konfliktu zbrojnego. Następnie w 1995 r. Erytrea zajęła zbrojnie wyspy Hanish, do których prawa rościł sobie Jemen, doprowadzając do niewielkiego trzydniowego starcia militarnego w rejonie spornych wysp. Niespełna pół roku później wojska erytrejskie wkroczyły na 7 km w głąb terytorium Dżibuti, szybko się jednak wycofały w obawie przed stacjonującymi tam wojskami francuskimi. Krótka historia polityki zagranicznej Erytrei jako niepodległego kraju to absolutne awanturnictwo, paranoja Afewerkiego i agresywne zachowania do obrony przeciwko wszystkiemu, co postrzegane było jako najmniejsze zagrożenie dla jej suwerenności. 

Jednak wiele wskazuje na to, że źródłem wybuchu konfliktu między Etiopią i Erytreą były przyczyny ekonomiczne. Oba państwa stosunkowo odmiennie podchodziły do realizacji zapisów Asmara Pact. Istniał pewien konflikt interesów, polegający na tym, że Etiopia starała się nacjonalizować i chronić pewne sektory gospodarki przed zagranicznymi inwestorami i siłą roboczą, podczas gdy Erytrea domagała się swobodnego korzystania ze wszystkich przywilejów we wszystkich sektorach gospodarki. Stąd np. Erytrejczycy nie mogli pracować w instytucjach odpowiedzianych za dostawy energii elektrycznej, usługi transportowe czy ubezpieczenia. Erytrea nie mogła importować towarów przeznaczonych przez Etiopię na eksport do innych państw ani eksportować do Etiopii artykułów importowanych przez siebie z krajów trzecich. 

W 1997 r. Etiopia znacząco podwyższyła taryfy celne na produkty pochodzące z Erytrei, w odpowiedzi rząd w Asmarze wprowadził nową własną walutę (nakfa). Etiopia, traktując to jako gest nieprzyjaźni, nie zgodziła się uznać nakfy za walutę wymienialną na birra, szczególnie po kursie 1:1 sugerowanym przez Erytreę. Doszło do zerwania stosunków gospodarczych, co negatywnie odbiło się na gospodarkach obu krajów, które i tak należały do najbiedniejszych na świecie. Wzajemną niechęć zwiększyła jeszcze decyzja o deportacji tysięcy Erytrejczyków z terytorium Etiopii. Pretekstem do rozpoczęcia otwartego konfliktu stał się spór graniczny. Przebieg linii granicznej, wyznaczonej jeszcze w czasach kolonialnych, zmieniany kilkakrotnie, był różnie interpretowany przez obie strony. Po wprowadzeniu nowej waluty w Erytrei przebieg granicy nabrał ekonomicznego znaczenia. W rejonach przygranicznych dochodziło do nielegalnej wymiany walut, kwitły przemyt i nielegalny handel towarami. Prawdopodobnie to właśnie kwestie ekonomiczne w dużej mierze przyczyniły się do zainicjowania dyskusji i sporów o przebieg granic. Zamieszanie wokół nakfy wywołało szereg kolejnych decyzji gospodarczych po obu stronach konfliktu, wymierzonych w sąsiadów i odbijających się negatywnie na gospodarkach obu państw. Etiopia zwiększyła ceny towarów eksportowych, w tym żywności. Bez nich Erytrea nie była w stanie przeżyć, szczególnie w okresie silnej pory deszczowej, która nawiedziła ją w tym czasie, niszcząc znaczącą cześć plonów (generalnie Erytrea uchodzi za samowystarczalny żywnościowo kraj). Z kolei strona erytrejska bez powiadomienia i konsultacji z władzami Etiopii podniosła opłaty związane z obsługą portów morskich oraz rozpoczęła import towarów z innych krajów, między innymi USA i Europy. Etiopczycy nawiązali więc współpracę z Dżibuti, co spowodowało załamanie się jednego z dwóch głównych źródeł dochodu Erytrei – opłat tranzytowych związanych z przepływem towarów. Wszystkie te elementy wpłynęły na radykalne zaostrzenie relacji etiopsko-erytrejskich. 

W efekcie doszło do otwartego konfliktu zbrojnego. Agresorem okazała się Erytrea, wkraczając zbrojnie na sporne terytoria w maju 1998 r. Granica między Erytreą a Etiopią została wyznaczona absolutnie sztucznie, co jest standardem w Afryce i spuścizną czasów kolonialnych. W efekcie granica ta przyjmuje w wielu miejscach przyjmuje kształt prostej linii, nieopartej o żadne ważne punkty geograficzne czy podziały etniczne. Spory wokół granicy wprowadzali celowo Włosi w dobie ekspansji kolonialnej w celu budowy pretekstu do wybuchu konfliktu z Etiopią i jej ostatecznej całościowej aneksji. Stąd sporządzane przez nich mapy były nieprecyzyjne i często różniły się od siebie. Według szkiców przedstawianych przez Erytrejczyków samo miasto Badme znajduje się w granicach państwa erytrejskiego, choć od lat 80-tych XX w. podlegało pod administracyjny zarząd etiopskiej prowincji Tigraj. Niejasny przebieg granicy był głównym argumentem erytrejskiej linii obrony, przywołanym przez ministra spraw zagranicznych Erytrei w oświadczeniu z maja 1998 r. Stwierdził w nim, że Erytrea nie naruszyła uznanych na arenie międzynarodowej granic państwowych i nie wkroczyła na terytorium Etiopii. Tak więc dla Erytrei granice wyznaczone przez porozumienia czasów kolonialnych stały się punktem wyjścia do agresji w rejonie Badme. Z kolei Etiopczycy przekonywali, że za przynależnością tego regionu do Etiopii przemawiać miała długoletnia administracja tego terenu oraz fakt, że większość mieszkańców Badme stanowili Etiopczycy. Tygryjska administracja przedstawiała przy tym mapy z lat 80-tych i 90-tych XX w. wskazujące, że w dobie państwa unitarnego granice prowincji obejmowały także region Badme. 

Dla Etiopii agresja zbrojna była całkowitym zaskoczeniem. W okolicy nie stacjonowały żadne oddziały wojskowe, jedynie niewielkie siły milicyjne, które nawiązały kontakt z przeciwnikiem. Zaskoczenie było tym większe, że od września 1997 r. trwały prace wspólnej etiopsko-erytrejskiej komisji granicznej. Niemalże natychmiast rząd w Asmarze ogłosił gotowość do rozpoczęcia mediacji. Pierwsza runda rokowań odbyła się już w maju przy udziale prezydentów Etiopii i Erytrei oraz Dżibuti, a także wiceprezydenta Rwandy oraz sekretarza stanu USA. Konflikt trwał jednak w najlepsze, nasiliły się szczególnie wzajemne bombardowania. W czerwcu 1998 r. USA i Rwanda zgłosiły projekt traktatu pokojowego. Zakładał on wycofanie wojsk Erytrei na pozycje sprzed 12 maja (data wkroczenia wojsk erytrejskich do miasta Badme), powrót na sporne terytoria dotychczasowej administracji publicznej, utworzenie strefy buforowej i rozmieszczenie obserwatorów międzynarodowych, wyznaczenie ostatecznej granicy przez komisję z ramienia ONZ oraz rozpoczęcie postępowania w sprawach przestępców wojennych. Projekt został zaakceptowany przez Etiopię oraz Organizację Jedności Afrykańskiej, jednak zdecydowanie odrzucony przez władze Erytrei. Jedyne co udało się uzyskać na tym etapie negocjacji to przerwy we wzajemnych bombardowaniach umożliwiające ewakuację cudzoziemców. 

Począwszy od 31 maja, wojska erytrejskie rozwinęły natarcie na wschód od regionu Badme. W czerwcu doszło do dwukrotnego bombardowania cywilnych obiektów (przede wszystkim szkoły) w mieście Mekele (stolica prowincji Tigraj, punkt wypadowy na pustynię Danikil), w wyniku czego zginęło 51 osób (w tym dzieci) a 136 zostało rannych. Strona erytrejska utrzymywała, że obiekt został zbombardowany w wyniku pomyłki, a prawdziwym celem miało być znajdujące się nieopodal lotnisko. W odpowiedzi na ten akt przemocy lotnictwo etiopskie dokonało nalotu na wybrane cele w Asmarze. 

