top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Brazylia

Zaktualizowano: 10 maj 2022

Brazylia jest prawdziwym gigantem gospodarczym, krajem który sukcesywnie wzmacnia swoją gospodarkę, mimo różnych wolt dokonywanych przez wybory polityczne sięgające od skrajnych lewicowych populistów do ekstremalnej prawicy. Przed przybyciem pierwszych portugalskich kolonizatorów, obszar dzisiejszej Brazylii zamieszkiwały wędrowne plemiona indiańskie. Nie stworzyły one jednak bardziej rozwiniętej kultury. Pierwsi Portugalczycy dotarli do wybrzeży Brazylii w 1500 r. pod dowództwem Pedra Alvareza Cabrala. Głównym artykułem handlowym stało się wówczas drzewo pau de brasil (brezylka brazylijska). Od nazwy tego drzewa powstała wówczas obecna nazwa kraju. Początkowo Portugalczycy zakładali jedynie faktorie dla robotników ścinających drzewa, dopiero w 1532 r. założono stałą osadę portugalską i rozpoczęto właściwą kolonizację i ekspansję w głąb kontynentu. Zakładano też wielkie plantacje trzciny cukrowej, a do pracy zmuszano miejscowych Indian. Polowania na tubylców, handel ludźmi i niszczenie indiańskich wiosek były na porządku dziennym. Od XVII w. do pracy na plantacjach zaczęto także przywozić niewolników murzyńskich. Proces ten nasilił się pod koniec XVII w., gdy w regionie Minas Gerais odkryto złoża złota, a później także diamenty. Do prac wydobywczych zmuszano masowo sprowadzanych z Afryki niewolników. Gorączka poszukiwawcza stopniowo wygasła i pod koniec XVIII w. większość górniczych osad w głębi kraju opustoszała. W 1807 r. portugalska rodzina królewska ratowała się ucieczką do swojej brazylijskiej kolonii, gdyż Portugalia znajdowała się wówczas pod okupacją francusko-hiszpańską. Dzięki eskorcie brytyjskiej floty cała dynastia Bragança bezpiecznie dotarła do Rio de Janeiro. Od tego momentu miasto stało się faktycznie zamorską stolicą Portugalii. Rezydował tam cały dwór królewski z królową Marią I i jej synem - księciem João VI (regentem od 1799 r.). Kiedy w 1815 r. Napoleon Bonaparte poniósł ostateczna klęskę pod Waterloo, pojawiły się głosy zachęcające portugalską dynastię do powrotu do kraju. João VI nie był jednak przekonany do tego pomysłu. Bardziej odpowiadało mu Rio, gdzie monarchia cieszyła się większą popularnością niż w rodzimej Portugalii. Dodatkowo władca miał na brazylijskiej ziemi zdecydowanie większą swobodę działań niż w Europie. Aby uciąć wszystkie zarzuty dotyczące rządzenia Portugalią z terenu kolonii, João VI proklamował w grudniu 1815 r. utworzenie Zjednoczonego Królestwa Portugalii, Brazylii i Algarve. Ogłoszona przez regenta decyzja została przyjęta w Brazylii z ogromną radością, wręcz z euforią. Mieszkańcy kraju kawy stali się od tego momentu pełnoprawnymi Portugalczykami. Równocześnie Brazylia nie musiała już podlegać interesom metropolii, ponieważ miała status równoprawnego królestwa. W 1816 r. zmarła królowa Maria. Regent João VI został jej następcą. Sytuacja uległa zmianie w 1820 r., kiedy w portugalskiej metropolii doszło do rewolucji liberalnej. W jej wyniku João VI był zmuszony powrócić do Europy, aby zmierzyć się z żądaniami rewolucjonistów domagających się przywrócenia zwierzchności Portugalii nad terytoriami zamorskimi. Główny nacisk kładziono właśnie na Brazylię. Te wydarzenia zmusiły króla do pozostawienia w Rio swojego syna Pedro, który od tego momentu pełnił funkcję regenta i przyszłego następcy tronu. Decyzje João VI mocno zaniepokoiły brazylijskie elity. Widmo rekolonizacji i utraty rzeczywistej kontroli nad krajem było katalizatorem przyszłych działań niepodległościowych. Skuteczna walka południowoamerykańskich kolonii pod przewodnictwem Boliwara, które rzuciły wyzwanie Hiszpanom, wznieciła również chęć walki u Brazylijczyków. Koncepcja całkowitej suwerenności cieszyła się ogromnym poparciem miejscowej ludności. W przeciwieństwie do hiszpańskich kolonii Brazylia była stabilnym krajem, w którym następował szybki rozwój gospodarczy. Dodatkowo mieszkańcy cieszyli się większą wolnością słowa i swobodami obywatelskimi. Wszystkie te czynniki mocno działały na wyobraźnię Brazylijczyków. Od tej pory niepodległość wydawała się na wyciągnięcie ręki. Pojawiły się jednak poważne problemy. Utworzony w wyniku rewolucji liberalnej portugalski parlament (Kortezy) za wszelką cenę chciał zdławić niepodległościowe dążenia Brazylijczyków. 30 września 1821 r. Brazylia ponownie została wcielona do Portugalii jako podległe terytorium zamorskie. W obliczu tych wydarzeń najsilniejsze brazylijskie stronnictwa polityczne połączyły siły, aby kraj stał się w pełni niepodległy i suwerenny. Przywódcy stronnictw zyskali poparcie Marii, żony regenta Pedro. Namówiła ona męża, aby pozostał w Brazylii. Kiedy w styczniu 1822 r. portugalski następca tronu odmówił powrotu do Europy, wszystko zmierzało do otwartego konfliktu między Lizboną a Rio de Janeiro. Kortezy pozbawiły Pedro tytułu regenta. Wtedy Pedro we wrześniu 1822 r. ogłosił nad rzeką Ipiranga niepodległość Brazylii. Miesiąc później został ogłoszony cesarzem Brazylii, a następnie koronowany jako Pedro I. Oficjalnie oświadczył, że w razie powrotu ojca zrzeknie się tronu na jego rzecz. W kraju dochodziło do regularnych starć między Brazylijczykami i armią portugalską. W listopadzie 1823 r. skapitulował ostatni garnizon Portugalczyków, a w sierpniu 1825 r. Lizbona uznała niepodległość Brazylii. Rząd Portugalii nie miał zresztą innego wyjścia – w przeciwnym razie nie mógłby liczyć na poprawne wzajemne relacje handlowe.

