top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Chiny

Zaktualizowano: 28 sie 2021

Trudno opisać historię Chin w krótkim tekście. Niewątpliwie ostatnie sto lat to kluczowy okres w kilkutysiącletniej historii tego jednego z najpotężniejszych obecnie krajów świata, odgrywającego coraz większą rolę w rywalizacji o światową hegemonię cywilizacyjną. Jak do tego doszło?

W lipcu 2021 r. Komunistyczna Partia Chin (KPCh) obchodziła 100 lecie swojego istnienia. Ruch komunistyczny w świecie praktycznie przeszedł do historii, wyjątkiem są Chiny. Tamtejsza partia komunistyczna osiąga właśnie apogeum swojej siły i prezentuje światu swoje muskuły: totalną kontrolę nad każdym aspektem życia swoich obywateli w kraju oraz rosnące znaczenie zagranicą. Kiedy świat zachodni walczył z pandemią koronawirusa pogrążając swoje gospodarki narodowe w lockdownie, który spowodował największy kryzys gospodarczy od czasu Wielkiego Kryzysu lat 30-tych XX wieku, ChRL ogłosiła - jako pierwsze państwo na świecie - pokonanie pandemii i stopniowy powrót do normalności, który w chińskich warunkach oznacza powrót do szybkich stop wzrostu gospodarki. Ponadto zasypywani jesteśmy kolejnymi informacjami o sukcesach cywilizacyjnych Państwa Środka: Chiny zostały największym eksporterem na świecie, przeganiając Niemcy, w 2028 r. Chiny staną się największą gospodarką świata, a już dzisiaj Chiny z liczbą ponad 1000 miliarderów mają ich więcej niż USA. Najbardziej znany z nich jest Jack Ma - założyciel Alibaby - największej na świecie platformy handlowej, który do niedawna uosabiał spełnienie chińskiego snu o potędze i zawojowaniu świata własną innowacyjnością oraz potęgą gospodarczą. Na jesieni 2020 r. Ma zaczął ostro krytykować publicznie chiński system społeczno-gospodarczy, po czym nagle zniknął z pola widzenia. Przywództwo KPCh, włącznie z jej wszechpotężnym sekretarzem generalnym Xi Jinpingiem nie znosi żadnej krytyki, a szczególnie przed wielkim jubileuszem w lipcu 2021 r. Rzeczywiście Chiny w roku jubileuszu prezentują się wyjątkowo mocno i solidnie, zarówno w sensie gospodarczym, militarnym i jako istotny gracz wpływający na światową politykę. Miliony ofiar licznych kampanii szaleństw Mao Tsetunga popadły w zapomnienie, bo miały miejsce dawno temu, podobnie stało się z brutalnym stłumieniem demokratycznych protestów na placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie w 1989 r. Narzędziem do wymazania tych ciemnych kart historii współczesnych Chin stała się rewolucja cyfrowa kontrolująca lwią część 1,4 mld ludności. Krytyka rządu nie jest tolerowana. Chińczycy boją się rozmawiać o rzeczywistości swojego kraju w sposób otwarty, gdyż obawiają się konsekwencji. Przybywa tematów uznawanych za tabu, które rząd traktuje jako przekroczenie cienkiej czerwonej linii. Do tradycyjnie drażliwych tematów, jak kwestia Tajwanu, czy Hongkongu doszedł w ostatnich latach kolejny - muzułmańskich Ujgurów w prowincji Xinjiang. Dziennikarze zagraniczni próbujący eksplorować niewygodne tematy spotykają się z agresywnością władz oraz pozbawieniem wiz pobytowych. Jednym z nich jest też wizerunek sekretarza generalnego Xi - jego krytyka, czy nawet pokazywanie jego wizerunku w konkretnym kontekście spotyka się wręcz z prześladowaniem. I tak np. na wniosek biura politycznego KPCh usunięto zdjęcia Xi z Misiem Puchatkiem, ponieważ w internecie Xi od 2013 r. porównywany jest z okrąglutkim i milutkim zwierzątkiem ze świata Disneya, a jakakolwiek satyra w stosunku do tego męża stanu jest przecież niewskazana. Partia chce sama decydować o tym, co, kto i jak pisze o kraju i rządzących. Coraz silniejsza kontrola i cenzura prewencyjna ma też wpływ na funkcjonowanie naukowców. Wielu uznanych zagranicznych sinologów nie może wjechać do Chin, korespondenci mediów zagranicznych często nie mogą wykonywać swojej pracy. Dziennikarze zajmujący się tematem Ujgurów wzywani są do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie wprost daje się im do zrozumienia, że zostaną zmuszeni do opuszczenia kraju w ciągu tygodnia, jeśli opublikują swoje reportaże stawiające w niekorzystnym świetle władze. Nigdy wcześniej nie traktowano w tak agresywny sposób tej profesji. KPCh przywiązuje niebywale wielką uwagę marketingowi i propagandzie, która ma kształtować w świecie dokładnie taki wizerunek kraju, który wykuwany jest w głowach partyjnych towarzyszy. Ten wizerunek można było niedawno obserwować w sposobie, jaki rządowe media pokazywały kongres partii w Pekinie w marcu 2021 r. Biuro polityczne partii komunistycznej było oklaskiwane synchronicznie, jak na komendę przez 5 tys. delegatów, a naród mógł podziwiać wielki spektakl zaserwowany przez państwową propagandę, której praca od dawna ma charakter globalny. Chińskie stacje telewizyjne i radiowe nadawane są w 60 językach w 140 krajach. Władzom chodzi przede wszystkim o ożywienie mitu Chin, jako największego mocarstwa świata, jako centrum, które dominuje nad światem. Agencja informacyjna Xinhua publikuje we wszystkich najważniejszych językach świata, a China Daily stała się w międzyczasie największym angielskojęzycznym dziennikiem w Europie, USA i Afryce. Wszystkie media mają w zasadzie jedno przesłanie: opowiadać historię „The great China story”.

