top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Algieria

Algieria to wyjątkowy kraj Afryki, do którego niezwykły sentyment żywią nie tylko Francuzi, ale też wielu Polaków. W mrocznych czasach PRLu wielu naszych rodaków (w tym mój ojciec i teść) pracowało w tym kraju budując jego podstawowe struktury państwowości, przemysłu, infrastruktury czy nauki. Historia tego kraju jest niezwykle bogata. W starożytności jego terytorium zamieszkiwały plemiona berberskie. Fenickie osady handlowe zaczęły powstawać w XII wielku pne, by kilkaset lat później stać się częścią potężnej Kartaginy. W czasach, gdy Algieria wchodziła w skład Imperium Rzymskiego przeżywała niezwykle szybki rozwój gospodarczy i kulturalny. Następnie tereny były podbite przez Wandalów, których wyparło Bizancjum, a w VII wieku były opanowane przez Arabów. Berberska ludność autochtoniczna została poddana islamizacji. Zaczął się długi okres braku stabilności, licznych wojen i zniszczeń. W XVI wieku piraci berberscy wraz z muzułmańskimi uchodźcami z Hiszpanii wezwali na pomoc Turków w obronie przed hiszpańską ekspansją. Turcy podporządkowali sobie cały Maghreb i wcielili do imperium osmańskiego pod arabską nazwą A-Dżazair (czyli Algier). Maghreb pod panowaniem tureckim trudnił się głównie bandyterką na Morzu Śródziemnym i Atlantyku, co było podstawą gospodarki algierskiej aż do początku XIX w. Turkom jednak nigdy nie udało się ujarzmić plemion w głębi kraju, skupiali się głównie na wybrzeżu. Nie panowali też nad lokalnymi władcami - dejami, którzy stawali się coraz bardziej niezależni od Stambułu.

W tych okolicznościach w 1830 roku Francuzi wkroczyli do Algieru wypierając Turków i spełniając marzenie Napoleona o zwiększeniu francuskich wpływów w basenie zachodnim Morza Śródziemnego. Od razu też przystąpili do podboju kraju (Turcy nigdy się na taki ruch w czasie swojego kilkusetletniego panowania nie odważyli) natrafiając przy tym na zaskakująco duży opór algierskich plemion. Powstania Berberów wybuchały wielokrotnie w XIX wieku, natomiast Francuzi wyjątkowo upodobali sobie ten piękny kraj, organizując regularną akcję osadniczą na dużą skalę. W 1848 ogłosili Algierię częścią integralną Francji, a w 1857 r. po poddaniu się Kabylii ostatecznie przejęli kontrolę nad całym terytorium Algierii. Liczba osadników z Francji szybko rosła. Po przyłączeniu Alzacji i Lotaryngii przez Niemcy po wojnie 1870 r. nastąpił exodus tamtejszej ludności do Algierii. Prawa obywatelskie przyznano wówczas licznej społeczności żydowskiej. W 1872 było już ponad 240 tys, w 1914: 750 tys., a w 1936 roku liczba osadników przekraczała już 1 mln. osób (w tym 130 tys. żydów sefardyjskich). Aż 250 tys. Algierczyków wzięło udział w I Wojnie Światowej, zasłynęli szczególnym męstwem w bitwie pod Verdun. Francuzi nie pozwalali miejscowej ludności muzułmańskiej przez długie lata na uczestnictwo w życiu politycznym. Zakazana była w szczególności przynależność do partii politycznych i związków zawodowych. Częściowo te ograniczenia zostały zniesione po I Wojnie Światowej, ale próba przyznania pełni praw publicznych muzułmanom jeszcze w 1937 roku została odrzucona. W czasie II Wojny Światowej na terenie Algierii dochodziło do licznych potyczek aliantów z wojskami rządu kolaboranckiego w Vichy. W przeddzień inwazji wojsk alianckich w Algierii gen. de Gaulle wystąpił z apelem do Francuzów z Afryki Północnej by wspierali wojska amerykańsko-brytyjskie. W 1943 roku szef wojsk francuskich gen. Giraud razem z gen. Eisenhowerem ostatecznie wyzwolili Algierię spod wpływów kolaborantów, a flagi Francji i USA powiewały wspólnie nad wolnym Algierem. Mobilizacja Algierczyków (muzułmanów i "europejczyków") objęła ponad 300 tys. osób, którzy na różnych frontach aktywnie brali udział w walkach z Niemcami do końca II Wojny Światowej.