W trakcie szczytu Organizacji Jedności Afrykańskiej w Wagadougou (Burkina Faso) zdecydowano o podtrzymaniu pokojowej inicjatywy według planu rwandyjsko-amerykańskiego oraz wysłaniu kolejnych mediatorów do obu stron konfliktu. Sporządzony po zakończeniu szczytu raport, dotyczący przyczyn konfliktu, jednoznacznie wskazywał na Erytreę jako agresora nielegalnie okupującego tereny, które prawnie należą do Etiopii. Oczywiście raport ten został entuzjastycznie przyjęty w Addis Abebie, Erytrea z kolei odrzuciła go w całości. Na mocy postanowień szczytu powołano do życia Komitet Mediacyjny z udziałem prezydentów kilku krajów afrykańskich i OJA. Działania Komitetu nie przyniosły jednak żadnych pozytywnych rezultatów, gdyż strona erytrejska zdecydowanie odrzuciła możliwość wycofania wojsk z terytoriów spornych, co było warunkiem kontynuowania negocjacji przez Etiopię. W listopadzie z Komitetu wystąpił prezydent Dżibuti, po obcesowym i skandalicznym zachowaniu Isaiasa Afewerkiego, który publicznie oskarżył go o stronniczość. Po tym wydarzeniu stosunki dyplomatyczne między Dżibuti a Erytreą zostały zerwane, a szczyt w Wagadougou zakończył się chaosem i brakiem jakichkolwiek rozwiązań. W czasie trwania zabiegów dyplomatycznych sytuacja na froncie ustabilizowała się, do końca 1998 r. niewiele się wydarzyło poza kilkoma niewielkimi starciami. Pomimo słabości gospodarczej oba kraje cały czas się dozbrajały. Co ciekawe, obie strony miały niemalże tych samych dostawców uzbrojenia – samoloty i śmigłowce kupowano w Rosji a broń pancerną w Bułgarii i Rumunii. Etiopia zdecydowała się jeszcze na zakup wyrzutni rakietowych w Chinach oraz sprzętu telekomunikacyjnego we Francji. Dodatkowo pomocy Etiopii udzieliła Rosja, wysyłając swoich doradców wojskowych oraz dostarczając sprzęt, głównie samoloty bojowe.  

Etiopia podniosła liczebność swoich wojsk ze 120 tys. do 320 tys., zaś Erytrea z 47 tys. do aż 270 tys. (przy populacji 3,2 mln., co daje współczynnik zmilitaryzowania społeczeństwa na poziomie około 8,5%). Eskalacja działań zbrojnych nastąpiła w lutym 1999 r., kiedy wojska etiopskie podjęły zdecydowaną ofensywę na wszystkich trzech kierunkach spornych. W marcu 1999 r. wojska etiopskie rozpoczęły szturm pozycji erytrejskich, wykorzystując piechotę (często nieuzbrojonych chłopów) do torowania przejść w polach minowych, w ten sposób oczyszczając drogę dla ciężkiego sprzętu. Bitwa trwała trzy dni, zginęło w niej co najmniej 13 tys. ludzi, a dziesiątki tysięcy odniosło rany. Mimo ogromnego wysiłku pozwoliła ona wojskom etiopskim na przesunięcie linii frontu o 150 metrów, gdzie zatrzymała się na kolejne miesiące. Liczba ofiar i zamrożenie linii frontu przypominało bitwę pod Marną w czasie I Wojny Światowej. 

Te działania, mimo iż ostatecznie zostały zahamowane przez siły Erytrei, ukazały przewagę wojsk etiopskich niemalże w każdej dziedzinie. Ostatecznie siłom zbrojnym Etiopii udało się zająć sporny obszar i wedrzeć na 25 km w głąb Erytrei. Według szacunkowych danych straty po obu stronach wyniosły ponad 30 tys. osób. Mimo iż oba kraje (a w szczególności Etiopia) borykały się w tym czasie z kolejnymi suszami i klęskami głodu, w dalszym ciągu kontynuowano proces dozbrajania. Pod koniec 1999 r. działania zbrojne zostały wyciszone, jednak w maju 2000 r. Etiopia podjęła kolejną ofensywę. Wojska ruszyły do ataku, a już dzień później Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła rezolucję, wzywającą oba państwa do zaprzestania walk i pokojowego rozwiązania sporu. Rząd w Addis Abebie odrzucił jednak postawione ultimatum, ponieważ walki toczyły się na korzyść Etiopii. Etiopczycy rozpoczęli ofensywę na zachodnim odcinku frontu przy granicy z Sudanem, przez co udało im się zaskoczyć przeciwnika, oskrzydlić go i wyjść na jego tyły. Dzięki temu przy niewielkich stratach udało się siłom etiopskim zająć kilka miejscowości erytrejskich, przez które wiedzie ważny szlak komunikacyjny do Asmary. Oskrzydlenie przeciwnika umożliwiło rozwinięcie powodzenia na głównych kierunkach frontu zachodniego, które to tereny także zostały odbite z rąk erytrejskich. Ruszył także front wschodni, gdzie Etiopczykom udało się zająć miejscowość Senafe. Po odzyskaniu okupowanych terenów i zajęciu przygranicznych miast siły etiopskie przeszły do działań mających na celu osłabienie potencjału militarnego przeciwnika, aby nie stanowił on zagrożenia w przyszłości. Stąd duży nacisk położono na działania powietrzne, bombardowano między innymi lotnisko wojskowe w Asmarze oraz instalacje portu w Massawie. 

W tej sytuacji Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła rezolucję, zakazującą sprzedaży broni do Etiopii na okres jednego roku oraz do czasu zawarcia porozumienia pokojowego także do Erytrei. Z kolei rząd w Asmarze obiecał wycofanie wojsk z części regionów spornych, Etiopia wyraziła zaś gotowość do podjęcia rozmów pokojowych w Algierze. Pertraktacje rozpoczęły się pod koniec maja 2000 r. i trwały blisko 12 dni. Wojska etiopskie kontynuowały w tym czasie natarcie i rozpoczęły walkę o port Assab, który dla Erytrei miał kluczowe znaczenie gospodarcze i wojskowe, zaś jego utrata postawiłaby rząd erytrejski w bardzo niekorzystnej pozycji w procesie negocjacji. W obliczu realnego zagrożenia jego utraty delegacja erytrejska zdecydowanie złagodziła ton i zgodziła się na przyjęcie planu proponowanego przez OJA. 

Porozumienie zostało podpisane przez ministrów spraw zagranicznych obu państw 18.06.2000 r. i zobowiązywało strony konfliktu do natychmiastowego zawieszenia broni oraz zapowiadało wprowadzenie pokojowych sił ONZ pomiędzy walczące strony. W ciągu doby od podpisania porozumienia siły etiopskie opuściły Teseney, co miało być demonstracją poparcia dla idei porozumienia, ale przez stronę erytrejską zostało odebrane jako ruch taktyczny, związany ze zbliżającą się porą deszczową, która powodowała podniesienie poziomu rzek, co mogłoby utrudnić powrót wojsk etiopskich. Nieufność oraz demonstracyjne niezadowolenie towarzyszyło stronie erytrejskiej przez cały proces pokojowy. Ostateczne porozumienie pokojowe (tzw. Porozumienie Algierskie) zostało podpisane 12.12.2000 r. przez premiera Etiopii Zenawiego i Afewerkiego. Strony zobowiązały się w nim między innymi do: całkowitego porzucenia agresji we wzajemnych stosunkach, repatriacji uchodźców i zwolnienia jeńców wojennych, współpracy z OJA oraz, co ważne, do przyjęcia niezależnego orzeczenia strony trzeciej w kwestii sporów granicznych bez prawa odwołania od tej decyzji. Na mocy porozumienia utworzona została 25-kilometrowa strefa buforowa, monitorowana przez siły pokojowe ONZ. Miałem okazję ją zobaczyć od strony etiopskiej. Powołano także niezależną Komisję Graniczną, której celem była delimitacja i demarkacja granicy państwowej. W procesie zaprowadzenia pokoju między Etiopią a Erytreą wzięło udział aż 55 państw, w tym również polscy żołnierze. Niestety pod koniec lipca 2008 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ postanowiła zakończyć swoją misję. Decyzja Rady była odpowiedzią na odcięcie dostaw paliwa oraz wyniszczające restrykcje, które Erytrea nałożyła na misję ONZ, uniemożliwiając kontynuowanie wypełniania mandatu misji i narażając na niebezpieczeństwo personel ONZ. Utrudnianie działania sił ONZ rozpoczęło się już w 2005 r., kiedy to rząd Erytrei zakazał korzystania z przestrzeni powietrznej państwa. W wyniku zaostrzania erytrejskich restrykcji Rada Bezpieczeństwa stopniowo redukowała militarną obecność swoich sił, ostatecznie wobec niemożliwości zapewnienia pełnego bezpieczeństwa personelu misji po stronie erytrejskiej zmusiła ONZ do jej zakończenia. 

