top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Chile

  • 8 sty 2021
  • 31 minut(y) czytania

W czasach pre-hiszpańskich Chile zamieszkiwane było przez Indian z plemienia Aymara (na północy), Diaguita (w górach) oraz Araukanów (na południu i w części centralnej). W XVI w. rozpoczęła się ekspansja Inków, którzy cywilizacyjnie bili inne plemiona o głowę. Podbój Chile przez Hiszpanów (konkwista) rozpoczął się w 1535 r. Pod wodzą Diego de Almagro i Pedro de Valvidia na podstawie porozumienia z Portugalią (Hiszpania miała prawo do podboju ziem na zachód od Brazylii) Hiszpanie utworzyli tzw. kapitanię Chile, która była administracyjną częścią potężnego wicekrólestwa Peru (1541), a po kilku latach bez większych problemów podbili północne i środkowe części Chile. W czasie panowania Hiszpanów Indianie masowo wymierali na choroby zakaźne nieznane kontynentowi, a które były przywożone przez europejskich osadników. Ponadto eksploatacja wraz z eksterminacją Indian praktycznie nie miała granic. Hiszpanie zastosowali praktykowany też w innych regionach Ameryki Łacińskiej system „encomiendas”  (np. w Paragwaju), który polegał na pracy pańszczyźniane przez blisko połowę roku dla kolonizatorów w zamian za przyznanie praw do ziemi. Konkwistadorzy rozwijali najszybciej centralną część kraju, północ i południe jako mniej dostępne rozwijały się dużo wolniej bądź wcale.

Na fali ruchów wolnościowych i emancypacyjnych Simona Bolivara również w Chile wybuchło w 1810 r. powstanie antyhiszpańskie pod wodzą lokalnego bohatera narodowego - Bernardo O’Higginsa. Doprowadziło ono w końcu do proklamowania niepodległości (1818), kiedy Chile stało się niezależną republiką. W 1859 r. formalną częścią Chile stało się też południe zamieszkiwane przez wspomnianych Araukanów. W drugiej połowie XIX w. Chile prowadziło skuteczne wojny z Boliwią oraz Peru, dzięki którym zyskało bogate złoża saletry, monopolizując światowy rynek tego surowca, a Boliwia utraciła na zawsze dostęp do morza. Odkrycia ropy i gazu ziemnego spowodowały dużą falę emigracji z Europy, zwłaszcza z Niemiec i Chorwacji. Stąd wielu Chilijczyków nosi nazwiska niemieckie czy chorwackie, jak prezydent Borić, czy prezydent Kast.

Na początku XX w. gospodarka chilijska zaczęła jednak przezywać poważne kłopoty. Przyczyny były częściowo naturalne (poważne w skutkach trzęsienie ziemi w 1906 r.) i geopolityczne (kryzys spowodowany I Wojną Światową), ponadto sama gospodarka chilijska stała się zinstytucjonalizowanym systemem służącym i ochraniającym rządzącą oligarchię. Kiedy na początku lat 20-tych XX w. starał się przywrócić gospodarczą stabilizację reformatorski prezydent Palma z Partii Liberalnej, jego reformy zostały zablokowane przez konserwatywną większość parlamentarną. Porażka umiarkowanych liberałów wykreowała popularność dużo radykalniejszych ugrupowań, w tym komunistów, co było początkiem rozmontowywania stabilnej dotąd chilijskiej sceny politycznej. W takiej atmosferze doszło do puczu wojskowego gen. Altamirano (1924) oraz często zmieniającymi się kolejnymi prezydentami, w tym nawet lewicowców wojskowych gen. Vallejo (1932). Po usunięciu tego ostatniego została ponownie przywrócona demokracja. Początkowo władzę sprawowali liberałowie, a w 1938 r. Front Ludowy, będący koalicją partii lewicowych. Faszyści nie stanowili większej siły, aczkolwiek pod wpływem nastrojów faszyzującej się Europy próbowali zorganizować nieudany pucz w 1939 r. W czasie II Wojny Światowej Chile zachowało status państwa neutralnego, ale w 1943 r. zerwało wszystkie stosunki dyplomatyczne z krajami Osi. Po wojnie Chile od razu przystąpiło do ONZ.

Front Ludowy wytrwał u władzy aż do 1952 r. Od 1964 r. do 1970 r. rządy sprawowała chrześcijańska demokracja, jednak była ona kontestowana przez ponownie odzyskującą silne wpływy społeczne lewicową opozycję. Wybory w 1970 r. wygrała lewicowa koalicja Jedności Ludowej, a jej przywódca - Salvador Allende został wybrany z minimalną większością prezydentem. Zdobył on 36,6% głosów, zaledwie 1,3 punktu proc. więcej niż jego konkurent Rodriguez z Partii Narodowej. Ponieważ Allende nie uzyskał absolutnej większości, o jego wyborze zadecydował parlament. Rozstrzygnęło poparcie dla Allende ze strony centroprawicowej chrześcijańskiej demokracji, co było decyzją, której konsekwencje były dla kraju bardzo dramatyczne. Do tego czasu Chile było bowiem najbardziej stabilną demokrację Ameryki Łacińskiej.

Choć Allende stał się symbolem chilijskiej, poniekąd demokratycznej drogi do socjalizmu, które znane było tutaj pod nazwa „pan y vino” (chleb i wino), sam odrzucał dyktaturę proletariatu, jednopartyjny system władzy Związku Sowieckiego i jego Bloku Wschodniego, oraz likwidację wszelkich swobód obywatelskich, wzdragałem się także przed stosowaniem przemocy państwa przy wprowadzaniu socjalizmu, do czego namawiał go sam Fidel Castro, to nie był w stanie zapanować nad rewolucyjnymi żywiołami w jego własnej koalicji Jedności Ludowej, która domagała się od niego rewolucyjnej przemocy. Przez trzy lata swoich rządów uparty demokrata Allende czuł coraz większą presję ze strony zamordystycznych rewolucjonistów ze strony własnej partii - Partii Socjalistycznej, głównej siły napędowej lewicowej koalicji, która w istocie wyznawała fundamentalizm marksistowsko-leninowski w postaci, której nie znaliśmy nawet w europejskim realnym socjalizmie. Partia ta uznawała bowiem przejęcie władzy za strategiczne zadanie swojego pokolenia, którego celem jest opresyjne państwo rewolucyjne. Uchwała Partii Socjalistycznej z 1967 r. głosiła bowiem, że „rewolucyjna przemoc jest nieunikniona i uprawniona”, mimo że sam Allende był jej przeciwny. Socjalistyczne reformy Allende, jak nacjonalizacja banków, górnictwa miedzi czy pseudoreformy wymiaru sądownictwa ocierały się o granice legalności, a wdrażanie reformy rolnej przebiegało w praktyce u użyciem przemocy ze strony zapalczywych rewolucjonistów. Do rewolucyjnego przewrotu namawiał go wielokrotnie prawdziwy jastrząb rewolucyjnej frakcji koalicji, a jednocześnie szef Partii Socjalistycznej - Carlos Altamirano. Najbardziej wojowniczo nastawione zastępy MIRu (Ruchu Rewolucyjnej Lewicy) domagały się zbrojnej insurekcji i piętnowały go za „burżuazyjne odchylenie”.

Tym głosom Allende sprzeciwiał się konsekwentnie, gdyż sądził, że uda mu się obłaskawić rewolucyjnych zapaleńców i odwieść ich od idei likwidacji burżuazyjnego państwa na drodze zbrojnego powstania. Na krótko przed puczem Pinocheta w 1973 r. Allende mówił: „Nie chcemy przemocy, nie potrzebujemy jej, wiemy, że zmiana kapitalizmu przy poszanowaniu prawa, instytucji i wolności politycznych wymaga od nas pewnych ograniczeń w gospodarce, polityce i sprawach społecznych. Chilijczycy dobrze wiedzą jakich”. W świetle ujawnionych dokumentów amerykańskich jest oczywiste, że rząd Allende miał przeciw sobie administrację USA Richarda Nixona i CIA inspirujące spiski i strajki wewnętrznej opozycji oraz głuchy sprzeciw prawicy i potężnej gospodarczej oligarchii. Przede wszystkim jednak Allende był otaczany przez hunwejbinów rewolucji z jego własnych kręgów, wśród których o dziwo umiarkowaniem wyróżniali się komuniści. Chrześcijańska Demokracja bez powodzenia namawiała Allende do złagodzenia najbardziej radykalnych reform i odcięcia się od ekstremistów. Jednak oznaczałoby to wejście na ścieżkę wojenną z szaleńcami rewolucyjnymi z MIR i zerwanie koalicji Unidad Popular.