Po wojnie sytuacja wewnętrzna w Algierii stale się pogarszała. Gospodarka pogrążona była w kryzysie. W 1955 r. było 1,5 mln. bezrobotnych, a w samym Algierze ponad 70 tys. osób żyło w skrajnej biedzie w okalających miasto slumsach. W takich warunkach wzrastały nastroje nacjonalistyczne, na fali których przybywało zwolenników likwidacji kolonialnej zależności od Francji. Kilka ugrupowań rewolucyjnych i narodowych podjęło decyzję przekształcenia się we Front Wyzwolenia Narodowego (FLN), który zresztą istnieje do dziś. To właśnie ugrupowanie podjęło decyzję o rozpoczęciu wojny algierskiej o niepodległość 1.11.1954 r. poprzez 70 zamachów w różnych miejscach kraju, w których zginęło kilku żołnierzy francuskich. Francuzi odpowiedzieli aresztowaniami oraz zwiększeniem swoich wojsk na terenie Algierii aż do 100 tys. żołnierzy. To wtedy ówczesny minister spraw wewnętrznych Francji François Mitterrand powiedział słynne "L'Algerie, c'est la France" (Algieria to Francja). W przeciwieństwie do konfliktu zbrojnego w odległych Indochinach Algieria była traktowana rzeczywiście inaczej: jako wewnętrzna sprawa francuska. Wojna miała niezwykle brutalny przebieg: pochłonęła blisko 300 tys. ofiar. Po ponownym dojściu do władzy przez gen. de Gaulle'a w 1958 r. sytuacja zaczęła się zaostrzać. Algierczycy przeszli do ataku na samą Francję. 25 sierpnia 1958 roku w Paryżu i dwudziestu miastach francuskich dokonano jednocześnie zamachów bombowych wymierzonych w składy paliw, magazyny sprzętu wojskowego i fabryki zbrojeniowe. Jednocześnie pod adresem społeczności międzynarodowej wystosowano ostrzeżenie, że francuskie statki i samoloty mogą stać się obiektem ataków terrorystycznych. Los taki spotkał statek „Président de Cazalet”. Francuska policja odpowiedziała aresztowaniami wśród robotników algierskich we Francji, wprowadzeniem godziny policyjnej dla Algierczyków w Paryżu. W takich warunkach de Gaulle najpierw zorganizował referendum przyznające więcej praw i wolności Algierczykom. Na początku 1960 r. po serii protestów i walk ulicznych w Algierze de Gaulle ogłosił wreszcie referendum niepodległościowe w Algierii. Kilku generałów francuskich nie pogodziło się z taką decyzją prezydenta, zorganizowali oni nieudany zamach stanu oraz podjęli próbę puczu w 1961 r. (gen. Challe). W międzyczasie ONZ podjęło uchwałę o prawie do samostanowieniu Algierczyków (1960), a w styczniu 1961 odbyło się zarówno we Francji, jak również w Algierii referendum. Przy 76% frekwencji 75% Francuzów głosowało za ogłoszeniem niepodległości przez Algierię. Ciekawostką jest to, że przeciwko niepodległości głosowali mieszkańcy Algieru, zamieszkiwanego wówczas w większości przez Europejczyków. Szef armii wyzwolenia narodowego Algierii pułkownik Houari Boumédiène sprzeciwił się temu, by tzw. czarne stopy (pieds-noirs) pozostali w Algierii. Termin ten określa niemuzułmańskich obywateli francuskich, którzy opuścili Algierię po 1962 r. Wśród repatriantów z Algierii byli też muzułmanie służący w armii francuskiej oraz ich rodziny, którzy określani byli mianem "les harkis". Posiadali oni obywatelstwo francuskie od ponad 100 lat. Milion Francuzów (pieds-noirs, harkis, Żydzi) w ciągu trzech miesięcy opuściło w popłochu Algierię uciekając przed represjami i przemocą wojsk Boumédiène'a. Trzeba jednak wspomnieć, że opór francuskich osadników w Algierii miał też charakter zbrojny, czy wręcz terrorystyczny, jak np.: OAS (Organisatión de l'Armé Sécrète) - skrajnie prawicowej organizacji wojskowej, działającej nielegalnie w pierwszej połowie lat 60-tych, których działalność pokazał Fred Zinneman w swoim genialnym filmie "Dzień szakala". Wielu pieds-noirs do dzisiaj wspomina tamte wydarzenia jako wielką traumę. Uwielbiany przez Francuzów piosenkarz Enrico Macias był jednym z nich, opuścił Francję w 1961 roku i od tamtego czasu nie wrócił ani razu do swojej ojczyzny. Kiedy nawet dzisiaj śpiewa "J'ai quitté mon pays" (opuściłem moją ojczyznę) nie ma chyba Francuza, który nie miałby łez w oczach. Podobnie inne jego piosenki o Algierii jak "Les filles de mon pays", "L'Oriental", "Entre l'orient et l'occident" czy "Le violon de mon père" zawierają niewyobrażalny dla nie-Francuzów pokład emocji.

