top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Turcja

Zaktualizowano: 30 paź 2021

Turcja jest absolutnym hegemonem Bliskiego Wschodu, krajem który w ostatnich latach sporo namieszał w polityce globalnej. Historia ludów tureckich sięga czasów antycznych, wywodzą się one z okolic gór Ałtaj w Azji Środkowej, na przestrzeni dziejów niektóre spośród tych ludów, w tym słynni Hunowie, ruszyły na zachód dokonując spustoszeń cywilizacyjnych, innym udało się stworzyć w Azji organizmy państwowe. Dalekimi przodkami dzisiejszych Turków byli Oguzowie, którzy osiedlili się na terenach dzisiejszego Uzbekistanu i tam przyjęli islam. Pochodzący z nich Seldżukowie po objęciu władzy w kalifacie arabskim, w 1071 r. po raz pierwszy wkroczyli do Anatolii, pokonując Bizancjum. Zajęli także Ziemię Świętą, co stało się pretekstem do ogłoszenia w Europie pierwszej krucjaty. Państwo Seldżuków osłabło po najeździe mongolskim w XIII w., a upadło w XIV w., wtedy to rodziła się już potęga Osmanów, którzy rządzili Turcją przez ponad 600 lat. Pierwszym władcą osmańskim był Osman, syn lokalnego wojownika, który zbuntował się przeciwko Seldżukom i ok. 1300 r. utworzył własne państwo. Jego syn zdobył Bursę, zbudował w niej pierwszą w Europie fortecę i uczynił z miasta pierwszą stolicę imperium osmańskiego. Murad I powiększył imperium o Trację i Serbię, jego syn Bajazyt I podbił Bułgarię i wschodnią Anatolię, przygotowywał się do oblężenia Konstantynopola. Te plany pokrzyżował jednak Tamerlan, który w 1402 r. rozbił wojska tureckie i uwięził sułtana. Państwo osmańskie potrzebowało kilkunastu lat na odrodzenie i ponowne zdobycze terytorialne. M.in. sułtan Murat pokonał pod Warną Władysława Jagiellończyka i jego węgierską armię oraz odzyskał posiadłości na Bałkanach, ale w historii najgłośniej zapisał się jego syn, Mehmet II, zdobywca Konstantynopola. Turcja zawsze była imperium wielokulturowym. Przyjmowała Żydów wygnanych z Europy Zachodniej, w Stambule i zachodniej Anatolii żyli też liczni Grecy. Duże wpływy na dworze sułtana mieli członkowie rodów bałkańskich. Wiek XVI to okres rozkwitu państwa. Turcy podbili Egipt i Palestynę, przejęli kontrolę nad Algierem i Tunisem, jak również nad świętymi miejscami islamu - Mekką i Medyną. Niesamowity rozwój przeżywała wówczas kultura, to wtedy powstał meczet Sulejmana w Stambule. Od końca XVI wieku imperium osmańskie przeżywa trudności, jego ostatnim wielkim wysiłkiem było oblężenie Wiednia w 1683 r., zakończone odsieczą i klęską wojsk Kary Mustafy pokonanego przez Jana III Sobieskiego. Później imperium zaczęło się rozpadać. Polska odzyskała Prawobrzeżną Ukrainę i Podole, Habsburgowie Węgry, Rosja odbiła Zaporoże i Azow, a także Krym. Imperium utraciło także ziemie obecnej Grecji. Wkrótce Turcja musiała uznać niepodległość Serbii, Rumunii i Czarnogóry oraz Bułgarii. Francja zdobyła Tunis, a Wlk. Brytania - Egipt. Polacy wspominają XIX-wieczną Turcję jako kraj, który udzielił schronienia emigrantom popowstaniowym. Niektórzy powiązali z nią plany niepodległościowe, powtarzając iż państwo osmańskie nie uznało rozbiorów i wciąż czeka na posła z Lechistanu.

