top of page

The Traveling Economist

Podróże okiem ekonomisty

05627c8f-b097-4592-8be1-e638b8d4b90d_edited_edited.jpg
Home: Witaj
Home: Blog2

Liban

Zaktualizowano: 5 kwi


Liban to malutki kraj w sercu Bliskiego Wschodu, kolebka naszej cywilizacji, biblijna kraina miodem i mlekiem płynąca, mozaika różnych kultur i religii światowych. Byblos to najstarsze odkryte miasto zbudowane z kamienia na świecie (3 tysiąclecie p.n.e.). Duch przedsiębiorczości wnieśli do Libanu antyczni Fenicjanie ok. 1200 r. p.n.e, którzy zdominowali basen Morza Śródziemnego również dzięki rozwojowi intelektualnemu poszczególnych miast. Fenicjanie byli doskonałymi żeglarzami, produkowali najlepsze łodzie, co zapewniało im panowanie na morzu, doskonałymi handlowcami i rzemieślnikami, a także wynalazcami pierwszego prawdziwego alfabetu. Ich dzisiejsi potomkowie odziedziczyli wiele cech antycznych Finicjan, co czyni ten kraj absolutnie wyjątkowym w skali świata. Być może gdyby nie położenie geograficzne, Liban nie ściągałby na siebie zainteresowania mocarstw współczesnego świata. Problemem tego państwa jest to, że jest wciśnięte pomiędzy rywalizujące między sobą potęgi, co sprawia, że nie jest w pełni samodzielne. Niepodległe państwo libańskie istnieje od 1920 r., kiedy to zostały określone jego granice. Liban jako państwo został stworzony do zabezpieczenia interesów maronitów (chrześcijan), którzy przed II wojną światową mieli wsparcie Francji. Ta otrzymała bowiem mandat nad tym obszarem od Ligi Narodów. Liban został napadnięty przez Brytyjczyków w 1941 r., którzy pokonali wówczas Francuzów z Vichy. Niepodległość została odzyskana dwa lata później. Po wojnie Liban był względnie stabilny, a równowaga wynikała z porozumienia o podziale władzy pomiędzy wspólnotami religijnymi. W latach 50-tych XX w. zaczęło dochodzić do aktów przemocy ze strony zwolenników zacieśnienia przez Liban związków z krajami arabskimi i zerwania sojuszu z USA. Efektem była raczej mało znana interwencja wojsk amerykańskich w 1958 r., co doprowadziło do tymczasowego załagodzenia sytuacji. Po II Wojnie Światowej Liban przeżywał swój bezprzykładny rozwój, zapoczątkowany prezydenturą gen. Chehaba pod koniec lat 50-tych, respektowanego powszechnie przez świat arabski, zwłaszcza przez ówczesnych dyktatorów (jak Nasser w Egipcie). Silny wzrost gospodarczy cechował się jednak dużymi dysproporcjami regionalnymi i w poszczególnych społecznościach.

Szybko jednak pojawił się kolejny problem – Palestyńczycy, których około 150 tys. wygnano z domów w czasie izraelskiej wojny o niepodległość 1948 r. Z czasem zaczęli oni tworzyć grupy zbrojne, atakujące Izrael. Armii libańskiej, chociażby w 1969 r., nie udało się zneutralizować baz palestyńskich. Względny spokój utrzymywał się do 1975 r., kiedy wybuchła długotrwała wojna domowa, a z czasem pojawili się żołnierze syryjscy, irańscy, amerykańscy i francuscy. W tym okresie w Libanie walczyły ze sobą milicje z ponad 25 różnych grup religijnych i organizacji politycznych. Ścierali się między innymi muzułmanie z chrześcijanami, libańscy sunnici (sprzyjający OWP) z szyitami prosyryjskimi (partia Amal), szyitami proirańskimi (Hezbollah) i druzami Walida Dżunbulata (Socjalistyczna Partia Postępowa). To również walka armii libańskiej z Palestyńczykami i Palestyńczyków z Izraelem. Znamiennym wydarzeniem było oblężenie Bejrutu w 1982 r., w efekcie którego OWP (Organizacja Wyzwolenia Palestyny) została wygnana przez Izraelczyków z tego państwa.