Rokowania między Francją a FLN, wznowione po blisko rocznej przerwie odbywały się na przełomie maja i czerwca 1961 roku. Toczyły się we francuskim uzdrowisku Evian. Zostały zawieszone ze względu na to, że de Gaulle nie chciał odstąpić przyszłej Algierii Sahary, gdzie odkryto bogate złoża ropy naftowej i gdzie znajdował się poligon doświadczalny w bazie wojskowej w Reggane, na którym dokonywano prób z bronią jądrową. Rokowania przerwano, a czas ten wykorzystała organizacja OAS na zamachy terrorystyczne. De Gaulle dokładał starań, aby przerwać impas i w grudniu 1961 roku spotkał się potajemnie z przedstawicielami FLN. Do całkowitego porozumienia nie doszło, niemniej jednak ustalono pewne punkty wyjściowe do dalszych negocjacji. De Gaulle zgodził się na przyszłą pełną niepodległość Algierii wraz z Saharą, pod warunkiem szerokich uprawnień dla ludności europejskiej. Ostatnia faza negocjacji przebiegała ponownie w Evian w marcu 1962 roku. Zakończyła się porozumieniem obydwu walczących stron o przerwaniu ognia. W ciągu następnych 20 dni wszyscy jeńcy zostali zwolnieni, a więźniowie polityczni objęci amnestią. Francja uznała suwerenność Algierii, która pozostawała niepodzielna z Saharą i departamentami nadmorskimi. Algierczycy w referendum mieli się wypowiedzieć czy chcą, aby ich kraj stał się państwem niezależnym i współpracującym z Francją. Wszyscy Algierczycy posiadający obywatelstwo francuskie mogli je zachować, każdy z nich bez przeszkód miał prawo opuścić Algierię. Natomiast algierscy Europejczycy mieli zachować podwójne obywatelstwo przez 3 lata, a potem zdecydować pomiędzy francuskim a algierskim. Francji przysługiwało prawo pozostawienia w Algierii 80-tysięcznej armii przez 3 lata. Ponadto na 5 lat zachowano lotniska na Saharze oraz przez 15 lat bazę morską pod Oranem. Algieria zobowiązała się zagwarantować Francji jej interesy, w zamian Francja zobowiązywała się do udzielenia pomocy finansowej. Zastrzeżono dla Francji prawo do eksploatacji bogactw saharyjskich. Ponadto Algieria zobowiązała się pozostać częścią terytorium franka francuskiego.

Proklamowanie niepodległości Algierii miało miejsce w 1962. Pierwszym jej premierem, a od 1963 także prezydentem został wieloletni dysydent Ben Bella, który wygrał rywalizację w obozie skłóconej algierskiej opozycji po zawarciu sojuszu taktycznego z Boumediennem. Zaraz po przejęciu władzy Ben Bella w autorytarnym stylu zaczął umacniać swoją pozycję, skupiając się na eliminowaniu stronników Boumédiènne'a w dworskich spiskach. Rywalizacja tych dwóch osobowości pierwszych lat niepodległej Algierii stała się wręcz otwarta, czego obydwaj nawet nie starali się ukrywać. Na jednej z konferencji Ben Bella przedstawił Boumédiènne'a jako człowieka, który spiskował przeciw niemu, a następnie zadał pytanie, jak rozwijają się intrygi pułkownika. Na to ten drugi podziękował i potwierdził, że wszystko idzie sprawnie. I tak też się stało. W 1965 roku czołgi Boumédiènne'a wkroczyły do Algieru i dokonały bezkrwawego zamachu stanu, a sam Ben Bella na wiele lat osadzony został w areszcie domowym na pustyni. Między tymi dwoma najbardziej prominentnymi postaciami nie było jakiś specjalnych różnic ideologicznych. Obydwaj uznawali islam jako zaawansowaną formę socjalizmu. Fascynowali się Naserem i jego nacjonalizmem panarabskim z pomysłami socjalistycznymi w gospodarce. Zatrudniali różnych dziwnych doradców, wśród których byli komuniści i trockiści (zwani w Algierii jako pieds rouges). Wiadome było zatem, że nic dobrego z tego nie mogło dla gospodarki kraju wyniknąć. Produkcja rolna spadała, malał eksport wina, spadała jakość produkcji i konkurencyjność algierskich firm. Rozbudowywany był natomiast sektor administracji publicznej, liczba jego urzędników już w 1964 r. przekroczyła 100 tys! Drugim sektorem, na który nowa władza nie szczędziła środków była armia. W 1964 r. bezrobocie wśród aktywnej części populacji wynosiło aż 84%, to prawdziwa katastrofa społeczna. Budowlanka praktycznie stanęła, działalność inwestycyjna zamarła.