W 1908 r. do władzy w dogorywającym imperium osmańskim doszedł nowy ruch polityczny - młodoturcy. Dokonali oni wojskowego zamachu stanu, zmuszając sułtana do ustąpienia. Młodoturcy uważali, że bez konstytucji i parlamentu państwo nie może skutecznie się rozwijać. Mieli być również zapowiedzią nowej epoki, zwiastującej zmianę podejścia do niewiernych. Dzięki temu do armii tureckiej mogli wstępować też Ormianie. Jednak radość z tych modernistycznych zmian nie trwała długo. W latach 1912-1913, w wyniku dwóch wojen bałkańskich, imperium osmańskie straciło tereny na Półwyspie Bałkańskim, stanowiące ponad 70% jego europejskiego terytorium. Był to poważny cios dla młodoturków, który dodatkowo pogłębiały napływające z tych terenów fale tureckich uchodźców. W samym Stambule w krótkim czasie pojawiła się fala ponad 100 tys. wojennych emigrantów. Stanowili oni tłumy rozgoryczonych ludzi, którzy stracili swoje majątki, a ich samych czekał głód na ulicach miasta, gdyż rząd nie był w stanie im pomóc. Opowiadane przez nich częściowo zmyślone historie o tym, jaki los spotkał ich ze strony chrześcijan, umacniały nacjonalistyczne nastroje oraz wewnętrzne napięcia, które siłą rzeczy skupiały się na niewiernych, pozostałych na terenie imperium osmańskiego. Przegrana na Bałkanach oraz obawa przed dalszymi powstaniami stała się główną siłą napędową tureckiego nacjonalizmu. Wśród samych Turków pojawił się strach przed utratą Anatolii, a wraz z nim przeświadczenie, że wszelkie metody obrony kraju są usprawiedliwione. W 1912 r. liberałowie obalili rząd młodoturków, ale już rok później ci drudzy doszli ponownie do władzy pod radykalnymi, nacjonalistycznymi hasłami. Młodoturecki triumwirat nacjonalistów wylansował znane hasło "Turcja dla Turków", a głównym celem stało się stworzenie ojczyzny dla etnicznych Turków w Anatolii. Po wybuchu I Wojny Światowej Turcja opowiedziała się po stronie Niemiec, a doktryna panturkizmu stała się podstawą wspólnej antyrosyjskiej i antybrytyjskiej platformy współpracy Turcji i Niemiec. Młodoturcy liczyli na wykorzystanie wpływów niemieckich w rozszerzaniu granic na wschód. Planowali ekspansję w kierunku Kaukazu i rosyjskiej części Azji Środkowej, jednocząc tym samym Turków zamieszkujących tamte tereny. Miał to być kolejny etap na drodze do odtworzenia imperium tureckiego. Te rachuby się jednak nie sprawdziły. Już pierwsze starcia z Rosją zakończyły się sromotną porażką Turków. Najdotkliwszą z nich była klęska w 1915 r. pod Sarikamis, za którą Turcy zupełnie niesłusznie obwinili Ormian. W rosyjskich szeregach znajdowało się rzeczywiście wielu Ormian. Pochodzili oni z carskich terenów, ale w armii rosyjskiej służyli też tureccy uchodźcy. I właśnie obecność Ormian w wojskach wroga rozwścieczyła tureckich dowódców. W wydumanej obawie przed większą liczbą Ormian przyłączających się do carskiej armii młodoturcy uznali naród ormiański mieszkający w granicach państwa tureckiego za zagrożenie dla tego państwa. Podjęli wtedy decyzję o rozbrojeniu wszystkich Ormian w szeregach tureckiej armii i skupienia ich w bataliony robocze, do których należała m.in. budowa dróg czy czyszczenia latryn, a po wykonanej pracy byli po prostu mordowani. Likwidacja młodych i silnych mężczyzn była pierwszym etapem precyzyjnie zaplanowanego ludobójstwa Ormian. W kwietniu 2015 r. wydano rozkaz aresztowania ormiańskiej inteligencji i przywódców duchowych. Zostali oni odizolowani od reszty społeczeństwa i umieszczeni w więzieniach w głębi kraju, gdzie poddawano ich okrutnym torturom, a następnie fizycznie unicestwiano. W efekcie wymordowana została praktycznie cała elita ormiańskich intelektualistów. W następnych kroku rządzący triumwirat młodoturecki, zachęcony skutecznością wcześniejszych decyzji i zupełną obojętnością światowej opinii publicznej (trwała przecież I Wojna Światowa, na jej frontach ginęły miliony, po raz pierwszy na taką skalę użyto trujących gazów bojowych) uchwalił w trybie pilnym akty prawne, pozwalające na aresztowania i deportacje Ormian ze wszystkich terenów kraju. Decyzje te doprowadziły do wysiedlania całych wsi i miasteczek. Ormianom mówiono, że są przesiedlani do bliżej nieznanych osad w głębi kraju. W rzeczywistości policja w towarzystwie regularnego wojska pędziła kolumny bezbronnych Ormian w kierunku pustyni Del-el-Dzor, która znajduje się na terenach obecnej Syrii. Były to prawdziwe marsze śmierci (https://www.thetravelingeconomist.com/post/armenia). Były one z zimną krwią zaplanowane tak, by w ich trakcie zmarła jak największa liczba ludzi. Potworny upał, brak wody, żywności, odpoczynku oraz regularne ataki ze strony oddziałów specjalnych utworzonych z byłych zdeprawowanych kryminalistów, ale też Kurdów i podburzanych lokalnych społeczności, doprowadziły do śmierci setek tysięcy Ormian. Trasy tych marszów śmierci prowadziły najdłuższymi szlakami przez góry. W takich warunkach ludzie masowo umierali. Najpierw najsłabsi: chorzy, najstarsi, kobiety w ciąży i dzieci. Ci, którzy nie byli w stanie nadążyć za kolumną, byli zabijani na miejscu. Z każdym dniem karawany stawały się coraz mniej liczne. Istnieją dowody, że do Eufratu wrzucano tyle ciał, że woda w rzece stała się czerwona od krwi. Ludzie, którzy nie wytrzymywali bólu i cierpienia, sami wskakiwali do rzeki i tonęli, byle tylko zakończyć ten koszmar. Część Ormian była przewożona w kierunku Del-el-Dzor koleją w wagonach towarowych, co dla większości z nich zakończyło się śmiercią. Stłoczeni w wagonach niczym bydło na rzeź umierali z pragnienia i braku tlenu do oddychania. Ormianie dodatkowo sami musieli opłacić bilet za tę podróż, co miało stanowić przykrywkę dla tureckiego rządu i jego działań. Zdumiewa wręcz bestialstwo Turków wobec Ormian. Tureccy oprawcy planowo i z pełną świadomością doprowadzali ich do stanu odczłowieczenia. Eksmitowani z własnych domów, prowadzeni nie wiadomo dokąd przez pustynię, a po drodze ograbiani i w okrutny sposób uśmiercani, w końcu oszaleli z głodu i pragnienia - przestawali wykazywać zwykłe ludzkie reakcje. Po tym zaplanowanym ludobójstwie pozostało niewiele zeznań świadków, gdyż mało kto przeżył. Niemniej istnieją archiwa dokumentujące zeznania naocznych świadków, z których najliczniejsze liczące 4 tys. zeznań znajduje się teraz w USA. Wynika z nich, że Turcy m.in. podsuwali żywych ludzi albo zatapiali tratwy z ludźmi w Tygrysie. Ponadto na porządku dziennym były podpalania, okaleczania, czy zbiorowe gwałty ludności ormiańskiej. Nieliczni, którzy dotarli na pustynię, zasiedlili prowizoryczne obozy koncentracyjne. Większość zmarła z głodu lub została zamordowana. Szacuje się, że w trakcie całego pogromu zginęło ok. 1,5 miliona Ormian. Pomimo, iż po I Wojnie Światowej zostały wydane wyroki skazujące winnych tej zbrodni, to państwo tureckie do dzisiaj odmawia nazwania tamtych wydarzeń ludobójstwem. USA dopiero ustami Joe Bidena uznało ten mord za czyn ludobójstwa, wywołując zresztą furię prez. Erdogana. Turcja osmańska, która tak bała się podzielić los Polski, sama stała się ofiarą rozbioru po I Wojnie Światowej (Turcja ograniczyła swoje terytorium do Anatolii, a Stambuł poddany został kontroli brytyjskiej, francuskiej, włoskiej i greckiej). Jej obecny kształt zawdzięcza zwycięskiej wojnie o niepodległość. Armia pod przywództwem Atatürka powstrzymała ofensywę wojsk greckich, a sam Atatürk dogadał się z Rosją Sowiecką, wsparty przez sowieckie dostawy broni odniósł decydujące zwycięstwo nad Grekami w 1921 r. odzyskując Trację Wschodnią i kontrolę nad strefą cieśnin. Turcja odzyskała pełną suwerenność potwierdzoną traktatem pokojowym, który zatwierdził też wymianę ludności z Grecją i z Bałkanami. Wkrótce też zniesiony został sułtanat, a Turcja stała się republiką. Jej pierwszym prezydentem, pełniącym urząd do swojej śmierci w 1938 r. został Atatürk.

Reformy Mustafy Kemala Paszy, zwanego Atatürkiem przeorały świadomość narodową Turków i ukształtowały nowoczesne państwo konsolidujące narodową wspólnotę. Skierowane były jednoznacznie przeciwko tradycyjnej wspólnocie, kształtowanej przez islam. Postawa samego Atatürka wobec islamu ewoluowała zresztą w czasie. Początkowo odgrywał on znaczącą rolę jako cecha wyodrębniająca Turków od innych narodowości zamieszkujących dawne imperium jak Grecy czy Ormianie. W konstytucji z 1923 r. był zapis o islamie jako religii państwowej. Później muzułmanizm okazał się być czynnikiem hamującym dalszy rozwój świadomości czysto narodowej i jako taki musiał w koncepcji szefa państwa być zneutralizowany. Atatürk tworzył nie tylko nowoczesny naród, ale też państwo tureckie, gdyż wielonarodowe imperium osmańskie oparte na władzy sułtana rozpadło się w pył. Dla niego najważniejszym celem politycznym było ukształtowanie przy pomocy nowoczesnego aparatu państwowego świeckiego, w pełni świadomego swego istnienia narodu. Wprowadzone zostało prawo, które zapewniało rządowi władzę dyktatorską. Atatürk, mimo że sam wyznawał ideały zachodniej demokracji parlamentarnej, nie uważał za nic zdrożnego, by ideały te osiągnąć drogą na skróty, usprawiedliwiając to zapóźnieniem i opłakanym stanem kraju. Z ogromną starannością przygotowywał się do przeprowadzenia w parlamencie kolejnych reform. O jego sukcesach przesądził pragmatyzm, intuicyjna znajomość psychologii i z całą pewnością poczucie misji do spełnienia i podporządkowanie podejmowanych działań jednemu nadrzędnemu celowi, co zapewniało ich spójność. Środkiem do osiągnięcia celu były przede wszystkim podejmowane inicjatywy ustawodawcze. Należało do nich m.in. wprowadzenie nowego kodeksu cywilnego, wzorowanego na szwajcarskim. Kemalistowski kodeks zmierzał przede wszystkim do poprawienia sytuacji kobiety, dotyczył też obywateli innych wyzwań niż muzułmańskie (prawo szariatu dotyczyło tylko muzułmanów). Był to pierwszy nowoczesny kodeks Turcji republikańskiej, ale wkrótce wprowadzone zostały kolejne: karny, handlowy i morski. W ten sposób życie Turków zostało poddane zupełnie nowym regułom. Jednak same działania ustawodawcze nie były wystarczające - należało bowiem dotrzeć do sfery świadomości obywateli tureckich i przekształcić ją w świadomość „bycia Turkiem”. Radykalna reorganizacja całego systemu prawnego kraju stanowić miała pierwszy krok na tej drodze, ale z całą pewnością nie ostatni. W celu utworzenia nowoczesnego narodu tureckiego jako wspólnoty wyobrażonej, całkowicie odmiennej od wspólnot klasycznych ją poprzedzających Atatürk podjął też wiele innych decyzji. m. in. zlikwidował medresy (teologiczne szkoły muzułmańskie), w których kształcili się teologowie islamscy. W ich rękach znajdowało się dotychczas całe szkolnictwo i sądownictwo. Kolejny problem stanowili derwisze (czyli członkowie bractwa religijnego o charakterze mistycznym) należący do przeróżnych bractw religijnych. Celem ich nauki było osiągnięcie unii mistycznej z Bogiem, ale ich działalność nie ograniczała się do religii, obejmowała też kwestie polityczne. W czasie wojny o niepodległość Kemal Mustafa korzystał z poparcia tych bractw, ale po pierwszych reformach sekularyzacyjnych derwisze zaczęli nawoływać chłopów do walki o przywrócenie kalifatu. Szczytowym punktem tej kampanii było powstanie kurdyjskie, które uświadomiło Atatürkowi, że derwisze dzięki wpływowi, jaki mogą wywierać na nieoświecone masy chłopskie, są groźniejszymi przeciwnikami niż teologowie islamscy, dlatego z jego inicjatywy parlament ogłosił dekrety rozwiązujące wszystkie bractwa religijne. Zamknięto klasztory i sanktuaria, zakazano obrzędów, a stroje kultowe pozwolono nosić jedynie w meczetach. Skoro islam regulował dawniej całokształt życia społeczeństwa tureckiego, wszelkie przemiany musiały podważać jego pozycję. W 1928 roku nastąpiło ostateczne oddzielenie religii od państwa: zapis o tym, że jest on religią państwową został usunięty z konstytucji. Oficjalnie ogłoszono, że Republika Turecka jest państwem laickim. Religia została ograniczona w swej działalności do meczetów, których część zamieniono zresztą na muzea. Kolejnym ciosem wobec islamu było na przykład przekształcenie w 1934 roku słynnej świątyni Mądrości Bożej (Hagia Sophia), służącej od zdobycia Konstantynopola jako meczet, w państwowe muzeum, którego ekspozycja ukazywała wartości kultury bizantyjskiej. Jest swoistym kuriozum, że po blisko 100 latach od ówczesnej decyzji obecny władca Turcji Erdogan ponownie zdecydował przekształcić ten cud architektury światowej w meczet.