Przyjęty przez Pedro I tytuł cesarza Brazylii miał dowodzić, że władca odrzuca „stare rządy" skupione wokół dynastii i chce budować nowoczesne państwo. Cesarz miał również za zadanie zjednoczenie Rio de Janeiro, określanego mianem kosmopolitycznej metropolii, ze zdecydowanie bardziej konserwatywną i patriarchalną resztą Brazylii. Zagorzali zwolennicy Pedro I oczekiwali, że cesarz wprowadzi system rządów oparty na monarchii konstytucyjnej. Z kolei członkowie Partii Portugalskiej, w której skład wchodzili przedstawiciele burżuazji, urzędnicy i rodziny portugalskich kolonizatorów, widzieli przyszłość Brazylii jako monarchii absolutnej. Cesarz, który we wcześniejszym okresie wyrażał przywiązanie do liberalizmu, postanowił wykonać gwałtowny zwrot w kierunku rządów absolutnych. Tę decyzję tłumaczono jako niezbędną do utrzymania stabilności państwa. W 1823 r. doszło do rozwiązania brazylijskiego parlamentu, a w 1824 r. Pedro I ogłosił konstytucję, która jemu jako cesarzowi nadawała pełnię władzy. Od tej chwili Brazylia miała być konserwatywną, scentralizowaną monarchią. Powołano dwuizbowy parlament, jednak to cesarz miał decydujące słowo. Dysponował prawem weta w każdej kwestii. Kroki podjęte przez cesarza doprowadziły do wzrostu napięć w Brazylii. Cieszący się do tej pory ogromnym zaufaniem społeczeństwa Pedro I musiał się zmierzyć z narastającym niezadowoleniem poddanych. Jeszcze w 1824 r. w północno-wschodniej Brazylii wybuchła rewolta, w wyniku której proklamowano Konfederację Ekwatorską. Aby zapobiec intensyfikacji dążeń separatystycznych, siły rządowe spacyfikowały buntowników. Przedstawiciele arystokracji interweniowali u cesarza, kiedy samozwańcze władze Konfederacji zapowiedziały zniesienie niewolnictwa w ciągu trzech lat. W 1825 r. doszło do kolejnej rebelii, tym razem na terenie prowincji cisplatańskiej. Dzięki poparciu ze strony Zjednoczonych Prowincji La Platy (będących w rzeczywistości państwem argentyńskim) Cisplatania uzyskała niepodległość. Doprowadziło to do wybuchu wojny między Brazylią i Argentyną. Konflikt nazywany wojną cisplatańską trwał 500 dni i mocno nadwerężył brazylijską gospodarkę. Pedro I był zmuszony uznać niepodległość prowincji, która od tego momentu przyjęła nazwę Urugwaj. Problemy nie pozwalały Pedro I złapać oddechu. W 1826 r. zmarł król João VI. Brazylijski cesarz został więc następcą portugalskiego tronu. Zgodnie z przyjętą numeracją stał się Pedro IV. Wydarzenia te były początkiem zagmatwanej historii, której scenariusz przypominał jedną z południowoamerykańskich telenowel końca XX w. Cesarz i król w jednej osobie nie zamierzał opuszczać Brazylii i w 1826 r. zrzekł się tronu portugalskiej metropolii na rzecz swojej siedmioletniej córki Marii II. Na regentkę została wyznaczona siostra cesarza Isabel Maria. Z kolei brat Pedro I - Miguel, otrzymał zapewnienie, że obejmie portugalski tron, jeżeli zaakceptuje liberalną konstytucję Portugalii i zaręczy się ze swoją bratanicą Marią. Jednak po przybyciu nad Tag w 1828 r. Miguel sam ogłosił się regentem, a później królem. Portugalczycy okrzyknęli go uzurpatorem. Zdrada ze strony brata mocno dotknęła Pedro, który chciał ponownie osadzić swoją córkę na portugalskim tronie. Chaos związany z walką o koronę Portugalii sprawiła, że Pedro I musiał się zmierzyć z niechęcią Brazylijczyków. Uwikłanie w sprawy metropolii drastycznie osłabiło poparcie dla monarchy. Kolejny cios stanowiło oskarżenie cesarza o fatalne zarządzanie finansami państwa. Nastąpił niekontrolowany wzrost inflacji i zadłużenia. Zupełną porażką była reforma walutowa, w ramach której złoto i srebro próbowano zastąpić papierowym pieniądzem. Społeczeństwo zaczęło narzekać na rosnące koszty życia. Załamała się produkcja tytoniu, skór, kawy, kakao i bawełny, będąca dotychczas wizytówką Brazylii. Za kontrolę rynku w dużej mierze odpowiadali Portugalczycy, co przekładało się na niechęć, jaką Brazylijczycy żywili wobec Lizbony i samego cesarza. Zwolennicy monarchii absolutnej zmieniali poglądy i wybierali liberalną ścieżkę. Armia, dla której dowódcy portugalscy byli głównymi winowajcami porażki w wojnie z Argentyną, coraz bardziej nieufnie patrzyli na cesarza Pedro I. Władca nie potrafił wyciągnąć kraju z potężnego kryzysu. Zdecydował się abdykować i przekazać koronę swojemu 5-letniemu synowi Pedro II. Opiekę nad przyszłym cesarzem Brazylii sprawował José Bonifácio de Andrada. W 1831 r. pierwszy brazylijski cesarz Pedro I ostatecznie abdykował. Mimo wyznaczenia regenta w osobie de Andrady kraj pogrążał się dalej w chaosie. Była para cesarska udała się do Wlk. Brytanii. Licząc na pomoc Londynu, Pedro chciał zorganizować wyprawę wojenną nad Tag, aby pozbawić władzy brata uzurpatora. Po trwającej trzy lata wojnie domowej w 1834 r. Miguel Uzurpator abdykował i został wygnany z Portugalii. Małżeństwo Marii z bratem ojca zostało anulowane, a ona sama odzyskała wyłączne prawo do korony. Batalia o władzę mocno jednak osłabiła Pedro. Cztery miesiące po zwycięstwie nad bratem pierwszy cesarz Brazylii zmarł, mając zaledwie 35 lat. W Portugalii Pedro I nazywany był Królem-Żołnierzem ze względu na swoje zamiłowanie do pola walki. Historycy są podzieleni w ocenie brazylijskiego cesarza. Jedni podkreślają, że nie miał zdolności, które czyniłyby go odpowiednią osobą do rządzenia państwem. Schyłek jego rządów uznawany jest za jeden z najcięższych momentów w historii Brazylii. Jednak bez determinacji Pedro I zamorska kolonia jeszcze przez długie lata nie byłaby w stanie uzyskać niepodległości. Perypetie związane z rozgrywkami dynastycznymi negatywnie wpłynęły na ocenę przez cesarza rzeczywistej sytuacji w Brazylii, ale jego osoba pozostaje kluczową postacią dla historii niepodległości tego kraju. W przeciwieństwie do swojego ojca cesarz Pedro II rządził Brazylią przez blisko 50 lat. Pełnię władzy uzyskał w 1840 r., mając zaledwie 15 lat. Decyzja ta została podjęta przez parlament Brazylii. Przez cały okres sprawowania władzy zwracał szczególną uwagę na rozwój gospodarczy kraju. Jego flagowym hasłem było: „Uniaõ e Industria" (unia i przemysł). To za jego panowania powstały w Brazylii pierwsze utwardzone drogi oraz solidne linie kolejowe. W polityce zagranicznej Pedro II doprowadził do militarnych konfrontacji z Argentyną, Urugwajem i Paragwajem. Wojny toczyły się w latach 1851–1870. Dwie pierwsze zakończyły się pełnym sukcesem Brazylii. Brazylijczycy wywalczyli sobie dostęp do delty La Platy i obalili argentyńskiego dyktatora Juana Manuela Rosasa. Ostatnia z batalii nie była już tak udana. Konflikt rozpoczęty w 1864 r. doprowadził do starć zarówno z Urugwajem, jak i Paragwajem. Wyniszczająca i długotrwała wojna nie była dla żadnej ze stron zwycięska. Pedro II zapisał się w historii jako ten, który wykonał pierwszy krok w kierunku zniesienia niewolnictwa w Brazylii. Ostatecznie zakaz niewolnictwa wprowadzono w 1888 r., czyli zaledwie rok przed zamachem stanu, w wyniku którego cesarz musiał ustąpić z tronu. Pedro II miał wyjątkowo nowoczesny pogląd na świat. Popierał rewolucję przemysłową, która dotarła również do Brazylii. Mimo dużego grona zwolenników cesarz miał też twardą opozycję, reprezentowaną przez część społeczeństwa o mocno konserwatywnych poglądach. Wzajemne tarcia między monarchą a opozycjonistami doprowadziły w końcu do jego abdykacji w 1889 r. Pedro II został zmuszony do opuszczenia Brazylii wraz z