Allende powiedział wówczas jednemu z senatorów, że MIR wszcząłby wówczas bunt i musiałby wobec jego członków użyć siły, a tego zrobić nie chciał. Carlos Altaminaro 9 września 1973 r. wzywał Allende do uczynienia z Chile „drugiego bohaterskiego Wietnamu”. Z kolei hierarchów Kościoła oraz przywódców chadecji zapewniał, że póki żyje, dyktatury proletariatu nie będzie. Mimo tego od początku swych rządów Allende natrafił na zaciekłą opozycję prawicy, która oskarżała go o łamanie konstytucji przez rządzenie dekretami i pomijanie legislatury, próby tłumienia nieprzychylnych mu mediów, ignorowanie sądów wydających wyroki niekorzystne dla władz wykonawczych i uzbrajanie swoich zwolenników. Allende nawet nie próbował dyskutować z opozycją, odrzucał en bloc wszystkie te zarzuty. Jednocześnie, co było chyba największym jego grzechem, doprowadził do kompletnej katastrofy gospodarczej poprzez totalne rozregulowanie gospodarki. Jego polityka gospodarcza doprowadziła gospodarkę do chaosu i pogorszenia sytuacji materialnej Chilijczyków. Drukowanie pieniędzy i dewaluacja waluty (escudo) rozkręciły spiralę inflacji, która w 1973 r. osiągnęła 800%! Zaczęły się strajki, tłumione przez policję. W parlamencie chadecja cofnęła poparcie dla Allende przerzucając je na Partię Narodową. Ujawnione w USA przez tzw. komisję Churcha dokumenty dowodzą, że CIA odegrała ogromną rolę w osłabianiu władzy Allende, widząc w nim, z perspektywy czasu słusznie, zagrożenie dla utrzymania Ameryki Łacińskiej jako amerykańskiej strefy wpływów. W 1971 r. w Chile przebywał z wizytą Fidel Castro. Waszyngton na poważnie zaczął obawiać się, że kraj podąży drogą Kuby i stanie się kolejnym przyczółkiem komunistycznym na kontynencie. Amerykanie zwracali uwagę na retorykę walki klasowej Allende, który mówił o „dojeniu krów” - kapitalistów i właścicieli ziemskich - aby nakarmić biednych. Kapitał amerykański miał liczne interesy w Chile, koncern ITT posiadał 70% akcji Chitelco, głównej chilijskiej firmy telekomunikacyjnej, który finansował prawicowy dziennik El Mercurio.

W 1973 r. Chile znalazło się na równi pochyłej w kierunku totalnego chaosu. Strajki, zwłaszcza górników kopalni miedzi (głównego narodowego produktu eksportowego), paraliżowały kraj. W sierpniu 1973 r. 100 tys. kobiet protestowało w Santiago przeciw rosnącym kosztom utrzymania i brakom w sklepach. W parlamencie koalicja chadeków i nacjonalistów niemal otwarcie nawoływała armię do usunięcia Allende. Na krótko przed zamachem stanu prezydent mianował dowódcą wojsk lądowych Augusto Pinocheta, któremu ufał bardziej niż dowódcom innych formacji sił zbrojnych. Tymczasem 11 września 1973 r. to właśnie Pinochet stanął na czele puczu, wraz z dowódcami marynarki wojennej, sił powietrznych i bezpieczeństwa wewnętrznego. W ciągu kilku porannych godzin wojsko opanowało wszystkie miasta z wyjątkiem Santiago, gdzie w pałacu La Moneda Allende schronił się wraz z oddziałem swojej ochrony. Puczyści wezwali go do poddania się i dobrowolnego ustąpienia. Gwarantowali bezpieczeństwo osobiste i zgodę na opuszczenie kraju. Allende stanowczo odmówił. Wywiązała się nierówna walka, lotnictwo zbombardowało pałac prezydencki. Allende popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę z kałasznikowa. Nie ma dowodów na bezpośredni udział tajnych służb USA w puczu, ale poszlaki wskazują, że rakiety służące do odstrzelenia pałacu prezydenckiego mogły być dostarczone przez agentów wywiadu wojskowego USA (DIA).

Junta wprowadziła stan wyjątkowy, rozwiązała parlament i zdelegalizowały partie tworzące lewicową koalicję Jedności Ludowej. Wojsko aresztowało dziesiątki tysięcy zwolenników Allende. Przetrzymywano ich na Stadionie Narodowym w Santiago, który został przemieniony w obóz koncentracyjny. Wielu poddawano torturom i mordowano. Liczbę zamordowanych i tych, którzy „zniknęli” (desaparecidos) w okresie dyktatury szacuje się na 15 tys., a torturowanych na 38 tys. Wśród zabitych byli m.in. niezwykle popularny pieśniarz - balladzista Victor Jara, którego wiersze i piosenki znałem kiedyś na pamięć, ucząc się jęz. hiszpańskiego (niezapomniana „Te recuerdo Amanda”), czy funkcjonariusz sił powietrznych Alberto Bachelet - ojciec późniejszej prezydent Michelle Bachelet. Junta Pinocheta skutecznie rozprawiła się też z opozycją na wygnaniu - w zamachu w USA zginął z rąk agentów chilijskich były minister spraw zagranicznych Orlando Letelier. Pinochet rządził przez 17 lat. Ekipa cywilów popierających przewrót wprowadziła reformy ekonomiczne wg. recept amerykańskiej Szkoły Chicagowskiej - daleko posuniętą prywatyzację sektorów gospodarki, deregulację i rozluźnienie kontroli cen i płac. Zreformowano też system emerytalny, czego efektem było przyciągnięcie kapitału zagranicznego (4-krotny wzrost inwestycji zagranicznych w latach 1973-1987, w tym czasie wzrost produkcji rolnej wyniósł ponad 500%), boom gospodarczy (w latach 80-tych XX w. PKB Chile rósł najszybciej w Ameryce Płd. w tempie prawie 10% rocznie) i powiększenie klasy średniej.

Problemem było pojawienie się olbrzymich nierówności społecznych, do wybuchu społecznego nie dochodziło jednak przez wiele lat. Nie uchroniło to Chile przed dużym załamaniem gospodarczym, do którego doszło w 1982 r. Załamał się wtedy wizerunek chilijskiego cudu gospodarczego - wzrosło zadłużenie, pojawiła się hiperinflacja, bezrobocie wzrosło do 30%, zatem było 10 razy większe niż za czasów Allende. Powodem kryzysu była kompletna deregulacja gospodarki bez najmniejszej nawet interwencji państwa, chociażby w formie regulatorów rynku. Aby uratować gospodarkę Pinochet znacjonalizował większość wysoko zadłużonych przedsiębiorstw (zadłużenie największych przekraczało 14 mld. USD) i usunął z rządu ekonomistów chicagowskich, a kilku z nich oskarżył o oszustwa finansowe. Te drastyczne kroki przywróciły równowagę gospodarczą i w kolejnych latach sytuacja zaczęła się stabilizować i powrócił wzrost gospodarczy.

W 1988 r. w Chile zorganizowano plebiscyt, w którym większość społeczeństwa opowiedziała się za odejściem Pinocheta. Ustąpił on ze stanowiska w 1990 r. W pierwszych po dyktaturze wolnych wyborach zwyciężył kandydat chadecji Patricio Aylwin. W okresie tzw. przejścia do demokracji (1990-1994) utworzono Komisję Prawdy i Pojednania, która zajęła się dochodzeniem w sprawie zabójstw ofiar junty. Kiedy w 1998 r. Pinochet wyjechał do Wlk. Brytanii na operację kręgosłupa, został tam aresztowany na podstawie decyzji hiszpańskiego sędziego Garzona, który powoływał się na prawo międzynarodowe. W 2000 r. Pinochet został jednak zwolniony przez władze brytyjskie ze względów humanitarnych i wrócił do Chile. Zmarł w 2006 r. w wieku 90 lat. W jego pogrzebie uczestniczyło ponad 60 tys. ludzi. Zwolennicy Pinocheta do dziś uważają go za zbawcę narodu, stał się on zresztą jeszcze za życia idolem części polskiej prawicy katolicko-narodowej.

18 października 2019 Chilijczycy obudzili się w zupełnie innej rzeczywistości. Wystarczyła niewielka podwyżka ceny biletu metra w Santiago o 30 peso (4 centy US), by wybuchły gwałtowne starcia z policją. W szczytowym momencie protestowało na ulicach Santiago 1,2 mln. skrajnie sfrustrowanych ludzi, niszcząc większość stacji metra, paląc samochody, plądrując sklepy i centra handlowe. Niekiedy naraz maszerowało ulicami w Santiago De Chile po milion ludzi. W starciach z policją zginęło 20 osób. Co się właściwie w tym najbogatszym kraju Ameryki Płd. stało? Od przywrócenia demokracji po erze Pinocheta minęło właśnie 30 lat, kraj był dotąd synonimem sukcesu gospodarczego i zrównoważonego rozwoju, a wskaźniki wzrostu gospodarczego były najwyższe na kontynencie, PKB na mieszkańca zbliżone do Polski, korupcja nie stanowiła wielkiego problemu, a konkurencyjność gospodarki i wskaźniki wolności gospodarczej należały do najwyższych nie tylko w Ameryce Łacińskiej. Jak widać te świetne wyniki gospodarcze (w ciągu 30 lat po odejściu Pinocheta wzrost PKB w Chile wynosił 5-7% rocznie) nie mówiły wszystkiego o kondycji chilijskiego społeczeństwa, mimo iż stawało się ono coraz zamożniejsze, a współczynnik Giniego (rozwarstwienia społecznego) spadł z 57,20 (1990) do 46,6 (2017), to ten poziom na warunki europejskie był nadal społecznie nieakceptowalnie wysoki. Nowa klasa średnia stała materialnie w miejscu przez ostatnie kilka lat, zaś wąska elita krezusów finansowych wciąż się bogaciła. Górne 5% najbogatszych Chilijczyków zarabia 260 razy więcej niż dolne 5% najuboższych. 1% najbogatszych kumuluje 27% majątku narodowego, a połowa ludności żyje za 550 dol. miesięcznie, czyli niewiele powyżej płacy minimalnej (i to przy przeciętnym PKB na głowę na poziomie 16 tys. dol.!). 