Mimo, że partie komunistyczne potępiły zamach stanu Boumédiènne'a to Moskwa tego nie uczyniła (była głównym dostawcą broni dla Algieru), podobnie zachował się prezydent Egiptu Naser oraz Chiny. Kraje afrykańskie zareagowały bardzo różnie i chaotycznie. Boumédiènne kontynuował cel swojego poprzednika: budowę socjalizmu w Algierii. Rosyjski dowcip z tego czasu mówił, że po pół roku po rozpoczęciu budowy socjalizmu w Algierii ten pustynny kraj będzie musiał importować piasek. Tak źle póki co nie było, niemniej smutne jest to, że programy i pomysły gospodarcze islamskich fundamentalistów wyglądały zupełnie racjonalnie w porównaniu do działalności ojców niepodległości algierskiej. Jako wojskowy Boumédiènne miał naturalne skłonności do centralnego zarządzania gospodarką. Wprawdzie określał siebie jako socjalistę, to jednak był mniej radykalny niż Ben Bella. Krytykował on przede wszystkim ulubiony pomysł swojego poprzednika: samorządy pracownicze, gdyż widział jego dewastujący wpływ na gospodarkę. Zamiast samorządów wolał zarządzanie socjalistyczne, gdyż nie musiał kupować lojalności pracowników, mając pełną kontrolę nad armią. Już w 1971 roku 90% przemysłu algierskiego znajdowało się pod kontrolą rządu. Boumédiènne nie był zwolennikiem kolektywizacji rolnictwa, promował za to kapitałochłonne, proeksportowe sektory gospodarki. Słabo dawał sobie radę z wysokim bezrobociem, ale był głębokim zwolennikiem planów gospodarczych (najpierw 3-letnich, a później 4-letnich, czym się zdecydowanie różnił od komunistów europejskich, którzy preferowali pięciolatki). Na papierze wszystko się zgadzało, plany te miały pewną wiarygodność. Np. budowa ropociągów, która umożliwiłaby dalszą ekspansję sektora węglowodorów. Prezydent miał wizję budowy hut stali, które wyprodukowałyby rury i inne potrzebne produkty stalowe. Dodatkowo ten wielki wizjoner wymyślił sobie, by zbudować rafinerię przetwórstwa ropy i zwiększyć tym samym zdolności eksportowe kraju. Teoretycznie to miało sens, większość krajów wydobywających ropę miało podobne marzenia. W rzeczywistości jednak najbardziej efektywny kosztowo jest transport ropy statkami do rafinerii, które są ulokowane jak najbliżej rynków zbytu. W konsekwencji kraje eksportujące ropę, mające ambicje jej rafinacji musiały często subsydiować taką działalność i pokrywać różnicę kosztów transportu produktów ropopochodnych w stosunku do tańszego transportu nieprzetworzonej ropy. Algieria szybko przekonała się, że taka strategia rozwoju nie była w stanie wygenerować nadwyżek, które zmniejszyłyby ubóstwo jej mieszkańców. W rezultacie zmarnowanych zostało masę środków, które państwo zainwestowało w nierentowne i nietrafione pomysły, co oczywiście nie jest niczym nadzwyczajnym. Wg. Banku Światowego ponad jedna trzecia wszystkich inwestycji publicznych w świecie to inwestycje nietrafione, a środki publiczne bezpowrotnie zmarnotrawione. W Algierii ten odsetek nieodpowiedzialnej działalności państwa był zapewne sporo wyższy. W tym samym czasie podobną strategię pseudorozwojową zaaplikował Rumunii komunistyczny satrapa Çeausescu. Zaciągnął długi na budowę fabryk, które okazały się być nierentowne, ale długi trzeba było spłacać. W przeciwieństwie do Gierka, który też chciał być 10 potęgą gospodarczą świata i utopił miliardy w inwestycje, Çeausescu postanowił spłacać długi, sprzedając całą produkcję rolną kraju i fundując swoim obywatelom głodową dietę. Gierek natomiast wybrał kurs na bankructwo kraju ze wszystkimi konsekwencjami. W Algierii cały przemysł naftowy znalazł się pod kontrolą „narodu”, którego wolę uosabiał gigantyczny konglomerat pod nazwą Sonatrach (Société Nationale pour la Recherche, la Production, le Transport, et la Commercialisation des Hydrocarbons) - główny ośrodek korupcji i złodziejstwa.

Boumédiènne dobrze czuł się w meandrach gry politycznej. Nie dopuścił do wykreowania w swoim najbliższym otoczeniu żadnej poważnej postaci, która mogłaby mu zagrozić. Kiedy zmarł w 1978 roku na rzadką chorobę krwi (leczył się, jak wielu autokratów w Moskwie), nie pozostawił żadnego następcy, przez co kraj pogrążył się w kryzysie politycznym. Wybuchła walka o władzę między ideologicznymi socjalistami, a bardziej umiarkowanymi pragmatykami, do których zaliczała się też armia. Żadna frakcja nie była w stanie przeforsować swojego kandydata. Dlatego też na konwencji FLN wybrano kompromisowego kandydata — Benjedida, który bez problemów wygrał wybory, gdyż jego poprzednik praktycznie wykluczył opozycję z życia politycznego. Jego największą zasługą było odejście od planów trzyletnich w kierunku pięcioletnich. Poza tym nieśmiało wprowadzał reformy, jednak zamiast prywatyzować firmy państwowe postanowił dawać ich zarządom więcej autonomii. Benjedid wspierał też powstawanie małych przedsiębiorstw prywatnych, zachęcał do tworzenia prywatnych przedsiębiorstw rolnych, bał się jednak jak ognia przekroczyć Rubikon i zdecydować się na sprzedaż aktywów państwowych. W dodatku miał pecha, gdyż w 1988 roku ceny ropy naftowej na rynkach światowych załamały się, co wywołało napięcia w finansach publicznych, wzrost zadłużenia państwa, a eksplozja demograficzna przyśpieszyła zmierzch algierskiego modelu rozwoju wprowadzonego przez przez FLN.