rodziną. Upadek brazylijskiego cesarstwa był efektem zaangażowania wojska w przewrót. To właśnie armia odegrała największą rolę w obaleniu Pedro II i proklamowaniu republiki. Jako główną przyczynę upadku cesarza wymienia się likwidację systemu niewolnictwa. Zwrócenie wolności wszystkim brazylijskim niewolnikom było końcem przydatności władzy cesarskiej, która odpowiadała za utrzymanie starego porządku. Przywódca zamachu stanu, marszałek Manuel Deodoro da Fonseca, został pierwszym prezydentem Republiki Brazylii. Zapoczątkował reformy mające na celu zniesienie symboli dawnego ładu. Zrezygnowano z tytułów szlacheckich, dokonano rozdziału kościoła od państwa. Katolickie święta zostały zastąpione państwowymi, aby podkreślić ważne wydarzenia historyczne. Ogłoszona w 1891 r. konstytucja zawierała elementy, które nie miały prawa istnieć w czasach cesarstwa: federacyjny charakter państwa, kontrolę konstytucyjności prawa przez sądy oraz system rządów prezydenckich. Ogromny wpływ na pierwsze rządy republikańskie mieli właściciele ziemscy. W rzeczywistości rządy dynastyczne zostały zamienione na oligarchiczny porządek. Od tego momentu największe wpływy w Brazylii posiadali przedstawiciele dwóch stanów: Saõ Paulo i Minas Gerais. Wszystko dzięki przodownictwu w produkcji kawy i mleka. Znaczenie tych dwóch produktów było tak ogromne, że powstał tzw. sojusz kawy z mlekiem. Prezydent zawsze popierał oligarchów reprezentujących stany Saõ Paulo i Minas Gerais. Dzięki temu mógł liczyć na ich wsparcie, bez których aprobaty nie można było w praktyce kierować państwem. Historia dwóch brazylijskich cesarzy z dynastii Bragança pokazuje trudny okres walki o niepodległość, w którym determinacja i poczucie własnej tożsamości zwyciężyły w starciu z kolonialną potęgą. Czasy cesarstwa to także typowe dla tego ustroju problemy wewnętrzne, spośród których na pierwszy plan wysuwa się niewolnictwo i spory dynastyczne. Pedro II, ostatni władca Brazylii, stawiając na szali istnienie cesarstwa, zdecydował się na podjęcie kroków w celu zniesienia niewolnictwa. Gest, dzięki któremu tysiące niewolników pracujących na plantacjach odzyskało wolność, kosztował go utratę korony i przymusową podróż do Europy.

Pierwsi Polacy przybyli do Brazylii w XVII w. W ciągu kolejnych stuleci osiedliło się wielu walczących w powstaniach listopadowym i styczniowym. Brali oni też udział w walkach o niepodleglość Brazylii. Również przebywało tu wielu polskich badaczy i naukowców, m.in. Edmund Strzelecki, prowadzący badania przyrodnicze. Polacy w Brazylii zasłużyli się nie tylko w rozwoju nauki, ale także przy budowie kolei i portów. Ze wszystkich trzech ówczesnych zaborów przybywali do Brazylii Polacy, całymi rodzinami, w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. Największa fala tej zarobkowej emigracji przypadła na drugą połowę XIX w., kiedy to rozpoczęła się gorączka poszukiwania złota i diamentów. Obecnie Polonia brazylijska liczy około 800 tys., największa liczba naszych rodaków mieszka w Kurytybie.

W 1929 r. wskutek ogólnoświatowego kryzysu upadł rynek kawy. Doprowadziło to do niepokojów społecznych i wystąpień przeciw władzy. W 1930 r. dokonano wojskowego przewrotu. Władze w kraju objął Getúlio Vargas, wprowadzając przy pomocy wojska rządy dyktatorskie oparte na faszystowskim reżimie. W latach 50-tych XX w. po przejęciu prezydentury przez Juscelino Kubitschka, nastąpił stopniowy powrót do demokracji oraz rozwój gospodarki kraju. Przeniesiono wówczas stolicę z Rio de Janeiro do nowo wybudowanej w głębi lądu Brasilii, co miało zapewnić rozwój ekonomiczno-społeczny tej części kraju. Jednak wysokie zagraniczne zadłużenie i bardzo duża inflacja spowodowały kolejny kryzys rządowy i kolejny zamach stanu w 1964 r. Reżim szeroko zastosował represje polityczne względem swoich przeciwników politycznych, w tym artystów i dziennikarzy. W opozycji przeciw rządom wojskowym doszło do powstania zbrojnych ruchów partyzanckich. Rząd Brazylii postanowił w ramach operacji Kondor wyeliminować także opozycję na emigracji. Pomimo brutalności i metod zbliżonych do totalitaryzmu, system na początku lat 70-tych zdobył poparcie sporego grona Brazylijczyków ze względu na ówczesny boom gospodarczy. Lata dyktatorskiej władzy skutecznie jednak zniechęciły społeczeństwo. Mimo rozbicia wojsk partyzanckich, rząd kontynuował politykę represji, wcześniej uzasadnioną walką z rebelią). W obliczu narastającego kryzysu społecznego i serii porażek gospodarczych rządu generał Geisel zgodził się na pewną liberalizację życia publicznego, w 1979 r. wprowadził on ustawę o amnestii, która zapoczątkowała mozolny powrót do demokracji w okresie dekady lat 80-tych. Dopiero w 1989 r. przeprowadzono prezydenckie wybory powszechne.

W latach 1980-1998 Brazylia borykała się z olbrzymią stopą inflacji, w niektórych latach jej wartość przekraczała poziom 2000% . Wybrany w 1992 r. na prezydenta Itamar Franco oraz jego minister finansów Cardoso zapoczątkowali okres znaczących reform znanych jako Plano Real. Plan ten miał na celu zmniejszenie deficytu bilansu obrotów bieżących, jak również stabilizację gospodarki brazylijskiej. Najważniejszym zadaniem było utrzymanie stałego tempa wzrostu oraz uzyskanie nowych miejsc pracy, czemu służyć miało stworzenie dogodnych warunków dla bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Działania podejmowane w ramach „Plano Real” sprawiły, że w 1996 r. inflacja spadła do około 16%, a w 1997 r. – do około 7%. Poza polityką antyinflacyjną rządzący starali się wprowadzić reformy rynkowe zgodnie z zasadami konsensusu waszyngtońskiego. Ograniczyli zatem taryfy importowe i pozataryfowe bariery otwierając w ten sposób gospodarkę na świat. Skutkiem polityki otwarcia był wzrost importu. Według danych Banku Światowego import dóbr i usług jako procent PKB wzrósł z poziomu 7% w 1990 r. do 15% w 2001 r. Natomiast w eksporcie nastąpił spadek spowodowany niekonkurencyjnością brazylijskich produktów. Eksport dóbr i usług jako procent PKB spadał sukcesywnie z poziomu 11% (1992) do niecałych 7% (1996). Najlepszym przykładem niekonkurencyjności brazylijskiej gospodarki był sektor komputerowy – ostatni chroniony sektor rodzimego rynku. Niestety jego otwarcie sprawiło, że branża niemal przestała istnieć. Pozytywnym przykładem prywatyzacji i restrukturyzacji w latach 90-tych XX w. był producent samolotów Embraer. Kilka lat po prywatyzacji Embraer odzyskał rentowność, a obecnie jest jednym z liderów w segmencie cywilnych samolotów, odnosząc globalny sukces. Otwarcie gospodarki brazylijskiej związane było również z utworzeniem w marcu 1991 r. Wspólnego Rynku Południa (Mercosul), łączącego rynki Brazylii, Argentyny, Paragwaju i Urugwaju. Początkowo zacieśnianie oraz formalizowanie współpracy między Argentyną i Brazylią przebiegało z trudnościami. Proces ten toczył się bowiem w trudnych warunkach. Kraje te borykały się z licznymi problemami społecznymi i równolegle wprowadzały reformy polityczne i gospodarcze. Po obaleniu dyktatorskich rządów do procesu łączenia rynków zaproszono także sąsiednie kraje. Państwa sygnatariusze liczyły na potencjalne korzyści płynące z integracji, gdyż na początku lat 90-tych XX w. oparły swoje strategie rozwoju na założeniach konsensusu waszyngtońskiego (definiował on kilka zasad polityki gospodarczej jak: dyscyplinę finansów publicznych, czyli dążenie do zrównoważenia budżetu