Rozdział islamu od państwa został w ten sposób zakończony: Turcja stała się pod względem prawnym i konstytucyjnym państwem laickim, mającym nowoczesną, świecką konstytucję i przepisy prawne. Pozostało teraz do wykonania równie wielkie dzieło przemiany świadomości ludności tego nowoczesnego państwa. Dla istnienia poczucia wspólnoty narodowej istotne okazało się w przekonaniu Atatürka osiągnięcie pewnej jednolitości etnicznej w państwie tureckim. Wkrótce po zakończeniu działań wojennych rozpoczęła się wymiana ludności między Grecją a Turcją. W ten brutalny, ale nadzwyczaj skuteczny sposób udało się Kemalowi Mustafie uregulować stare spory z Grekami oraz zwiększyć stopień ujednolicenia etnicznego w Turcji. Znacznie poważniejszym problemem okazali się Kurdowie. Po zakończeniu I wojny światowej istniały projekty utworzenia odrębnego terytorium kurdyjskiego, ale zwycięstwo ruchu kemalistowskiego udaremniło te plany. Atatürk zdawał się wierzyć, że Kurdowie solidaryzują się z Turkami, ale wybuch powstania kurdyjskiego w 1925 roku zaprzeczył tym przekonaniom. Już w 1919 roku upadający reżim w Stambule usiłował wykorzystać szczepy kurdyjskie na wschodzie i podburzyć je przeciw Kemalowi. Powstanie było walką o niepodległość narodową, lecz jednocześnie kierowały nim elementy religijne (derwisze). Atatürk postanowił działać w zdecydowany sposób: karna ekspedycja wojskowa stłumiła powstanie w niesłychanie krwawy sposób. Należy jednak podkreślić, że ten krok nie był podyktowany ideologią narodową, jako rasistowską czy dyskryminującą pewne kategorie ludności, lecz celami praktycznymi: Kurdowie jako element poprzedniego systemu zagrażali podwójnie dążeniom Atatürka: podważali przekonanie o istnieniu ogólnonarodowej wspólnoty i stanowili niebezpieczeństwo dla młodej Republiki Tureckiej jako państwa. Atatürk popełnił wcześniej błąd, nie dostrzegając Kurdów jako odrębnej narodowości i zaprzeczając ich prawu do odrębnego państwa, a za ten błąd Kurdowie i Turcy płacą do dzisiaj.

W 1923 roku Ankara została ogłoszona nową stolicą Turcji. Decydującą rolę odegrała tu niechęć Mustafy Kemala do Stambułu, jego osmańskiej tradycji, kosmopolitycznej aury i liberalnej prasy. Jednak znaczenie tego faktu wykracza o wiele dalej, poza osobiste uczucia Atatürka. Nowa stolica oznaczała symbolicznie fakt, że cała Turcja jest „nowa”, że chce zerwać z tradycjami osmańskimi i z otomańskim kosmopolityzmem. Decyzja ta stanowiła zerwanie z przeszłością i była logicznym następstwem obalenia sułtanatu. Stambuł - dawny Konstantynopol - był stolicą osmańskiego imperium, ze swymi meczetami i pałacami - symbolami dawnych wspólnot wyobrażonych, z dworem i teologami islamskimi, z kupiecką kosmopolityczną społecznością, był zbyt blisko związany z przeszłością i faktycznie, i w świadomości ludu tureckiego, by służyć za ośrodek całkiem nowego państwa. Dlatego wybrano nową stolicę, podkreślającą i symbolizującą zachodzące zmiany: nowe państwo nie opierało się przecież na dynastii, imperium czy religii, ale na narodzie tureckim, a Ankara znajdowała się w samym centrum tej nowej, tureckiej ojczyzny.

W wielowiekowej historii Bliskiego Wschodu żadna część garderoby nie odegrała tak znaczącej roli jak nakrycie głowy, symbolizując z reguły status społeczny i religię właściciela. Nawet osmańskie nagrobki ozdabiano często na szczycie kamiennym, stylizowanym nakryciem głowy, a kodeksy prawne dotyczące ubioru ściśle określały elementy stroju, które mógł nosić muzułmanin, chrześcijanin czy żyd. Już sto lat przed Atatürkiem, za panowania sułtana reformatora Mahmuda II, „konserwatywny” turban został zastąpiony bardziej „postępowym” fezem, czyli czapką turecką w kształcie ściętego stożka. Podczas I wojny światowej fez stanowił standardowe nakrycie głowy w armii sułtańskiej. Kapelusz w oczach anatolijskiego wieśniaka symbolizował znienawidzonego innowiercę. Natomiast dla samego Mustafy Kemala fez był bastionem muzułmańskiej tożsamości, sprzecznej z duchem cywilizowanego Zachodu. Naród turecki miał się stać narodem nowoczesnym, więc Turek także zewnętrznie musiał się upodobnić do Europejczyka. Sam Atatürk stwierdził: ”Cywilizowane ubranie jest godne i odpowiednie dla naszego narodu”. Konsekwencją tego stwierdzenia było uchwalenie w 1925 roku tzw. „ustawy o kapeluszach”. Zakazywała ona noszenia fezu i nakazywała mężczyznom noszenie kapeluszy z rondami, a przykład dał sam prezydent, przywdziewając białą panamę. Odtąd noszenie fezu było przestępstwem kryminalnym. Ustawa ta, silnie związana z szerszymi procesami sekularyzacji, spotkała się z gwałtownym oporem w niektórych kręgach muzułmańskich, jednak nieposłusznych powieszono lub skazano na kary ciężkiego więzienia. Oderwanie społeczeństwa od tradycji muzułmańskich okazało się trudniejsze, niż sądzono i pociągnęło za sobą ludzkie ofiary. Kolejne dekrety skierowane przeciwko teokracji objęły też zakaz noszenia szat religijnych i insygniów przez osoby nie piastujące uznanych funkcji religijnych oraz rozkaz do wszystkich urzędników by nosili ubiór „wspólny dla wszystkich cywilizowanych narodów świata” [5] - to jest europejski garnitur i kapelusz. Bardziej delikatną sprawą okazał się ubiór kobiet - nawet Atatürk nie odważył się na podjęcie kroków nakazujących zdjęcie zasłony - czarczafu, chociaż jej ubieranie przestało być nakazem.