Jednocześnie trwały prace Komisji Granicznej. Komisja wydała pierwsze oświadczenie w kwietniu 2002 r., przyznając sporne miasto Badme Erytrei. Etiopia, łamiąc postanowienia pokojowe, odmówiła podporządkowania się tej decyzji. Sprawę demarkacji odłożono bezterminowo. Tymczasem sytuacja wokół spornych terenów zaostrzała się. W listopadzie 2005 r. etiopscy żołnierze przedarli się do strefy zdemilitaryzowanej i okupywali ją przez 6 dni. Obie strony rozpoczęły koncentrację sił przy granicy, do ponownych walk jednak nie doszło. Niestety nie doszło także do ostatecznego porozumienia. Komisja Graniczna, zamykając swoją działalność w 2007 r., uznała swoją pierwszą decyzję za ostateczną i wiążącą, czego nie zaakceptował rząd w Addis Abebie. Komisja opublikowała mapę z zarysem proponowanego przebiegu granicy opartego o współrzędne geograficzne, co określono jako wirtualną demarkację, jednak faktyczna demarkacja granicy nie została wykonana w terenie. Dla Addis Abeby był to pretekst do odrzucenia postanowień raportu końcowego Komisji. Premier Zenawi określił tę sytuację jako legalny nonsens, stwierdzając, że dopóki delimitacja nie zostanie wykonana w terenie, nie ma mowy o faktycznej delimitacji. 

Wojna etiopsko-erytrejska nie przyniosła żadnej ze stron większych korzyści, spowodowała natomiast znaczące straty w państwach, które i tak zaliczane są do najbiedniejszych na świecie. Dobrze obrazuje to stwierdzenie etiopskiego premiera Zenawiego, który w kwietniu 2008 r. w wywiadzie dla Newsweeka nazwał tę wojnę głupią. Poza dużymi stratami w ludności – liczba ofiar według Ośrodka Informacji ONZ w Warszawie szacowana jest na 370 tys. Erytrejczyków i 350 tys. Etiopczyków - przyniosła także ogromne straty polityczne, gospodarcze i społeczne. Oba kraje straciły wiarygodność na arenie międzynarodowej, co znacząco odbija się do dzisiaj na liczbie inwestycji w tym regionie. Przekonanie o niestabilności obu krajów skutecznie odstrasza zagranicznych inwestorów. Słabe gospodarki, oparte na rolnictwie, zostały zrujnowane poprzez wyścig zbrojeń i wojnę. Etiopia straciła najbliższego partnera, który zapewniał jej dostęp do morza. Działania zbrojne wywołały falę migracji w regionie – niemożliwa do oszacowania jest liczba ludności zmuszonej do opuszczenia swoich domów (Etiopia oficjalnie wydaliła 77 tys. Erytrejczyków). Bilans zysków i strat był dla obu stron jednoznacznie niekorzystny. 

Od początku XXI w. między zwaśnionymi stronami trwała swego rodzaju zimna wojna. Oba państwa wykorzystywała tricki  do osłabienia przeciwnika, co oznacza udzielanie wsparcia siłom i ruchom opozycyjnym i rebelianckim, w tym o charakterze zbrojnym, funkcjonującym na terenie obu państw. Przed 2008 r. etiopskie zbrojne organizacje separatystyczne i rebelianckie, jak Narodowy Front Wyzwolenia Ogadenu (ONLF), Front Wyzwolenia Oromo (OLF) czy Etiopski Ludowy Front Patriotyczny (EPPF) posiadały swoje przedstawicielstwa w Asmarze, a część z nich jest stale aktywna. Strona erytrejska zapewnia im schronienie, pomoc militarną i szkoleniową oraz uczestniczy w przerzucie ludzi i broni dla tych organizacji przez wspólną granicę, a także granice Etiopii z Sudanem i Somalią. Dla przykładu, kierujący działaniami OLF Daoud Ibsa mieszkał przez wiele lat w stolicy Erytrei, skąd koordynował działania tej organizacji oraz przy pomocy władz erytrejskich organizował szkolenie bojowników w obozach w okolicy miejscowości Teseney. Część powiązań reżimu Afewerkiego z rebeliantami etiopskimi sięga czasów wspólnej walki z rządem Mengistu Hajle Marjama i była długie lata wykorzystywana do podtrzymywania konfliktu z Etiopią, ale przede wszystkim do utrzymania w ryzach własnego społeczeństwa.  

Wojna etiopsko-erytrejska zapoczątkowała okres nowych dyktatur w obu państwach. O ile dyktatorskie zapędy Zenawiego w Etiopii traktowane były jako „mniejsze zło”, o tyle dla Erytrei konflikt z Etiopią stał się punktem zwrotnym i pretekstem do zmiany kraju w skostniałą i zamkniętą dyktaturę, często porównywaną do Korei Północjej. Motyw ciągłego zagrożenia etiopskiego jest permanentnie wykorzystywany przez reżim jako uzasadnienie ciągłego rozbudowywania służb bezpieczeństwa i nadużywania wprowadzonego w latach 90-tych prawa o służbie wojskowej. Zgodnie z jego zapisami każdy Erytrejczyk w wieku od 18 do 40 lat (Erytrejki – od 18 do 27, ale tylko niezamężne) zobowiązany jest do obycia 18-miesięcznej służby wojskowej, która następnie została wydłużona do 8 lat, ale to też tylko teoretycznie. Okres ten może być jednak przedłużany – nawet do kilkunastu lat (znane są przypadki ludzi wcielanych do służby w latach 90-tych, którzy odbywają ją także po 2010 r.), wielu spędza w niej całe życie. Są znane przypadki wcielania do wojska staruszków mających nawet 84 lata! (oczywiście mój koncesjonowany przez władze przewodnik po Asmarze temu zaprzeczał i określał jako wydumane bzdury). Na rodziny dezerterów nakłada się karę ponad 3 tys. USD (z danych BŚ wynika, że dochód na mieszkańca Erytrei wynosił 560 USD w 2020 r.) lub więzienie. Z relacji uchodźców wynika, że pobór przyjmuje często formę „ulicznych łapanek”. Żołnierze w trakcie służby są wykorzystywani do prowadzenia wszelkiego rodzaju prac infrastrukturalnych jako najtańsza siła robocza. Poborowi pracują przez 6,5 dnia w tygodniu, co najmniej po 12 godzin dziennie, są źle karmieni, bici, częste są przypadki wykorzystywania seksualnego, a za każdy niewielki przejaw nieposłuszeństwa mogą trafić do więzienia.  

W Erytrei nie rządzi prawo, ale strach potęgowany totalną kontrolą nad obywatelami. Każdy boi się donosów. Wystarczy, że sąsiad powie, że jesteś szpiegiem, bo cię nie lubi i masz problem. Tak wygląda rzeczywistość w tym małym państwie w "Rogu Afryki" rządzonym przez jeden z najbardziej represyjnych reżimów świata. Taki jest ten reżim. Takie rzeczy nie dzieją się chyba nawet w Korei Północnej. Wielu porównuje afrykański kraj do północnokoreańskiego reżimu. W niemal wszystkich rankingach dotyczących wolności i warunków życia, Erytrea dzieli z dyktaturą Kimów ostatnie miejsca. Pod względem wolności prasy kraj ten plasuje się nawet za KRLD, zajmując ostatnie, 179 miejsce. Słuchając opowieści o życiu i czytając oficjalne raporty na temat życia w Erytrei, nie trudno zrozumieć, skąd takie porównania. Nie trudno też zrozumieć, dlaczego już ponad 300 tys. Erytrejczyków - wbrew śmiertelnym niebezpieczeństwom - ryzykuje życiem, by wydostać się z kraju nad Morzem Czerwonym. 

Erytrea ma cały system więzień (ich liczba – w kraju trzy razy mniejszym od Polski – według niektórych doniesień dochodziła nawet do 300 w 2015 r., z których duża część to podziemne kazamaty bądź różnego rodzaju kontenery wystawiane na słońce na terenach pustynnych, w których panują nieludzkie warunki). Do więzienia można trafić niemalże za wszystko, także za wyznawanie innej niż jedna z 4 akceptowanych przez reżim, religii (islam sunnicki, etiopski kościół ortodoksyjny, katolicyzm i luteranizm). Często za „przewinienia” jednej osoby do więzienia trafiają całe rodziny. Według danych przedstawionych przez Amnesty International w kraju znajduje się ponad 50 tys. więźniów politycznych. Nic więc dziwnego, że znacząca część obywateli Erytrei próbuje od lat różnymi sposobami uciec z kraju. Dotyczy to zarówno części elit, jak i zwykłych obywateli. Drakońskie prawa, polityczne represje, bieda i obowiązkowa służba wojskowa zmuszają wielu Erytrejczyków do podjęcia desperackich prób ucieczki. Podczas olimpiady w Londynie czterech erytrejskich sportowców poprosiło Brytyjczyków o azyl polityczny. W październiku 2012 r. dwóch wysokich rangą oficerów lotnictwa wykradło prezydencki samolot i zbiegło do Arabii Saudyjskiej. Parę miesięcy później Asmara wysłała do Rijadu panią pilot (w stopniu kapitana), która miała sprowadzić samolot do Erytrei. Zamiast wykonać zadanie, kobieta sama wypełniła wniosek azylowy. Podobnie postąpiło 17 zawodników reprezentacji piłkarskiej, którzy nie wrócili do kraju po meczu w Ugandzie. Innym głośnym wydarzeniem było zniknięcie ministra informacji, który zaginął podczas biznesowej podróży do Niemiec. Łączna liczba uciekinierów w drugiej dekadzie XX w. przekroczyła 5% populacji.  

