top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Dominikana

Zaktualizowano: 28 lut 2021

Dominikana jest po Kubie największą wyspą karaibską, odkrytą przez Kolumba w czasie jego pierwszej podróży do Ameryki w 1492 r. Jako największa część wyspy Hispaniola Dominikana jako historycznie pierwsza weszła też w skład hiszpańskiego imperium kolonialnego, czyli ogólnie stała się pierwszą kolonią europejską w zachodniej hemisferze. Młodszy brat Krzysztofa Kolumba Diego już w 1496 roku zbudował pierwszą osadę w dzisiejszym Santo Domingo, która stała się głównym przyczółkiem Hiszpanów w nowych koloniach do momentu podboju Meksyku ćwierć wieku później. Hiszpanie niezwykle brutalnie potraktowali miejscową ludność, czyniąc z nich niewolników do pracy w kopalniach. Po kilka latach okrutnej eksploatacji, chorób przywiezionych ze Starego Kontynentu, masowych egzekucji i głodu przy życiu pozostało zaledwie 60 tys. osób. Wtedy Hiszpanie zdecydowali się sprowadzać niewolników z Afryki. Wykorzystywano ich do pracy przy plantacjach trzciny cukrowej (sprowadzonej z Wysp Kanaryjskich), w kopalniach i farmach rolnych. Po 20 latach 1200 Hiszpanów na wyspie miało pełną władzę polityczną i ekonomiczną nad kolorową ludnością wyspy. W kolejnych dziesięcioleciach dochodziło do licznych rebelii, Afrykanie uciekali w wysokie góry, atakując z nich farmy Hiszpanów. Jeden z takich przywódców afrykańskich razem ze swoimi 400 wojownikami został złapany przez Hiszpanów, brutalnie zamordowany, a jego oddział żywcem spalony, następnie powieszony z odciętymi stopami. Trudno do dzisiaj wyobrazić sobie okrutniejsze morderstwa niż te, których Hiszpanie przez lata dokonywali na Hispanioli. Wzrost produkcji trzciny cukrowej zwiększał przychody Hiszpanów, stąd rosło też zapotrzebowanie na nową siłę roboczą. Wielu niewolników uciekało w niedostępne góry, przyłączając się do licznych band, czyniących spustoszenie na plantacjach.

Wyspa przez lata była pogrążona w totalnym chaosie, Dziki Zachód to określenie zupełnie nieadekwatne dla rzeczywistości Hispanioli w XVI wieku, bo było znacznie gorzej. Po odkryciu kontynentalnej części Ameryki znaczenie Hispanioli drastycznie spadło. Osadnictwo hiszpańskie przeniosło się do Peru i Meksyku, gdzie znajdowały się kopalnie srebra, a nowi imigranci z Europy omijali wyspę. Pod koniec XVI wieku Francis Drake zdobył i przejął kontrolę nad Santo Domingo, żądając okupu za powrót miasta do korony hiszpańskiej. W kolejnym wieku hiszpańscy osadnicy wycofali się z północy i zachodu wyspy, nie będąc w stanie obronić się przed napadami francuskich piratów. W efekcie w 1664 r. Hiszpanie stracili zachodnią część wyspy na rzecz Francji. Oliver Cromwell wysłał w kolejnym roku wielotysięczną flotę (9000 żołnierzy!) by wypędzić Hiszpanów z Santo Domingo, ale 500-osobowy oddział Hiszpanów jakimś cudem odparł ten atak, z kolei Anglicy zaczęli przejmować mniejsze podbliskie wyspy Indii Zachodnich, na czele z Jamajką. Santo Domingo stanowiło bazę militarną Hiszpanii do interwencji w regionie, ale wyspa nadal traciła na znaczeniu również poprzez dewastujące katastrofy naturalne i epidemię ospy.