Kolejną ważną reformą byłą zmiana alfabetu z arabskiego na łaciński. Alfabet arabski jednoczył muzułmanów różnych narodowości - jako członków klasycznej wspólnoty wyobrażonej - islamu, a ponadto był alfabetem, w którym został napisany Koran, który jako święta księga religijna był uważany za nieprzetłumaczalny. Tak więc alfabet arabski był czymś więcej niż systemem znaków, stanowił przykład znaków o charakterze niearbitralnym, danych przez Boga. Zerwanie z tym systemem miało w konsekwencji ułatwić Turkom identyfikację z narodową wspólnotą wyobrażoną przez rozbrat z muzułmańską kulturą Osmanów. Imperium Osmańskie było organizmem na wskroś kosmopolitycznym, a kemalistowska Turcja miała się stać państwem narodowym. Pismo arabskie jako ostatni symbol muzułmańskiej tożsamości miało pójść w zapomnienie. Reforma ta niewątpliwie ułatwiła też walkę z analfabetyzmem. Atatürk szerzenie oświaty uważał za misję niezwykle doniosłą, bo przełamanie zacofania kulturalnego stanowiło według niego warunek postępu i dobrobytu. Rozpoczęto szeroką akcję oświatową poprzez tzw. Domy Ludowe. Miały one także służyć wychowaniu społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży w duchu kemalizmu.

Po reformie alfabetu przyszła kolej na reformę języka. Należało oczyścić język turecki z zapożyczeń arabsko-perskich, będących przeżytkami dawnej, kosmopolitycznej wspólnoty. W tym celu Kemal Mustafa założył Tureckie Towarzystwo Językoznawcze. Miało ono cel praktyczny: opracowanie nowego słownictwa, gramatyki i składni. Wskrzeszono wiele zapomnianych wyrazów, zapożyczono wiele z języków zachodnioeuropejskich. Wysiłki „unarodowienia” języka przybrały absurdalne rozmiary; nowych substytutów dla słów perskiego lub arabskiego pochodzenia szukano w tureckich dialektach Azji Centralnej oraz w języku czuwaskim i jakuckim. Próbowano nawet udowodnić przy pomocy tzw. teorii języka słonecznego, że język turecki jest najstarszym językiem świata. Elementem tego przedsięwzięcia była też próba reformy religijnej: Atatürk chciał wyrugować język arabski z liturgii muzułmańskiej. Rozpoczęto też inne zadanie, wcześniej nie do pomyślenia - zaczęto tłumaczyć Koran na język turecki. Podstawowe cele tych zmian były natury nie tyle praktycznej czy pedagogicznej, ile społecznej i kulturalnej. Atatürk zmuszając swój naród do ich przyjęcia zatrzaskiwał drzwi za przeszłością i otwierał je ku przyszłości. Teraz miał wolną drogę do ostatecznego zerwania z muzułmańskim Wschodem i do ostatecznego włączenia Turcji w cywilizację nowoczesnego Zachodu. Tak więc w reformie alfabetu i języka powinno się widzieć to, czym były one w swej istocie, a mianowicie - świadomym aktem politycznym mającym na celu osadzenie Turcji w kulturze zachodniej oraz zerwanie więzi łączących naród turecki z kilkusetletnią tradycją osmańską. Kemal Mustafa wyprzedził europejskie systemy totalitarne wizjonerskim rozumieniem znaczenia języka jako środka kontroli i kształtowania narodu: Turków od własnej spuścizny literackiej oddzieliła przepaść w wyniku zmiany alfabetu i słownictwa. Klasykę literacką trzeba było poznawać w przeróbkach na współczesny język turecki.

Następnym ważnym dziełem, jakiego podjął się Kemal Mustafa była zmiana świadomości historycznej Turków. Aby naród turecki stał się rzeczywistością należało dołożyć starań, aby mógł czerpać dumę i godność z własnej przeszłości i osiągnięć. W tym celu Atatürk powołał w 1932 roku Tureckie Towarzystwo Historyczne. Miało ono udowodnić „tureckość” obecnej ojczyzny Turków - Anatolii, określenie roli, jaką Turcy odegrali w dziejach ludzkości oraz podkreślenie wpływu tureckiego na cywilizację islamu. Jednak szczególny nacisk położono na okres przedmuzułmański, co było świadectwem próby odcięcia się od wspólnoty panislamskiej. Kemal Mustafa i jego współpracownicy głosili więc, że element turecki od najdawniejszych czasów odgrywał rolę twórczą, a nie destrukcyjną. Wspominana już teoria języka słonecznego idealnie korespondowała ze sformułowanymi w tym samym czasie pseudoteoriami o prototureckim charakterze najstarszych kultur bliskowschodnich - sumeryjskiej i hetyckiej. Dla podkreślenia więzi łączącej współczesnych Turków z tymi starożytnymi ludami dwa wielkie banki otrzymały nazwy: Bank Sumeryjski i Bank Hetycki. Ponadto przypominano, że wielu wybitnych uczonych muzułmańskich było pochodzenia tureckiego. Teorie te nosiły wyraźny charakter kompensacji za negatywny wizerunek Turków w opinii Zachodu, gdzie wciąż byli oni postrzegani jako na wpół dzicy barbarzyńcy. Kemalistowska koncepcja dziejów Turcji miała odnieść jeden ważny skutek: umocnić turecką świadomość narodową poprzez swoistą mitologizację dziejów narodowych, natomiast przesłanki polityczno-propagandowe skłaniały do szukania rozstrzygnięć fundamentalnych, często mocno przesadzonych.