finansów publicznych, reorientację wydatków publicznych, tak aby znaczna ich część była kierowana na ochronę zdrowia, edukację oraz infrastrukturę, reformę podatkową mającą na celu poszerzenie bazy podatkowej, liberalizację stóp procentowych, które powinny kształtować się głównie pod wpływem podaży i popytu na pieniądz, konkurencyjny kurs walutowy sprzyjający wzrostowi gospodarczemu, liberalizację handlu, liberalizację napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych, prywatyzację sprzyjającą konkurencyjności rynku, deregulację obejmującą ograniczenie barier wejścia i wyjścia z rynku oraz ochronę praw własności). Kolejnym elementem transformacji gospodarki brazylijskiej wpisującej się w założenia konsensusu waszyngtońskiego była deregulacja. W marcu 1990 r. ustanowiono Federalny Program Deregulacji (Programa Federal de Desregulamentação) uchylający większość dekretów prezydenckich regulujących i ograniczających funkcjonowanie wskazanych sektorów oraz branż gospodarki. Federalny Program Deregulacji zakończył rządowy monopol na eksport kawy i cukru oraz na import pszenicy, a przy tym zniósł większość ograniczeń na inwestycje zagraniczne. Natomiast dzięki Narodowemu Programowi Deetatyzacji (Program Nacional de Desestatização) rozpoczęto proces prywatyzacji firm państwowych. W wyniku przeprowadzonych reform udało się pokonać kryzys zadłużeniowy, obniżyć hiperinflację i uzyskać wpływy z masowej sprzedaży prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych, a przy tym odnotowano wzrost importu. Niestety już w 1997 r. w Brazylii rozpoczął się kryzys walutowy charakterystyczny dla krajów, w których proces stabilizacji łączył się z liberalizacją handlu i otwarciem gospodarki. Podobne kryzysy miały miejsce w Meksyku (1994-1995) oraz Argentynie (2001-2002). W wyniku odpływu wielomiliardowego kapitału za granicę, spadku rezerw walutowych oraz spadku notowań giełdowych zagraniczni inwestorzy wycofywali swoje środki. Ponadto stopa procentowa przekraczała 40%, co hamowało działalność gospodarczą i jeszcze bardziej obciążało budżet państwa. W drugiej połowie 1998 r. i na początku 1999 r. kryzys wyraźnie przybierał na sile. Rządzący musieli zwrócić się o pomoc do MFW, Banku Światowego oraz rządu USA. Na podstawie porozumienia zawartego z MFW w 1998 r. podjęto działania mające na celu wprowadzenie ostrego pakietu oszczędnościowego opartego na dwóch fundamentach: wyznaczeniu środków strukturalnych i instytucjonalnych prowadzących do rozwiązania nierównowagi budżetu oraz opracowaniu planu działania w latach 1999-2001.

W 2002 r. na urząd prezydenta został wybrany Luiz Inácio Lula da Silva, który już w kampanii krytykował neoliberalną politykę poprzedników. W trakcie swojej ośmioletniej prezydentury (2003-2011) starał się on realizować szczególny model rozwoju kraju, który nazwał trzecią drogą. Model ten łączył zasady wolnego rynku oraz aktywną politykę państwa, zwłaszcza w dążeniu do zmniejszenia biedy i nierówności społecznych. Lula pochodził z wielodzietnej rodziny robotniczej, dlatego tak istotna jego zdaniem była walka z biedą. Podczas pierwszej kadencji kontynuował, rozpoczęty przez Fernanda Henriqua Cardosa, program „Zero Głodu” (Fome Zero), a przy tym zapoczątkował inne – Bolsa Escola, Bolsa Alimentaçao, Auxilio Gás (zasiłki szkolny, żywnościowy i na gaz). Program „Zero Głodu” miał nie tylko zapewnić prawo do wyżywienia każdemu obywatelowi, ale stwarzał również podstawy do usamodzielnienia. W ramach Fome Zero uczniowie mieli zapewnione trzy pełnowartościowe posiłki dziennie, budowano tanie jadłodajnie, tworzono dostęp do wody w rejonach półpustynnych, edukowano ludzi na temat zdrowego trybu życia, a nawet udzielano bezpośredniego wsparcia finansowego dla najbiedniejszych rodzin i rolników. W 2003 r. nastąpiło wzmocnienie i rozwinięcie tych programów, które połączono w jeden – Bolsa Família (fundusz rodzinny). W ramach projektu pieniądze były przekazywane matkom rodzin w formie tzw. kart obywatelskich, przypominających karty płatnicze, ale wyłącznie pod warunkiem, że wyślą one swoje dzieci do szkoły i zapewnią im najpotrzebniejsze szczepienia. Dzięki programowi około 97% młodzieży w wieku 7-14 lat uczęszczało do szkoły. Co więcej, zgodnie z założeniami programu szkoły prywatne zaczęły otrzymywać ulgi finansowe za przyjęcie uczniów z biednych rodzin. Działania te miały na celu umożliwienie im dalszego kształcenia nie tylko w szkołach publicznych, ale również w lepszych szkołach prywatnych, co daje dzieciom z biednych rodzin możliwość znalezienia lepszej pracy w przyszłości. Po odkryciu w 2007 r. bogatych złóż ropy naftowej Brazylia stała się jednym z ważniejszych eksporterów. Decyzją Luli większość dochodu miała pozostać w rękach państwa, tak aby bogactwo to służyło do rozwoju kraju, a większościowym udziałowcem Petrobrasie (zajmuje się wydobyciem, importem, przesyłem oraz przetwórstwem ropy naftowej) stał się rząd Brazylii, co wkrótce okazało się być przekleństwem nie tylko Luli, ale także jego następczyni Dilmy. Kolejną inicjatywą realizowaną przez Lulę był Program Przyspieszenia Wzrostu (Programa de Aceleraçao do Crescimento – PAC) – największy program rozwoju infrastrukturalnego, stanowiący bezpośredni impuls dla gospodarki. PAC zakładał zwiększenie inwestycji o 0,5% PKB rocznie w latach 2007-2010. Jego elementami były inwestycje realizowane w takich dziedzinach, jak: budownictwo mieszkaniowe, transport, energia czy służba zdrowia. W program ten wpisywały się działania podejmowane podczas przygotowywania mistrzostw świata w piłce nożnej czy igrzysk olimpijskich w Rio. W związku z mundialem zainwestowano w różne sektory gospodarki. Największy strumień pieniędzy został skierowany na infrastrukturę i wyniósł 17 mld. USD. Natomiast budżet na inwestycje związane z Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janerio w 2016 r. został oszacowany na 23 mld. USD. W celu zmniejszenia ogromnych nierówności społecznych i umożliwienia coraz większej liczbie ludności życia w godnych warunkach program rządu zakładał stałe podnoszenie płacy minimalnej. Zgodnie z danymi OECD przez całą kadencję Luli wynagrodzenie minimalne rosło z roku na rok. W 2003 r. wynosiło 2773 USD, a w 2011 r. – 4296 USD rocznie. Wzrost był zatem znaczący. W trakcie swojej pierwszej kadencji Lula starał się liberalizować wymianę handlową Brazylii z innymi krajami, co jak pokazuje jeden ze wskaźników (Trade Freedom) wchodzących w skład Index of Economic Freedom, początkowo się udawało. Po wybuchu kryzysu finansowego na świecie w 2008 r. sytuacja się zmieniła. Średnia ceł w imporcie uczyniła Brazylię jednym z najbardziej protekcjonistycznych rynków w Ameryce Łacińskiej. Co więcej, Brazylia stosuje również wiele środków pozataryfowych, takich jak: minimalne ceny dla produktów importowych, ograniczenia sanitarne, regulacje techniczne i odnoszące się do intelektualnej normy jakości, a także ograniczenia dotyczące transportu morskiego. Wnioski te potwierdza ranking oparty na ICC Open Market Index (OMI), który wskazuje, że otwarte rynki charakteryzują się brakiem barier w transgranicznym przepływie czynników produkcji, takich jak: towary, usługi, praca oraz kapitał. W pierwszej edycji tego rankingu (2011) Brazylia zajęła 68-tą pozycję na 75 miejsc z wynikiem 2,3 (wg. International Chamber of Commerce, 2011). W kolejnych latach ranking ten wskazywał na