Chilijczycy wyszli zatem masowo na ulice nie z powodu kryzysu, cięć budżetowych, czy bezrobocia, ale z poczucia niesprawiedliwości! System pozwala im wprawdzie uczyć się i pracować, ale kosztem ogromnych wyrzeczeń i długów do końca życia. Nie jest to pierwszy protest w ostatnich latach. W 2006 r. były masowe protesty uczniów szkół średnich, a w 2011 r. protesty studentów, które cieszyły się masowym poparciem społeczeństwa. To co widzieliśmy w 2019 r., to typowy bunt klasy średniej, pełnej aspiracji, ale przytłaczanej problemami życia codziennego, a nie protest uciśnionych mas. 30 lat po odsunięciu od władzy Pinocheta, w tym przez ostatnie 20 lat rządów socjalistów właśnie uświadomiono sobie, że mimo rządów w tym czasie lewicy i socjalistów (Aylwin i Frei byli wprawdzie chrześcijańskimi demokratami, ale kolejni prezydenci Lagos i Bachelet socjalistami) chilijski model rozwoju zdefiniowany przez Pinocheta został wprawdzie skorygowany, ale jego zręby funkcjonowały nadal, gdyż obowiązywała „pinochetowska” konstytucja. I tak w kraju, który wprowadzał kiedyś najbardziej innowacyjne systemy zabezpieczeń emerytalnych opartych na prywatnych funduszach emerytalnych (wzorowaliśmy się na nich w Polsce na początku naszej transformacji systemowej, a po latach nawet były prezydent Chile Piñera, którego brat był autorem tego systemu i który go wdrażał w 1982 r. przyznał, że reforma się nie sprawdziła, gdyż 80% emerytów dostaje emeryturę poniżej płacy minimalnej, a miała ona wynosić 70% zarobków z ostatnich 5 lat pracy) do dzisiaj nie funkcjonuje efektywny, publiczny i darmowy system edukacji, służba zdrowia jest równie niewydolna jak w Polsce: kiepska publiczna obsługuje 80% społeczeństwa, a świetna prywatna 20% najzamożniejszych. W Santiago miałem okazję rozmawiać dłużej z 66 letnią kobietą, która mimo osiągnięcia już dawno wieku emerytalnego (oficjalnie obniżonego do 60 lat, jak w Polsce) była zmuszona dalej pracować na pełnym etacie, gdyż dostawała emeryturę w wysokości całych 150 USD miesięcznie!

System podatkowy w Chile niewiele został zmieniony od czasów dyktatury Pinocheta. Udział podatków w PKB waha się w przedziale 18-20%, w UE to średnio 40%, a w USA - 30%. Możliwości redystrybucji dochodów państwa przy tak niskich przychodach podatkowych (relatywnie) są niewielkie. Taki system napędza wprawdzie gospodarkę (stąd zapewne brały się bardzo wysokie stopy wzrostu gospodarki chilijskiej za czasów dyktatury i później), ale społeczeństwo jako całość nie jest jego beneficjentem w zakresie porównywalnym do modelu kapitalizmu zachodnioeuropejskiego. To minimum cywilizacyjne, czego najwyraźniej domagała się chilijska klasa średnia to: darmowe dobra publiczne zapewnione przez państwo, takie jak edukacja, zdrowie, zabezpieczenia emerytalne i socjalne. Państwo chilijskie ze swoim, jak się do niedawna wydawało sprawnym modelem gospodarczym zostało najwyraźniej odrzucone przez Chilijczyków. To co dzisiaj z punktu widzenia teorii ekonomii możemy zaobserwować to swoista druga strona „krzywej Laffera” (pokazuje ona, że od pewnego poziomu wysokości podatków wpływy podatkowe spadają, a nie rosną). Mam wrażenie, że z drugiej strony zbyt niska stopa podatkowa (a tak było najwyraźniej do niedawna w Chile) powoduje, że państwo nie jest w stanie spełniać swoich podstawowych funkcji, a obywatele czują się we własnym państwie ludźmi drugiej kategorii, co kreuje narrację i atmosferę rewolucji społecznej. Słowo rewolucja pojawia się zresztą najczęściej w rozmowach ze zwykłymi Chilijczykami. Pomijając czysto ideologiczny aspekt dyktatury Pinocheta (jako przeciwstawienie się komunistycznej rewolucji) kluczowym jej aspektem jest zaaplikowanie recept ultraliberalnego porządku "Chicago boys" w Chile z powszechną prywatyzacją dziedzin, które wcześniej uchodziły za publiczne (edukacja, służba zdrowia, transport, zabezpieczenia emerytalne) i jego zakorzenienie na tyle silne, że po upadku dyktatury bezpieczniki ustrojowe, które wmontował do modelu państwa ustępujący pokojowo Augusto Pinochet funkcjonują praktycznie do dzisiaj! Przez ostatnie pół wieku z zaciekawieniem obserwowałem skuteczność i trwałość tych zmian, ale nie do końca zdawałem sobie sprawę z faktu, iż nawet, jeśli zgodzimy się na sensowność wielu podjętych kroków efektywnie usprawniających funkcjonowanie gospodarki, to musimy pamiętać, że nowy system po zamachu w 1973 r. wprowadzony został przemocą w sposób skrajnie niedemokratyczny. Zginęło bezpośrednio nie tylko ponad 15 tys. ludzi, ale Pinochet zawiesił wszelkie swobody demokratyczne, partie, związki zawodowe i organizacje społeczne zostały prawnie zakazane. Taki kapitalizm nie funkcjonował nawet w bismarckowskich Niemczech.

Ten straszny okres najnowszej historii Chile można dzisiaj zobaczyć w niezwykle sugestywnym muzeum pamięci i praw człowieka w Santiago, otwartym kilka lat temu przez ówczesną prezydent Bachelet (warto doprawdy zobaczyć). Bunt klasy średniej w Chile 2020 to chęć zerwania z demokracją strzeżoną (democracia guardada), zagwarantowaną konstytucją z 1980 r. Dopiero masowe protesty uliczne w Santiago i innych dużych miastach Chile w 2019 r. doprowadziły do osiągnięcia porozumienia między wszystkimi ugrupowaniami parlamentarnymi w celu opracowania i uchwalenia nowej konstytucji. W kwietniu 2020 r. miał się odbyć plebiscyt konstytucyjny, ale został przełożony na październik z powodu epidemii koronawirusa, która tak dotkliwie uderzyła w całą Amerykę Południową. Prawie 80% Chilijczyków wybrało nową konstytucję w miejsce starej, pinochetowskiej oraz zażądało, by napisali ją nowi posłowie do specjalnego zgromadzenia, które miało składać się po równo z kobiet i mężczyzn. Następnie w ciągu roku został opracowany, a następnie przegłosowany w referendum ludowym nowy tekst ustawy zasadniczej, która finalnie zakończyła erę Pinocheta: 14 lat po śmierci dyktatora! Dopiero wtedy możliwa będzie reforma państwa - nie tylko jako wzoru dla modelowo zarządzanej korporacji, ale przede wszystkim miejsca przyzwoitego życia, pracy i funkcjonowania adekwatnego dla poziomu rozwoju najlepszej gospodarki i demokracji Ameryki Płd.

Reakcje na zwycięstwo zwolenników nowej konstytucji i ostatecznego zerwania z dziedzictwem Pinocheta były absolutnie entuzjastyczne. Na ulicach Santiago przez kilka dni trwała fiesta mimo obowiązujących ograniczeń sanitarnych z powodu pandemii. Tym razem obeszło się bez przemocy i agresji, których doświadczyłem w lutym 2020 r., kiedy pierwszy raz od 3 maja 1982 r. (masowe protesty przeciwko stanowi wojennemu w Warszawie i wielu innych miastach polskich) miałem okazję przypomnieć sobie jak działa gaz łzawiący. Mało ciekawe wspomnienia... Chilijczycy tańczący masowo na ulicach, sztuczne ognie, pochodnie, klaksony, tradycyjne w Ameryce Łacińskiej tłuczenie w garnki, wyświetlany masowo na elewacjach wieżowców napis "Renace" (odrodzenie) i taki sam okrzyk skandowany prze dziesiątki tysięcy wiwatujących tłumów na ulicach: wszystko to pokazało, że w Chile wydarzyło się coś naprawdę przełomowego. To historyczny i pokoleniowy zwrot przeciwko autorytarnemu dziedzictwu dyktatury i tradycji konserwatywnej kraju. Ten bunt dojrzewał latami i nie wydarzył się tylko dlatego, że o kilka centów podniesiona została cena biletów metra. Fakt, że Chilijczycy masowo odrzucili dawną konstytucję z czasów dyktatury, mimo iż w ostatnich 3 dekadach była ona wielokrotnie zmieniana, by usunąć jej najbardziej antydemokratyczne zapisy wydawał się wskazywać, że obywatele oczekują zmiany ustroju kraju.