Na początku XVIII wieku reformy liberalizujące handel z koloniami nowej dynastii królewskiej w Hiszpanii (Burbonów) ożywiły handel i życie gospodarcze na wyspie. Liczba ludności pod koniec wieku wzrosła 10-krotnie osiągając 125 tys., z czego połowę stanowili niewolnicy. Jednak część hiszpańska pozostawała biedna i zaniedbana, w przeciewieństwie do zachodniej kontrolowanej przez Francję, która wówczas była najbogatszą kolonią Nowego Świata z liczbą ludności przekraczającą pół miliona osób! Na plantacjach francuskich produkowano 40% cukru i 60% kawy spożywanych wówczas w Europie. Jej efektywność była daleko większa niż na wszystkich brytyjskich posiadłościach w Indiach Zachodnich razem wziętych z Jamajką i Barbadosem na czele. Ofiarami boomu ekonomicznego Santo Domingo było pół miliona niewolników pracujących na plantacjach (ich liczba cały czas wzrastała dzięki ciągłemu napływowi z Afryki Zachodniej). Większość z nich nie wytrzymywała trudów życia na plantacjach, pracując od rana do nocy. Poza tym ich organizmy były wyniszczone chorobami i epidemiami. Również bestialscy właściciele i nadzorcy przyczyniali się do wysokiej śmiertelności niewolników, potrafili za niesubordynację zachłostać swoich niewolników na śmierć. Dlatego też zdesperowani Afrykanie często decydowali się na ucieczkę z tego piekła w wysokich i zalesionych gęsto górach. Pod koniec XVIII wieku było ich już ponad 100 tys. Około 30 tys. białym mieszkańcom Santo Domingo wydawało się, że kontrolują sytuację w kolonii. Bogaci plantatorzy, wykorzystując zamieszanie wywołane rewolucją francuską, zaczęli nawet walczyć o większą niezależność Perły Antyli (istotnie piracka kolonia z pirackiego gniazda przeistoczyła się w motor napędzający gospodarkę imperium).

Dzięki hiszpańskim korsarzom plądrującym obce statki w innych portach, którzy następnie sprzedawali je w portach Hispanioli (głównie kradli żywność, same statki i niewolników) rosły inwestycje w miejscową gospodarkę. W 1793 r. Hiszpania zdecydowała się dokonać inwazji na Haiti, próbując wykorzystać chaos wywołany Rewolucją Francuską i odbić zachodnią część wyspy (Haiti). Mimo sukcesów militarnych Hiszpania zmuszona została na podstawie układu z Bazylei (1795) całą swoją kolonię scedować na Francję. Rebelie czarnych niewolników rozpoczęły się już w 1791 r. W ciągu paru tygodni buntownicy wymordowali 4 tys. białych kolonistów. Plantatorzy i wierne im wojsko nie byli w stanie opanować chaosu, który rozlał się szybko na całą wyspę. Schwytanie i ścięcie jednego szefa rebelii nic nie dało, gdyż jego następca - charyzmatyczny Toussant l'Ouverture szybko zjednoczył rozproszone rebelianckie siły i zorganizował je w sprawną armię. Dzięki temu w ciągu kilku lat nie tylko pokonał francuską armię, ale też zajął hiszpańską część Hispanioli. W 1801 r. l'Ouverture ogłosił konstytucję, która znosiła niewolnictwo w całęj kolonii, ale zaznaczono w niej, że Santo Domingo stało się suwerennym państwem w ramach Francuskiego Imperium.

Tego było już zbyt wiele dla Francuzów, a zwłaszcza dla Napoleona Bonaparte, który w międzyczasie doszedł do władzy we Francji. Napoleon postanowił spacyfikować kolonię wysyłając 15-tysięczny korpus ekspedycyjny pod dowództwem gen. Leclerca. Początkowo Francuzi odnosili sukcesy. Do wiosny 1802 opanowali porty w zachodniej części kraju, na ich stronę przechodzili kolejni czarni dowódcy armii l'Ouverture'a razem ze swoimi oddziałami, mamieni obietnicami karier we francuskiej armii oraz deklaracjami, że niewolnictwo nie zostanie przywrócone. L'Ouverture opuszczony przez swoich ludzi złożył broń, chociaż Leclerc gwarantował mu nietykalność, to za chwilę został aresztowany, wywieziony do Francji, gdzie wkrótce zmarł. W 1802 roku Francuzi poczuli się na tyle silni, że zaczęli przywracać niewolnictwo. To sprowokowało rebeliantów do wznowienia walk. Ich nowym przywódcą został eks-niewolnik Dessalines, słynący z ze szczególnego okrucieństwa. Trudno nie być jednak okrutnym, jeśli Leclerc twierdził, że trzeba zgładzić wszystkich Murzynów z gór, zachowując jedynie dzieci do 12 lat oraz połowę Murzynów z nizin.