Sposób liczenia upływu czasu jest dla ludzkiej świadomości kwestią zasadniczą. Często dokonywanym rozróżnieniem jest podział na czas święty i czas świecki. W Imperium Osmańskim te dwa rodzaje czasu były ze sobą ściśle zespolone, gdyż lata były liczone od ważnego wydarzenia religijnego, jakim była ucieczka Mahometa z Mekki do Medyny, a doba była podzielona na części, które wyznaczało nawoływanie muezzina do modlitwy - pięć razy w ciągu dnia. Tak więc kolejnym aktem „europeizacji”, a zarazem laicyzacji Turcji, było zniesienie starego tureckiego kalendarza. Jego miejsce zajął kalendarz gregoriański. Wprowadzono także „międzynarodową” 24-godzinną dobę. Zamiast piątku jako dnia modlitwy, świeckim dniem wolnym od pracy stała się niedziela. Te kroki pociągały za sobą radykalne odejście od muzułmańskich zwyczajów. Dzień wypoczynku w tygodniu jest obyczajem żydowskim i chrześcijańskim, ale nie muzułmańskim - piątek jest w islamie dniem modłów publicznych, ale też tradycyjnie dniem największego ożywienia na rynkach położonych wokół meczetów. W ten sposób dokonać się musiał następny wielki przewrót w świadomości Turków. Turcy, podobnie jak i inne ludy muzułmańskie, nie mieli zwyczaju używania nazwisk. Człowiek znany był pod swym imieniem nadanym mu przy urodzeniu, uzupełnionym drugim imieniem, nadanym mu w dzieciństwie, lub imieniem ojca. W 1934 roku weszła w życie ustawa nakładająca na każdego obywatela tureckiego obowiązek przybrania nazwiska. Ponadto wszystkie niewojskowe rangi i tytuły, jakie przetrwały z czasów starego ustroju, zostały zniesione i zastąpione nowymi słowami - bay i bayan (pan i pani). Sam prezydent zrzekł się swych tytułów i przyjął od parlamentu nazwisko Atatürk, odrzucając zarazem zbyt arabskie imię Mustafa. Wprowadzenie nazwisk to ostatnia wielka reforma Kemala. Akt ten ułatwiał pracę administracji, ale przede wszystkim był ostatecznym zerwaniem z muzułmańską przeszłością i kolejnym symbolem nowoczesnego narodu tureckiego. Dziedzictwem Atatürka jest zeuropeizowane, świeckie i demokratyczne państwo narodowe, dlatego też pamięć o nim jest dla większości Turków święta. To właśnie on sprawił, że „Turcja jest krajem Turków”, a Turcy są dumni ze swojej przynależności narodowej. Symbolem czci oddawanej do dziś Atatürkowi są pomniki, portrety i podobizny „ojca założyciela” spoglądające ze znaczków pocztowych i banknotów, ale przede wszystkim - niekłamana cześć i podziw dla jego osoby spontanicznie wyrażana przy wielu okazjach oficjalnych i prywatnych. Atatürk pragnął raz na zawsze przeciąć więzi łączące Turcję ze wspólnotą muzułmańską, zbliżając ją tym samym do Europy. W tym celu z całkowitą konsekwencją przeprowadził zasadę laicyzmu i rozdzielenia religii od państwa. Laicyzm traktowany jest jako kamień węgielny kemalizmu, światopoglądu, który stworzył nowoczesne państwo tureckie na gruzach dawnego imperium, i który wytyczył temu państwu nowe miejsce w świecie, a narodowi tureckiemu nadał realne kształty. Atatürk nie był rewolucjonistą, który sięgnął po władzę drogą zamachu stanu aby zaspokoić osobiste ambicje. Był generałem i mężem stanu obejmującym władzę stopniowo, w momencie głębokiego kryzysu ustrojowego i ideologicznego. Ponieważ jego pierwsze wielkie czyny były natury heroicznej, był w stanie, posiadając ogromny kredyt zaufania, przeprowadzić swą rewolucję za pomocą „ojcowskiego” kierownictwa, bez uciekania się do monstrualnego aparatu ucisku i demagogii. Jego prawdziwa wielkość leży w świadomości konieczności zmian oraz w konsekwencji doprowadzenia dzieła swego życia - stworzenia nowoczesnego narodu tureckiego - do końca. Zdawał on sobie doskonale sprawę z niedostateczności rozwiązań połowicznych: gdy dzieło wojenne było zakończone, podjął się wykonania o wiele bardziej trudnego i żmudnego zadania - w czasie pokoju. W życiu Atatürka dominowała wiara w dwie sprawy. Pierwszą był naród turecki, a drugą - postęp związany z cywilizacją zachodnią. Jego nacjonalizm, tj. kemalizm był „zdrowy”, o czym świadczyć może stwierdzenie: ”Turcy są przyjaciółmi wszystkich cywilizowanych narodów”. O wielkości myśli Atatürka świadczy też fakt, że zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że sama fasada modernizacji jest bezwartościowa bez towarzyszących jej zmian w całej strukturze i kulturze społeczeństwa.

Gospodarczo okres międzywojenny i reform ustrojowych Atatürka oznaczał wyrwanie kraju z zacofania i uzależnienia gospodarki od rolnictwa opartego na pracy rąk. Baza przemysłowa Turcja była bardzo słaba. Kilka zakładów produkcyjnych znajdowało się pod kontrolą zwycięskich mocarstw jako rezultat powojennych traktatów pokojowych. Gospodarka po I Wojnie Światowej szybko podniosła się z zapaści, w latach 1923-1926 produkcja rolna wzrosła o 87%, szybko wracając do poziomów przedwojennych. Przemysł i usługi wzrastały w tempie ponad 9% rocznie (1923-1929), ale ich udział w PKB w całej dekadzie pozostawał na niskim poziomie. Rola rządu w gospodarce wzrosła na początku lat 30-tych, co było raczej trendem ogólnoświatowym w czasach Wielkiej Depresji. W latach 1935-1939 gospodarka ponownie wróciła na ścieżkę solidnego wzrostu osiągając 6% rocznie. W czasie II Wojny Światowej Turcja znalazła się w stagnacji gospodarczej, zachowała neutralność, zawarła sojusz z Anglią i Francją, ale też pakt o nieagresji z III Rzeszą. Wzrosły drastycznie wydatki na cele wojskowe, ale handel zagraniczny praktycznie zaniknął. Po wojnie Turcja zliberalizowała swój system polityczny, dopuszczając wielopartyjność. Przystąpiła do NATO, umocniła relacje z USA, które posiadały w Turcji swoje bazy wojskowe i przez lata udzielały pomocy finansowej.