niewielką otwartość brazylijskiej gospodarki. W drugiej edycji raportu OMI Brazylia zajęła 67 miejsce (International Chamber of Commerce, 2013), a w trzeciej – 70-te (International Chamber of Commerce, 2015). Pierwsza dekada XXI w. była okresem szybkiego wzrostu gospodarczego i ogromnych zmian społecznych w Brazylii. Z sukcesem realizowano politykę społeczną, której celem była walka z głodem, biedą i nierównościami. W czasie ośmioletniej prezydentury Lula starał się realizować szczególny model rozwoju kraju, który miał zapewnić równowagę między wolnym rynkiem, a aktywną polityką państwa. Model ten został uznany za sukces, a o Brazylii mówiono jako o wschodzącej potędze światowej. W 2001 r. została zaliczona do grupy BRIC. Goldman Sachs w 2003 r. opublikował prognozę, zakładając, że do 2050 r. gospodarki czterech krajów (Brazylii, Rosji, Indii, Chin) przekroczą rozmiary gospodarki krajów najbogatszych. Koniunktura na brazylijskie surowce rolne i mineralne przyczyniła się do wysokich dochodów z eksportu i nadwyżki w bilansie płatniczym. Dzięki reformom gospodarka brazylijska stosunkowo dobrze poradziła sobie w pierwszych latach globalnego kryzysu finansowego, ale w 2012 r. nastąpiło znaczne osłabienie wzrostu. Jednym z najbardziej prominentnych krytyków konsensusu waszyngtońskiego był prof. Stiglitz. W książce "Globalizacja" przedstawił on swoje wątpliwości dotyczące tego dokumentu. Nie kwestionował on potrzeby respektowania pewnych zasad, ale podkreślił, że nie wszystkie reguły można wprowadzać bezdyskusyjnie. Z punktu widzenia Stiglitza doszło do nadmiernej uniwersalizacji spojrzenia na problemy krajów rozwijających się czy też będących na etapie transformacji ustrojowej. Podkreślał on, że zalecenia zaprezentowane w konsensusie waszyngtońskim sprawdziły się w krajach wysoko rozwiniętych gospodarczo, lecz nie były adekwatne do sytuacji krajów mniej rozwiniętych, takich jak kraje Ameryki Łacińskiej, Azji czy Afryki. Uniwersalności konsensusu waszyngtońskiego zaprzeczał również inny jego krytyk Dani Rodrik (wzorował się nad nim kiedyś Morawiecki). W artykule "Understanding Economic Policy Reform" przedstawił on doświadczenie rozwojowe Korei Południowej. Polityka gospodarcza Korei była w wielu aspektach sprzeczna z złożeniami tego dokumentu, mimo to kraj ten odniósł największy sukces rozwojowy w II połowie XX w. Sam autor konsensusu waszyngtońskiego, J. Williamson dostrzegł, że założenia tego dokumentu nie zawsze były poprawnie wdrażane. Według niego konsensus miał odegrać rolę pewnych wskazówek skierowanych do krajów Ameryki Łacińskiej. Zgodnie z jego założeniami dokument ten nie był uniwersalnym tworem i remedium na wszystkie problemy tamtego okresu. Co więcej, Williamson dostrzegł nieprecyzyjność stworzonych przez siebie postulatów. Jego zdaniem zaowocowało to niezrozumieniem charakteru i założeń konsensusu waszyngtońskiego przez społeczność międzynarodową. Efekty polityki opartej na konsensusie waszyngtońskim nie były zadowalające. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że w latach 90-tych XX w. odnotowano co prawda wzrost wartości PKB, jednak był on niewielki. Ponadto dystrybucja tego wzrostu nie posłużyła do rozwiązywania problemów społecznych. J. Stiglitz podkreślał, że w praktyce konsensus waszyngtoński nie przykładał wagi do równości społecznej. Wskazywał również, że część zwolenników tego systemu przekonywała o równości jako polu działania dla politologii, a nie ekonomii: ekonomia powinna się skupić na efektywności, a takie działanie zapewni równość. Ostatecznie realizacja zasad neoliberalnych przyczyniła się do fali kryzysów finansowych w Ameryce Łacińskiej, którym towarzyszyły niepokoje społeczne i polityczne, a przy tym powrót do haseł populistycznych oraz demagogii antyliberalnej. Brazylia, Meksyk, Argentyna i Urugwaj znów musiały prosić o pomoc MFW. Z pewnością W brazylijskie władze w latach 90-tych XX w. starały się wdrażać założenia konsensusu waszyngtońskiego, co pozwoliło pokonać kryzys zadłużeniowy, obniżyć hiperinflację i uzyskać wpływy z masowej sprzedaży prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych, ale nie doprowadziło to do rozwiązania z problemów społecznych. Co więcej, pod koniec lat 90-tych wybuchł kryzys walutowy, który wywołał nie tylko niepokój polityczny, ale również społeczny. Lula wprawdzie dużo mówił o trzeciej drodze i krytykował neoliberalizm, ale nie odszedł od respektowania zasad gospodarki rynkowej. Jego prospołeczne rządy przypadły na czas świetnej koniunktury, dlatego też mógł on realizować wiele programów służących wyrównywaniu gigantycznych nierówności społecznych. Mimo wielkich budżetowych nakładów indeks nierówności społecznych Giniego zmalał podczas 2 kadencji Luli z 57,6 (2003) do 52,9 (2011). To znaczny spadek, ale poziom tego indeksu pozostawał i nadal pozostaje na szokująco wysokim poziomie. Na koniec swojego urzędowania Lula cieszył się poparciem społecznym na poziomie 80%, jego następczynią została najbliższa współpracowniczka - Dilma, a Lula planował startować w kolejnych wyborach w 2018 r. Tak się jednak nie stało. W 2014 r. wybuchła bowiem afera wokół Petrobrasu, wówczas największej firmy i inwestora w Brazylii. Afera "Lava jato" przeszła do historii jako największa afera korupcyjna w historii Brazylii. Aresztowano i skazano wielu przedsiębiorców oraz członków dyrekcji koncernu, a także polityków. Łapówki wypłacane przez koncern oceniono pierwotnie na 800 mln., wkrótce ta kwota wzrosła do co najmniej 2 mld. USD. Był to ostateczny koniec "trzeciej drogi" Luli i wyraz tego, do czego prowadzi wpływ polityków na zarządzanie olbrzymich firm kontrolowanych przez państwo. Proceder polegał na zawyżaniu wartości kontraktów zawieranych przez Petrobras z podwykonawcami robót inżynieryjnych oraz wydobywczych dla pozyskania "dodatkowych" środków, którymi następnie zarząd giganta naftowego Petrobras dzielił się z kierownictwem rządzącej lewicowej Partii Pracujących Luli. Petrobras to jeden z największych koncernów naftowych świata, który co roku przeznacza miliardy dolarów na rozwój, rozbudowę czy serwisowanie infrastruktury. Za tym wszystkim stoją zatem intratne kontrakty dla podwykonawców, którzy latami rywalizowali między sobą o względy naftowego giganta. Śledczy ustalili, że za rządów Luli największe firmy stwierdziły, że nie będą już walczyć ze sobą o części lukratywnego tortu, lecz się z nim "sprawiedliwie" podzielą. Stworzyły więc nieformalną grupę, w której z góry ustalano, komu przypadną kontrakty, których ceny dodatkowo zawyżano. Okazało się, że kilka procent z każdego kontraktu było przeznaczanych na łapówki, które trafiały do biznesmenów i polityków partii rządzącej, którzy z kolei mają wpływ na obsadę stanowisk w Petrobras. Luksusowe prezenty czy wsparcie finansowe były zatem doskonałym sposobem, by się odwdzięczyć i zapewnić sobie przychylność na przyszłość. Po 2 latach śledztwa w sprawie korupcji wśród najwyższych urzędników państwowych, polityków i ludzi wielkiego biznesu sąd skazał aż 80 osób. W 2017 r. skazany nieprawomocnym wyrokiem został też sam Lula (za przyjęcie łapówek na 1,2 mln. $) na 9,5 lat więzienia, który sąd drugiej instancji podwyższył do 12 lat. Lula w 2018 r. trafił za kratki i oczywiście wycofał się z wyborów w 2018 r. Jednak w 2019 r. został zwolniony z więzienia, a w 2021 r. Sąd Najwyższy unieważnił wyroki go skazujące.