W takich warunkach Benjedid próbował trochę liberalizować system polityczny, doprowadził do uchwalenia nowej konstytucji w 1989 roku, która usuwała kierowniczą rolę FLN w państwie oraz wykreślała określenie Algierii jako państwa socjalistycznego. Dzięki temu dopuszczona została działalność partii i organizacji politycznych. Główną siłą opozycyjną szybko stała się partia integrystów islamskich FIS (Front Islamique du Salut), a z ugrupowań etnicznych partia Berberów. Obudził się też dawno zapomniany Ben Bella, który z autokraty nagle poczuł się demokratą, tworząc kabaretowy Ruch na rzecz Demokracji. Prawdziwy test na demokrację przyszedł w 1990 roku, kiedy FIS pokonał kandydatów FLN we wszystkich większych miastach, a następnie wygrał wybory parlamentarne, ale nie uzyskał większości bezwzględnej. Do drugiej tury wyborów już nie doszło. Algierska armia nie chciała pozwolić na dalsze testowanie demokracji dokonując zamachu stanu i w ten sposób udaremniając niechybne przejęcie władzy przez islamistów z FIS, głoszących otwarcie chęć budowy państwa islamskiego. Benjedid podał się do dymisji, a kraj pogrążył się w brutalnej i okrutnej wojnie domowej. Władzę przejęło wojsko, wprowadzono stan wyjątkowy, nowy prezydent Boudiaf kilka miesięcy po wyborze został zamordowany przez sympatyka islamistów, co jeszcze bardziej pogrążało kraj w chaosie. W czasie trwającej 11 lat wojny domowej zginęło ponad 100 tys. ludzi, w tym wielu cudzoziemców, którzy byli celem ataków terrorystycznych islamistów. Kraj opuścili praktycznie wszyscy ekspaci. Działania zbrojne w pierwszych latach regularnej wojny domowej nasilały się po obu stronach konfliktu, dochodziło do licznych zamachów bombowych i akcji terrorystycznych, mających na celu destabilizację państwa i zastraszenie ludności. Żadna ze stron nie uzyskiwała jednak oczekiwanej przewagi, a to zmusiło władze Algierii do szukania porozumienia z fundamentalistami islamskimi. Generał Liamin Zerual, mianowany w 1994 roku prezydentem Algierii, był rzecznikiem dialogu między zwaśnionymi stronami, mimo to – następowała dalsza eskalacja konfliktu. Jesienią 1994 Zbrojna Grupa Islamska zmieniła taktykę i z bezpośrednich konfrontacji z wojskami rządowymi zdecydowała się dokonywać mordów ludności cywilnej. W 1995 r., mimo destabilizacji państwa, odbyły się wybory prezydenckie, w których zwyciężył gen. Zerual. Nadal próbował on porozumieć się z islamistami, co jednak nie przynosiło oczekiwanych skutków. W 1997 roku miały miejsce wybory parlamentarne, w których zwyciężyło prorządowe ugrupowanie – Narodowe Zgromadzenie Demokratyczne. Nowy rząd wysunął propozycję współpracy i dialogu z islamistami, przy trwających jednocześnie cały czas bombardowaniach i rzezi ludności cywilnej. Widząc jałowość swych starań, gen. Zerual zdecydował się ustąpić z urzędu i rozpisać nowe wybory – w 1999 r. wygrał je popierany przez armię Abdelaziz Bouteflika, były minister spraw zagranicznych, który rozpoczął tym samym dwie dekady swojego panowania. Doprowadził on do zawieszenia broni przez główne organizacje bojowe fundamentalistów, co zakończyło w 2002 r. krwawą fazę wojny domowej. Ogłoszona została amnestia i kraj powoli wracał do normalnego funkcjonowania. Bouteflika zdobył dzięki temu autentyczną popularność, co pozwalało mu wygrywać kolejne wybory.