Reżim erytrejski stara się zamknąć kraj na wszelkie wpływy zewnętrzne. Począwszy od 2005 r., w ramach polityki samowystarczalności zaczęto wydalać z kraju nawet pozarządowe organizacje humanitarne zajmujące się dostarczaniem żywności i pomocą medyczną dla potrzebujących, traktując je jako narzędzie politycznego nacisku, budujące syndrom zniewolenia. Niestety kontrolowane przez państwo, scentralizowane i niewydolne rolnictwo nie jest w stanie pokryć zapotrzebowania kraju na żywność. Na szczęście dla mieszkańców tego kraju susza i klęska głodu, które nawiedziły w latach 2010-2011 Róg Afryki, w tym Etiopię, jedynie w niewielkim stopniu dotknęły terytorium Erytrei. 

Po śmierci Zenawiego w 2012 r. jego następca na fotelu premiera – Desalegne – przyjął wyraźnie łagodniejszą postawę względem władz erytrejskich, zaproponował wizytę w Asmarze i chęć osiągnięcia kompromisu w sprawach dzielących oba państwa. Mediacje zaoferował także Katar. W 2010 i 2012 r. dochodziło do lokalnych incydentów zbrojnych na granicy między tymi państwami. W styczniu 2012 r. na terytorium przygranicznym Etiopii zginęło pięcioro zagranicznych turystów, dwóch zostało poważnie rannych, a czterech zostało porwanych najprawdopodobniej przez zbrojne bandy, które przedarły się z Erytrei. Rzecznik etiopskiego rządu określił to zdarzenie jako normalną, standardową aktywność terrorystyczną reżimu z Asmary. Z kolei w marcu oddziały etiopskie wdarły się na 18 km w głąb terytorium Erytrei w pościgu za grupą terrorystyczną stosującą taktykę uderz i ucieknij, jak opisał zdarzenie rząd w Addis Abebie. Erytrea przedstawiła stanowisko, że etiopski rajd był w rzeczywistości atakiem na przygraniczny posterunek erytrejskiej armii, zaznaczono jednak, że incydent nie spowoduje militarnej odpowiedzi ze strony Erytrei.  

Erytrea ponownie trafiła na czołówki w lipcu 2018 r., gdy nowy premier Etiopii Abiy Ahmed Ali wylądował w Asmarze i właściwie z dnia na dzień zakończył wojnę między oboma krajami, w której straciło życie ok. 120 tys. osób. Dostał za to pokojową nagrodę Nobla. O mały włos nie dostał jej też Afewerki, ale to oznaczałoby całkowitą kompromitację komitetu noblowskiego. Formalnie i na papierze wojna Erytrei z Etiopią zakończyła się w 2000 r. (podpisaniem wspomnianego traktatu w Algierze). Jednak postanowień pokojowych w życie nigdy nie wprowadzono. Do lipca 2018 trwał stan ni to wojny, ni to pokoju. Władze Erytrei wykorzystywały go jako pretekst wydłużenia obowiązkowej służby wojskowej dla wszystkich obywateli na czas nieokreślony. 

To właśnie przed praktycznie dożywotnią służbą wojskową uciekają Erytrejczycy ze swojego kraju. Szacuje się, że w ostatnich latach decydowało się na to około 5 tys. osób miesięcznie. Gdy w lipcu 2018 r. zakończyła się wojna z Etiopią i we wrześniu zostały po 20 latach otwarte granice, z kraju uciekało już 5 tys. osób dziennie. Dobrze wiedzieli, że taka szansa długo nie potrwa. I rzeczywiście, granice zamknięto już po dwóch miesiącach. Od czasu obalenia Kaddafiego w Libii tysiące Erytrejczyków przemierzali drogę przez Saharę i Morze Śródziemne do Europy. W 2011 r. do Europy dostał się niecały tysiąc erytrejskich uchodźców, a w 2015 r. było to już ok. 50 tysięcy Erytrejczyków. Niemal wszyscy uciekinierzy z Erytrei, którzy dostali się do Europy i otrzymali status uchodźców politycznych. Po 2016 r. ze względu na kryzys migracyjny w Europie spadła liczba osób, które otrzymały azyl polityczny. Część osób odesłano nawet do Asmary, co było decyzją wręcz antyhumanitarną. Doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego zbrodniczym reżimem Afewerkiego jak dotąd nie zainteresowali się śledczy z ONZ i Afewerki jak dotąd nie został postawiony przed Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. Jeśli do represji dodać skrajną biedę, w której pogrążony jest kraj, to nie dziwi fakt, że tysiące Erytrejczyków każdego miesiąca stara się uciec poza granice bezlitosnego państwa. Problem w tym, że ucieczka wiąże się z całym katalogiem śmiertelnych niebezpieczeństw. Nawet jeśli uda się im przekroczyć granicę - straż graniczna ma instrukcje strzelania do każdego, kto próbuje wydostać się z Erytrei - to za nią czekają nowe zagrożenia, albo ze strony dzikich zwierząt (zdarzały się przypadki pożarcia przez hieny), głodu na pustyni, lub polujących na uchodźców handlarzy ludźmi. Ci, którzy bezpiecznie docierają do Sudanu (po wybuchu wojny domowej w Sudanie w kwietniu 2023 raczej w grę wchodzi już tylko Sudan Płd., bo z Sudanu też ludzie masowo uciekają) lub Etiopii, i tak narażeni są na repatriację do kraju, bo Sudan, podobnie jak wiele innych państw, nie uznaje Erytrejczyków za uchodźców. W Etiopii zaś, obozy dla uciekinierów z Erytrei pękają w szwach. Tylko niewielu z tych, którzy próbują, udaje się uciec i dotrzeć do bezpiecznych brzegów. To śmiertelnie niebezpieczna droga, ale wymuszona desperacją. Nie mam wątpliwości, że kraje Europy powinny udzielać ochrony tym, którzy docierają do jej brzegu. Jest to jednak tylko półśrodek, który nie rozwiązuje głównego problemu, czyli sytuacji w Erytrei. Tymczasem Unia Europejska nie tylko nie wywiera odpowiedniej presji na reżimie w Asmarze, lecz udziela krajowi pomocy rozwojowej w wysokości ponad 100 mln. euro rocznie. Ten kraj nie ma nawet budżetu, więc jest prawie pewne, że środki te są marnowane. Jedyne rozwiązanie to zmasowany nacisk na reżim, aby zaczął w końcu reformy i by honorował konstytucję. Erytrejczycy są znani z ciężkiej pracy, jeśli będą mieli stworzone warunki do życia w kraju, wtedy z pewnością zatrzymany zostanie odpływ uchodźców z tego kraju.  

Wkrótce po zakończeniu wojny między Erytreą, a Etiopią wybuchła wojna domowa w Etiopii. Wiele wskazuje na to, że zaplanowali ją wspólnie Abiy z Afewerkim. Przyjaźń noblisty z człowiekiem, który ze swojego kraju stworzył więzienie, jest problemem nie tylko dla Komitetu Noblowskiego, który nawet wezwał swojego niedawnego laureata do zakończenia wojny domowej. Jednak Abiy z Afewerkim chcą zniszczyć wspólnego wroga – TPLF – rządzącego regionem Tigraj, chociaż każdy z innych powodów. Tigraj raczej nie ma szans na uniezależnienie się od Etiopii, ale walki mogą trwać długo. Jak zawsze najwyższą cenę zapłacą najbiedniejsi. Tysiące ludzi uciekło z Tigraju do Sudanu, gdzie obozy dla uchodźców od dawna są przepełnione. A erytrejskich uchodźców w Tigraju może być nawet 100 tys. Abiy najpierw nazywał prezydenta Erytrei swoim współtowarzyszem w pokoju, potem „uznanym na świecie działaczem na rzecz rozwoju i pokoju", teraz już nazywa go bratem. Po 2018 r. panowie spotkali się wielokrotnie podczas oficjalnych wizyt. Afewerki, nieufny, potrafiący zniknąć na kilka miesięcy, wymieniający się talerzami ze współbiesiadnikami – w obawie przed otruciem – zaprosił premiera Etiopii do domu i przedstawił mu wnuki. To dziwi, ale niezrozumiałych zachowań z obu stron można mnożyć. 