I w tym miejscu zaczyna się epizod polski historii Santo Domingo. Legiony Polskie powstały w 1797 r. we Włoszech z inicjatywy gen. Dąbrowskiego, walcząc u boku Francuzów w kampaniach we Włoszech i nad Renem przeciwko zaborcom - Austrii i Rosji. Mieli oni u boku Bonapartego walczyć o wskrzeszenie Rzeczypospolitej po niedawnych rozbiorach, ale zamiast tego zostali wykorzystani do pacyfikacji wolnościowego powstania tysiące kilometrów od ojczyzny. W 1801 r. Francja przerwała jednak konflikt z Rosją i Austrią, podpisując traktat pokojowy. Niestety tym samym sprawa polska została odłożona ad calendas graecas., co spodwodowało rezygnację wielu polskich oficerów ze służby. Napoleon doskonale zdawał sobie sprawę z tych nastrojów, dlatego też kiedy Leclerc poprosił go o szybkie wsparcie, ten bez wahania zdecydował o wysłaniu na Santo Domingo także Polaków, pozbywając się niewygodnych sojuszników z Europy. Nasi legioniści po trudach 3-miesięcznej przeprawy przez Atlantyk z marszu ruszali do walki z przeciwnikiem w gęsto zalesionym górskim terenie. Polski legion wystawiany był przez francuskich generałów od razu na pierwszą linię frontu, mimo braków w wyposażeniu, bez aklimatyzacji i kiepskiego stanu fizycznego żołnierzy.. W sumie na Hispaniolę przybyło ponad 5200 żołnierzy i oficerów polskich. Po tym, jak na żółtą febrę zmarł gen. Leclerc, jego następca postanowił zdławić powstanie, siejąc terror. Wojska francuskie zabijały wszystkich czarnoskórych mieszkańców wyspy, łącznie z kobietami i dziećmi, które podejrzewano o sprzyjanie rebelii. Jeńcy byli bezlitośnie wieszani, duszeni siarką pod pokładami starych statków (jak w komorach gazowych) albo rzucani na pożarcie specjalnie wytresowanym olbrzymim dogom sprowadzanym z Kuby. Polacy, tak wychwalani przez Napoleona za bitność i odwagę (słynne "saouls comme des Polonais" powiedziane po Bitwie pod Samosierrą), w realiach tropikalnych zupełnie nie potrafili się odnaleźć. Nie znając lokalnego języka nie potrafili przystosować się do nieregularnej wojny partyzanckiej. Przywykli do natarć w wielkich formacjach, zupełnie nie radzili sobie w starciach w niewielkich grupach. W efekcie ponosili spektakularne klęski, często paktowali z powstańcami. Zresztą stosunek tych drugich do legionistów zmieniał się z czasem. Początkowo traktowano ich gorzej niż Francuzów, którzy wmawiali, że Polacy są ludożercami. Później jednak traktowani byli coraz życzliwiej, do tego stopnia, że nawet przywódca powstańców Dessalines, kiedy zrozumiał podobieństwo położenia obu walczących o wolność ludów, polskiego i haitańskiego, miał nazwać Polaków "białymi Murzynami Europy". Dowodem jego życzliwości dla Polski był fakt, że jego osobista gwardia składała się z 30 polskich jeńców i dezerterów. Ostatecznie ekspedycja Francji na Santo Domingo zakończyła się spektakularną klęską. Francuzi stracili aż 50 tys. ludzi, którzy zginęli nie tylko w walkach, ale też na skutek żółtej febry. Francja już nigdy nie wróciła na Hispaniolę, w 1804 roku Dessalines proklamował powstanie Haiti - pierwszej niepodległej czarnej republiki na półkuli zachodniej. Dla Polaków Santo Domingo okazało się jednym wielkim grobem. W wyniku walk i epidemii zginęło ok. 4,5 tys. legionistów, do Europy wróciło zaledwie 700 z nich. Niestety później polscy żołnierze jeszcze wielokrotnie przelewali krew nie w swoim interesie i nie zawsze w słusznej sprawie. Po wycofaniu się Francuzów z wyspy na Santo Domingo wrócili w 1809 roku Hiszpanie zastając totalną ruinę gospodarczą po zniszczeniach wojennych.