W gospodarce zmieniło się za jego urzędowania niewiele. System gospodarczy zdominowany był przez klientystyczną politykę klanową wykreowaną przez oligarchię militarno-biurokratyczną. To system powiązań, w którym najbardziej lukratywne transakcje są finalizowane w szarej strefie, gdzie podstawowym celem głównych aktorów jest "dojście" do władzy i jej kapitalizowanie. System ten w zadziwiający sposób opiera się wszelkim próbom zmian i jest poza zasięgiem reform. Pilnym imperatywem jest odejście od monogospodarki naftowej, z uwagi na stały spadek cen ropy po roku 2014. Wysokie wpływy z eksportu ropy i gazu w poprzedniej dekadzie i wysokie wydatki publiczne były już nie do utrzymania. Strach przed traumą okresu wojny domowej lat 90-tych XX wieku paraliżuje rozsądek i wstrzymuje systemowe reformy gospodarcze. Ale ten marazm z kolei może być zapalnikiem kolejnej fali niepokojów społecznych. Trudno będzie rozwiązać tą kwadraturę koła. Właściwym modelem wydaje się ograniczanie nieefektywnej sfery publicznej, odbiurokratyzowanie gospodarki (to chyba jeden z najbardziej zbiurokratyzowanych krajów, które widziałem na świecie - na założenie firmy potrzeba tam 25 dni, wymaganych jest 19 procedur, na zezwolenie na budowę i podłączenie do energii elektrycznej trzeba czekać 159 dni przy średniej dla MENA - 84, 27 dni, aby dokonać importowej odprawy celnej), transparentność finansów publicznych, komunikacja i dialog ze społeczeństwem w zakresie wyzwań gospodarczych kraju, inkluzywność wykluczonych warstw społecznych z życia gospodarczego, a przede wszystkim oferta rynku pracy dla młodych ludzi tego jednego z najmłodszych społeczeństw Afryki Północnej. Przeszkodą w implementacji tych sensownych, wydawałoby się kroków jest zachowawczość elity biznesowej kraju, broniącej status quo oraz strach przed liberalizacją kraju, kiedy nieśmiałe reformy lat 80-tych XX wieku poprzedziły krwawą i brunatną dekadę lat 90-tych. Nadal jednak niewiele mówi się o konieczności ograniczenia wszechogarniającej korupcji, która jest immanentną częścią każdej zetatyzowanej gospodarki.

Algieria jest nadal zbyt zależna od przychodów z eksportu węglowodorów. Przychody ze sprzedaży ropy i gazu stanowią aż 97% całego eksportu, co stanowi 2/3 przychodów państwa i 1/3 PKB (2017). W lepszych czasach wydobycie tych bogactw naturalnych pozwalało kupować rządzącym lojalność elit i spokój społeczny. Tak długo jak starczało środków na hojne subsydia oraz mieszkania socjalne na tłumienie niezadowolenia społecznego wszystko było w porządku. Kiedy wydatki socjalne musiały być ograniczane, głównym ich adresatem był aparat represji, bez którego rządzenie nie byłoby możliwe. Gospodarka algierska po 2014 roku znowu pokazuje swoje immanentne słabości. Spadek cen surowców energetycznych odkrywa wszystkie jej problemy. Kumoterstwo, rozdzielanie zamówień publicznych firmom dysponującym odpowiednimi koneksjami w gabinetach władzy, wspieranie niekonkurencyjnych sektorów i firm jeszcze pogarsza sytuację. Sam sektor wydobywczy też jest permanentnie niedoinwestowany. Algieria jest jedynym członkiem OPEC, który wydobywa ropę w ilościach poniżej dozwolonych limitów kwotowych, głównie dlatego, że zdolności produkcyjne są niewykorzystywane ze względu na brak inwestycji odtwarzających i modernizacyjnych. Kurczą się też zasoby surowców energetycznych kraju. Pokłady ropy zapewniają wydobycie jeszcze tylko przez 20 lat, a gazu 50 lat. W ciągu 2 najbliższych generacji wyczerpie się zatem ostatecznie dotychczasowy model rozwojowy. W porównaniu do 2007 roku, kiedy Algieria eksportowała 85mld. m3 gazu ziemnego, w 2018 roku jego eksport wynosił już tylko 50 mld m3. Z uwagi na skokowy wzrost demograficzny wzrasta też zużycie krajowe surowców energetycznych, zmniejszając eksport, a tym samym wpływy dewizowe, którymi można sfinansować potrzebny import. W ostatnich latach Algieria podjęła wysiłki zwiększenia mocy produkcyjnych przez kontrowersyjne technologie, jak fracking przy wydobyciu gazu łupkowego. Dlatego też rząd podjął wiele kroków by przyciągnąć kapitał zagraniczny i stymulować inwestycje bezpośrednie międzynarodowych korporacji w tym zakresie. Plany zwiększenia wydobycia o 14% w 2019 r. oraz inwestycji miliardowych w wydobycie spaliły jednak na panewce, również po ujawnieniu skandali korupcyjnych, które sparaliżowały funkcjonowanie naftowego molocha - Sonatracha. Wkrótce potem w 2014 doszło do załamania cen surowców energetycznych na rynkach światowych, co pozbawiło potężne dotąd koncerny naftowe nie tylko apetytu, ale również możliwości inwestycyjnych. Cena ropy w granicach 40-60$ za baryłkę utrzymuje się zresztą do dzisiaj. Zgromadzone w czasach prosperity rezerwy walutowe Algierii oceniane na 210 mld $ szybko stopniały do poziomu 98 mld. w 2018 r., gdyż wpływy budżetu państwa spadły z 74 mld $ w 2007 do zaledwie 24 mld $ w 2017. Nawet przed wybuchem pandemii w 2020 r. Algieria wydała wszystkie środki ze swojego sovereign wealth fund (FRR), które w 2014 wynosiły 37 mld $.