Znamienny był też fakt, że ludzie nie chcieli, by nowa konstytucja była pisana przez obecnych członków parlamentu, tylko przez zupełnie nowych przedstawicieli nowego zgromadzenia konstytucyjnego. To wotum nieufności dla ówczesnej klasy politycznej. Za nową konstytucją opowiedziała się zdecydowana większość ugrupowań centrolewicowej koalicji i lewicy, ale też demokraci, chrześcijańscy demokraci i socjaliści (z wyjątkiem o dziwo komunistów). Za zachowaniem obecnej konstytucji opowiadała się tylko post-pinochetowska skraja prawica (UDI) i większość prawicowej Narodowej Odnowy. Podział ten wskazywał nadal na silną polaryzację społeczną i majątkową Chilijczyków. Ci młodsi i w średnim wieku, większość kobiet, klasa średnia i niższa głosowała za nową konstytucją, głos przeciwko oddawali zwykle najbogatsi i najstarsi. Liberałowie, centryści i lewicowcy w 80-90% głosowali za nową konstytucją. Wśród osób deklarujących sympatie prawicowe za nową konstytucją było tylko 31%. Ciekawostką jest też, że w 5,5 mln Santiago (na 19 mln mieszkańców kraju) za utrzymaniem obecnej konstytucji głosowały tylko te dzielnice, gdzie mieszkają najbogatsi mieszkańcy, w tym, gdzie kiedyś mieszkał Pinochet oraz jego zwolennicy. Kluczowe kwestie, które musiała rozstrzygnąć nowa konstytucja to zasady funkcjonowania takich obszarów usług publicznych jak edukacja, służba zdrowia czy system emerytalny. Ich funkcjonowanie dyktatura Pinocheta oraz dotychczasowa konstytucja oparły na dominującym udziale kapitału prywatnego.

Inne istotne tematy poruszane w debacie publicznej przed plebiscytem w październiku 2021 r. to równouprawnienie ludności indiańskiej i jej dostęp do własności ziemi, prawa kobiet oraz uprawnienia związków zawodowych i układów zbiorowych. Klasa polityczna, od prawa do lewa, wydawała się przyjmować do wiadomości nastroje rebelii większości społeczeństwa z pokorą. Ówczesny konserwatywny prezydent Sebastian Piñera zasięgnął rady wszystkich partii politycznych. Uzgodniono zatem, że to czas na nowy początek, czyli nową konstytucję, która sprosta wyzwaniom i oczekiwaniom oraz zastąpieniem konstytucji Pinocheta z 1980 r. Po masowych i gwałtownych protestach większość sił politycznych mających reprezentację w parlamencie oraz rząd prezydenta Piñery zaproponowały instytucjonalną drogę do skanalizowania buntu społecznego poprzez proces konstytucyjny. Po wyborach do zgromadzenia konstytucyjnego w kwietniu 2021 r. (zostało ono zdominowane przez osoby spoza tradycyjnych partii politycznych, tak lewicowych, jak centrowych czy prawicowych) w ciągu 9 miesięcy powstał projekt konstytucji, która została przegłosowana w plebiscycie. Pomysł ten w referendum poparło aż 80% głosujących. Będąc wówczas w Chile i oddychając atmosferą rebelii ja też uległem przekonaniu, że Chilijczycy zagłosowali nogami, kamieniami, a w końcu kartką referendalną przeciw państwu jago megakorporacji, w której skazani są na wyścig szczurów i chcą nowego ustroju. W dodatku większość domagała się, by nową konstytucję napisali nowi ludzie, spoza establishmentu. Wybrano konwencję konstytucyjną, w której nowi delegaci mieli większość, po połowie kobiety i mężczyźni, byli w niej także dyskryminowani dotychczas tubylcy (Mapuche).

W wyborach parlamentarnych chilijska scena polityczna została wywrócona do góry nogami: Chilijczycy ukarali siły, które kierowały procesem przejścia kraju od dyktatury do demokracji. Prawica nie dysponowała już siłą potrzebną do zawetowania przepisów nowej konstytucji, podczas gdy centrolewica miała przewagę liczebną zarówno nad partiami lewicowymi niezależnymi, jak i sojuszem Szerokiego Frontu (Frente Amplio) z Partią Komunistyczną. Sytuacja była jednak bardzo labilna. W wyborach gubernatorów regionalnych, w których głosowało mniej niż 20% wyborców, tradycyjna centrolewica wygrała w 10 z 16 regionów kraju. Natomiast prawica Piñery ponownie poniosła porażkę, odnosząc tylko 1 zwycięstwo. Sojusz Frente Amplio z komunistami też nie mógł być zadowolony, gdyż przegrał w Santiago, na co liczyli jego liderzy. Przy słabej frekwencji i sondażach, które nie przewidziały wyników wyborów, nie sposób było oszacować, jaki obrót przybierze polityka w Chile w najbliższym czasie. Wybory prezydenckie odbyły się w grudniu 2021 r. równolegle z ponownymi wyborami parlamentarnymi. Ich faworytami byli kandydat prawicy Joaquin Lavin, centrolewicowa senator Yasna Provoste oraz komunista Daniel Jadue. Liczba niezdecydowanych wyborców znacznie jednak przewyższała poparcie któregokolwiek z tych kandydatów na prezydenta. Chile stanęło w obliczu największej zmiany w ciągu ostatnich 3 dekad, z osłabionym rządem, parlamentem pozbawionym zaufania obywateli, zdyskredytowanymi instytucjami demokratycznymi i wyborcami, którzy nie idą do urn.

W takich warunkach wybory prezydenckie wygrał „czarny koń” - 35-letni Gabriel Boric, były przywódca studenckiego buntu z początku drugiej dekady XXI w. Wygrał te wybory ze zdecydowaną przewagą przeciw Lavinowi (56:44). Boric został w ten sposób najmłodszym prezydentem w historii Chile. Do rządzenia krajem dobrał sobie swoich rówieśników - podobnych jak on młodych buntowników, których nie pętała pamięć dyktatury Pinocheta. Wśród 24 ministrów nowego rządu Borica znalazło się 14 kobiet, większość z członków gabinetu nie miała skończonych 40 lat, a 8 osób wywodziło się spoza tradycyjnych partii politycznych. Najbliższymi współpracownikami nowego prezydenta zostali m.in. 34-letnia minister spraw wewnętrznych, 34-letni minister d/s współpracy z parlamentem i 33-letnia rzecznik rządu - wszyscy oni aktywnie uczestniczyli w wielkim strajku studentów i młodzieży szkolnej w latach 2010-2011 i domagali się darmowej, powszechnej i publicznej edukacji w miejsce dotychczasowego modelu faworyzującego edukację prywatną i płatną. Bunt studentów przeciw systemowi kształcenia opartemu na kiepskiej edukacji publicznej dla większości oraz dobrej, ale drogiej i dla nielicznych na prywatnych uczelniach, poparło w 2011 r. 80% Chilijczyków. Na czele tamtej rebelii młodego pokolenia, które żądało cofnięcia drastycznej prywatyzacji służby zdrowia i szkolnictwa, stanęli prócz Borica tacy studenci jak Camila Vallejo czy Giorgio Jackson. Młodzi żądali równych szans w bardzo rozwarstwionym, choć demokratycznym społeczeństwie. Socjalizmu się nie domagali, raczej tego, by kapitalizm zaczął służyć społeczeństwu. Młodzi przywódcy studenckich protestów weszli jako nowa lewica do parlamentu, ale ferment rozrastał się dalej, a jego kulminacja nastąpiła właśnie w 2019 r.

By uspokoić rynki finansowe zaniepokojone rewolucyjnymi hasłami nowego rządu Boric powołał Mario Marcela jako ministra skarbu - wybitnego ekonomistę, dotychczasowego szefa banku centralnego i byłego ministra gospodarki w kolejnych rządach demokratycznych w latach 90-tych i z początku XX w. oraz ze stażem w Banku Światowym. Marcel miał pilnować dyscypliny finansowej i równowagi budżetowej rządu oraz takiej polityki, która nie naruszy podstaw gospodarki rynkowej. W wywiadzie dla BBC Boric powiedział: „Zbyt długo elity kraju żyły w swoistej bańce i patrzyły we własny pępek. My jako część tej elity mamy obowiązek przełamać ten krąg własnej wygody i dążyć do Chile, które obejmie wszystkich swoich obywateli”. Brzmiało to ładnie, ciekawe, ale niewiele z tego niestety wyszło.