Erytrea to jeden z najbardziej tajemniczych i niedostępnych krajów świata, pandemia jeszcze bardziej przyczyniła się do jego hermetycznego odizolowania. Wstrzymany został i tak niewielki ruch lotniczy, autobusowy i kolejowy. Zamknięto bary, kawiarnie, targowiska i kafejki internetowe. Z samochodów prywatnych można było korzystać tylko w nadzwyczajnych przypadkach. Według oficjalnych danych przypadków koronawirusa było bardzo niewiele, a ofiar żadnych. Dane te oczywiście pozostały nieweryfikowalne. Pandemia nie spowodowała bynajmniej, że ta liczba spadła. Na początku pandemii Jack Ma, twórca internetowego giganta chińskiego – Alibaby, zaoferował krajom afrykańskim pomoc w postaci m.in. respiratorów i środków ochrony osobistej. Jedynym krajem, który pomocy nie przyjął, była Erytrea, gdyż wg. Afewerkiego „stałoby to w sprzeczności z naszą zasadą samowystarczalności". Erytrea, jako jedyny kraj na kontynencie, nie przystąpiła też do porozumienia o wolnym handlu (AICFTA), które – w ocenie Banku Światowego – może wydobyć ponad 30 mln. ludzi ze skrajnego ubóstwa i poprawić los kolejnych 70 mln. mających mniej niż 5,5 USD dziennie. Afewerki od lat powtarza, że pomoc jest jak środki przeciwbólowe, które – przyjmowane w nadmiarze – prowadzą do uzależnienia i otępiają. Co nie przeszkodziło mu jednak zwrócić się do Unii Europejskiej z prośbą o wsparcie w walce z pandemią. Tym bardziej, że UE wycofała swój udział z budowy drogi prowadzącej z erytrejskiego portu Massawa do granicy z Etiopią. Do pracy przy jego budowie mieli być wykorzystywani ludzie wykonujący pracę niewolniczą. Informacje o trwającym od lat niewolnictwie i zbrodniach przeciw ludzkości znalazły się też w raporcie rady do spraw praw człowieka ONZ z 2016 r. Więzienie w Asmarze zawsze słynęło z tortur. Skazanym wiąże się np. dłonie i stopy, by później zostawić ich na palącym słońcu na kilkadziesiąt godzin, bez kropli wody. Inny rodzaj tortur polega na tym, że cztery dorosłe osoby umieszcza się w pozbawionej okien celi o powierzchni 1 m2. Ogranicza się dostęp do toalety do dwóch razy dziennie, zabiera się buty i każe biegać boso po kolczastych gałęziach. Obiekt w Asmarze nie jest wyjątkiem. Jak wcześniej wspomniałem więzień w całym kraju może być nawet 300. Niektóre na pustyni, niektóre nawet na wyspach na Morzu Czerwonym. Niestety świat o nich nic nie wie. Dla mojego przewodnika po Erytrei temat nie istniał, nie chciał o tym rozmawiać, wolał raczej krytykować cywilizację zachodnią i uzasadniać nielimitowaną służbę wojskową koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa kraju przed licznymi wrogami zewnętrznymi. Nie przeszkadzał mu nawet brak funkcjonującego parlamentu, gdyż „sam sprawnie działający” rząd jest wystarczający.  

Afewerki wielu swoich byłych współtowarzyszy walki przetrzymuje w więzieniach bez wyroku. Jest tam wielu dziennikarzy – w tym cudzoziemcy. Na wezwania Parlamentu Europejskiego władz Erytrei do natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia wszystkich więźniów politycznych Afewerki nie reaguje. Wśród nich są także świadkowie Jehowy. Trafili tam za odmowę służby wojskowej. Są zarówno zielonoświątkowcy, jak i wahabici. Legalne są cztery wyznania: katolicyzm, prawosławie, luteranizm i sunnicki islam. Od 1995 r. obowiązuje przepis pozwalający na ograniczanie działalności wspólnot wyznaniowych. Zamknięte zostały szpitale, przychodnie i szkoły prowadzone przez Kościół katolicki. W proteście przeciwko zamknięciu najstarszej madrasy (szkoły muzułmańskiej) pod koniec 2017 r. tysiące ludzi wyszły na ulice Asmary. Władze użyły siły, a powszechnie szanowany, ponad 90-letni przełożony szkoły zmarł w więzieniu kilka miesięcy później. Chrześcijanie (50% populacji) i muzułmanie (48%) mieszkają tu obok siebie od lat. Represje spotykają jednych i drugich. To pokojowe współistnienie chrześcijan i muzułmanów może stanowić jakąś iskierkę nadziei, kiedy po Afewerkim Erytrea stanie przed wyzwaniem, że jedni i drudzy będą razem odbudowywać zniszczony dyktaturą kraj i być może tworzyć wspólnie nowy rząd.  

A będzie o co walczyć. Erytrea ma bogate złoża mineralne. Kopalnia potażu w Kolluli to dla kraju ogromna szansa. Wydobycie ruszyło pod koniec 2022 r. Złoża są ogromne, łatwo dostępne i wyjątkowo dogodnie położone (75 km od wybrzeża). Przymusowa powszechna służba wojskowa zapewni tanią siłę roboczą. Całe przedsięwzięcie to wspólny projekt władz Erytrei i giełdowej spółki Danakali, notowanej m.in. w Londynie i Sydney. Stronę rządową reprezentuje Erytrejska Narodowa Korporacja Wydobywcza (ENAMCO). W jej władzach zasiadają zaufani ludzie Afewerkiego. Projekt w Kolluli ledwo co ruszył, ale już teraz erytrejski establishment ma się wyjątkowo dobrze. Z informacji ujawnionych przez SwissLeaks wynika, że dwa największe depozyty w szwajcarskich bankach założone przez obywateli Erytrei przekraczają 0,5 mld. USD. To ekstremalny kontrast, zważywszy, że ponad połowa mieszkańców Erytrei żyje poniżej granicy ubóstwa, a wiele osób nadal nie ma elektryczności.  

Ostentacyjnego bogactwa ludzi władzy jednak nie widać. Rządzi prezydent. Wokół niego jest może ze 20 osób, które mają coś do powiedzenia. Bo może nie o bogactwo jako takie tu chodzi? Syn prezydenta, niedawno mianowany doradcą i coraz częściej widywany z ojcem podczas oficjalnych uroczystości, też nie rozbija się po Asmarze luksusowymi samochodami, a pierwsza dama, tak jak prezydent, weteranka walk o niepodległość, nie lata na zakupy do Paryża czy Dubaju. Sam prezydent od niedawna jednak podróżuje luksusowo wyposażonym samolotem użyczonym mu przez emirackiego następcę tronu. Afewerki nie znosi żadnej postaci sprzeciwu. Stopniowo tracił on zaufanie do dawnych towarzyszy broni i kolejno zamykał ich w więzieniach. Nie tolerował niewygodnych pytań czy jakichkolwiek oznak kwestionowania jego władzy. Albo przypominania cytatów z przeszłości – że tu nie chodzi o władzę, że Erytrejski Front Wyzwolenia nie przekształci się w partię. Ciekawostką jest, że Afewerki pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku odbył w Chinach szkolenie wojskowe i ideologiczne. W tym samym czasie, co przyszły premier Kambodży Pol Pot, który w dążeniu do czystości ziarnka ryżu wymordował 1/5 ludności swojego kraju. 

Z kolei 1/5 uciekinierów z Erytrei to dzieci, którym nie towarzyszą dorośli. W etiopskich obozach dla uchodźców małoletni z Erytrei stanowią 40% mieszkańców. Często trafiają tam za pośrednictwem handlarzy ludzi, nierzadko jako zakładnicy. Torturowanym daje się telefon i każe dzwonić do rodziny po okup. 20 tys. USD lub nawet 50 tys. USD. To sumy kosmiczne i niewyobrażalne dla większości Erytrejczyków. Jeśli rodzina nie zdoła wykupić ofiary, pobiera się nerki, wątrobę czy rogówkę, a niepotrzebne już ciała zostawia na pustyni. Albo w Libii czy na Synaju. Z zupełnie innych powodów torturuje się jemeńskich rebeliantów Huthi przetrzymywanych w bazie Assab w Erytrei, która od 2016 r. jest w rękach Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Stąd startują samoloty dostarczające broń i paliwo lotnicze do Libii. Afewerki od dawna uważa się za ważnego gracza na arenie międzynarodowej. Zmienia sojuszników, gdy pojawiają się inni, gotowi zapłacić mu więcej. Nie będzie współpracy z Unią Europejską przy budowie dróg? To będzie współpraca z prywatnymi firmami z Arabii Saudyjskiej. Będą Chińczycy. Może Rosja? To dlatego w marcu 2022 r. podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ Erytrea sprzeciwiła się potępieniu Rosji po agresji Putina na Ukrainę. I nie będzie niewygodnych pytań o prawa człowieka. 