W 1821 r. Dominikana ogłosiła niepodległość, ale już po roku po inwazji Haiti ją utraciła na kolejne 2 dekady. W 1844 roku proklamowana została niepodległa Republiki Dominikany, a po kilku kolejnych próbach opanowania Dominikany przez Haiti w 1861 r. prezydent Santana ponownie włączył kraj w skład imperium hiszpańskiego. Kolonią Hiszpanii Dominikana nie pozostawała długo. W 1865 roku antyhiszpańskie powstanie zakończyło się ponownym ogłoszeniem niepodległości. Wyspa była wtedy w gospodarczej i cywilizacyjnej ruinie. W ciągu kolejnej dekady na Dominikanie było 21 rządów i ponad 50 powstań i interwencji militarnych. Kolejne lata też nie przyniosły stabilności. Na początku XX wieku rosło zadłużenie i uzależnienie od kapitału zewnętrznego, głównie z USA. Z powodu niewypłacalności kraju oraz konfliktów wewnętrznych w latach 1916-1924 na wyspie interweniowali militarnie Amerykanie na podstawie decyzji Woodrowa Wilsona. Ucieczką od permanentnego chaosu była dyktatura. Cena stabilizacji i niewątpliwego wzrostu gospodarczego była jednak wyjątkowo wysoka: okrutna dyktatura, upadek życia politycznego oraz wszechobecna korupcja.