Historia jednak potoczyła się dalej, wybory w 2018 r. wygrał skrajnie prawicowy populista Jair Bolsonaro na fali haseł czysto populistycznych, antyestablishmentowych, antykorupcyjnych, kwestionujących ocieplenie klimatu i ograniczenie emisji CO2. Dużo istotniejsze od barwnych wypowiedzi Bolsonaro były jego plany gospodarcze. W polityce wewnętrznej starał się on zsynchronizować oraz stymulować politykę gospodarczą w taki sposób, by wróciła ona na ścieżkę zrównoważonego wzrostu. W tym celu przyśpieszył prorynkowe reformy strukturalne swojego poprzednika Michela Temera. Temu służyła np. deregulacja sektora telekomunikacyjnego, usuwanie przeszkód protekcjonistycznych odstraszających inwestycje zagraniczne. Najwyraźniej przykład Meksyku, gdzie rynek telekomunikacyjny został de facto zmonopolizowany przez Carlosa Slima, co skutkuje zawyżonymi cenami usług, podziałała na tyle odstraszająco, że Bolsonaro starał się go zliberalizować. W ten sposób spodziewał się ułatwić inwestycje w obszarach wiejskich oraz zmodernizować istniejącą infrastrukturę. W pierwszym okresie swoich rządów Bolsonaro ostro wziął się za prywatyzację aktywów państwowych, których sprzedaż przekroczyła w 2021 r. 23 mld $. W porównaniu do innych krajów Ameryki Płd. Brazylia ma przeciętnie 10 razy większy sektor publiczny, kontrolując bezpośrednio ponad 440 przedsiębiorstw. Na jesieni 2019 r. Bolsonaro wziął się za uchwaloną przez swojego poprzednika reformę emerytalną, która katapultowała udział długu publicznego Brazylii z 52% w 2013 do 88% PKB w 2018 r. Po przeforsowaniu poprawki konstytucyjnej oszczędności budżetowe z tego tytułu w czasie następnych 10 lat wyniosą ponad 200 mld $. Było to konieczne, gdyż różnica między wpływami i wypływami do systemu emerytalnego wynosiła już ponad 5% PKB. Świadczenia z tego niezwykle hojnego systemu emerytalnego często przekraczały wynagrodzenia, a dodatkowo pracownicy sektora publicznego mogli przechodzić na emeryturę w wieku znacznie poniżej 60 lat. Wcześniejsze rządy ochoczo podnosiły minimalne wynagrodzenia, niezależnie od koniunktury. Przedsiębiorstwa publiczne, począwszy od rządów Luli miały dostęp do taniego finansowania z państwowych banków, a sektor prywatny miał znacznie mniejszy dostęp do kredytu, przez co ograniczane były inwestycje prywatne, z definicji bardziej efektywne. Nie przeszkadzało to jednak, by przy wyjątkowo dobrej koniunkturze Brazylia mogła w 2008 r. osiągnąć realne zbilansowane finanse publiczne (nie tylko na papierze, jak w Polsce w 2020 r., oczywiście przed wybuchem pandemii). Zadłużenie w czasach rządów Luli też nie wyglądało źle, głównie dzięki szybkiemu wzrostowi gospodarczemu (spadek długu publicznego z 58,5% do 54,2% na koniec rządów Luli). Oponenci Luli nie mieli argumentów, kiedy okazało się, że światowy kryzys finansowy w latach 2008-2009 nie naruszył istotnie ścieżki rozwojowej gospodarki brazylijskiej, która nadal rosła. Okres bezpośrednio po globalnej recesji też nie wskazywał na kłopoty, mimo że ekonomiści wskazywali na wiele czynników jednorazowych wpływających na dobrą koniunkturę (jak wysokie ceny surowców mineralnych czy produktów rolnych). W aureoli niemalże cudotwórcy Lula przekazał władzę swojej następczyni, którą wcześniej sam namaścił. Dilma Rouseff tyle szczęścia już nie miała. Chiny nie kupowały już tak dużo surowców, ich ceny spadały, a sprawdzone w przeszłości metody stymulacji fiskalnej przestały działać, nierozwiązane problemy strukturalne zaczęły wpływać negatywnie na ścieżkę rozwoju gospodarczego. Rząd Dilmy zdecydował się rekompensować wzrost cen prądu (w samym 2013 r. na dotacje do energii elektrycznej wydano ponad 10 mld. $, czyli więcej niż na budowę wszystkich stadionów i zorganizowanie Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2014 r.). Malowanie trawy na zielono skończyło się zaraz po zakończeniu Mundialu, kiedy eksplodował deficyt sektora finansów publicznych osiągając w 2015 r. ponad 10% PKB (w kolejnych latach przekraczał 8%). Chaos w finansach publicznych pociągnął na dno rating kraju do poziomu śmieciowego oraz dewaluację waluty. Bezrobocie osiągnęło rekordowe 13%, a recesja zmniejszyła PKB o 7,5%. Okazało się, że brazylijski cud gospodarczy był tylko i wyłącznie ułudą związaną ze zbyt silną i procykliczną stymulacją fiskalną przegrzewającą gospodarkę oraz sprzyjającymi eksportowi cenami surowców. Wysoki wzrost PKB i konsumpcja ukrywały z kolei słabości gospodarki, czyli niski poziom inwestycji prywatnych, brak reform strukturalnych, zaburzoną konkurencję i ingerencję państwa w ceny energii elektrycznej oraz paliw. Cud szybko przerodził się w swoje przeciwieństwo, w efekcie czego władzę przejął Bolsonaro. Ciekawe, dlaczego rządzący w Polsce populiści przy całym zachwycie dla Bolsonaro jakoś nie zwracają uwagi na jego skrajnie liberalne reformy gospodarcze, których polska polityka gospodarcza po 2015 r. jest zaprzeczeniem i bardziej przypomina nieodpowiedzialną, antyliberalną, ale radosną i bezrefleksyjną propagandę cudu gospodarczego a la Lula i Dilma. Brazylia stanowić powinna nauczkę dla fanów poglądów typu: nie wierzcie im, że się nie da. Wszystko się da zrobić, bo jesteśmy uczciwymi patriotami i mamy dobre chęci w przeciwieństwie do poprzedników. Jak pokazuje przykład brazylijski patologia nieefektywnie zarządzanych spółek skarbu państwa nie może skończyć się inaczej niż ich szeroką prywatyzacją. W tej dziedzinie Polska nie będzie wyjątkiem, a pandemia ten proces z pewnością przyśpieszy. Brazylijski Prezydent zmienił także priorytety polityki zagranicznej, umiejętnie balansując między USA a Chinami. Po 15 latach napiętych relacji oba kraje podpisały wiele bilateralnych umów, sfinalizowano m. in. ciągnące się od lat negocjacje pozwalające firmom amerykańskim wysyłać satelity w kosmos z brazylijskiego centrum lotów Alcantara. USA uczyniły z Brazylii głównego sojusznika spoza NATO (w Ameryce Łacińskiej to jedyny kraj o takim statusie). To nie przeszkodziło Brazylii utrzymać i rozwijać zdrowych