Po uzyskaniu niepodległości od Etiopii w 1993 roku, Erytrea stanęła przed szeregiem problemów ekonomicznych typowych dla niewielkiego, wyjątkowo biednego kraju, uwypuklonymi jeszcze niedawnym wdrożeniem restrykcyjnej polityki gospodarczej. Erytrea ma gospodarkę nakazową, kontrolowaną przez jedyną partię polityczną, Ludowy Front na rzecz Demokracji i Sprawiedliwości. Jak w wielu innych krajach Afryki, gospodarka jest oparta głównie na rolnictwie produkującym na własne potrzeby, z którego utrzymuje się 80% ludności. Wojna etiopsko-erytrejska w latach 1998-2000 poważnie zaszkodziła gospodarce. Wzrost gospodarczy wyniósł 0% w 1999 r. i -12,1% w 2000 r. Etiopska ofensywa w północnej Erytrei z maja 2000 r. przyniosła straty w wysokości około 600 mln. USD, w tym 225 mln. w samej hodowli, zniszczeniu uległo 55 tys. domów. Atak uniemożliwił zasiewy w najważniejszym regionie rolniczym Erytrei, wskutek czego produkcja żywności spadła o 62%. Nawet w czasie wojny Erytrea rozwijała jednak infrastrukturę transportową, asfaltowano nowe drogi, rozbudowywano porty i naprawiano zniszczone w czasie walk drogi i mosty. Od zakończenia wojny rząd sprawuje silną kontrolę nad gospodarką, wykorzystując wojsko i firmy należące do partii do realizacji reform. Rząd ściśle kontroluje obieg dewiz, ograniczając dostęp do nich. W Erytrei pozostało niewiele firm prywatnych. Gospodarka Erytrei jest silne uzależniona od pieniędzy przekazywanych przez diasporę. Nieregularne opady i opóźniająca się demobilizacja wcielonych do wojska rolników obniżają produkcję rolniczą, a ostatnie zbiory były za niskie, by zaspokoić zapotrzebowanie na żywność. Rząd pokłada nadzieję na dodatkowe przychody w rozwoju górnictwa. Pomimo trudności, jakie piętrzy przed firmami zagranicznymi rząd Erytrei, trochę ich działa w tym kraju, co budzi moje wielkie zdziwienie. Podobnie jak strefa wolnego handlu w Massawie. Przyszłość gospodarki erytrejskiej jest uzależniona od rozwiązania takich kluczowych problemów społecznych, jak analfabetyzm, bezrobocie, niskie kwalifikacje siły roboczej oraz, co istotniejsze, chęci rządu do zbudowania prawdziwie wolnorynkowej gospodarki.  

Od 2019 r. Erytrea nie wpuszcza na swoje terytorium przedstawicieli BŚ i MFW, ani żadnych dziennikarzy. Nie publikuje też żadnych oficjalnych danych statystycznych o swojej gospodarce. Trudno ją nawet zatem oskarżyć o fałszerstwo. Mimo to analitycy MFW przewidywali, że wzrost gospodarczy w 2022 r. wyniósł 2,8% PKB, a inflacja – niewiele ponad 6%. Mogę tylko potwierdzić te przypuszczenia, waluta erytrejska (nakfa) jest dosyć silna i stabilna, co świadczy, że wydatki militarne nie są finansowane emisją pustego pieniądza, tylko łupieniem obywateli, których PKB na mieszkańca jest jednym z najniższych na świecie.  

Kiedy w 1993 r., po wielu dekadach starań Erytrea zdobyła niepodległość, wielu Erytrejczyków miało nadzieję na zbudowanie samodzielnego i prężnie rozwijającego się państwa. Nadzieje dość szybko okazały się płonne. Zamiast tego, pierwszy - i jak dotąd jedyny - prezydent kraju, Isaias Afewerki, bohater walki o niepodległość, stopniowo zamieniał kraj w wielki wojskowy barak i totalitarny reżim, w którym całe życie mieszkańców kraju podporządkowane jest potrzebom armii. Już podczas walki o niepodległość, jak już wcześniej wspomniałem, Afewerki eliminował swoich przeciwników, ale ludzie przymykali na to oko, bo wierzyli, że po wojnie wszystko się zmieni, szczególnie kiedy uchwali się nową konstytucję. Konstytucja została wprawdzie przyjęta w 1997 r., ale rząd nigdy nie przejmował się jej przepisami. Reżim jest bezwzględny i zamyka wszystkich, którzy upominali się o poszanowanie konstytucji. Nawet tych, którzy walczyli wcześniej o niepodległość. Partia w Erytrei jest tylko jedna - to Ludowy Front na rzecz Demokracji i Sprawiedliwości, (PFDJ). Parlament był, ale go rozwiązano, tak jak potem wszystkie prywatne media. Na końcu zamknięto jedyny w kraju uniwersytet, który teraz ponoć już normalnie funkcjonuje, ale z pewnością nie w swoich budynkach w Asmarze, które sam widziałem zamknięte na cztery spusty. Kiedy w 2013 r. grupa wojskowych domagała się reform, została szybko wtrącona do więzienia, a ich dalszy los, choć nie jest znany, nie jest też trudny do odgadnięcia. 

Jedyna instytucja, która pod rządami Afewerkiego się rozwinęła, to armia. Od czasu wojny z Etiopią w latach 1998-2000, erytrejski dyktator nieustannie utrzymuje ją - i cały kraj - w gotowości na odparcie etiopskiej inwazji. To przed wcieleniem do armii ucieka większość Erytrejczyków. Brak jest jakichkolwiek oficjalnych źródeł informacji, jak funkcjonuje armia. Erytrejczycy są totalnie zastraszeni przez swoje autorytarne władze do tego stopnia, że nawet erytrejscy uciekinierzy boją się podróżować po Afryce, gdyż mogą tam się natknąć na tajniaków i siepaczy Afewerkiego. Dlatego też jedynym źródłem wiedzy o praktykach stosowanych w armii są emigranci mieszkający w Europie, którzy nie zamierzają wracać do Afryki przed upadkiem okrutnego satrapy. Powiedzieć, że warunki odbywania służby wojskowej w Erytrei znacznie się różnią od tych w Europie to nic nie powiedzieć. Ludzie pracują dla wojska po prostu jako niewolnicy, podczas gdy ich rodziny głodują. Ci, którzy odmawiają służby, mają przed sobą tylko jedną perspektywę - więzienie. Świadectwa Erytrejczyków, którzy z nich uciekli - wiele z nich zostało zawartych w 500-stronicowym raporcie ONZ na temat sytuacji w kraju - pełne są wstrząsających opisów o torturach, przeludnieniu i nieludzkich warunkach. Znaleźć się w nich nie jest trudno, bo reżim kontroluje prawie wszystkie aspekty życia, z religią i jedzeniem włącznie. Według autorów raportu ONZ, choć represyjne reżimy i łamanie praw człowieka nie są w Afryce rzadkie, to przypadek Erytrei ze względu na stopień kontroli, jaki sprawuje państwo nad jego mieszkańcami jest szczególny. Widać to w świadectwach uciekinierów, którzy mówią o wszechobecnej atmosferze terroru i podejrzeń, życia w strachu przed policją i donosicielami. Wielu żołnierzy ma w kraju rodzinę, ale właściwie nigdy do niej nie dzwonią. Jeśli już to robią, to tylko na zasadzie "cześć, jak się macie". Każdy wie, że telefony są na podsłuchu, szczególnie połączenia z zagranicy. 

Państwo toleruje jedynie cztery dozwolone wyznania: wyznawane przez większość Erytrejczyków prawosławie, katolicyzm, luteranizm i islam w jego "standardowej", sunnickiej wersji. Członkowie pozostałych Kościołów protestanckich są często zamykani w więzieniach i prześladowani. Jednak nawet "dozwolone" religie nie są wolne od prześladowań. Doświadczył tego patriarcha Erytrejskiego Kościoła Prawosławnego Abune Antonios, który w 2005 r. został usunięty ze stanowiska i umieszczony w areszcie za to, że skrytykował wtrącanie się państwa w sprawy Kościoła. Także Kościół katolicki, który wcześniej prowadził w kraju sieć szpitali i sierocińców, został wypędzony z tych ośrodków. 