Bezwzględnym dyktatorem, który sprawował autorytarną władzę nad Dominikaną był gen. Rafael Trujillo, dotychczasowy dowódca gwardii narodowej. Został wybrany na prezydenta kraju w fasadowych wyborach, kiedy wszyscy jego rywale zostali aresztowani, zastraszeni lub potajemnie zamordowani. Po przeliczeniu głosów okazało się nawet, że Trujillo dostał więcej głosów, niż było uprawnionych do głosowania. Swoją długoletnią władzę oparł na gwardii narodowej, która w latach 40-tych XX wieku dysponowała budżetem przekraczającym 20% PKB! System inwigilacji ludności był chyba najbardziej rozbudowany na świecie, sprawnie funkcjonowało 7 agencji szpiegujących praktycznie każdego obywatela, nawet Stasi w NRD, nie mówiąc o rodzimej SB nie dorastało do kostek tajnym służbom Trujillo, którego ego przekraczało wszystkie wyrazy kultu jednostki w europejskich krajach komunistycznych. Na Dominikanie też najwyższy szczyt kraju nazywał się Pico Trujillo, podobnie jak stolica kraju - Santo Domingo (Ciudad Trujillo) , zbudowano za jego życia 1800 pomników dyktatora w całym kraju z obowiązkowym napisem: Trujillo - dobroczyńca (el benefactor) ojczyzny. Dyktator kochał nadawać sobie liczne tytuły i określenia. Oto niektóre przykłady: odnowiciel finansowej niepodległości, najwyższy protektor dominikańskich ludzi pracy, główny protektor kultury, pierwszy wróg komunizmu, czy generalissimus. W 1937 r. Trujillo wydał rozkaz egzekucji 38 tys. haitańskich pracowników sezonowych z 50 tys. mieszkających i pracujących na plantacjach trzciny cukrowej na Dominikanie. Pretekstem było rzekome wsparcie dla Dominikańczyków na uchodźstwie, którzy mieli planować obalenie jego reżimu. Masakra ta przeszła do historii jako pietruszkowa, gdyż żołnierze dominikańscy identyfikowali Haitańczyków po tym, że ci nie byli w stanie wymówić hiszpańskiego słowa perejil (pietruszka). By uniknąć wycieku informacji do mediów n/t rzezi Trujillo zaordynował głęboką cenzurę na przesyłki pocztowe, listy oraz prasę. Zszokowany misjonarz amerykański pisał na ten temat w liście do swojej siostry, list ten nigdy do niej nie dotarł, a on sam został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Jednak ta akurat informacja przedostała się za granicę, powodując wspólne śledztwo USA, Meksyku i Kuby. Zaczęto opisywać inne brutalne mordy ery Trujillo, jak np. morderstwa haitańskich kobiet, zasztyletowywanie niemowląt, wyrzucanie związanych mężczyzn do morza, co powodowało, że większości ciał nie odnaleziono, gdyż były zjedzone przez rekiny. Masakra była efektem nowej polityki Trujillo, którą nazwał "dominikanizacją" granic. Wszystkie nazwy miejscowowści zostały zmienione z kreolskiego i francuskiego na hiszpański, praktykowanie kulto Voodoo zastało zakazane, wprowadzono ograniczenia kwotowe przy zatrudnianiu cudzoziemców, zakazano pobytu Haitańczykom poza okresem żniw trzciny cukrowej, a ew. sprzeciwy przeciwko restrykcjom rasowym były tłumione nalotami bombowymi z użyciem napalmu na wioski, w których mieszkali Haitańczycy. Mimo, że Trujillo był zwolennikiem gen. Franco, to nie przeszkodziło mu przyjmować republikańskich uciekinierów po hiszpańskiej wojnie domowej. W czasie II Wojny Światowej Dominikana przyjmowała też wielu europejskich Żydów uciekających przed Hitlerem. Ten akurat ruch związany był z ideą "wybielania" (blanquismo) społeczeństwa, idącego w parze z anty-haitańską (murzyńską) ksenofobią. Przyjmowanie białych uciekinierów z Europy miało zatem pomóc "wybielić" populację kraju. Innym sprytnym ruchem Trujillo było podpisanie z USA w 1940 r. układu handlowego znoszącego wzajemne cła oraz przystąpienie do II Wojny Światowej po stronie aliantów, mimo osobistej admiracji dla Hitlera i Mussoliniego. W czasach zimnej wojny Trujillo utrzymywał bardzo bliskie relacje z USA, deklarował się jako "antykomunista numer 1" w świecie, podpisał też jako pierwszy łaciński prezydent umowę o wzajemnym wsparciu wojskowym z USA. Na jej podstawie pozwolił na rozmieszczenie na Dominikanie systemu wykrywania rakiet, co jeszcze bardziej zwiększyło obecność żołnierzy amerykańskich na Dominikanie. Trujillo miał mimo tego wszystkiego sukcesy gospodarcze, dzięki świetnej koniunkturze i popytowi na dominikański eksport po zakończeniu II Wojny Światowej spłacił całe zadłużenie zagraniczne kraju (podobnie jak Çeausescu w równie "bogatej" Rumunii), gdyż miał fobie na temat specyficznie rozumianej niezależności kraju. Jednocześnie on i jego rodzina pozostawali głównymi beneficjentami rozwoju gospodarczego kontrolując 75% majątku narodowego. Posiadał 50-60% ziemii ornej, kontrolował 80% obrotów handlowych stolicy Santo Domingo (Ciudad Trujillo), wykupił większość plantacji trzciny cukrowej oraz rafinerii ropy od koncernów amerykańskich, kontrolował monopole na sól, ryż, mleko, cement, tytoń, kawę i ubezpieczenia, posiadał 2 banki, kilka hoteli, porty, linię lotniczą i żeglugową, wprowadził 10% dodatkowy podatek od wszystkich pensji na utrzymanie swojej partii (innych nie było, bo ich działalność została zakazana). Dominikana stała się przykładem kraju sprywatyzowanego przez jednego człowieka. Pod koniec lat 50-tych sytuacja gospodarcza zaczęłą się jednak pogarszać. Złodziejstwo i korupcja wynikająca z władzy absolutnej, olbrzymie wydatki budżetowe na uczczenie 25 rocznicy istnienia reżimu, nacjonalizacja fabryk cukru i elektrowni i kilka bezsensownych decyzji inwestycyjnych doprowadziły do problemów gospodarczych. Amerykanie zaczęli tracić cierpliwość do swojego krwawego sojusznika, który masakrował strajkujących związkowców, a w 1960 roku przeprowadził nieudany zamach na swojego głównego krytyka - prezydenta Wenezueli Betancourta. Za to Organizacja Państw Amerykańskich nałożyła na kraj sankcje ekonomiczne. USA zrozumiały, że utraciły wpływ na samowolę szaleńca, dodatkowo obawiały się, że dyktatorskie rządy Trujillo mogą wywołać na Dominikanie rewolucję w stylu i wykonaniu kubańskim, dlatego zdecydowały się go zlikwidować. Trujillo zginął w zamachu zorganizowanym przez dominikańskich dysydentów na zlecenie amerykańskiego konsulatu. Jego rodzina uciekła do Francji.