relacji handlowych z Pekinem. Bolsonaro przyjął też (wbrew swoim poprzednikom) jednoznaczny front przeciw reżimowi Maduro w Wenezueli, co w Ameryce Płd. jest wyznacznikiem stosunku do przestrzegania reguł demokracji. Jednocześnie jednak Bolsonaro nie radzi sobie ze swoim wybuchowym temperamentem, co powoduje wiele sytuacji kryzysowych na arenie międzynarodowej. W czasie pożarów w Amazonii w 2019 r. wdał się m.in. w pyskówkę z E. Macronem, co omalże wywróciło negocjowaną od 20 lat umowę handlową między Mercosurem, a UE. Jednocześnie prowokowanie i tolerowanie pożarów Amazonii jest spełnieniem zobowiązań wobec wpływowego lobby posiadaczy ziemskich, którzy bardzo wspierali kampanię prezydencką Bolsonaro. To wszystko wywołało oburzenie świata zaniepokojonego istotnym i programowym niszczeniem płuc świata. Prezydent pozostał w temacie niewzruszony, ale bez żadnych skrupułów przyjmował pomoc międzynarodową, która płynęła do Brazylii szerokim strumieniem. Nie udało się jak dotąd Bolsonaro ograniczyć zorganizowanej przestępczości, mimo że liczba zabójstw spadła. Wprawdzie wzrosła liczba osadzonych więźniów, niemniej szefowie gangów bez przeszkód nadal zarządzają swoimi przestępczymi strukturami zza krat. Brazylia jako jedyny kraj kontynentu nadal nie uznała libańskiego Hezbollahu za organizację terrorystyczną, co umożliwia mu dokonywanie operacji finansowych w regionie poprzez brazylijski system finansowy. Innym niezwykle kontrowersyjnym przykładem jest podejście brazylijskiego Prezydenta do pandemii koronawirusa. Statystyki zgonów w Brazylii były jedne z najgorszych na świecie, a wynikało to z braku wdrażania koniecznych kroków prewencyjnych, nawet w porównaniu z innymi krajami regionu, co już stanowi duże zagrożenie i dla ludności i dla samej władzy. Ponad 20 członków najbliższego otoczenia Prezydenta mając po roku pandemii zdiagnozowany koronawirus, spotykało się z członkami Kongresu USA oraz członkami tamtejszej administracji. Bolsonaro wszedł też w spór z gubernatorami kilku stanów, którzy ogłosili lockdown na podległych im obszarach. Zarzucał im, że podjęte decyzje stanowią atak personalny na niego samego oraz są szkodliwe dla gospodarki. Prezydent wymienił też ministra zdrowia, który nie podzielał jego zdania na temat pandemii. Bolsonaro ma zatem na sumieniu ponad milion ofiar, gdyż przy gęstości zaludnienia w Saõ Paulo - stolicy biznesowej Brazylii wynoszącej 7216 osób na km2 (włoska Lombardia, gdzie pojawił się wirus w Europie ma gęstość zaludnienia 420 osób na km2) naraził na śmiertelne ryzyko największe brazylijskie skupiska ludzi nie podejmując absolutnie żadnych kroków prewencyjnyc. Skuteczność Jaira Bolsonaro w realizacji swych zamierzeń (uproszczenie systemu podatkowego, dalsza prywatyzacja ogromnego sektora państwowego, przyjęcie Aktu Wolności Gospodarczej, co ma poprawić jakość otoczenia biznesowego oraz klimat inwestycyjny) zależeć będzie w dużej mierze od jego zdolności ograniczania skutków pandemii dla społeczeństwa i gospodarki. Prezydent tracił szybko poparcie nawet w bazie swoich zwolenników, coraz bardziej przestraszonych szybkością rozprzestrzeniania się pandemii. Gubernatorzy stanowi, którzy podjęli aktywne kroki w zwalczaniu wirusa mają notowania 20% wyższe niż aktualne ratingi Bolsonaro, który jeszcze do niedawna świetnie potrafił mobilizować swoich rodaków przeciwko realnemu (opozycja), bądź wyimaginowanemu wrogowi (establishment, elity), którego sam kreował (brzmi znajomo...). Z niewidzialnym wrogiem nie jest już tak łatwo, stąd rośnie ryzyko impeachmentu, co w kraju, który kilka lat wcześniej ma w tej dziedzinie dobre doświadczenie (udane usunięcie z urzędu Dilmy Rouseff), jest poważnym ostrzeżeniem dla Bolsonaro - populisty, który traci poparcie ludu i nie potrafi znaleźć odpowiedniej odpowiedzi na nową dla siebie sytuację. Jeśli będzie on nadal nie kontrolował swoich wybuchów i kontynuował otwartą walkę z opozycyjnymi gubernatorami, Brazylia stanie przed nie lada problemem, gdyż dopiero niedawno wyszła z jednej z najgorszych recesji gospodarczych w swojej historii (recesja z lat 2015-2016 doprowadziła do spadku PKB o 7%!, tempo wzrostu PKB w latach 2017-2018 wyniosło zaledwie 1,1%, a w 2019 spadło poniżej 1%) i jej możliwości wsparcia gospodarki pomocą publiczną, jak to się dzieje wszędzie na świecie są dosyć ograniczone (dług publiczny to niemal 80% PKB), a już na pewno są nie do pogodzenia z planami Bolsonaro dalszego zliberalizowania gospodarki, jako drogi do jej ożywienia. Niezależnie jednak problemów z pandemią w kraju istnieje szeroki konsensus uproszczenia systemu podatkowego i jego reformy w najbliższym czasie. Problem Brazylii to bardzo niska produktywność, wynikająca ze słabych inwestycji, a wzrost był napędzany głównie przyrostem siły roboczej. Nieujednolicony VAT wynosi przeciętnie aż 32,6%, a CIT 35%. Każdy z 26 stanów brazylijskich ma inne stawki podatkowe, inaczej definiowana jest baza naliczania podatków, uproszczenie i centralizacja systemu jest po prostu konieczna. Mimo iż relacje osobiste przywódców USA i Brazylii były bardzo dobre do czasu gdy Trump był prezydentem USA, wcale to nie znaczy, że zapowiadana umowa o wolnym handlu (FTA) między oboma krajami zostanie podpisana w najbliższym czasie. Taka umowa likwidowałaby bowiem wszystkie bariery handlowe taryfowe i pozataryfowe, które Brazylia zbudowała w przeszłości w celu ochrony swojego przemysłu. Ze strony USA nie ma istotnego sprzeciwu dla FTA, niemniej zważywszy, że administracji amerykańskiej 2 lata zajęło renegocjowanie NAFTA (na którą to umowę udało się uzyskać po raz pierwszy zgodę największych amerykańskich związków zawodowych) formalne negocjacje umowy o wolnym handlu z Brazylią miały rozpocząć się dopiero po 2021 r. Ponieważ Trump przegrał wybory, umowa może się oddalić w daleką przyszłość. Plusem gospodarki brazylijskiej jest natomiast relatywnie niska inflacja - zwłaszcza na tle kontynentu. Jest to istotny czynnik, który bankowi centralnemu umożliwia poluzowanie