Po 1950 roku kraj wpadał w kryzys gospodarczy przeciętnie raz na dekadę, do najpoważniejszego po upadku imperium otomańskiego doszło w latach 70-tych. W każdym przypadku szybki wzrost gospodarczy napędzany był skokowym wzrostem importu, co skutkowało kryzysem bilansu płatniczego. Dewaluacje tureckiej liry oraz programy oszczędnościowe ograniczające popyt krajowy na towary zagraniczne były wdrażane we współpracy z MFW. Pomimo, że wojskowe zamachy stanu w 1960 i 1971 r. były częściowo spowodowane problemami gospodarczymi, zawsze wtedy następował wzrost wydatków rządowych, prowadzący do przegrzania gospodarki. Z powodu braku poważnych reform strukturalnych Turcja pogrążała się w chronicznym deficycie rachunków bieżących, który finansowany był przez zagraniczne kredyty. W 1980 r. stanowiły one 25% PKB, a ich obsługa przekraczała aż 33% wartości eksportu kraju. Najgorsza sytuacja miała miejsce w 1979 r., kiedy politycy przeoczyli kryzys naftowy lat 1973-1974 i zwiększali deficyt publiczny poprzez wysokie wydatki rządowe, finansując go krótkoterminowymi kredytami zagranicznymi. Inflacja przekroczyła wówczas 100%, bezrobocie wrosło do ponad 15%, przemysł wykorzystywał zaledwie połowę swoich zdolności produkcyjnych, a rząd był zmuszony ogłosić moratorium na spłatę odsetek od kredytów. Wydawało się, że Turcja zmuszona jest wprowadzić zmiany do swojego modelu gospodarczego, opartego głównie na substytucji importu przez sterowaną przez rząd gospodarkę. I tak też się stało. W 1980 r. rząd Demirela rozpoczął wdrażanie reform zaprojektowanych przez ministra gospodarki Turguta Özala. Generalnie model substytucji importu został zastąpiony przez proeksportowy, co miało zapobiec zapewnienie stabilnego wzrostu w długim okresie czasu i zerwanie z dotychczasowymi następującymi po sobie okresami szybkiego wzrostu i deflacji. By to zapewnić Özal zdewaluował lirę oraz wprowadził zmienny system kursowy, wprowadził zasadę utrzymywania realnie pozytywnych stóp procentowych, ostrą kontrolę podaży pieniądza i kredytu, wyeliminował większość subsydiów i uwolnił ceny rynkowe. Ponadto przeprowadził reformę podatkową oraz wdrożył system wspierania inwestycji zagranicznych. Program ten był kontynuowany po 1983 r., kiedy Özal sam został premierem. Liberalizacja gospodarki tureckiej przyniosła duży sukces. Przezwyciężony został wieloletni kryzys bilansu płatniczego, Turcja powróciła na międzynarodowe rynki finansowe (wcześniej była zdana wyłącznie na kredyty MFW), gospodarka wzięła kurs na stabilny rozwój. Nastąpił też szybki wzrost eksportu z 2,3 mld. $ (1979) do 8,3 mld. $ (1985). Wprawdzie import w tym samym czasie wzrósł o 50%, to jego dynamika wzrostu była niższa niż eksportu, przez co zmniejszył się deficyt handlowy (do ok. 2,5 mld. $). Reformy Özala miały też pozytywny wpływ na bilans usług i rachunek obrotów bieżących. Przyczynił się do tego wzrost wpływów z turystyki i opłaty przesyłowe od irackich ropociągów przebiegających przez Turcję do Europy Zachodniej. Turcja stawała się też atrakcyjnym krajem dla inwestycji zagranicznych, praktycznie niezauważalnych we wcześniejszych dekadach. Redukcja wydatków publicznych miała wpływ na PKB, który spadł o 1,5% (1979) i 1,3% (1980). Niemniej w latach 1981-1985 był już stabilny wzrost w wysokości 3% PKB rocznie. Szczególnie szybko rozwijał się przemysł, który wzrastał w tym okresie o ponad 9% rocznie, co było najwyraźniej spowodowane zwiększeniem wykorzystania mocy produkcyjnych. Te pozytywne wskaźniki nie przełożyły się jednak na opanowanie inflacji (utrzymywała się na wysokim poziomie 25-40%) oraz istotnie niższe bezrobocie, które oscylowało w przedziale 11-13%. Wojna w Zatoce pogorszyła sytuację Turcji, gdyż embargo nałożone na Saddama spowodowało zamknięcie dostaw ropy do Turcji i Europy Zachodniej. Jednocześnie rząd turecki wykorzystywał wysoki rating międzynarodowych agencji do zaciągania nowych długów finansujących deficyty budżetowe. Te emisje obligacji rządowych (7,5 mld. $ w 1993 r.) pozwoliły utrzymać nadwartościowy kurs liry. W gospodarce rynkowej wysoki dług powinien zwykle mieć wpływ na wysoki poziom krajowych stóp procentowych, co z kolei wypycha z rynku dłużnego prywatnych kredytobiorców i obniża dynamikę wzrostu gospodarczego. W Turcji jednak aktywność pożyczkowa rządu spowodowała, że stopy procentowe nie poszybowały w górę, co jeszcze bardziej podkręciło skłonność pożyczkową sektora prywatnego w gospodarce, która już wykazywała symptomy przegrzania. Wykorzystując tą sytuację banki komercyjne refinansowały się za granicą po niskich kosztach, udzielały kredytów według znacznie wyższych stawek lokalnym firmom, bez obawy dewaluacji waluty krajowej. Utrzymywały w ten sposób wysokie spekulacyjne otwarte pozycje walutowe w swoich bilansach. W rezultacie znacznie wzrosło krótkoterminowe zadłużenie Turcji. Doszło do wielkiej kłótni między ówczesną premier Tansu Çiller (pierwsza kobieta premier w Turcji), która chciała zmonetyzować deficyt fiskalny (czyli zmusić bank centralny do wykupu rządowych papierów dłużnych), a kolejnymi szefami banku centralnego nie zgadzającym się na takie awanturnicze posunięcie, chociaż dzisiaj większość banków centralnych (w tym NBP) uprawia na szeroką skalę taką politykę. Po tych decyzjach agencje notacyjne obniżyły rating Turcji do poziomu poniżej inwestycyjnego. To z kolei doprowadziło do dolaryzacji gospodarki. Pod koniec 1994 r. ponad połowę depozytów w systemie bankowym stanowiły depozyty w walutach obcych. Brak zaufania do polityki rządu wywołał ucieczkę kapitału z Turcji i załamanie się kursu liry. Bank centralny próbował interwencyjną sprzedażą rezerw walutowych bronić kursu liry, ale bez sukcesu. Kurs liry obniżył się w ciągu kilku miesięcy o 76%, a połowa rezerw walutowych wyparowała. Rząd zmuszony został do wdrożenia dawno koniecznego programu oszczędnościowego. Obejmował on m.in. drastyczne podwyżki cen, cięcia wydatków budżetowych aż o 6% PKB), podwyżki podatków (4% PKB), prywatyzację firm państwowych. Te kroki przyniosły dobre efekty. Budżet sektora publicznego został zrównoważony (a wykazywał deficyt jeszcze w 1 kw. 1994 r. rzędu 17%!). jednak załamanie się aktywności gospodarczej zredukowało wpływy podatkowe. Spadek PKB w 1994 r. wyniósł 5%, spadł także realny poziom płac.

W 2001 r. rządy w Turcji przejęła AKP premiera Erdogana, którego miałem okazję poznać, kiedy był jeszcze burmistrzem Stambułu. W latach 2002-2007 gospodarka rozwijała się w średniorocznym tempie 7,2%. Kraj zupełnie nieźle poradził sobie ze światowym kryzysem finansowym (spowolnienie wzrostu PKB do 0,6% w 2008 r., spadek o 4,6% w 2009 r.), gdyż już w 2010 r. zanotował wzrost o 8,8%, a w 2011 r. o 9,2%. Do tego sukcesu przyczyniły się reformy ministra gospodarki Dervisa i programy stabilizacyjne MFW w latach 2000-2001. Reformy te były kontynuowane przez Erdogana, którego rząd ustabilizował sytuację polityczną (zdobył większość w parlamencie) i niewątpliwie stworzył pozytywny klimat do kontynuowania reform. Erdogan rozpoczął prywatyzację nierentownych przedsiębiorstw państwowych, czego efektem był m.in. bezprecedensowy napływ inwestycji zagranicznych, dokonał też udanej reformy systemu bankowego, która zabezpieczyła go przed skutkami kryzysu finansowego na świecie. Turcja wprowadziła także płynny kurs walutowy, zniosła ograniczenia przepływów kapitałowych, zaostrzyła dyscyplinę budżetową, ustabilizowana została też inflacja. Początkowo też zwiększona została niezależność banku centralnego. Erdogan szybko uporządkował finanse publiczne, zmniejszając ich deficyt z 76,1% (2001) do 36,8% w pandemicznym 2020 r., w 2015 r. deficyt spadł nawet poniżej 28%! Gospodarka korzystała także z obiektywnych uwarunkowań: położenia geograficznego, czyli bliskości rynku UE i rosnącej populacji (w latach 2001-2012 ludność kraju zwiększyła się o 10 mln). Turcji sprzyjała też dobra koniunktura gospodarcza na świecie oraz rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z UE, które było dodatkowym impulsem do przeprowadzenia reform i wpływało pozytywnie na postrzeganie kraju przez inwestorów zagranicznych. Pomysł Erdogana na szybki rozwój od początku opierał się na zagranicznych pożyczkach, co zawsze było w Turcji popularne. Proces ten przybrał jeszcze na sile po kryzysie finansowym 2009 r. W USA rozpoczął się wówczas program luzowania ilościowego, który ułatwiał dostęp do niskooprocentowanego pożyczek, mających na celu wsparcie gospodarki w czasie recesji. Z programu skorzystała także Turcja, ochoczo pożyczając tanie dolary i inwestując je u siebie. W ten sposób finansowane były duże, rządowe programy infrastrukturalne. Taka polityka pozwalała także na dynamiczny wzrost konsumpcji. W 2012 r. relacja kredytów do depozytów w tureckich bankach wynosiła 1,16, co oznacza, że lokalne oszczędności nie starczały na pokrycie akcji kredytowej. Ta luka była wypełniana oszczędnościami zagranicznymi, kreując w ten sposób przestrzeń do konsumpcji.