Kierownictwo Chin często mówi o koncepcji „ Wszystko pod niebem”, przez co rozumie, by wszystko pochodziło albo z Chin, albo przechodziło przez Chiny. Tak to mniej więcej wyglądało w czasach cesarskiej dynastii Ming, a następnie Qing. Wówczas jednak ten system odnosił się tylko do Azji. Dzisiaj jednak ta XIX-wieczna koncepcja ma się rozciągnąć na cały świat, bo przecież żyjemy w epoce globalnej. KPCh uważa, że to Chiny powinny definiować standardy funkcjonowania świata i ten cel realizuje z żelazną konsekwencją. 100-lecie partii jest kolejnym elementem tej koncepcji. Oficjalnie powstała ona 1.07.1921 r. w Szanghaju. Warto zobaczyć muzeum, które pokazuje ten kluczowy okres dla rozwoju kraju w ostatnim wieku. Żaden dokument w muzeum nic jednak nie wspomina, że właściwy kongres partii miał miejsce wcześniej, tylko że nie brał w nim udziału przewodniczący Mao. Stratedzy KPCh wymyślili jednak, że bez swojej ikony nie powstałby mit założycielski, dlatego też historyczne fakty zostały naciągnięte do życiorysu pierwszego przewodniczącego, którego zdjęcia do dzisiaj zdobią nie tylko wejście do Zakazanego Miasta na Placu Tienanmen, ale też znajdują się w mieszkaniach zwykłych Chińczyków, zwłaszcza tych którzy mieszkają na wiejskiej prowincji. Mao pojawił się wiele lat później na horyzoncie, zaczął odgrywać centralną rolę dopiero w kontekście Wielkiego Marszu. Właściwym ojcem założycielem KPCh był trochę zapomniany Chen Duxiu - intelektualista i profesor uniwersytecki, krytyk cesarstwa na początku XX w., znany też jako chiński Lenin. Chen Duxiu wzywał do rebelii młodych Chińczyków przeciwko skorumpowanej klasie politycznej, wzorcom konfucjańskim i feudalnemu porządkowi swoich czasów. Chen obserwował, jak w sąsiedniej Rosji Lenin ze swoimi bolszewikami dochodził do władzy. Hasła Rewolucji Październikowej: wolność, równość i bezklasowe społeczeństwo wpływały na wyobraźnię młodych chińskich rewolucjonistów. Szczególnie chińscy intelektualiści euforycznie reagowali na obalenie caratu przez bolszewików. Mieli przy tym nadzieję, że te idee mogą być pomocne również w Chinach, by zainicjować podobny ruch rewolucyjny.