Chilijski kryzys polityczny i społeczny w 2021 r. nie stracił na intensywności od czasu rewolt społecznych w 2019 r. Pandemia wymusiła przesunięcie terminu plebiscytu, w którym 80% obywateli opowiedziało się za zastąpieniem konstytucji z 1980 r. Pinocheta. Ale w tym nastroju entuzjazmu mało kto zwrócił uwagę, że konwencję konstytucyjną wybrało zaledwie 43% uprawnionych do głosowania obywateli, a 57% wyborców zostało w domach. Tymczasem konwencja uchwaliła projekt ustawy zasadniczej tak radykalny, że przestraszył się go nawet lewicowy prezydent Boric. Ogłaszała bowiem Chile państwem wielonarodowym, dawała mniejszościom autonomię i samorząd prawny, znosiła senat, w jego miejsce powoływała izbę terytorialną ludów tubylczych, nakładała na państwo obowiązek gwarantowania praw do edukacji, opieki zdrowotnej, ubezpieczeń, emerytur, mieszkań i podstawowych dóbr. Z surowego i bezwzględnego kapitalizmu Chile miało znaleźć się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wzorcem z Sèvres utopijnego socjalizmu! Projekt nowej konstytucji legalizował też aborcję i ustanawiał równouprawnienie kobiet i mężczyzn. W przeciwieństwie do ultraliberalnego ustroju odziedziczonego po Pinochecie, to, co publiczne zyskiwało ogromną przewagę nad prywatnym.

Przyjęcie projektu konstytucji przez konwencję oznaczało przechylenie wahadła ideologicznego skrajnie na lewo tak daleko jak było to tylko możliwe, a granice możliwego wyznaczała zdolność wyobrażeń członków konwencji, wybranych, jak już wcześniej wspomniałem spoza polityków politycznego mainstreamu kraju. Ich pomysły konstytucyjne oznaczały realne ryzyko wprowadzenia populistycznego ustroju, który naruszał równość obywateli wobec prawa, burzył jednolity wymiar sprawiedliwości, czy wręcz mógł doprowadzić do dezintegracji kraju i totalnej anarchii. Wielu przestrzegało przed całkowitą utopijnością zapisów draftu nowej konstytucji i związanej z tym niemożności jej wdrożenia. Ponadto bardziej przypominała ona powieść, a nie ustawę zasadniczą, składała się z aż 54 tys. słów, co przekładało się na 388 artykuły, czyli trzykrotnie więcej niż konstytucja Hiszpanii, nie wspominając już o konstytucji USA. W referendum, które miało ją ostatecznie usankcjonować, doszło do spodziewanej katastrofy. Przed plebiscytem zniesiono obowiązek głosowania zniesiony kilka lat wcześniej. Po wtóre prawicowe partie chilijskie rozpoczęły w prasie i mediach społecznościowych huraganową i bardzo agresywną kampanię za odrzuceniem nowej konstytucji, co nie było specjalnie trudne z uwagi na jej niedorzeczności. Zagrożona odwrotem od ultraliberalnego ustroju, na którym wyrosła, prawica umiejętnie wykorzystała kryjące się w niej prawdziwe i urojone obawy i niebezpieczeństwa, użyła artylerii kłamstw, demagogii i manipulacji oraz rozbudziła strach Chilijczyków, z których zdecydowana większość projektu nowej konstytucji nie przeczytała, bądź nie miała szansy zrozumieć z uwagi na jej rozwlekłość.

Ludzie mieli stracić mieszkania i oszczędności zgromadzone w prywatnych funduszach emerytalnych, a tubylcze plemiona odebrać im ich ziemie itp. Okazało się to finalnie bardzo skuteczną strategią. W plebiscycie aż 62% obywateli opowiedziało się za odrzuceniem projektu nowej konstytucji, a poparło ją, mimo, że stał za nią lewicowy rząd Gabriela Borica niewiele ponad 37%. Różnica w porównaniu z poprzednim referendum była jednak zasadnicza: frekwencja wyniosła aż 87% wszystkich Chilijczyków uprawnionych do oddania głosu! To dwa razy więcej niż było tych, którzy rok wcześniej wybierali posłów do jej napisania. Oznaczało to, że większość tych, którzy wcześniej zostawali w domach, zagłosowało przeciwko nowej konstytucji, która miała określać ramy ustrojowe nowemu demokratycznemu Chile, zrywającemu ostatecznie z dziedzictwem dyktatury Pinocheta! Klęska rządu i zwolenników nowego porządku okazała się zatem perfekcyjna. Jak można zatem logicznie wytłumaczyć tak drastyczną zmianę nastrojów społecznych w ciągu tak krótkiego okresu czasu? Wyglądało na to, że spory ustrojowe, zerwanie z dziedzictwem dyktatury, a także wizja nowego porządku angażowały aktywną w życiu publicznym i politycznym mniejszość, a większość albo nie obchodziły albo ich nie rozumiała. Gdy zaś została do tego przymuszona ponownym obowiązkiem głosowania i zbombardowana propagandową nawałnicą prawicy, która sprytnie postrzegała swoją szansę, zagłosowała przeciw. Na to zjawisko rosnącej obojętności wyborców wobec kształtu ustroju i spraw publicznych lewica nie zwróciła uwagi. To samo powtórzyło się, gdy kilka miesięcy później lewicowa władza, ale też prawicowa opozycja spróbowały reanimować proces uchwalania nowej konstytucji.

Tym razem nie puszczono go na żywioł, ale powierzono wyselekcjonowanemu gronu. Mieli ją napisać eksperci konstytucjonaliści, a przyjąć nowa, wybrana w wyborach powszechnych 51-osobowa rada konstytucyjna. W wyborach tej rady prawica powtórzyła manewr i całą kampanię wyborczą, która była prowadzona wokół spraw niemających nic wspólnego z konstytucją. Chilijczycy dostali cały populistyczny zestaw apokaliptycznych lęków sfokusowanych na trzech sprawach: rosnącej przestępczości, narkobiznesie i masowej imigracji, przede wszystkim ze zrujnowanej przez rządy lewicowych populistów Wenezueli. To wszystko były zjawiska nowe w Chile, dopiero w ostatnich latach narastające, a zarówno rządy socjalistki Bachelet i prawicowca Piñery nie poradziły sobie z nimi. Dopiero teraz tuż przed referendum konstytucyjnym prawica zaproponowała, by drastycznie się z nimi rozprawić. O konstytucji niemal nie było mowy.

4 maja 2023 r. triumf prawicy, i to tej nowej, skrajnej, rehabilitującej dyktaturę Pinocheta, był wstrząsający. Ponownie głosowało 85% upoważnionych, tyle samo, co w plebiscycie, który poprzednią konstytucję pogrzebał i niemal dwa razy więcej niż w wyborach do poprzedniej konstytuanty lub w pierwszym referendum na temat nowej konstytucji. Ultraprawicowa Partia Radykalna dostała 35% głosów i zdobyła 22 miejsca w radzie. Prawica demokratyczna – 21% i 11 mandatów, a zwolennicy lewicowej koalicji prezydenta Borica zaledwie 28% i 17 mandatów. Cała prawica dostała zatem 61% głosów i 33 mandaty w 51-osobowej radzie. Mogła zatem zrobić, co uznała za stosowne i z tej możliwości skorzystała. Z konstytucji wykluczono wymóg parytetu kobiet i mężczyzn w organach władzy, wprowadzono zapis obrony „prawa do życia tego, kto ma się urodzić (w ten sposób unieważniono ustawę sprzed 7 lat, która dopuszczała aborcję) oraz wprowadzono możliwość automatycznego wydalenia nielegalnych imigrantów. Dopuszczono także zwolnienie z więzienia skazanych za zbrodnie dyktatury Pinocheta oraz wprowadzono „indywidualną i instytucjonalną klauzulę sumienia”, co oznacza np., że apteka może odmówić sprzedaży środków antykoncepcyjnych.

Na żaden z tych zapisów nie może przystać ani lewicowa mniejszość posłów rady, ani centroprawica, która do niej nie weszła, ale była poważną siłą w parlamencie. W rezultacie nowa konstytucja przepadła z kretesem, gdyż większość Chilijczyków chciała jej odrzucenia. Przepadła zatem podobnie jak poprzednia, choć z przeciwnych powodów. Jeśli pierwsza była zbyt zawiła, rozwlekła i radykalnie lewicowa, a nawet anarchizująca, to jej kolejny projekt był prawicowo-fundamentalistyczny. Chile przez ponad pół wieku nie było w stanie poradzić sobie z nową ustawą zasadniczą. Był to dla lewicy i centrolewicy, które chciały nowego początku, absolutny cios. Dla skrajniejszej prawicy wręcz przeciwnie, gdyż nie ma ona problemu z funkcjonowaniem z konstytucją Pinocheta. Dzisiejsze Chile nie ma zatem wspólnej, choćby większościowej oceny najnowszej historii swojego kraju. Nie potrafi dogadać się co do tego, jak kraj ma wyglądać w przyszłości. Jego polityczne elity są podzielone i skłócone ideologicznie tak samo jak w 1973 r. Polityczne bieguny prawicy i lewicy, które we wcześniejszych latach zdawały się rewidować swoje ideologiczne katechizmy zarówno w odniesieniu do najnowszej historii, jak i przepisów na jej ciąg dalszy, z powrotem powróciły do okopów, a coraz większa obojętna liczba Chilijczyków huśta się między nimi na populistycznej huśtawce. Nie brzmi to dobrze jak na bilans 30 lat udanej demokratycznej transformacji po dyktaturze Pinocheta.