Pierwsze lata po śmierci Trujillo były pełne zamachów stanu, wojen domowych, interweniowali na wyspie Amerykanie obawiając się przewrotu komunistycznego. Jednak począwszy od 1966 roku kraj stawał się coraz bardziej stabilny z zupełnie dobrze funkcjonującą demokracją. Trudno uwierzyć, ale od ponad 50 lat odbywają się na wyspie regularne wybory, bez zamachów stanu, kadencyjność jest respektowana, a w wyborach biorą udział opozycyjne partie polityczne. W tym okresie aż 24 lata funkcje prezydenta pełnił Joaquin Balaguer (zaczynał swoją karierę jeszcze w czasach dyktatury Trujillo), ale w trzech różnych okresach. Gospodarczo kraj był w przeszłości zawsze uzależniony od cukru. W połowie lat 70-tych Dominikana przeżywała swój cud gospodarczy, kiedy to na wysokie ceny cukru nałożył się dodatkowo boom na inne surowce na rynkach światowych, w tym przede wszystki złota. Mimo to kraj nie był w stanie wygenerować nadwyżki w bilansie handlowym. W latach 1966-1976 wzrost gospodarczy oscylował wokół 8% PKB rocznie (najwyższy wzrost notowany wówczas na świecie), struktura gospodarcza uległa istotnej dywersyfikacji. Rząd zwiększył wydatki socjalne, dużo inwestowano w górnictwo, budownictwo, produkcję (wzrost trzykrotny), ale przede wszystkim w turystykę. Udział górnictwa (złoto, srebro, nikiel, boksyty) we wpływach z eksportu wzrósł od poziomu nieistotnego w 1970 aż do 38% w 1980. Wreszcie pojawiły się programy reformy rolnej, które poprawiały status ekonomiczny mieszkańców wsi. Rozwijała się też infrastruktura drogowa, porty i lotniska. To wszystko było niezbędne dla szybkiej ekspansji turystyki (najszybciej rozwijającej się na całych Karaibach). W ciągu dekady lat 80-tych liczba pokoi oferowanych przez hotele wzrosła czterokrotnie. To był początek realnego boomu turystycznego. Pomimo tych sukcesów Dominikana na początku lat 90-tych miała wysoką inflację, chroniczne deficyty bilansu płatniczego oraz ponownie wzrastające zadłużenie zagraniczne (4 mld $). Dodatkową słabość stanowiły kiepsko funkcjonujące instytucje gospodarki rynkowej. Kraj zaciągnął pożyczkę stabilizacyjną z MFW, której warunki wymuszały zmniejszenie deficytów fiskalnych, zaostrzenie polityki kredytowej, upłynnienie kursu waluty i wiele innych kroków ograniczających przestrzeń fiskalną rządu. Napięta sytuacja gospodarcza pogarszała status najbiedniejszych warstw ludności (PKB na mieszkańca wynosił zaledwie 800$). Ta zmieniała się szybko po roku 2000. W 2006 roku wzrost PKB przekraczał nawet 10%, po 2015 r. oscylował między 4, a 7%, czyli bardziej niż przyzwoicie. Inflacja utrzymuje się pod kontrolą (poniżej 3%), podobnie bezrobocie (5%) oraz zadłużenie sektora rządowego (37% w 2017, ale w 2020 z powodu pandemii z pewnoście istotnie wzrośnie). Jednocześnie szybko rósł po 2000 r. PKB na mieszkańca, przekraczając w 2018 r. 17 000 $ (PPP). Również wskaźnik nierówności społecznych Giniego charakteryzuje się ostrą tendencją spadkową (poniżej 44 w 2018 to nadal wysoko, ale jeszcze 10 lat wcześniej przekraczał 50).

Dzisiaj jednak wszystkim Dominikana kojarzy się przede wszystkim z wakacyjnym rajem z najlepiej rozwiniętą infrastrukturą turystyczną na Karaibach. Można się tu wybrać praktycznie przez cały rok. Opady są krótkotrwałe i nie przeszkadzają w wakacjach. Dwa najbardziej znane regiony wypoczynkowe to Punta Cana na wschodzie wyspy i Puerto Plata na północnym wybrzeżu. Trochę się różnią ukształtowaniem terenu, czy kolorem piasku. Na wschodzie dominują piaszczyste białe plaże, jest bardziej gorąco, a wiatry są słabsze. Północne wybrzeże zdominowane jest przez dziką roślinność, mocniejszy wiatr, czy krajobraz gór i oceanu (świetne miejsce do trekkingu), a kolor piasku jest bardziej żółty niż na wschodzie. Plaże dominikańskie są uważane za jedne z najpiękniejszych na Karaibach. Ciekawym miejscem jest też centrum historyczne stolicy Santo Domingo z licznymi muzeami i nieodległymi plantacjami. Tutaj z pewnością każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego, to wyjątkowe miejsce na Karaibach i prawdziwa Perła Antyli!














170 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Grenada

O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt
bottom of page