W 2023 r. świat przypomniał sobie ponownie o Erytrei, kiedy Afewerki głosował przeciw rezolucji ONZ potępiającej inwazję Putina na Ukrainę. To głosowanie zaskoczyło nawet ekspertów międzynarodowych od Erytrei. Niemniej Erytrea zawsze głosuje przeciwko rezolucjom i decyzjom zainicjowanym przez USA i generalnie przez Zachód. Dlaczego tak sie dzieje? Generalnie większość ekspertów uważa, że Afewerki ideologicznie reprezentuje opcję antyzachodnią, wzmacnianą jeszcze sankcjami nakładanymi przez Zachód na Erytreę. Inni wskazują na bliskość idową obydwu okrutnych dyktatorów: Putina i Afewerkiego podkreślając, że ten pierwszy rozpiął parasol ochronny nad Erytreą w RB ONZ po wecie swojego afrykańskiego druha. Wydaje się jednak, że żadna z tych tez nie jest prawdziwa. Afewerki nigdy nie był ideologicznie antyzachodni, a jego retoryka w tym względzie wynikała bardziej z przyjętej taktyki. Z drugiej strony nigdy nie uzyskiwał on w przeszłości istotnego wsparcia politycznego ani finansowego z Rosji. Erytrejski dyktator wydaje się być bardzo odporny na naciski zewnętrzne, bardziej mu chodzi o sytuację wewnętrzną i wpływanie na dobre samopoczucie swoich poddanych. Afewerki nie tylko nie lubi, ale nie chce ulegać wpływom ani Rosji, ani USA, ani Chinom. Rozumie, że w ciężkich czasach może i musi liczyć tylko na siebie, a nie na weto w RB ONZ w absencji ochrony politycznej swojego reżimu. Kiedy RB ONZ narzuciła ostre sankcje na Erytreę w 2009 r., Afewerki nie szukał politycznego wsparcia w Rosji czy w Chinach, w przeciwieństwie do innych reżimów totalitarnych. Praktycznie wszystkie dyktatury totalitarne, takie jak Syria, Iran czy Korea Płn., będące wrogo nastawione do USA, szukają protekcji politycznej w Rosji lub Chinach, gdyż mocarstwa te dysponują prawem weta w RB ONZ. Erytrejski dyktator nawet nie próbuje lobbować za zniesieniem sankcji, gdyż najwyraźniej są mu one potrzebne jako instrument rozgrywania spraw wewnątrz kraju. Przede wszystkim potrzebuje on sankcje do podtrzymywania wrogości swoich poddanych wobec Zachodu, gdyż w ten sposób może wyjaśnić wszystkie plagi egipskie, które dotknęły jego kraj na wrogów zewnętrznych. Taka prosta, aczkolwiek bardzo prymitywna retoryka okazuje się bardzo skuteczna, trudno nawiązać kontakt z Erytrejczykami w sprawach codziennych kłopotów, ale bardzo chętnie mówią o sankcjach Zachodu jako przyczynie ich problemów. Afewerki narzucił też swoją wizję swoiście rozumianej suwerenności. Jest to suwerenność wyłącznie emocjonalna, przedstawiająca Erytreę jako centrum zdrowej cywilizacji człowieka otoczonego przez samych wrogów, przed którymi najlepiej się odseparować i postawić na samowystarczalność. Ponad 1000-letnie doświadczenie historyczne wrogiego otoczenia zewnętrznego (strategiczne położenie geograficzne w sercu Morza Czerwonego spowodowało, że Erytrea była kontrolowana przez Arabów, otomańską Turcję, Egipt, Włochy, Wlk. Brytanię, Sudan Mahdiego, w końcu Etiopię) ukształtowało psychikę Erytrejczyków w taki sposób, że powinni akceptować na dobre i złe każdy rząd swojego niepodległego od niedawna państwa. Rozmowa z Erytrejczykami w Asmarze czy Massawie kończy się stwierdzeniem, że niepodległość kosztuje i warta jest każdych wyrzeczeń. Pytanie tylko, po co ludziom niepodległość, kiedy za czasów kolonialnych byli jednym z najbardziej zindustrializowanych krajów afrykańskich, a 3 dekady „niepodległości” i „suwerenności” uczyniły z nich pariasa i pośmiewisko Afryki i świata. Stare włoskie fabryki z czasów kolonialnych są zdewastowane, brakuje nawet wody, która jest importowana, dlatego jej cena jest bardzo zawyżona. Na wszystko brakuje pieniędzy, gdyż armia pochłania lwią część wydatków budżetowych, jaką dokładnie, tego nikt nie wie. Wszystko jest tajne i poufne, nie można robić zdjęć budynków publicznych, a jest ich cała masa. Za najmniejsze wykroczenia grożą surowe kary. Erytrejczycy są nieufni wobec cudzoziemców. Spowodowały to lata wojen i oporu, w które historia tego kraju jest niezwykle bogata. Tak myślą nie tylko zwykli ludzie, ale też nieliczna lokalna elita.  

Afewerki jest oczywiście świadomy tych wszystkich uwarunkowań i bardzo sprytnie potrafił je podsycać. Kiedy ogłoszone zostały sankcje ONZ wobec Erytrei (2009) wielu obserwatorów wierzyło, że jest to początek końca ery dyktatora. Stało się wręcz odwrotnie: sankcje wzmocniły Afewerkiego, który jeszcze bardziej przykręcił śrubę wobec obywateli i armii. Erytrea różni się od innych krajów afrykańskich, gdyż jest bardziej odporna na zewnętrzne naciski, a wewnętrznie jest bardzo stabilna. Kraj jest narodowościowo homogeniczny z dużą przewagą Tigrajczyków, którzy nauczyli się stawiać opór obcym wpływom po latach wojen i okupacji. Co najważniejsze Erytrea jest w dużym zakresie samowystarczalna, jeśli chodzi o produkcję żywności. Afewerki potrafił świetnie skapitalizować percepcję swojego kraju przez Erytrejczyków jako oblężonej twierdzy otoczonej przez bliskich i dalszych wrogów, których jedynym celem jest zniszczenie Erytrei. Narzucił psychologiczny make up obywatelom wyłącznie po to, by wzmocnić kontrolę i zmonopolizować władzę. Afewerki jest Tigrajczykiem z Etiopii, podobnie jak wąski krąg osób pochodzących z jego otoczenia rządzącej partii PFDJ (People’s Front for Democracy and Justice - warto zauważyć, że większość autokratów nazywa swoje partyjki demokratycznymi, które odwołują się ponadto do prawa i sprawiedliwości). Oczywiście nie jest informacja pewna, jak wszystko w Erytrei, a zwolennicy władzy twierdzą, że to tylko plotka, co dla mnie zdecydowanie zwiększa prawdopodobieństwo jej prawdziwości. Natomiast armia i inne instytucje publiczne są zdominowani przez Tigrajczyków z centralnych regionów Erytrei. Prezydent i jego reżim nie posiadają zatem swojej bazy społecznej w najgęściej zaludnionych obszarach centralnej Erytrei. Dlatego też jego reżim może funkcjonować tylko w stanie permanentnej mobilizacji militarnej i takowegoż stanu wyjątkowego. Żeby ten cel osiągnąć wprowadził opisywaną wcześniej obowiązkową i przymusową służbę wojskową. Jedynym źródłem legitymacji reżimu stała się permanentna wojna defensywna. Afewerki przedstawia siebie jako populistycznego i nacjonalistycznego lidera ludowego. Nie może ogłosić otwartej dyktatury w kraju, który od setek lat dysponuje własnym, sprawdzającym się w praktyce prawem zwyczajowym (law of fathers - Hgi Endaba), podobnie jak xeer w Somalii. Najprawdopodobniej z tego też powodu nie występuje w Erytrei kult jednostki dyktatora. Jego zdjęcia, jak również nazwisko nie występują w przestrzeni publicznej. W muzeum narodowym w Massawie znalazłem tylko jedno, w dodatku niepodpisane zdjęcie dyktatora z czasów walki o niepodległość. Również cokoły obalonych etiopskich władców pozostają puste. Erytrea jest chyba ostatnim krajem świata, gdzie praktycznie nie działa internet. Nieliczni cudzoziemcy nie mogą się ze sobą komunikować, bo w kraju nie działa roaming międzynarodowy.  