W 1911 r. rozpoczął się zmierzch sławnej dynastii Qing, tym samym koniec epoki cesarstwa chińskiego. W 1912 r. Sun Yatsen ogłosił Chiny Republiką, po kilku tygodniach ostatni chiński cesarz formalnie abdykował (nie udało mu się zapobiec plądrowaniu kraju przez europejskie mocarstwa kolonialne). Do władzy doszli nacjonaliści z Kuomintagu (Partia Narodowa), o komunistach długo jeszcze nikt nie słyszał. Partia komunistyczna nie miała najmniejszego znaczenia. Po objęciu władzy przez Czang Kaj-szeka od 1927 r. Kuomintang zaczął przepędzać komunistów z dużych miast. Rządzący Partią Narodową rozpoczęli serię pięciu kampanii okrążających tereny, kontrolowane przez komunistów, wówczas już pod przywództwem Mao. W celu odparcia ataku siły Mao postawiły na taktykę partyzancką, nie angażując się w walki zbrojne, chciały przez wyczerpanie przeciwników zmusić ich do poddania się. Cztery pierwsze kampanie pokazały, że ta taktyka okazała się skuteczna. Jednak przy piątej Czang Kaj-Szek powołał armię złożoną z 700 tys. żołnierzy oraz wybudował liczne fortyfikacje. Wskutek czego smierć poniosły setki tysięcy chłopów, a sam Mao został odwołany z funkcji przywódcy partii. Szukając rozwiązania, członkowie KPCh postanowili przedostać się poza kręgi Kuomintangu i rozpoczęli w październiku 1934 r. Długi Marsz w kierunku na północny zachód tego olbrzymiego kraju. Komuniści przemieszczali się głównie w nocy, aby pozostać niezauważanymi. Dzięki tajności całej akcji oraz działaniom mającym na celu zmylenie armii Kuomintangu Czang dopiero po kilku tygodniach zorientował się, że główni członkowie opozycji uciekli. Pierwszy poważny problem komuniści napotkali w listopadzie 1934, wtedy to nacjonaliści skutecznie zablokowali trasę marszu. Po tygodniu walk komunistom udało się przedostać przez umocnienia, jednakże kosztowało to życie ok. 50 tys. chłopów, czyli ponad połowę ich sił. Po tym nieszczęśliwym wydarzeniu, Mao zaczął powoli odzyskiwać utracone wcześniej wpływy. Już w styczniu 1935 r. ponownie pełnił funkcję przewodniczącego. Wtedy też postanowił zmienić dotychczasową taktykę. Podzielił swoje siły na kilka kolumn, które miały iść różnymi ścieżkami, aby zmylić przeciwnika. Ograniczona została też liczba bezpośrednich ataków na pozycje Wojsk Kuomintangu. Poza tym Mao zmienił też cel marszu, komuniści rozpoczęli wędrówkę do prowincji Shaanxi, gdzie mieli podjąć walkę z wojskami japońskimi, które w 1937 r. wkroczyły do Chin. W ten sposób Mao zaczął zyskiwać szacunek i uznanie Chińczyków. Po roku ciągłego głodu, bombardowań i codziennych walk z nacjonalistami, komunistom już pod niekwestionowanym przywództwem Mao udało się dojść do prowincji Shaanxi u stóp Wielkiego Muru Chińskiego. Do dziś marsz ten jest najdłuższym nieprzerwanym marszem w historii działań wojennych. Bojownicy Mao przebyli ponad 10 tys. km. Na początku marsz rozpoczęło ok. 100 tys. żołnierzy, jednak jedynie 4 tys. dotarło do celu, co pokazuje, jak wykańczające i okrutne było to starcie. Po tym, jak ludność Chin dowiedziała się o heroicznej walce chłopów, zaczęła wstępować w ich szeregi.

Mao miał powody wdzięczności Japończykom, gdyż tym ostatnim udało się to, czego on sam nigdy nie dokonał: zniszczyli jego największego wroga: Kuomintang. Pod koniec II Wojny Światowej KPCh była nadal relatywnie słaba, jej sytuacja zmieniła się dzięki Związkowi Sowieckiemu. Pod koniec wojny Stalin zorganizował na Syberii milionową armię, która w sierpniu 1945 r. (czyli już po pokonaniu Niemiec) wkroczyła do północnych prowincji Chin. Po szybkim pokonaniu i wyparciu Japończyków sowiecka armia czerwona już tam pozostała, przekazując Mao praktycznie całą północ. Sowieci zaczęli szkolić bojowników Mao, zakładali też liczne akademie wojskowe. Oficerowie chińscy wysyłani byli na regularne szkolenia i narady do Moskwy. Krok po kroku partyzanci Mao przekształcani byli w regularną armię, Sowieci zapewniali też dostawy broni. Po 1945 r. USA przestając wspierać Kuomintang praktycznie wepchnęły Chiny w ręce komunistów, którzy na drodze do przejęcia pełni władzy nie mieli już żadnych przeszkód. Mao triumfował ze swoją zmodernizowaną przez Sowietów armią. Brutalnie rozprawił się z Kuomintangiem, którego resztki schroniły się na Tajwanie. O wojnie domowej z armią Czang Kaj-Szeka mówił tak: „Rewolucja nie jest miłą kolacją, to nie to samo co napisanie eseju, namalowanie obrazu, czy zrobienie swetra na drutach. To akt przemocy, w którym jedna klasa wykańcza inną”. Tej maksymie pozostał wierny do końca swojego zbyt długiego życia. Armia pozostaje oczkiem w głowie też dzisiejszych Chin. Państwowy kanał telewizyjny CCTV-7 pokazuje stale najnowocześniejsze wyposażenie wojskowe i zdolności szybkiego reagowania armii praktycznie w każdym zakątku świata. Współczesne Chiny stały się prawdziwą potęgą militarną. 2-milionowa armia ma na wyposażeniu ponad 7 tys. czołgów i największą liczbę okrętów wojennych spośród wszystkich sił zbrojnych na świecie. Chińskie niszczyciele wyposażone są w najnowocześniejsze rakiety (YJ-18) o zasięgu 200 km, poruszające się z szybkością ponaddźwiękową tuż nad wodą, co powoduje, że są one niewykrywalne przez radary. W porównaniu z nimi rakiety na wyposażeniu US-Marine są dużo wolniejsze (poniżej prędkości dźwięku) i mniej zwrotne. W sposób konsekwentny Chiny rozbudowały swój potencjał militarny przewyższający USA. W ten sposób Chiny masowo modernizując swoje siły zbrojne chciały podkreślić swoją przewodnią rolę hegemona na zachodnim Pacyfiku. Podobnie jak w latach 40-tych XX w., kiedy wojownicy Mao byli szkoleni i zbrojeni przez Sowietów, co pozwoliło im przejąć władzę w kraju, tak dzisiaj Chiny dalej rozbudowują swój potencjał by móc interweniować w Azji Wschodniej.