Było zatem kwestią czasu, że polityczne wahadło przesunie się w prawo, mało jednak ktokolwiek przypuszczał, że ten zwrot będzie miał tak bardzo radykalny charakter. Otóż wybory prezydenckie w Chile przeprowadzone 14 grudnia 2025 r. wygrał ultrakonserwatywny José Antonio Kast, w ten sposób zmaterializowało się najostrzejsze przesunięcie w prawo od czasu powrotu demokracji w 1990 r. Kast był bliski prezydentury już w 2021 r., kiedy został pokonany przez Borica. Wówczas jego stanowiska, takie jak sprzeciw wobec aborcji i egalitarnego małżeństwa czy samozadowolenie z dyktatury Pinocheta, były jeszcze powszechnie odrzucane przez Chilijczyków. Jednak 4 lata później jego obietnice walki z przestępczością i imigracją zyskały poparcie 59% wyborców w kraju nękanym bezprecedensowym wzrostem przestępczości zorganizowanej i rozczarowanym wysokimi oczekiwaniami, które rząd Borica wygenerował, ale które nie zostały spełnione. Dominującą koncepcją Kasta była koncepcja stanu wyjątkowego, szczególnie w obszarze bezpieczeństwa. Zarówno gospodarka, jak i imigracja znalazły swoje miejsce w narracji dekadentyzmu, pogorszenia jakości życia, sytuacji gospodarczej, ogólnej sytuacji społecznej w wyniku przybycia imigrantów, którzy wg. Kasta w jakiś sposób podważyć mieli bezpieczeństwo obywateli. Kast opowiedział się za legalizacją drastycznych środków, począwszy od rozszerzenia legalnej samoobrony, a skończywszy na wkroczeniu policji i wojska w celu odzyskania obszarów „zdominowanych przez narkotyki”. Z kolei nielegalną imigrację obiecał uczynić przestępstwem karnym, naciskać na masowe wydalenia i wzmocnić granice poprzez budowę „płotów i murów”.

Że to nie ma żadnego sensu wystarczy tylko spojrzeć na mapę Chile, ale okazało się najwidoczniej wystarczające, by znokautować kandydatkę lewicy Jeanette Jarę, członkinię Partii Komunistycznej Chile, do której wstąpiła mając zaledwie 14 lat!  W ten sposób zwycięstwo polityka uchodzącego za skrajnie radykalnego konserwatystę zamknęło okres dominacji skrajnej lewicy, zapoczątkowany masowymi protestami w 2019 r. To była nie tylko klasyczna w zachodnich demokracjach alternacja lewica-prawica, ale i głęboki, zdecydowany zwrot kończący czas hegemonii lewicy. Nowy prezydent obiecywał w kampanii walkę z przestępczością i zaostrzenie polityki imigracyjnej w najlepszym trumpowskim stylu, dodatkowo w bardzo skomplikowanym kontekście politycznym i geopolitycznym, naznaczonym rywalizacją między USA, starającymi się odzyskać swoje wpływy w Ameryce Łacińskiej, a Chinami, głównym partnerem handlowym Chili i większości krajów w regionie. Podczas kampanii Kast unikał wypowiadania się n/t kontrowersyjnych kwestii w kraju i za granicą, choć wykonywał przyjazne gesty w kierunku administracji Trumpa i zdecydowanie pochwalił amerykańską operację, zakończoną porwaniem i aresztowaniem Maduro w styczniu 2026 r. 

O ile słowiańsko brzmiące nazwisko Gabriela Borica mogło dziwić w państwie Ameryki Łacińskiej (Boric pochodził z chorwackiej imigracji z przełomu XIX I XX w. w czasach "gorączki złota"), o tyle Kast wywodził się z licznej i wpływowej w Chile i Argentynie diaspory niemieckiej. Jest ona obok wspólnot narodowych anglosaskiej, baskijskiej, katalońskiej czy arabskiej ważnym w Chile punktem odniesienia pielęgnowanej tradycji rodzinno-klanowej. Urodzony w 1966 r. José Antonio Kast wywodził się z rodziny, która wyemigrowała z Bawarii w 1950 r. Jego ojciec, Michael Kast, służył jako porucznik w Wehrmachcie podczas II Wojny Światowej. Mając w momencie zakończenia wojny 21 lat był żołnierzem frontowym, raczej nienazistowskim aparatczykiem. Po emigracji do Chile, gdzie Niemcy, począwszy od 1845 r. tworzyli dynamiczną społeczność, rodzina osiedliła się w Buin niedaleko Santiago, zakładając firmę produkującą kiełbasę Cecinas Bavaria.  Michael Kast, ojciec i dziadek kilku chilijskich polityków, otrzymał obywatelstwo dopiero w 1995 r. Rodzina Kasta była liczna i bardzo wpływowa: rodzice mieli dziesięcioro dzieci, z których troje zmarło. Oprócz brata ekonomisty Miguela, który był ministrem Pinocheta, prezydent Kast jest wujem polityków: posłów Pablo i Tomasa Kasta oraz senatora i ministra Felipe Kasta. Sam prezydent jest żonaty od 1991 r. i też poszedł w ślady swojego ojca: ma dziewięcioro dzieci, w tym syna José Antonio Kasta, również posła Partii Republikańskiej.

Podobnie wielodzietne jest jego rodzeństwo. Starszy brat prezydenta, ksiądz katolicki Hans Kast (ur. 1952) związany jest z ruchem szensztackim To międzynarodowy katolicki ruch maryjno-apostolski założony w Schönstatt k. Koblencji w 1914 r. w Niemczech przez ojca Kentenicha. Jego celem jest odnowa Kościoła poprzez wychowanie "nowego człowieka" w "nowej społeczności" w oparciu o Przymierze Miłości z Matką Bożą Trzykroć Przedziwną. Ksiądz Kast zyskał szacunek i uznanie jako sygnalista w jednym z największych skandali pedofilskich w chilijskim Kościele, dotyczącym ks. Fernando Karadimy – medialnego duchownego oskarżonego o molestowanie seksualne nieletnich chłopców w latach 1980–2010, a chronionego przez hierarchię kościelną, w tym kardynała Francisco Javiera Errázuriza. Ks. Hans Kast jako jeden z pierwszych w kręgach kościelnych wspierał ofiary i publicznie potępiał Karadimę, narażając się hierarchii.

Sam José Antonio Kast ukończył studia prawnicze na Papieskim Uniwersytecie Katolickim Chile, gdzie zaangażował się w działalność polityczną. W czasie studiów był związany z Ruchem Gremialistycznym (Movimiento Gremialista), konserwatywnym ruchem studenckim założonym przez Jaime Guzmana, przyszłego współautora konstytucji z 1980 r., który inspirował się ideami korporacjonalizmu, silny akcent kładąc na wartości katolickie i hierarchię społeczną. Mający korzenie w latach 60-tych XX w. gremializm sprzeciwiał się marksizmowi i promował katolicki integralizm, stając się ideologiczną podstawą dla wielu prawicowych polityków w Chile, a apogeum jego wpływów przypadło na rządy Pinocheta. Ruch ten był wtedy ściśle związany ze wspomnianymi Chicago Boys, którzy wdrażali wolnorynkowe liberalne reformy, co Kast ocenił jako klucz do rozwoju Chile. Jego starszy brat, Miguel Kast (1948-1983) był jednym z prominentnych członków tego kręgu, gdyż sprawował urząd ministra pracy, a następnie prezesem banku centralnego. W 1988 r., jeszcze jako student, José Antonio Kast pojawił się w telewizyjnym spocie nieudanej kampanii na rzecz głosowania na "Tak" podczas plebiscytu w sprawie przedłużenia rządów Pinocheta.

Jego polityczna kariera rozpoczęła się w latach 90-tych XX w. W latach 1996-2000 był radnym w rodzinnym Buin, a od 2002 do 2018 r. Sprawował mandat poselski z okręgu Santiago de Chile, początkowo z ramienia Niezależnej Unii Demokratycznej (UDI) - partii centroprawicowej o jednoznacznych korzeniach postpinochetowskich. W 2016 r. Kast opuścił UDI z powodu jej przesunięcia ku centrum, a w 2019 r. założył własną Partię Republikańską, której został liderem. Kandydował na urząd prezydencki 3-krotnie: w 2017 r. jako niezależny zajął czwarte miejsce z 7,93% głosów (sondaże dawały mu 2%), w 2021 r. pod szyldem Partii Republikańskiej, kiedy wygrał w pierwszej turze z 27,91%, ale został pokonany w drugiej przez Borica, ostatecznie w 2025 r. wybory wreszcie wygrał, a do pałacu La Moneda wprowadził się 11 marca 2026 r. Poglądy Kasta są skrajnie prawicowe, konserwatywne i populistyczne, czyli wypisz wymaluj zgodne z tym, jak powinien wyglądać modelowy fan ruchu MAGA. Z polskiego punktu widzenia mógłby być określony jako konserwatywny liberał, ale w Chile takie trochę kontradyktoryjne określenie należy do mainstreamowej polityki. Kast zawsze sprzeciwiał się aborcji, małżeństwom jednopłciowym i imigracji, proponując zamknięcie granic z Boliwią w celu walki z handlem narkotykami, a także budowę zapór antyimigracyjnych na granicach z Peru i Boliwią.   