Algieria nie może dalej zwlekać z podjęciem walki z chorobą, którą ekonomiści nazywają "Dutch disease" (regres gospodarczy spowodowany odkryciem i intensywną eksploatacją złóż surowców naturalnych): przewartościowana waluta krajowa (dzięki polityce banku centralnego sztucznie utrzymującej silnego algierskiego dinara) czyni nieopłacalnym i niekonkurencyjnem produkcję eksportową. Ta polityka doprowadziła do obniżenia opłacalności produkcji przemysłu nienaftowego, wzrostu bezrobocia i wyeksponowania gospodarki na nieprzewidywalne fluktuacje cen surowców na rynkach światowych. Nawet algierscy etatyści zaczęli to powoli rozumieć. Algierski premier Sellal w 2016 roku nawoływał do wykreowania nowego modelu gospodarczego, który miałby zredukować rolę państwa w gospodarce, wzmocnić sektor prywatny i ograniczyć uzależnienie od sektora naftowego. Jego następcy powtarzali to samo przesłanie, ale słowa nie tylko w Algierii nie mają jednak mocy sprawczej. Ważne było jednak to, że politycy uznali, że kraj znalazł się w prawdziwej pułapce rozwojowej. Budżet w 2016 roku przewidywał redukcję wydatków państwa o 9%, podniesiono ceny paliw, które przez długie lata były subsydiowane. Ponieważ kroki te nie wywołały większego oporu, rząd zdecydował się w 2017 roku obniżyć wydatki budżetu państwa o kolejne 14%. Wprowadzono też restrykcje importowe, a bank centralny przeprowadził kontrolowaną dewaluację dinara, co powinno przyczynić się do stopniowego odzyskiwania konkurencyjności producentów krajowych. Podobne kroki zostały podjęte w 2018 i 2019. Towarzyszyła im polityka luzowania ilościowego banku centralnego, czyli wzrostu podaży pieniądza poprzez skup papierów skarbowych w celu stymulowania gospodarki. Chociaż wielu analitykom się to spodobało, to jednak ekonomiści w większości taką politykę krytykowali, twierdząc, że jest to dolewanie oliwy do ognia wzrostu inflacji i oczekiwań inflacyjnych, wzrostu kosztów utrzymania i odstrasza ponadto inwestycje zagraniczne. Jest to kolejna próba dywersyfikacji struktury gospodarczej kraju. Wszystkie poprzednie zakończyły się porażką. Po Arabskiej Wiośnie w 2011 jedyną receptą rządzących było dosypywanie nowych subsydiów, uruchomienie finansowania o zerowym oprocentowaniu dla młodych przedsiębiorców oraz ambitny program budowy mieszkań i inwestycji infrastrukturalnych. Była to cena za utrzymanie spokoju społecznego, co ostatecznie udało się osiągnąć, gdyż system władzy pozostał nienaruszony. W 2014 Bouteflika po raz czwarty wygrał wybory, ale jego stan zdrowia po wylewie nie pozwalał mu już kontrolować sytuacji. W 2019 r. po 20 latach sprawowania realnej władzy poruszający się od dawna na wózku inwalidzkim prezydent ogłosił, że będzie jeszcze raz kandydował w wyborach prezydenckich. Tego było już zbyt wiele nie tylko dla Algierczyków, ale też jedynej realnej siły w kraju: armii. Szef sił zbrojnych ogłosił Bouteflikę niezdolnym do sprawowania urzędu, co go zmusiło do ustąpienia. Do protestów ulicznych dołączyli oficerowie armii. Nowym prezydentem został A. Tebboune, który wygrał wybory przy standardach dalekich jednak od demokratycznych. Zaraz po zaprzysiężeniu nowego prezydenta wybuchła pandemia Covid-19. W marcu 2020 Tebboune wykorzystał tę sytuację jako pretekst do zawieszenia wolności obywatelskich, zakazał demonstracji i zgromadzeń publicznych. Te decyzje były skrytykowane przez Amnesty International. Władze prześladowały aktywistów społecznych, aresztowały dziennikarzy, ok. 70 osób zatrzymano po krytycznych komentarzach zamieszczanych na postach w Facebooku. Tebboune zdecydował się na reformę konstytucyjną, która zwiększała uprawnienia parlamentu, limitowała sprawowanie urzędu prezydenta do 2 kadencji, zapewniała niezależność wymiaru sprawiedliwości, słowem same słuszne i szczytne cele, które po raz kolejny mają uczynić z Algierii istny raj na ziemi. Konstytucja finalnie weszła w życiu po referendum w listopadzie 2020. Algierczycy jednak nie uwierzyli w tę wizję krainy mlekiem i miodem płynącej, wychodząc w lutym 2021 r. tłumnie na ulice, protestując pokojowo przeciwko rządowi Tebboune’a. Przyszłość tego pięknego kraju staje znowu pod dużym znakiem zapytania.