W odniesieniu do Tajwanu Chiny nigdy nie zrezygnują z dążenia do zjednoczenia wyspy. W 2019 r. prezydent Xi Jinping po raz kolejny powtórzył, że „demokratyczny i niepodległy Tajwan ze swoimi 23 mln mieszkańcami może doprowadzić do katastrofy o wielkich konsekwencjach”. Od dawna Chiny są militarnie przygotowane na interwencję na wyspie, dlatego też właściwym pytaniem jest nie, czy taka interwencja nastąpi, tylko kiedy. Pokojowe rozwiazanie kwestii tajwańskiej wydaje się niemożliwe.

Kiedy Mao proklamował 1.10.1949 r. na Placu Niebiańskiego Pokoju powstanie nowego państwa, miało ono za sobą 22 lata wyniszczającej wojny domowej, która pochłonęła miliony ofiar. Próby Mao podniesienia kraju z ruin nie udały się. Umiarkowane frakcje w KPCh dążyły wprawdzie już wówczas do uwzględnienia wymogów gospodarki rynkowej, ale zostały zmarginalizowane. Zwyciężył twardy kurs twardogłowych komunistów likwidacji rynku i zastąpienia go przymusową kolektywizacją ziemi i przedsiębiorstw. Na tym tle dochodziło do niepokojów i akcji sprzeciwu na prowincji i strajków w miastach. Odpowiedzią Mao była ucieczka do przodu poprzez Wielki Skok. Była to wielka kampania, która przewidywała m.in., że miliony Chińczyków miały produkować stal w niewielkich przyzagrodowych piecach metodą chałupniczą, a do tego celu używać do spalania okoliczne drzewa i krzewy. Skutki tego szaleństwa były katastrofalne. W latach 1958-1962 kraj ogarnęła fala głodu. Przewodniczący Mao uwierzył, że jakoś może w ten prymitywny sposób dokonać transformacji gospodarki Chin, kiedy każdy Chińczyk zostanie żołnierzem frontowym gigantycznej armii ludzi, którzy na rozkaz będą zajmowali się tym, co wymyślą partyjni planiści. W rezultacie szacuje się, że zostało w tym okresie zagłodzonych lub pobitych na śmierć od 15 do 55 mln. ludzi, co czyni Mao największym mordercą swojego narodu w historii świata. Także KPCh uznaje te fakty w swoich oficjalnych publikacjach. Dla całego świata stało się jasne, że Chiny nie kierują się w swojej polityce gospodarczej jakimkolwiek zdrowym rozsądkiem, lecz ideologicznie motywowanym zapałem. Bazą polityczną Mao zawsze była społeczność wiejska. W latach 30-tych w czasie rywalizacji z Kuomintangiem było to naturalne, gdyż nacjonaliści zawsze mieli największe wpływy w miastach. Ale to prości chłopi stanowili najliczniejszą część społeczeństwa. I to na nich postawił Mao, nigdy nie interesowali go ani intelektualiści, ani bogatsze miasta. Konstatacje i wybory Mao nie są zatem obce rządowi PiS w Polsce, który wg. podobnych kryteriów jak Mao zdefiniował swoją bazę społeczną 60 lat później. W takich warunkach, po klęsce Wielkiego Skoku Mao wiedział, że musi wymyślić coś nowego, co pozwoli utrzymać zapał rewolucyjny narodu i odwróci uwagę od wcześniejszych porażek. Tym maoistowskim nowym ładem okazała się Rewolucja Kulturalna. W 1966 r. rozpoczęła się programowa walka z resztkami dawnego ustroju (chciano usunąć resztki feudalizmu, kapitalizmu, czy społeczeństwa burżuazyjnego), w tym z dorobkiem naukowym i kulturowym dawnych „cesarskich” Chin. Bojówki komunistyczne złożone z ideowo nastawionych do walki o komunizm za wszelką cenę, niszczyły zabytki piśmiennictwa i architektury chińskiej, pod pretekstem oczyszczania kraju z kapitalistycznych naleciałości. Zwalniani byli pracownicy naukowi, nauczyciele, wielu z nich trafiało do obozów pracy, bądź musiało składać upokarzającą samokrytykę i godzić się na reedukację przez pracę. Mao zakazał gry na fortepianie, podejrzane było czytanie powieści, zakazano słuchania tradycyjnych arii operowych. Jednocześnie Mao umocnił swoją pozycję w obozie władzy, pozbył się liberałów, którzy w obliczu katastrofy gospodarczej sugerowali nieśmiałe reformy rynkowe. Od 1966 r. każdy Chińczyk musiał posiadać „czerwoną książeczkę” z myślami wodza. Mao osiągnął swój cel, jakim było utrzymanie się przy władzy. Jego przeciwnicy wycofali się z aktywnego życia politycznego, dzięki niewątpliwej umiejętności przewodniczącego: rozgrywania ludzi i różnych grup społeczeństwa między sobą, w tym rodzin, sąsiadów, czy członków partii. Chińska kultura poniosła nieodwracalne straty materialne i duchowe, a system chińskiego komunizmu zakonserwował się na dalsze kilkanaście lat. Kiedy Mao zmarł w 1976 r., zostawił kraj w absolutnej ruinie. Standard życia Chińczyków w 1976 r. był na niższym poziomie niż w 1949 r., kiedy komuniści przejęli rządy.