Dla utrzymania permanentnej mobilizacji militarnej swoich obywateli oraz stanu wyjątkowego, Afewerki potrzebuje wrogich relacji z Zachodem. Oznacza to, że nikt nie ma prawa kwestionować decyzji reżimu w niepewnych i niebezpiecznych czasach. Propaganda reżimu wmawia obywatelom, że Erytrea jest w stanie wojny z USA i ich sojusznikami. Ameryka jest stygmatyzowana jako zło absolutne i permanentny wróg narodu erytrejskiego. Afewerki obwinia USA za wszystkie problemy swojego kraju, a sąsiadów Erytrei uważa za agentów USA w prowadzonej wojnie zaczepnej przeciwko bohaterskim Erytrejczykom. Swego czasu o bycie agentem USA oskarżał nawet reżim DERG w Etiopii, który był przecież bardzo anty-amerykański i silnie wspierany również dostawami broni przez Sowietów i inne kraje komunistyczne oraz później Rosję. Właściwie cały świat może być zaklasyfikowany jako wróg Erytrei. Niestety Afewerki z sukcesem opanował stan umysłu przeciętnego Erytrejczyka mieszkającego jeszcze w swojej ojczyźnie. Reżim zmonopolizował wszystkie media i sektor komunikacyjny. Jest tylko jeden kanał telewizyjny, radiowy i tylko jedna gazeta. Po co więcej? Naród musi stanowić jedność wobec zagrożeń zewnętrznych, dlatego przekaz powinien być tylko jeden, bardzo homogeniczny. Nie ma dla niego żadnej alternatywy. Dlatego też Afewerki przez lata tyle uczynił dla utrzymania całkowitego monopolu jego narracji. Udało mu się izolować swoich obywateli od świata zewnętrznego zarówno w sensie fizycznym, jak również wirtualnym. Jego wiarygodność polega na braku jakiejkolwiek zależności od zagranicznych mocarstw. Dlatego też sprzeciwia się wszystkim decyzjom Zachodu, a w szczególności USA. Cała jego polityka sprowadza się do niepohamowanej żądzy utrzymania się u władzy za wszelką cenę. W tą logikę wpisuje się też decyzja o wecie wobec rezolucji ONZ potępiającej agresję Rosji wobec Ukrainy. Tu zupełnie nie chodziło ani o Rosję, USA czy Ukrainę. Chodziło mu przede wszystkim o intensyfikację wrogości wobec USA. Dyktator użył argumentu sankcji dla wzmocnienia wizerunku USA jako wroga Erytrei, który próbuje ten kraj zniszczyć. Jest to też desperacka próba uzyskania wsparcia narodu, dlatego też w najbliższym czasie należy oczekiwać niestety dalszej eskalacji wrogości wobec Zachodu jako próby odwrócenia uwagi od rzeczywistych problemów kraju i eksternalizacji niezadowolenia obywateli i armii. W ten sposób ma być też zacementowania bezwzględna kontrola nad narodem i jego siłami zbrojnymi.  

Wprawdzie trudno pominąć wpływ polityki i gospodarki na bieżącą sytuację tego jednego z najbiedniejszych zakątków świata, to trudno też nie zachwycić się wyjątkowym pięknem tego kraju. Na szczególną uwagę zasługuje stolica - Asmara. To perfekcyjnie zaprojektowane i zbudowane miasto fin de siecle’u oraz czasów Mussoliniego przez najlepszych włoskich architektów. Fascynuje przede wszystkich perfekcyjna harmonia ładu przestrzennego, której tak nam brakuje w szybko rozwijających się polskich miastach. Można w nim znaleźć szereg (zresztą zupełnie dobrze opisanych i reprodukowanych w licznych albumach) pereł włoskiej architektury modernistycznej. Tam są rzeczy nieprawdopodobne: jest styl kolonialny, kubizm architektoniczny, futuryzm architektoniczny, funkcjonalizm architektoniczny, przede wszystkim jest jednak wspaniałe art deco. Asmara to jedno z potencjalnie najpiękniejszych miast na świecie, niestety rząd zupełnie nie dba o swoje zabytki, mimo, że Asmara ma wspaniały klimat kontynentalny. Leży bowiem na sporej wysokości (2350m npm), nie ma tam żadnych komarów, nie występują choroby tropikalne, a raz do roku w porze deszczowej, przez kilka tygodni spada sporo deszczu i wszyscy się cieszą, bo ogólnie jest bardzo sucho. Asmara przed przybyciem Włochów była niewielką, typowo afrykańską wsią, którą Włosi zamienili w nowoczesne XX-wieczne miasto. Zachwyca Aleja Wyzwolenia, główna ulica miasta, gdzie równocześnie można znaleźć mnóstwo zabytków architektury art deco, chyba najwiecej na świecie. Mimo, że szczęśliwie nie dosięgły ich żadne działania wojenne ani katastrofy naturalne (jak Massawę), to wymagają one pilnie renowacji, gdyż nikt ich nie remontował po 1941 r. Zarówno okupanci etiopscy, jak przez ostatnie 3 dekady „liberator” Afewerki nie wydali dolara na ich rehabilitację. Wśród wielu wspaniałych kin, zbudowanych przez Włochów działa tylko jedno: Cinema di Roma. Nie udało mi się jednak go zwiedzić, gdyż zabrakło prądu. Wyłączenia elektryczności i dostaw wody są prawdziwym utrapieniem dla mieszkańców i pokazują prawdziwe bankructwo niepodległej Erytrei. Idąc dalej Aleją Wyzwolenia (całe miasto można zwiedzić spokojnie na piechotę), możemy zobaczyć nawet modernistyczną stację benzynową Fiata w kształcie samolotu, pod którego skrzydłami bez podpór stały kiedyś dystrybutory i gdzie można było tankować samochody. Dzisiaj dystrybutory zniknęły, a cały obiekt został, podobnie jak kina ogrodzony i jest zamknięty. Niedaleko można zobaczyć kiedyś niezwykle urodziwy budynek Alfa Romeo, który dzisiaj jest bliski zawalenia. Całe miasto jest zabytkiem UNESCO, mam nadzieję, że przyjdą czasy, w których wspólnota międzynarodowa będzie miała możliwość wyremontowania tego wyjątkowego miasta w Rogu Afryki, ale to będzie możliwe dopiero po obaleniu reżimu Afewerkiego. Na ulicach Asmary widać dużo kobiet w rożnym wieku, sporo dzieci i młodzieży i mężczyzn w większości w wieku emerytalnym. Głównym zajęciem panów jest przesiadywanie w kawiarniach. Przypomina to scenografię wielu włoskich filmów z przełomu lat 50- i 60-tych XX w. Niektóre samochody na ulicach też pochodzą z tamtych lat. Asmara nie przypomina nawet afrykańskiej metropolii. Korki samochodowe są pojęciem obcym, nieliczne samochody osobowe nie mają żadnych problemów z parkowaniem, a sygnalizacja świetlna na ulicach to tylko atrapa, gdyż od lat nie działa.  

Jeszcze bardziej ponuro wygląda inna była perła włoskiego modernizmu z akcentami architektury otomańskiej - port w Massawie. Spacerując dzisiaj po starym mieście Massawy można sobie wyobrazić, że tak dzisiaj wygląda Bachmut, albo inne miasta ukraińskie zniszczone przez bombardowania Rosjan. Tylko wojna niepodległościowa Erytrei skończyła się ponad 3 dekady temu, a miasto nadal nie podniosło się z ruin. Nawet na drobną, kosmetyczną odbudowę brakuje pieniędzy, bo przecież wszystkie środki idą na armię i umocnienie totalitaryzmu władzy. Jedyny pomnik ku czci walk o niepodległość, na który jakoś nie zabrakło pieniędzy to 3 zniszczone czołgi upamiętniające zdobycie Massawy przez bojowników Afewerkiego i wyparcie z niej Etiopczyków. W całej Erytrei widziałem jeszcze jeden skromny pomnik - Puszkina, który zasponsorowali Rosjanie. Ponoć Puszkin miał związki rodzinne z Erytreą.  

Kuchnia erytrejska jest bardzo wyszukana, wyjątkowo pikantna i ma kilka niepowtarzalnych dań. Na przykład taki gąbczasty rodzaj placko-chleba, który nazywa się indżara (również niezwykle popularny w Etiopii). Kładzie się go wieloma warstwami na dużym, zwykle metalowym talerzu i na to wylewa się rozmaite sosy i kładzie różne potrawy. Ludzie siedzą wokół i jedzą dłońmi, co jest niezwykle przyjemnym uczuciem. I to nie tylko dlatego, że można oblizywać palce. Mają tam też najostrzejszą na świecie przyprawę pieprzową, czerwoną w konsystencji, ponoć robioną z siedemnastu różnych odmian pieprzu. Nie wolno tego popijać wodą, najlepiej piwem lub winem. Innym lokalnym przysmakiem jest kicha, czyli świetnie przygotowane i przyprawione mięso wołowe, wybitnie smaczne. Lepiej jednak uważać z nadmiarem próbowania erytrejskiej kuchni, bo europejskie żołądki wymagają do niej przystosowania.  

Generalnie mimo wszystko zachęcałbym do odwiedzin tego wyjątkowego, pięknego, ale pełnego sprzeczności kraju, w którym bezwzględny tyran podporządkował sobie swoich obywateli. Można czuć się tu wyjątkowo bezpiecznie, nie tylko na warunki afrykańskie, ale też europejskie. Przestępczość praktycznie nie istnieje, bo zniewolone społeczeństwo boi się nawet pomyśleć o łamaniu surowego prawa. Na każdy wyjazd do innego miasta czy regionu trzeba mieć specjalne przepustki, które są na drogach sprawdzane. Nie jest trudno je wprawdzie uzyskać, ale zajmuje to sporo czasu. Trzymam kciuki za Erytreę, mam nadzieję kiedyś zobaczyć odremontowane perły światowej architektury art deco za unijne pieniądze (samej Erytrei jeszcze długo na takie wydatki nie będzie stać), ale zdaję sobie sprawę, że niestety nie nastąpi to szybko. 















































































125 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Namibia

Uganda

DR Kongo

Comments


O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt
bottom of page