Kast krytykował też protesty społeczne z lat 2019-2021 widząc w nich akty terroryzmu, sprzeciwiał się projektowi nowej konstytucji, choć podczas kampanii wyborczej w 2025 r. złagodził niektóre stanowiska, przyjmując perspektywę bardziej pragmatyczną. W polityce międzynarodowej wspierał Jaira Bolsonaro w Brazylii, czerpał inspiracje również od Giorgii Meloni (ale pewnie do czasu, gdy w kwietniu 2026 r. Trump publicznie spostponował Meloni za brak poparcia dla jego awanturnictwa w Zatoce Perskiej), solidaryzował się z Javierem Milei i Nayibem Bukele. Kast był znany również w Europie: wspólnie z liderami prawicy takimi jak m.in. Santiago Abascal z hiszpańskiego Vox, czy faszyzującej niemieckiej AfD podpisał Kartę Madrycką. Na kongresie Europa Viva w Madrycie, w którym brali udział reprezentanci polskiego Ruchu Narodowego, wygłosił przemówienie przedstawiając alternatywę dla Chile i Europy: "albo wolność, tożsamość i suwerenność, albo ześlig w komunizm". Jego poglądy polityczne impregnowane są silnym katolickim konserwatyzmem, sam Kast jest bowiem praktykującym katolikiem, podobnie jak jego brat, jest również członkiem wspomnianego ruchu szensztackiego, czyli katolickiego ruchu świeckich, podkreślającego maryjną pobożność i edukację duchową. Tam poznał swoją żonę. Co ciekawe, w ruch szensztacki zaangażowana była również matka jego lewicowego poprzednika Gabriela Borica.

Zwycięstwo syna żołnierza Wehrmachtu w chilijskich wyborach prezydenckich w 2025 r. wynikało z kilku kluczowych czynników, które odzwierciedlały frustrację społeczeństwa chilijskiego po kadencji Borica. Przede wszystkim bilans kadencji tego ostatniego wypadł bardzo negatywnie, objął on urząd dzięki obietnicom radykalnych reform społecznych, w tym nowej konstytucji, ale odniósł wiele spektakularnych porażek, jak dwukrotne odrzucenie projektów konstytucyjnych w plebiscytach (2022 i 2023), niska popularność (poniżej 30% w sondażach), nieradzenie sobie z kryzysami takimi jak katastrofalne pożary w Viña del Mar (2024) czy rosnąca przestępczość. Wszystko to osłabiło zaufanie do lewicy otwierając autostradę do prawicowego zwrotu. 

Co ciekawe, w Chile pojawiły się takie zjawiska jak wzrost antyimigranckich nastrojów (największa liczba uciekinierów z wenezuealańskiego "raju" Maduro trafiło do Chile), obawy przed przestępczością zorganizowaną i polaryzacja polityczna, co przypomina trendy zachodnie w takich krajach jak Francja, Niemcy czy Włochy, gdzie populistyczna prawica zyskuje na hasłach prawa i porządku. Kryzys imigracyjny w Chile znacząco nasilił się w 2021 r., stał się głównym tematem kampanii wyborczej w 2025 r. Wszystko zaczęło się od masowego napływu migrantów, głównie z Wenezueli (30,7%), Peru (16,3%), Haiti (12,5%), Kolumbii (11,4%), Boliwii (8,5%), a nawet z Argentyny (6,2%). Populacja obcokrajowców w Chile podwoiła się w ciągu zaledwie kilku lat - od ok. 800 tys. (2017) do ponad 1,6 mln (2024), co stanowiło już blisko 9% mieszkańców niespełna 20-milionowego państwa. Ten gwałtowny wzrost, początkowo postrzegany jako szansa dla gospodarki Chile, która potrzebowała siły roboczej w sektorach takich jak budownictwo, rolnictwo czy usługi, szybko przerodził się w źródło napięć społecznych. Społeczne skutki tego kryzysu były widoczne na wielu płaszczyznach: od protestów lokalnych społeczności po blokady granic i spontaniczne manifestacje antyimigranckie. 

W regionach północnych, na granicy z Boliwią i Peru, przez które zaczęły przebiegać główne szlaki migracyjne, dochodziło do spontanicznych blokad dróg i przejść granicznych przez mieszkańców obawiających się przeciążenia lokalnych usług zdrowotnych, edukacyjnych i mieszkaniowych. Sondaże opinii publicznej konsekwentnie pokazywały rosnące poczucie dystansu wobec imigrantów – aż 85% Chilijczyków deklarowało w 2024 r. negatywne lub obojętne nastawienie, argumentując to obawami przed wzrostem przestępczości, konkurencją na rynku pracy i obciążeniem systemu socjalnego. Media relacjonowały historie o obozach migrantów na pustyni Atacama, gdzie tysiące osób koczowały w prowizorycznych warunkach, czekając na legalizację pobytu.  Rząd Gabriela Borica początkowo próbował podchodzić do problemu z perspektywy lewicowego humanitaryzmu, oferując programy integracji. Jednak pod presją rosnącego niezadowolenia społecznego i eskalacji kryzysu, w 2022 r. podjął kroki w kierunku zaostrzenia polityki migracyjnej. W maju 2023 r. Boric mówił wręcz: „Niestety, wielu przybywa z zamiarem popełnienia przestępstw. Dorwiemy ich i uprzykrzymy im życie”. Jednym z kluczowych działań było rozmieszczenie sił zbrojnych na granicach północnych, co miało na celu wzmocnienie kontroli i ograniczenie nielegalnych przejść – w tym celu wprowadzono patrole wojskowe i nowe punkty kontrolne, zaczęto stosować drony. Mimo tych wysiłków chaos nie został opanowany, nielegalne przejścia graniczne nadal były powszechne, szacunkowo dziesiątki tysięcy osób rocznie przekraczało granicę omijając przejścia graniczne. 

Do tego dochodził przemyt ludzi, narkotyków i towarów, co dodatkowo komplikowało sytuację. Ten nieudany bilans stał się jednym z głównych argumentów w kampanii Kasta, który obiecywał radykalne rozwiązania, takie jak budowa murów granicznych czy deportacje. Masowa niekontrolowana imigracja, pomimo rzekomej bliskości kulturowej narodów latynoskich, skutkowała z kolei rosnącą przestępczością: wskaźnik morderstw na 100 tys. mieszkańców wzrósł z 2,32 w 2015 r. do 6,0 w 2024 r., a choć Chile pozostaje jednym z najbezpieczniejszych krajów w regionie, to wzrost porwań dzieci (868 w 2024 r.) i przemocy gangsterskiej wzbudził strach. Pod rządami lewicy poczucie braku bezpieczeństwa w Chile osiągnęło najwyższy historyczny poziom i to najprawdopodobniej była główna przyczyna jej klęski. 90,6% ankietowanych w 2025 r. uważało, że w ciągu ostatniego roku przestępczość wzrosła. W 2012 r. było to 70%. W 2022 r. 22,7% gospodarstw domowych padło ofiarą poważnego przestępstwa. Podobnie jak w Europie, obcokrajowcy są nadreprezentowani w więzieniach, jest ich tam dwa razy więcej niż wynosi ich udział w społeczeństwie, zaś sama liczba uwięzionych cudzoziemców podwoiła się w latach 2020-2025. Dominowali obywatele Wenezueli (26%), a inne liczne narodowości to Kolumbijczycy, Peruwiańczycy i Haitańczycy. Nadreprezentacja ta była szczególnie widoczna w kategorii przestępstw zorganizowanych, takich jak handel narkotykami, porwania czy działalność gangów międzynarodowych. System więzienny w Chile od lat jest przepełniony, a wskaźnik osadzonych na 100 tys. mieszkańców wynosił w 2025 r. ok. 314, co plasuje kraj w czołówce Ameryki Płd. Za rządów Borica w Chile pojawiły się całkowicie nowe formy przestępczości. Od 2022 r. gangi latynoskie rozszerzały działalność w Chile angażując się w handel ludźmi, narkotykami i wymuszenia, co zmieniło krajobraz przestępczości – z lokalnej na transnarodową, stając się symbolem niekontrolowanej migracji. Wenezuelski brutalny gang więzienny „Tren de Aragua” ma nawet swoje „domy tortur” (w samym Santiago odkryto ich 17), służące do sprawowania kontroli na diasporach, prostytucji i przetrzymywania ofiar porwań. 