To, że 45 lat po śmierci Mao Chiny wysyłają na księżyc statek kosmiczny i zatykają czerwoną flagę z żółtymi gwiazdami, w powszechnym mniemaniu zawdzięczają Deng Xiaopingowi. To on, począwszy od 1978 r., zreformował zrujnowany kraj, nie będąc nigdy szefem partii komunistycznej. Deng był pragmatykiem, nie ideologiem, który miał jeden cel: oddać ludziom jak najwięcej wolności gospodarczych. Jego reformy doprowadziły do bardzo szybkiego rozwoju gospodarczego kraju i jego modernizacji w skali bezprecedensowej. Były to bezsprzecznie największe, najbardziej fundamentalne i najdramatyczniejsze przemiany, jakich doświadczyły Chiny w ciągu 4 tysięcy lat swej historii i stanowiły jedno z przełomowych wydarzeń w historii świata w XX w. W ich rezultacie Chiny, które na początku ubiegłego wieku były w istocie państwem upadłym, deptanym przez armie mocarstw zachodnich wedle ich woli, gdzie nędza była niewyobrażalna, a ludzie stale umierali z głodu tysiącami, zaś podczas klęsk żywiołowych setkami tysięcy, pod koniec XX w. stały się największą manufakturą świata i jego największym bankierem, a także głównym partnerem i jednocześnie adwersarzem USA. Jedną z pierwszych decyzji było ponowne urynkowienie rolnictwa, dopuszczono handel produktami rolnymi. Jednocześnie zlikwidowano przymusową kolektywizację rolnictwa, chłopi ponownie byli właścicielami swoich gospodarstw, co zwiększyło ich motywację (wcześniej nie mieli żadnej). Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać mikrofirmy, eksplodował handel, usługi, począwszy od napraw rowerów do budek restauracyjnych w dużych miastach. Wszystko, co wydarzyło się po 1976 r. można określić jako powrót do klasycznych zasad marksistowskich, według których partia zaakceptowała, że nie będzie bardzo wkraczać w życie codzienne normalnych ludzi. Będą oni mogli wybierać swobodnie swój zawód, zakładać firmy, zarabiać pieniądze, ale ich pieniądze mają być zarządzane przez banki, których właścicielem jest państwo. Ziemia, jak również przemysł należą zresztą też do państwa, które w ten sposób kontroluje najważniejsze aspekty życia społecznego. Ci, którzy kwestionują ten model, mają problemy i nie są tolerowani przez system. Wspomniany Jack Ma zarzucił chińskim bankom mentalność lombardów na kongresie finansowym w Szanghaju w 2020 r., pozwolił sobie też na otwartą krytykę prezydenta Xi za zbytnią ingerencję państwa w gospodarkę, co utrudnia wzrost gospodarczy. Tego zasady chińskiej „wolności” gospodarczej już nie tolerują. Po tym wystąpieniu nastąpił cały szereg kontroli finansowych w imperium Ma. Planowany debiut giełdowy finansowej córki Alibaby - Ant Group - nie doszedł do skutku, a chwilę później urząd antymonopolowy ukarał Alibabę rekordową karą ok. 2,3 mld EUR za praktyki nadużywania swojej pozycji oligopolistycznej na rynku. Jakoś dziwnie nikomu wcześniej nie przeszkadzało, że ta online-owa gigantyczna platforma handlowa szybko się rozwijała, stając się praktycznym monopolistą w Chinach. Firmy takie jak Alibaba są też symbolem zmiany roli Chin w globalnym łańcuchu tworzenia wartości. To już nie tylko miejsce taniej siły roboczej, ale lider nowych technologii w takich obszarach, jak sztuczna inteligencja, big data, elektromobilność, kryptowaluty, start-upy, nawet w branży rozrywkowej Chinom udało się dzięki aplikacji Tiktok wejść szturmem w bezpośrednią konkurencję z wielkimi amerykańskimi koncernami technologicznymi.