polityki pieniężnej - co ma duże znaczenie dla stymulowania gospodarki w czasach pandemii. Gospodarka brazylijska charakteryzuje się stosunkowo wysoką równowagą zewnętrzną. Deficyt na rachunku bieżącym oscyluje wokół 1% PKB, plusem jest też wysoki poziom rezerw walutowych zakumulowanych jeszcze w czasie prosperity z lat 2005-2011. Mimo wysokiego długu publicznego jest on finansowany głównie w walucie krajowej, co istotnie zmniejsza ryzyko niewypłacalności. Zatem stosunkowo solidne fundamenty w postaci bezpiecznej pozycji zewnętrznej powinny ułatwiać obecnemu rządowi reformowanie gospodarki. Bolsonaro jest wprawdzie osobowością unikalną w Brazylii, niemniej świetnie ilustruje rekonfigurację polityki, którą obserwujemy nie tylko w Brazylii, a która obrazuje jej przesunięcie w kierunku nowoczesnego populizmu. Wyborcy są sfrustrowani politykami należącymi do establishmentu, a tradycyjna klasa polityczna wydaje się być niezdolna do odpowiedzi na ich potrzeby i oczekiwania. Ludzie chcą mieć lidera, z którym mogą wchodzić w bezpośrednią interakcję, a przynajmniej mieć wrażenie, że taka osoba ma z nimi dobry, bezpośredni kontakt, bądź jest na takowy otwarta. Bolsonaro jest właśnie taką osobą, która posługuje się prostym językiem, pozbawionym niuansów, dla którego świat jest zerojedynkowy. Nie jest on wyjątkiem w dzisiejszym świecie, należy do grupy liderów, którzy omijają dziennikarzy i tradycyjne media, utrzymując bezpośredni kontakt ze swoimi wyborcami poprzez media społecznościowe. W ten sposób postępuje Trump, Duterte i coraz większa liczba osób polityków w świecie, również A. Duda w Polsce wydaje się odczytywać ten nowy trend, aczkolwiek jego próby posługiwania się tymi mediami są jeszcze bardzo niezdarne. Nie sądzę, by ten trend można nazwać anomalią, zaczyna on być standardem w nowej erze światowej polityki. Nawet populiści staną się jednak bezradni, jeśli wskutek ich awanturnictwa ludzie stracą pracę, bądź będą musieli zadowalać się mniej dochodowymi zajęciami. Nic zatem dziwnego, że nastroje wśród Brazylijczyków ulegają szybkiej degradacji. Brazylia w 2021 r. doświadczyła dalszych ataków na demokrację, które postawiły ją na krawędzi zamachu stanu w związku z napięciami podsycanymi przez Bolsonaro. Niepokój narastał, gdyż wojsko okazywało coraz większe poparcie dla prezydenta w zakresie obchodzenia przepisów brazylijskiego prawa. Działania wojska wywołują duży niepokój, gdyż stanowią przykład dla policji, silnej bazy wsparcia Bolsonaro, która może przestać wykonywać polecenia gubernatorów stanowych. Policja stanowa jest bowiem silnie zmilitaryzowana i podlega gubernatorom. W protestach przeciwko Bolsonaro policja atakuje demonstrantów, mimo braku zgody gubernatorów na użycie siły. Powtarzają się też inne przypadki bezprawia policji, która aresztuje ludzi za wywieszanie flag "Precz z Bolsonaro ludobójcą". Prezydent reaguje frazesami typu: "to ja jestem Konstytucją". Bolsonaro będzie kandydował w wyborach prezydenckich w 2022 r., w których jego rywalem będzie oczyszczony z zarzutów korupcyjnych Lula. Grozi, że nie odda władzy, nawet jeśli przegra. Nie podając żadnych dowodów, wykorzystuje argument, że elektroniczna forma oddawania głosów przyjęta w Brazylii od lat 90-tych jest wadliwa. Jest to oczywista kopia strategii zastosowanej przez jego idola Trumpa w USA. Większość obserwatorów sytuacji brazylijskiej ostrzega przed ryzykiem, jakie taktyka Bolsonaro niesie dla Brazylii: kolejnym obsunięciem w totalitarny populizm. Prowokacje Bolsonaro wywołują gigantyczne reakcje społeczne. Setki tysięcy ludzi wychodzi na ulice brazylijskich miast z hasłami "Bolsonaro precz". Zapowiada się zatem gorący okres, a jednocześnie kolejny test wytrzymałości brazylijskiej demokracji. Lula otrzymał poparcie nawet ze strony najbardziej wpływowych polityków brazylijskiej prawicy (m.in. ze strony swego dawnego adwersarza, eks-gubernatora Saõ Paulo, Alckmina, który ma być jego wiceprezydentem!). W tym sojuszu – według większości brazylijskich komentatorów – Lula widzi szansę na zachowanie swej wciąż wysokiej, ale malejącej przewagi sondażowej nad urzędującym prezydentem Bolsonaro. Miało by to nastąpić dzięki pozyskaniu głosów centroprawicowych wyborców rozczarowanych m.in. nieskuteczną polityką socjalną rządu Bolsonaro. Dziwaczna polityka zagraniczna Bolsonaro, polegająca na szukaniu sprzymierzeńców wśród różnych dziwnych osobników na świecie - albo otwartych autokratów, jak Putin, albo takich, którzy chętnie takimi by się stali, ale zostali odrzuceni przez system demokratyczny, jak jego wspomniany idol Trump, czy osobnicy kabaretowi i zupełnie niepoważni, jak nasz Duda - nie uchroniła Brazylii przed dotkliwymi skutkami gospodarczymi rosyjskiej agresji w Ukrainie, jakie zaczęło odczuwać wiele krajów Ameryki Płd. m.in. w postaci często dramatycznych socjalnych konsekwencji gwałtownego wzrostu cen na rynkach światowych. Sondaże w maju 2022 r. pokazywały kurczącą się przewagę Luli (44% poparcia) nad Bolsonaro (31%, do czego przyczyniały się kolejne potknięcia Luli, jak jego wypowiedź na spotkaniu z tradycyjnie konserwatywnym elektoratem, w którym otwarcie bronił dostępu do aborcji, za co zresztą chwilę później musiał przepraszać. Ten pojedynek lewicowego, ale okiełzanego populizmu z jego skrajnie ekstremalną prawicową odmianą zapowiada się jako główne wydarzenie polityczne świata anno domini 2022.

Sytuacja polityczna i społeczna w Brazylii w żadnej mierze nie powinna zniechęcać do odwiedzenia tego kraju. Wręcz przeciwnie: ten olbrzymi kraj jest fantastycznym miejscem na Ziemi, a Rio de Janeiro jej najpiękniejszym miastem. Jeśli ktoś nie widział potęgi wodospadów Iguaçu, lasów Amazonii, wspaniałych plaż Atlantyku, przytłaczających krajobrazów płaskowyżu Mato Grosso i wielu innych miejsc, to nie widział najpiękniejszych miejsc naszej planety.





115 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Paragwaj

Wenezuela

Urugwaj

O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt
bottom of page