Poza problemami z przestępczością i bezpieczeństwem obywateli istotną rolę w zwycięstwie Kasta odegrała pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju, stając się symbolem nieudanych reform rządów lewicowych i tęsknotą za stabilnością z czasów modelu wolnorynkowego Pinocheta. Boric, obejmując swój urząd w 2022 r., zapowiadał radykalny zwrot w polityce gospodarczej po tym jak w 2022 r. inflacja wzrosła do 13,1% w 2022, wzrost PKB był anemiczny (średnio 1,5-2% rocznie, z prognozą 2,3% na 2025 r.), a inwestycje zagraniczne spadły o 20% w porównaniu do poprzedniej dekady, częściowo przez niepewność regulacyjną i nieudane referenda konstytucyjne. Krytycy oskarżali rząd Borica o fiskalną nieodpowiedzialność, w tym emisję obligacji na pokrycie deficytu osiągającego 3% PKB (w tym samym okresie deficyt budżetowy Polski stale przekraczał 6% PKB…), co osłabiło peso i zwiększyło zadłużenie publiczne do 40% PKB (w Polsce dług publiczny w 2026 r. przekroczył 60% PKB). Z kolei Kast prezentował odwrotną wizję, gloryfikując okres lat 1985-2015 jako chilijskie złote 30-lecie (na wzór „trente glorieuses” we Francji w 30-leciu po II Wojnie Światowej), kiedy to reformy rynkowe Pinocheta doprowadziły do średniego wzrostu PKB na poziomie 5-6% rocznie, redukcji ubóstwa z 45% do 8%, czyniąc Chile najbogatszym krajem Ameryki Łacińskiej per capita. Kast obiecywał powrót do tych zasad: deregulację, cięcia podatkowe dla biznesu, promocję inwestycji w surowce takie jak lit i miedź i walkę z biurokracją. Zatem kontrast między tymi narracjami – rewolucją Borica a stabilnością Kasta – przesądził o prawicowym zwrocie. 

Dodatkowo na wyniki głosowania przełożyły się różnice regionalne. Dotknięta kryzysem migracyjnym północ Chile masowo poparła Kasta, widząc w jego obietnicach zaostrzenia kontroli granicznej i deportacji rozwiązanie dla lokalnych napięć społecznych i obciążenia infrastruktury. Południe, naznaczone trwającymi od lat konfliktami w Araukanii z domagającą się autonomii ludnością Mapuche (skutkującymi atakami na farmy, autostrady i starciami z policją), również zwróciło się w kierunku twardej retoryki Kasta o terroryzmie. Peryferie Santiago, dzielnice robotnicze i uboższe stolicy, tradycyjnie najbardziej lewicowe, tym razem masowo przeszły na stronę „prawa i porządku”, odrzucając lewicę jako niezdolną do zapewnienia bezpieczeństwa. Klasy niższe i średnie, zmęczone chaosem społecznym, zagłosowały na prawicę, co potwierdza zwycięstwo Kasta we wszystkich 16 regionach kraju, z wyjątkiem głosów z zagranicy, gdzie wygrała komunistka Jara. To przesunięcie podkreśliło, jak kwestie bezpieczeństwa i stabilności przesłoniły tradycyjne podziały ideologiczne, czyniąc z wyborów w 2025 r. punkt zwrotny w chilijskiej polityce. Również sam wybór kandydata lewicy (Jeannette Jara, b. minister pracy w rządzie Borica była członkiem Partii Komunistycznej) kontrastował z umiarkowaną centrolewicą czterech pierwszych prezydentów po Pinochecie (Aylwin, Frei, Lagos byli chadekami, a Bachelet socjalistką). Radykalny profil Jary odstraszył wyborców, wzmacniając polaryzację i umożliwiając Kastowi mobilizację prawicowego elektoratu za pomocą haseł antykomunistycznych. To wszystko pozwoliło Kastowi wygrać z miażdżącą przewagą. 

Jest pewna ciekawostka w wyborach prezydenckich w Chile w 2025 r. O ile w 2021 r. Kast był kandydatem całej ideowej prawicy, to w pierwszej turze wyborów w 2025 r. miał konkurenta po prawej stronie. Był nim Johannes Kaiser (inny potomek Niemców, którzy uciekli do Chile po dojściu Hitlera do władzy), paleolibertarianin, konserwatysta społeczny i monarchista, na którego głosowało aż 13,94% wyborców, uplasował się on za Kastem (23,93%), populistycznym niezależnym kandydatem z elementami prawicowymi Franco Parisim (19,71%), a przed kandydatką klasycznej centroprawicy Evelyn metthei (12,47%). W drugiej turze oczywiście poparł on Kasta. Urodzony w 1976 r. Kaiser, był posłem Partii Republikańskiej, a następnie Narodowej Partii Libertariańskiej, znany jest z kontrowersyjnych dla mainstreamu poglądów, w tym krytyki feminizmu i obrony tradycyjnych wartości. Jego program wyborczy opierał się na libertariańskich zasadach: wolności indywidualnej, redukcji roli państwa, walce z korupcją i biurokracją, zaostrzeniu polityki karnej wobec przestępczości (w tym migracyjnej) oraz promocji wolnego rynku. Kaiser krytykował establishment prawicy, w tym Kasta, za zbytnie umiarkowanie. To złudzenia przypomina to retorykę Grzegorza Brauna w Polsce…

To prawda, że między pierwszą turą w 2021 roku a wyborami w 2025 roku Kast zaliczył zauważalne przesunięcie z konsekwentnej, radykalnej prawicy ku centrum. Częściowo wynikało to z pragmatycznych powodów – jako „więzień logiki demokratycznej” musiał zabiegać o umiarkowany elektorat. Przyjął m.in. dziewięciopunktowe ultimatum centroprawicowego kandydata Sebastiana Sichela, który w zamian za poparcie w drugiej turze w 2021 roku przestawił mu cyrograf zawierający postulaty zawierające elementy agendy feministycznej, LGBT, klimatyzmu, sanitaryzmu etc. Inną kontrowersyjną decyzję stanowiło przystąpienie do paktu konstytucyjnego zainicjowanego przez Borica i Piñerę po rewolcie w 2019 r., który Kast początkowo ostro krytykował jako „kapitulację wobec lewicy”, odmawiając w nim udziału. Jednak po odrzuceniu lewicowego projektu konstytucji w 2022 r., partia Kasta aktywnie zaangażowała się w drugi proces konstytucyjny w 2023 r., dominując w radzie konstytucyjnej z 22 na 50 mandatów i proponując konserwatywny projekt konstytucji, ostatecznie odrzucony w grudniu 2023 roku (55% przeciw). Akceptacja instytucjonalnego dialogu i kompromisu zostały odebrane przez jego twardy elektorat jako zdrada ideałów na rzecz pragmatyzmu politycznego, co przyczyniło się do pojawienia się rywali jak Kaiser. Dochodzi do tego kwestia historyczna zogniskowana wokół dziedzictwa generała Pinocheta. O ile Kast zaczął niuansować swoje stanowisko idąc śladami centroprawicowych UDI i prezydenta Piñery, to Kaiser go bezwarunkowo bronił i prowokacyjnie proponował postawienie Pinochetowi pomnika naprzeciwko pomnika Allende oraz amnestię dla skazanych wojskowych z lat 1973–1990.

Widać zatem wyraźnie, że Ameryka Łacińska odwraca się od lewicy, ale w inny sposób niż w poprzednich cyklach politycznych. Tym razem dominuje „milejo-bukelizm”, czyli prawica określana jako populistyczna i autorytarna, mająca za wzór Javiera Milei z Argentyny i Nayiba Bukele z Salwadoru, a nawet wcześniejszego prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro. To prawica skupiająca się na twardym latynoskim antykomunizmie, walce z przestępczością, liberalizacji gospodarki i zaostrzaniu polityki migracyjnej, którą można określić jako MAGA latynoska. To właśnie Kast stał się ważnym regionalnym sojusznikiem Trumpa, który pogratulował mu po jego zwycięstwie i od razu zaprosił na szczyt w Miami. Warto zatem trzymać kciuki za Chile z uwagi na brak racjonalnej alternatywy i śledzić, co dzieje się w tym wyjątkowo pięknym i atrakcyjnym turystycznie kraju. A jest czym się zachwycać. Chile rozciąga się na długości ponad 5 tys. km z północy na południe. Na północy koniecznie trzeba zobaczyć pustynię Atacama, z jej licznymi wulkanami, gejzerami i krajobrazem księżycowym. Na południu w Patagonii zachwyca niesamowity park narodowy Torres del Paine z majestatycznymi szczytami i lodowcami. Bardzo ciekawym miejscem na końcu kontynentu jest Punta Arenas i Cieśnina Magellana. Są miejsca na końcu świata, po przeciwnej stronie Forte Bulles nad Cieśniną Magellana, gdzie Pinochet internował swoich przeciwników (niestety nie do zwiedzania). Warto spędzić kilka dni w Santiago i okolicach odwiedzając liczne winiarnie. Wino chilijskie generalnie zaliczam do najlepszych na świecie. Jakby tego było mało jest jeszcze absolutna perełka: oddalona prawie 5 godz. lotu od Santiago Wyspa Wielkanocna. Ani zdjęcia, ani najpiękniejsze opowieści nie są w stanie oddać tajemniczego piękna i atmosfery tej unikalnej wyspy, która nadal prowokuje naukowców z całego świata do formułowania kolejnych teorii o tym, jak było możliwe, by starożytne, niewielkie cywilizacje wybudowały potężne, skalne kolosy na niewielkim punkciku w środku Oceanu Spokojnego. Jeśli ktoś może (niestety nie jest tanio) się tam dostać gwarantuję, że nie będzie żałował.



Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Komentarze


O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt

©2019 by Traveling Economist. Proudly created with Wix.com

bottom of page