Kluczem do sukcesu reform Denga było przejście od gospodarki totalnie upaństwowionej, nakazowo-rozdzielczej, do rynkowej, z własnością prywatną w ekosystemie politycznym miękkiego - na chińskie warunki - autorytaryzmu, nieco archaicznego, ale coraz bardziej pluralistycznego i w coraz szerszym zakresie opartego na rządach prawa, chyba, że ktoś będzie próbował kontestować system polityczny oparty na monowładzy partii komunistycznej. Z tym wiązały się także ogromne przemiany ideologiczne o fundamentalnym znaczeniu. Przede wszystkim modernizacja kraju, z urbanizacją i industrializacją, co oznaczało przejście dużej części ludności z cywilizacji agrarnej do industrialnej. Nastąpił skok technologiczny, a także cywilizacyjny, co zapewniło skokowy wzrost dobrobytu dla dużej części społeczeństwa, choć pojawiły się też ogromne różnice społeczne i regionalne. Indeks Giniego w 2019 r. wynosił aż 46.5, co świadczy o dużym rozwarstwieniu dochodowym społeczeństwa chińskiego. Kraj był ponadto poddany gwałtownym procesom westernizacji oraz przemianom kulturowym. Biedny Mao zapewne przewraca się z tego powodu dzisiaj w swoim mauzoleum na placu Tienanmen, do którego odwiedzin wszystkich miłośników kultu komunistycznych notabli bardzo zachęcam. Wielkie wrażenie robi śmiertelna powaga milionów Chińczyków, stojących w długich kolejkach, by pochylić się przed zabalsamowanymi zwłokami największego zabójcy w dziejach ludzkości. Wreszcie z pozycji kraju samoizolującego się od świata, w sposób niemal całkowity i to przez dziesięciolecia, Chiny przeszły do wszechstronnej współpracy międzynarodowej, stając się liderem i beneficjentem procesów globalizacji. Za życia zaledwie jednego pokolenia kraj zmienił się nie do poznania, a Chiny z pozycji zacofanego, peryferyjnego mocarstwa rewolucyjnego i trzecioświatowego, kwestionującego cały ład międzynarodowy, stały się liderem współczesnego świata, stabilizującym światowy porządek, czy wręcz ratującym światowy system kapitalistyczny. Kiedy Trump zaczął sławić protekcjonizm, to Chiny były najgłośniejszym orędownikiem globalizmu opartego na zasadach wolnego handlu międzynarodowego. Wraz z wejściem Chin na arenę międzynarodową zmienił się cały świat: z systemu dominacji jednego mocarstwa - USA świat przeszedł do układu wielobiegunowego, w którym żadne z mocarstw nie jest w stanie sprawować przywództwa w skali globalnej. Po raz pierwszy od czasów Oświecenia, od rewolucji przemysłowej i narodzin kapitalizmu w Europie, cywilizacja zachodnia przestała dominować w świecie i musi uczyć się partnerskiego traktowania cywilizacji konfucjańsko-buddyjskiej zrodzonej w Chinach, jak również muzułmańskiej czy hinduskiej.