Jednym z efektów reform pierwszej dekady rządów Erdogana było powstanie wywodzącej się ze środkowej Anatolii alternatywnej dla tradycyjnie związanej ze Stambułem klasy gospodarczej. Właściciele małych i średnich firm ze środkowej Turcji, popierający AKP, stali się motorem polityki eksportowej Turcji ukierunkowanej na kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Z czasem te „anatolijskie tygrysy” wyrosły na poważną konkurencję dla holdingów wywodzących się ze Stambulu i stworzyły alternatywną, nową elitę gospodarczą kraju. Wzrost PKB, a w jeszcze większym stopniu wzrost siły nabywczej ludności oraz jej przekonanie o znacznej poprawie sytuacji gospodarczej stały się bazą popularności AKP, a także podstawą ambitnej polityki zagranicznej prowadzonej przez Ankarę. Turecki model polityczno-gospodarczy był pozytywnie postrzegany zarówno przez UE, jak i kraje Bliskiego Wschodu i miał stać się towarem eksportowym kraju. Sukces gospodarczy uczynił z Turcji lidera Bliskiego Wschodu i równorzędnego partnera UE. Erdogan nie przeprowadził jednak kompleksowej reformy państwa, dlatego też Turcja nie może być uznana za kraj rozwinięty. Przede wszystkim nie przeprowadzono reformy edukacji, wprawdzie w 2012 r. wydłużono obowiązkowy okres nauki w szkołach z 8 do 12 lat, ale nie podjęto działań na rzecz podniesienia jakości kształcenia, bez którego żadne państwo nie może się stabilnie rozwijać. Jednocześnie zrównano edukację w szkołach świeckich i islamskich, co zrodziło podejrzenia o islamizację społeczeństwa i odejście od laicyzacji kemalowskiej. Brak reformy edukacji wpływa oczywiście negatywnie na kwalifikacje siły roboczej. Rząd nie zdołał także zreformować rynku pracy, czego przejawem jest niski poziom inkluzywności. Udział osób aktywnych na rynku pracy wyniósł w 2014 r. zaledwie 50%, przy czym udział kobiet jedynie 28%. Ze względu na wspomnianą i dalej narastającą presję demograficzną tempo tworzenia miejsc pracy jest niższe od wchodzenia nowego pokolenia na rynek. Utrzymują się zatem relatywnie wysokie płace minimalne, niezróżnicowane mimo znacznych różnic w kosztach życia w poszczególnych regionach. Wygląda zatem, że jest to strukturalny problem gospodarki tureckiej. System podatkowy pozostaje nieefektywny, a wartość dodana eksportowanych produktów niska, chociaż nastąpiła poprawa w strukturze eksportu z Turcji (udział produktów średniozaawansowanych technologicznie w całości eksportu wzrósł z 25 do 40% od roku 2001). Coraz większym problemem gospodarki staje się skorumpowany i skrajnie upolityczniony przez autorytarne skłonności samego Erdogana system sądowniczy oraz zależności między biznesem a polityką. Bez dalszych reform strukturalnych, których efektem będzie wzrost jakości i wielkości eksportu, oparcie w większym stopniu wzrostu gospodarczego na eksporcie, a nie jak dotąd na konsumpcji wewnętrznej, ponadto na poprawie kwalifikacji siły roboczej, zwiększeniu liczby osób aktywnych na rynku pracy i podniesieniu produktywności i konkurencyjności gospodarki tureckiej wydaje się być optymalną strategią rozwojową.

Turecki model gospodarczy oparty na zagranicznych kredytach zaczął wykazywać oznaki słabości w 2013 r., kiedy w USA zaczęło się powolne wygaszanie programu luzowania ilościowego (QE). W tym samym czasie Erdogan zaczął dokręcać autorytarną śrubę, tłumiąc antyrządowe protesty w Stambule, co rozpoczęło proces utraty zaufania rynków do polityki premiera. Wtedy też rozpoczął się proces znacznego osłabiania tureckiej liry. W 2015 r. rynki zwątpiły w niezależność tureckiej polityki pieniężnej, kiedy bank centralny mimo rosnącej inflacji dokonał kilku obniżek stop procentowych, co było związane z kalendarzem politycznym (wybory), a nie realnymi potrzebami gospodarki. Niski koszt długu miał wesprzeć zadłużone gospodarstwa domowe, które dzięki temu miały chętniej głosować na AKP. Nie do końca to się sprawdziło, gdyż wybory musiały być powtórzone, ale nie przeszkadzało to bankowi centralnemu w kontynuacji luźnej polityki pieniężnej, którego bilans w ciągu całego 2015 r. urósł o 19%. Erdogan w końcu zapewnił sobie większość w parlamencie, ale od tej pory bank centralny nie jest powszechnie traktowany jako niezależny od rządu. Lira ponownie zanurkowała latem 2016 r. po nieudanej próbie zamachu stanu, której głównym skutkiem były powszechne czystki w administracji publicznej i masowe aresztowania, które dotknęły kilkadziesiąt tysięcy osób. Zapoczątkowany wtedy proces utraty wiarygodności Turcji trwa do dziś, a wszystkie główne agencje ratingowe oceniają Turcję na poziomie spekulacyjnym. Zwycięstwo Trumpa w 2016 r. doprowadziło walutę turecką do krawędzi implozji. Znaczne umocnienie dolara na świecie pogrążyło lirę, która stała się jedną z najsłabszych walut z krajów rynków wschodzących. Ankara od lat wykazuje duże deficyty na rachunku obrotów bieżących. Ta nierównowaga sprawia, że kraj jest uzależniony od zagranicy, co wywiera jeszcze większą presję na spadek kursu liry. Pogarsza się też sytuacja w handlu zagranicznym, wykazującym od lat deficyt handlowy. Zgodnie z teorią ekonomii, osłabienie kursu walutowego powinno zwiększyć konkurencyjność tureckiego eksportu. Z analogicznego powodu powinien spaść import. Tak się jednak nie dzieje, gdyż import pozostaje całkowicie niewrażliwy na słabnący kurs waluty krajowej i zwiększył się jeszcze bardziej. Wytłumaczeniem tutaj jest struktura tureckiego handlu zagranicznego. Importowane są przede wszystkim surowce, od których gospodarka jest uzależniona. Ropa naftowa także podrożała, zatem Turcja musi za nią więcej płacić. Deficyt na rachunku bieżącym Turcji pod koniec 2018 r. dochodził do 6%. W sytuacji tak drastycznego osłabienia liry i wzrostu inflacji zobaczmy jak zachował się wspomniany bank centralny. Dla ograniczenia ekspansji kredytowej i zwiększenia atrakcyjności tureckich obligacji za granicą należałoby się spodziewać znaczącej podwyżki stóp. Jednak bank centralny tego nie robi. Dla samego Erdogana ten temat jest absolutnym konikiem i prawdziwą pasją, mimo że nie powinien być. Jeszcze w 2011 r. mówił on, że realne stopy procentowe powinny wynosić zero, co oznacza, że koszt pieniądza bank centralny powinien ustalić na poziomie inflacji. Od 2012 r. Erdogan rozpoczął walkę z „lobby wysokich stóp procentowych”, które miałoby destabilizować kraj przez ograniczanie inwestycji i konsumpcji, a przez to i wzrostu gospodarczego, utrzymując zawyżony koszt kredytu. Także wtedy pierwszy raz ogłosił, że wysokie stopy procentowe powodują inflację, co nawet szef NBP Glapiński nie uznał (jeszcze) jako nowy obowiązujący paradygmat teorii ekonomii. Tego typu retoryka ma przede wszystkim duże znaczenie polityczne. Lata szybkiego rozwoju dzięki taniemu dolarowi wykreowały duże zadłużenie firm i gospodarstw domowych. Ponad połowa ludności ma dług na kartach kredytowych, co stanowi jeden z najwyższych wskaźników na świecie, wyższy nawet niż w tradycyjnie żyjących na kredyt USA, gdzie sięga on 40%. To sprawia, że wysokość kosztów obsługi długu faktycznie jest problemem narodowym. AKP jest partią umiarkowanie islamistyczną, a Erdogan (od 2014 r. jest prezydentem) uchodzi za konserwatystę. Islam natomiast zabrania pożyczania na procent, zatem postulat utrzymania realnych stóp na poziomie bliskim zera jest też sposobem na ominięcie tego zakazu, koniecznego dla nowoczesnego kraju o gospodarce rynkowej (nie mam tu na myśli bankowości islamskiej). Takie poglądy Erdogana bardzo utrudniają działania banku centralnego, stąd też wynikają jego niestandardowe interwencje przy pomocy rezerw walutowych, a wszelkie podwyżki stóp procentowych były podejmowane albo zbyt późno, albo były zbyt małe. Ponad połowa tureckiego systemu bankowego jest kontrolowana przez państwo (w Polsce niestety też od 2015 r. poruszamy się w tym kierunku), co daje Erdoganowi możliwość wpływania na podaż pieniądza również tym kanałem. W 2016 prezydent stwierdził, że oprocentowanie kredytów hipotecznych jest zbyt wysokie, a opór przed ich obniżeniem nazwał zdradą. Banki potraktowały ten szantaż słowny poważnie i przeciętne oprocentowanie hipotek spadło o ponad 2 pkt. proc. Była to zupełnie przypadkowo dobra wiadomość dla mającego silne powiązania z AKP sektora budowlanego. „Dialog” Erdogana z rynkiem jakoś nie przekonuje tego drugiego, gdyż lira ciągle się osłabia. Nie pomagają też apele prezydenta do obywateli, by zamieniali swoje oszczędności trzymane w dolarach na liry. Jak każdy autorytarny przywódca Erdogan ma na to wytłumaczenie, którym jest zrzucanie winy na spekulantów i zagranicę oraz opozycję, co jest najwyraźniej standardową wymówką wszelkiej maści populistów. W Polsce taką rolę przejął szef banku centralnego Glapiński, winiąc śmieciarzy i UE za zbyt wysoką inflację, nad którą NBP nie panuje i nie decyduje się podwyższyć stóp procentowych. Erdogan we wrześniu 2021 r. zwolnił kolejnych trzech członków zarządu banku centralnego, który odpowiada za politykę pieniężną kraju. Nie przepadkowo byli oni niechętni dalszym cięciom stóp procentowych. Tak otwarte ingerowanie władzy w politykę banków centralnych w Europie i w największych światowych gospodarkach jest nie do pomyślenia. W marcu 2021 r. Erdogan wyrzucił ówczesnego szefa banku centralnego Turcji, który dwa dni wcześniej ogłosił gwałtowną podwyżkę stóp procentowych. Erdogan ma sporo szczęścia, gdyż mimo upiornego wrażenia kryzys walutowy w Turcji nie przełożył się dotąd na gospodarkę realną, PKB rósł nawet w pandemicznym 2020 r. (o 1,8%). Należy jednak pamiętać, że słaba waluta, wysoka inflacja (12,3% w 2020 r.), wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących sprawiają, że gospodarka jest bardzo podatna na wszelkie szoki zewnętrzne i wewnętrzne. Niski rating sprawia, że ryzyko inwestycyjne w Turcji jest bardzo wysokie. Słabym miejscem gospodarki jest szczególnie system bankowy. Podwyżki stóp mogą wywindować w górę odsetek niespłacanych kredytów, który na skutek luźnej polityki pieniężnej utrzymywał się na relatywnie niskim poziomie. Potencjalny kryzys walutowy może się jednak łatwo i szybko przekształcić w kryzys bankowy. Również przedsiębiorstwa energetyczne mają w swoich bilansach dużo długów denominowanych w dolarach. Na razie firmy i banki jakoś potrafiły przetrwać burzę związaną z chroniczną słabością liry. Turcja przypomina jednak tykającą bombę, a kryzys walutowy może łatwo wymknąć się spod kontroli doprowadzając do fali bankructw. Sądzę, że nie jest to kwestia czy, tylko kiedy taka implozja nastąpi, dlatego też sytuacja gospodarcza czyni ten kraj rynkiem tylko dla odważnych graczy o mocnych nerwach.