Algieria nigdy w swojej burzliwej historii nie była oazą stabilności. Stosunki z byłą metropolią od czasów wojny o niepodległość również nie są łatwe. Ich mniej znane tło można lepiej zrozumieć, kiedy pod koniec 2020 r. prezydent Francji Macron przyznał, że w 1957 roku żołnierze francuscy „w imieniu Republiki” torturowali i popełnili mord na wybitnym algierskim aktywiście niepodległościowym, prawniku Ali Boumendjel’u, po 63 latach kłamania, że popełnił on samobójstwo. Od pewnego czasu mocarstwa kolonialne pod wpływem opinii publicznej oraz realiów społeczno-politycznych zaczynają dokonywać trudnego rozrachunku z czasami imperialnymi, rzutującymi na ich sytuacje wewnętrzną oraz współczesne relacje z dawnymi koloniami i terytoriami zależnymi. To pierwsze kroki na długiej drodze pojednania dzisiejszej Francji, W. Brytanii, Włoch, Hiszpanii, Portugalii czy Belgii ze społecznościami obszarów zależnych, które obejmowały większość świata. A jest to daleko niepełna lista. Na ich eksploatacji metropolie budowały swój dobrobyt, niejednokrotnie dokonując tam zbrodni porównywalnych z nazistowskimi i komunistycznymi. Zbrodni nigdy nie rozliczonych i do dzisiaj w większości skrzętnie ukrywanych. Wystarczy powiedzieć, że tylko podczas wojny o niepodległość Algierii, która pozostawiła też nadal nie zaleczone rany w samej Francji, zginęło półtora miliona Algierczyków. Tam nie obowiązywały szczytne hasła wolności, równości i braterstwa, będące elementem naszej euro-atlantyckiej tożsamości, ale prawo dżungli. Rządzący metropoliami byli częścią tego systemu i jego bezpośrednimi beneficjentami, jak choćby w przypadku króla Belgów, który przekształcił Kongo w swój prywatny obóz przymusowej pracy. Miliony ofiar, dawnych i współczesnych, nadal oczekują na ujawnienie prawdy i rozliczenia sprawców. A cały świat czeka na stworzenie systemu praworządności, w którym naruszanie uniwersalnych zasad zawartych w Karcie Narodów Zjednoczonych, stanie się po prostu nieopłacalne. Najnowsze dzieje Algierii pełne są takich tajemniczych historii, których wyjaśnienie zajmie pewno jeszcze wiele czasu.

Kraj jest rajem dla architektów. Algier to jedno z najpiękniejszych miast Basenu Morza Śródziemnego, nie sposób się nim nie zachwycić, przemierzając (najlepiej mimo wszystko z przewodnikiem) zakamarki Kasbah śladami Pépé le Moko (ze słynnego filmu Juliena Duviviera z Jean Gabinem z lat 30-tych XX wieku). Warto zobaczyć Oran i skonfrontować słynne jego opisy dokonane przez Alberta Camusa w Dżumie z rzeczywistością. Konstantyna to z kolei miasto, którego infrastrukturę budował w latach 80-tych mój ojciec. Na mnie jednak największe wrażenie zrobiła podróż drogą transsaharyjską z Algieru na południe, której algierski odcinek został zbudowany w latach 70-tych XX wieku. Udało mi się dotrzeć tylko do Ghardai, miasteczka-oazy położonej na Saharze. Moim marzeniem, na razie niespełnionym zawsze było dojechać do Tamanrasset na południu kraju - stolicy Tuaregów. Może kiedyś jeszcze będzie to możliwe, gdyż w ostatnich 30 latach Algieria niestety nie zachęcała cudzoziemców do odwiedzin. Trudno zapomnieć, kiedy kilka lat temu w czasie meczu piłkarskiego Algieria - Francja na Stade de France w Paryżu wygwizdany został hymn francuski przez większość zebranych na trybunach, którą stanowili Algierczycy, a po burdach na trybunach sędzia odgwizdał przedwcześnie jego koniec w obawie przed większymi zamieszkami. Trzymam kciuki za ten kraj i ciągle wierzę w jego odrodzenie.






85 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Namibia

Erytrea

Uganda

Comments


O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt
bottom of page