Dziś Pekin, liczący ponad 20 mln. mieszkańców, przypomina bardziej Tokio, ale w końcu lat 70-tych mieszkało w nim ledwo 1 mln. ludzi. Budynki wyższe niż 5 pięter można było policzyć na palcach ręki. W międzyczasie miasto przypomina chaotyczny las niezliczonych wieżowców. Nie tylko wielkie metropolie zostały praktycznie zbudowane na nowo, dotyczy to też małych miasteczek, a nawet wsi, gdzie trudno znaleźć dom sprzed reform Denga. Kiedy pierwszy raz byłem w Chinach 2 dekady temu, nawet w Pekinie podstawowym środkiem transportu były rowery, dzisiaj praktycznie zniknęły one z ulic chińskich miast. Od 2009 r. Chiny stały się największym rynkiem samochodów na świecie. Sprzyjał temu gigantyczny program budowy autostrad i ekspresówek z połowy lat 90-tych, w 2012 ich łączna długość prześcignęła USA (ponad 100 tys. km), a jeszcze w 1988 r. nie było ich praktycznie wcale. Jeszcze bardziej spektakularny był rozwój szybkich kolei. Pierwsza taka linia powstała w 2007 r., a już w 2012 r. ich długość w Chinach przekroczyła długość wszystkich innych krajów świata. Najbardziej spektakularne projekty kolejowe to superszybka linia magnetyczna łącząca centrum Szanghaju z lotniskiem, trasa 40 km pokonywana przez pociąg oparty na eksperymentalnej technologii Siemensa (wkrótce zresztą niemiłosiernie kopiowany na innych podobnych projektach, gdyż ochrona patentowa w Chinach raczej nie obowiązuje) zajmuje niewiele ponad 7 min. oraz linia kolejowa do Lhassy w Tybecie, oddana do użytku w 2006 r., licząca prawie 2 tys. km, w tym połowa trasy biegnie powyżej 4 tys. m. nad poziomem morza. To najwyżej położona linia kolejowa na świecie.

Czy te wszystkie spektakularne projekty oraz wielki awans cywilizacyjny są sukcesem KPCh, a stworzony przez komunistów system antydemokratyczny, wykluczający wolność prasy (w czasach internetu!) oraz opozycję z życia publicznego rzeczywiście jest optymalny dla 1,4 mld Chińczyków? Tego nie wiemy, jak również nie znamy odpowiedzi na pytanie, gdzie byłyby dzisiaj Chiny, gdyby krwawo nie została stłumiona demokratyczna rebelia na placu Tienanmen. Czy gdyby pojawiło się wtedy kierownictwo polityczne na miarę Denga, które wyzwoliłoby więcej kreatywności, które niewątpliwie tkwi w społeczeństwie chińskim, Chiny nie zdominowałaby świata już dzisiaj? Myślę, że dokładnie tak by się stało. Obecny sekretarz generalny KPCh Xi rozszerza w międzyczasie sieć, która oplata powoli, ale skutecznie świat. Jego inicjatywa Nowego Jedwabnego Świata integruje coraz więcej państw ze strukturami handlowymi i gospodarczymi Chin. Wielu historyków widzi w tym projekcie porównania z systemem kontrybucyjnym z czasów cesarskich. Wtedy sąsiednie kraje wasalskie składały hołd cesarzowi, który ze swojej strony stworzył system handlowy w Azji Wschodniej. Wydaje się, że jego następca Xi dąży do podobnego modelu relacji międzynarodowych. Został on szefem KPCh w 2012 roku. Wkrótce doprowadził do likwidacji wprowadzonej decyzją Denga kadencyjności sprawowania funkcji szefa partii. Jeszcze zatem długo Xi nadawać będzie jedynie słuszny kierunek 91 milionom członków KPCh. Ten kierunek jest zresztą wyjątkowo klarowny: hegemonię władzy ma zapewniać kontrola i inwigilacja każdego aspektu życia obywateli, w znacznie większym zakresie, niż to było za czasów absolutnej władzy cesarza. W XIX wieku nie było nowoczesnych technologii, jak kamer, czołgów, czy automatycznej broni. Współczesne Chiny inwestują w kamery inwigilujące obywateli we wsiach tybetańskich więcej niż w szkolnictwo podstawowe. Został przekroczony pewien próg szaleństwa, który stał się prawdziwą obsesją prezydenta Xi. Kto przechodzi na czerwonym świetle na przejściu dla pieszych, musi liczyć się z tym, że dostanie automatycznie mandat i będzie musiał zapłacić karę, a jego wizerunek z danymi osobowymi będzie wyświetlany na ekranach elektronicznych w miejscu zamieszkania. Kamery rejestrują każdy krok, skanują wszystkie twarze obywateli i tworzą w imieniu państwa olbrzymie bazy danych, które to państwo może wykorzystać w każdej chwili dla swoich celów. Celem KPCh jest budowa „harmonijnego społeczeństwa”, które zachowywać się będzie według norm narzuconych przez opresyjne państwo, każde zachowanie odbiegające od norm definiowanych przez państwo będzie natomiast penalizowane. Od kilku lat w wielu miastach testowany jest system kredytu socjalnego. Kto zachowuje się w sposób zgodny z