Trudno jednoznacznie ocenić dwie dekady Erdogana rządzącego Turcją. Jego reformy na początku urzędowania, aczkolwiek w dużej mierze wymuszone przez Bank Światowy, pozwoliły zapanować nad inflacją, zredukowały o połowę dług publiczny. Zdyscyplinowany został proces budżetowy, w pewnym stopniu przekazane zostały uprawnienia decyzyjne i regulacyjne niezależnym agencjom. W ten sposób programy polityczne zaczęły być zgodne z rządami prawa, wprowadzono też przejrzystość w niesławnych procedurach rządowych, powszechnie znanych z powodu korupcji. Z tureckiej polityki odsunięto wpływową dotąd armię, odgrywającą najważniejszą rolę w życiu politycznym. Ten proces w połączeniu z ociepleniem relacji z UE dał też nadzieję społeczeństwu przystąpienia do UE pod warunkiem kontynuacji reform gospodarczych i politycznych. Spadł też współczynnik nierówności społecznych Giniego z 42% (2003) do 38% (2008), tylko że w 2019 r. ponownie wzrósł do 41,9%, czyli początku rządów Erdogana. Druga strona bilansu Erdogana jest już dużo gorsza. AKP, która wcześniej opowiadała się za otwarciem gospodarki, gdy znikły dwa ograniczenia - silna opozycja i groźba puczu wojskowego - radykalnie zmieniła stanowisko. Władza Erdogana dryfowała w kierunku uprawnień sułtana, przez co bardziej rozpowszechniała się korupcja i coraz częściej dochodziło do decyzji arbitralnych i nieprzewidywalnych. Negatywną rolę odegrało też fiasko negocjacji o przystąpieniu do UE, które osłabiło zakotwiczenie wiążące AKP z reformami, zmniejszyło poparcie dla zmian instytucjonalnych, które okazywała duża część społeczeństwa. Szybko pogarszała się jakość instytucji gospodarczych i regulacyjnych. Wracała arbitralność władz, co oznaczało drastyczne odejście od reform zainicjowanych przez MFW i Bank Światowy. W szczególności widać ten proces na przykładzie wspomnianej ustawy o zamówieniach publicznych. Pozwoliła ona najpierw ograniczyć korupcję, później jednak na podstawie decyzji AKP coraz więcej branż i pozycji wyłączano spod jej zakresu. Korupcja się upowszechniała, nie tylko w dziedzinie zamówień publicznych, ale przeniknęła w głąb tureckiej gospodarki. Druga dekada Erdogana to też pogorszenie wskaźników makroekonomicznych, o czym świadczą ujemne realne stopy procentowe w czasie boomu gospodarczego, wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących, czy permanentna dewaluacja waluty. Wzrost gospodarczy Turcji nie charakteryzował się zatem wysoką jakością. Mimo jednak faktu, że Turcja nie była w stanie utrzymać i kontynuować reform instytucjonalnych, to jednak pozytywnym jest wniosek, że państwa mające słabe instytucje są w stanie szybko wdrożyć reformy i cieszyć się skutkami poprawy ich jakości w postaci szybkiego wzrostu gospodarczego. Zapewne reformy pierwszej dekady rządów Erdogana nie były zgodne z intencjami i przekonaniami szefa rządu. On po prostu nie miał wyjścia. Mniej więcej po 2007 r. sytuacja zaczęła się zmieniać. Myślę, że tego zwrotu można byłoby uniknąć, gdyby istniało silniejsze społeczeństwo obywatelskie, działały bardziej niezależne media, instytucje sądownicze były bezstronne i niezależne, a opozycja energiczniejsza i bardziej wiarygodna. Brzmi bardzo znajomo, dlatego też warto obserwować nie tylko Polskę, ale też dalszy rozwój sytuacji w bliskiej nam historycznie i niesłychanie fascynującej Turcji.










75 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt
bottom of page