oczekiwaniami i normami państwa, ten dostaje punkty bonusowe. Natomiast krytycy władz w internecie, przestępcy (oczywiście publiczna krytyka władz też jest przestępstwem), czy ci, którzy pracują wolno, tracą takie punkty i np. nie mogą podróżować wcześniej opisywanymi kolejami dużych szybkości. Tym samym dyktatura władzy w Chinach w dobie cyfryzacji i nowoczesnych technologii zdefiniowała swoją nową formę. Dewizą i wynalazkiem Xi Jinpinga w jednym słowie jest kontrola, a jeśli mielibyśmy użyć dwóch słów, byłaby to kontrola absolutna. W ten sposób Xi wierzy, że może zapewnić sobie niezakłóconą i niepodzielną władzę. Politykę reżimu na własnej skórze odczuwają Ujgurowie na zachodzie kraju. Ponad milion muzułmanów w autonomicznym regionie Xinjiang jest przetrzymywanych w obozach internowania, a nieliczni świadkowie donoszą o demograficznym i kulturowym ludobójstwie tej etnicznej mniejszości. Z tego powodu UE po raz pierwszy wprowadziła formalne sankcje przeciw Chinom. Można powiedzieć, że wreszcie. Chiny, gdzie zaczęła się pandemia koronawirusa, zdołały ją u siebie pokonać, dzięki drastycznemu lockdownowi. Wiosną 2020 r. kraj zniósł obostrzenia, a w trzecim kwartale 2020 r., w środku światowego kryzysu, wrócił na ścieżkę wzrostu. Chińska propaganda przedstawia to jako dowód wyższości chińskiego systemu nad zachodnim, jak też osobisty sukces przewodniczącego Xi, którego określa jako „sternik, który może kierować statkiem socjalizmu żeglujący z determinacją przez wiatr i fale”. Rzeczywiście ten żeglarz po plenum KPCh, zwanym chińskim konklawe, umocnił swoją pozycję w aparacie władzy. Główne priorytety Chin to utrzymać wzrost PKB w dobie światowej recesji, zakłócenia łańcuchów dostaw i coraz bardziej toksycznych stosunków z Zachodem. Chiny mają na to dwa sposoby, które Xi nazwał podwójnym obiegiem. Ten zewnętrzny ma polegać na ściąganiu, jak do tej pory, inwestycji zagranicznych, a wewnętrzny oznacza stymulowanie popytu krajowego i rynku wewnętrznego. Z 400 mln. klasą średnią Chiny mają wszelkie szanse, by się uzależnić od Zachodu. Widząc, jak USA zablokowały swój rynek zaawansowanych technologii, przeganiając z niego Huaweia, Chiny postanowiły postawić na własne innowacje - od zaawansowanych technologii po nowoczesne rolnictwo. Komunikat z plenum KPCh w 2020 r. nie podaje planowanej stopy wzrostu PKB na najbliższą pięciolatkę. A to ona była dotąd miernikiem sukcesu Chin i nie mogła być niższa niż 7% rocznie. Teraz została zastąpiona wzrostem PKB na mieszkańca. Wg. danych Banku Światowego z 89,5 $ na mieszkańca w 1960 r. kraj doszedł do 10,2 tys. $ w 2019 r. Inaczej niż w przeszłości, gdy za rozwój Pekin był gotowy zapłacić każdą cenę, w tym gigantycznym zatruciem środowiska (kilka lat temu, kiedy byłem w Pekinie, smog był tak duży, że na 2 dni zamknięto lotnisko, a ludziom zakazano wychodzić na ulice ze względu na grożące choroby układu oddechowego, zresztą z wyjazdu wróciłem chory), nowy plan pięcioletni ma zapewnić zielony wzrost, gdyż nikt nie chce już oddychać zatrutym powietrzem (kiedy w Polsce społeczeństwo dojdzie do podobnego wniosku?). Do tego Chiny, z rekordową emisją dwutlenku węgla, są pod globalną presją, by ją zredukować. Na forum ONZ Xi obiecał, że kraj osiągnie szczyt emisyjności w 2030 r., a do 2060 r. osiągnie neutralność klimatyczną.

KPCh doskonale rozgrywa też stare mocarstwa kolonialne na arenie międzynarodowej. W międzyczasie Chiny stały się też zbyt potężne, ale też beneficjentami ich potęgi stało się wiele firm europejskich. Tak długo, jak gospodarka dynamicznie się rozwija oraz rośnie dobrobyt mieszkańców, większość Chińczyków rezygnuje z takich wartości jak wolność, demokracja czy prawa człowieka. Na to zresztą stawia KPCh. Właściwym zatem jest pytanie, jak długo jeszcze świat będzie akceptował i tolerował tą niepisaną zasadę deptania praw człowieka w Państwie Środka.

Chiny są niesłychanie fascynującym i interesującym krajem. Ich historia jest wręcz niebywała. Jednak przemiany kraju po 1978 r. są tak niesłychane i nie mające precedensu we współczesnym świecie, że koniecznie trzeba tu przyjechać, mimo że taki wyjazd nie stanowi sam w sobie atrakcji turystycznej. Zresztą obecne stulecie będzie z pewnością wiekiem Chin.








43 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Filipiny

Turcja

Izrael

O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt
bottom of page