Zważywszy na mozaikę narodowościową Libanu (chrześcijanie, w tym maronici, grekokatolicy i ortodoksi i inni stanowią 30% populacji 5,5 mln Libanu, a muzułmanie, w tym sunnici, szyici i druzowie: 70%, ponadto w kraju przebywa ponad 1 mln p. uciekinierów z Syrii, przez co ten niewielki kraj wykazuje najwyższą na świecie liczbę uchodźców na mieszkańca), kraj ten stanowi prawdziwą beczkę prochu, którego rządzenie wymaga nie lada umiejętności. Jego stosunki z dwoma potężnymi sąsiadami: Syrią i Izraelem do stabilności się nie przyczyniały. Zapalnikiem był napływ uchodźców palestyńskich z Izraela i ustanowienie siedziby OWP w Libanie. W 1976 r. armia syryjska wkroczyła do Libanu i pozostawała aż do 2005 r., całkowicie kontrolując kraj politycznie i militarnie.  29-letnia okupacja zakończyła się dopiero w wyniku tak zwanej cedrowej rewolucji (révolutión de cedres), a więc masowych protestów Libańczyków po zamordowaniu w Bejrucie byłego premiera Libanu Rafika Haririego.

Wybrany w 1992 r. na Premiera Rafik Hariri rozpoczął odbudowę kraju po długotrwałej i wyniszczającej wojnie, która pochłonęła aż 150 tys. ofiar i kilkaset tysięcy rannych. W szczególności udało się zrealizować plan odbudowy centrum Bejrutu, co miało znaczenie symboliczne dla odzyskania suwerenności kraju i powrotu inwestorów prywatnych ze świata arabskiego. Rekonstrukcja 160 ha w centrum miasta robi wrażenie, aczkolwiek spółka Solidére, która realizowała ten projekt, oskarżana została o gigantyczne malwersacje środków publicznych oraz wywłaszczanie właścicieli prywatnych tych terenów po cenie znacznie poniżej ich realnej wartości. Wojna domowa doprowadziła do upadku tradycyjnie silniej libańskiej klasy średniej. Bejrut stracił też swoją pozycję centrum finansowego Bliskiego Wschodu, przede wszystkim na rzecz Dubaju. W 2005 r. zamordowany został premier al-Hariri, co wywołało kolejną falę destabilizacji kraju (revolutión de cedres), w wyniku której jak również nacisku międzynarodowego Syria wreszcie wycofała swoje wojska z Libanu i doszło do przegrupowania sytuacji politycznej i przejęcia władzy przez partie antysyryjskie. W 2006 r. dochodzi do porozumienia między gen. Michelem Aounem (późniejszym długoletnim prezydentem kraju), a szefem Hezbollahu Nasrallahem (do dzisiaj jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Libanie), ale wkrótce potem ponownie zaostrza się konflikt z Izraelem, który w odwecie za prowokacyjne ataki Hezbollahu z baz w południowym Libanie dokonał inwazji na południe Libanu. Nastąpiło to bez formalnego wypowiedzenia wojny, gdyż pokój między Libanem a Izraelem od czasu wojny izraelsko-arabskiej w 1948 r. nigdy nie został zawarty. 

Tak jak kiedyś Liban znajdował się na granicy wpływów francuskich i brytyjskich, tak teraz musi radzić sobie jako państwo zaangażowane w dwa wielkie bliskowschodnie konflikty: izraelsko-irański oraz sunnicko-szyicki. Co do tego pierwszego konfliktu to Liban niezmiennie stanowi państwo kluczowe z perspektywy Izraela, bowiem jest ono buforem chroniącym przed infiltracją ze strony Iranu, dla którego obecność w tym państwie daje możliwość generowania zagrożenia w stosunku do dwóch swych wrogów – Izraela (bezpośrednio) i USA (pośrednio, jako sojusznikowi Izraela). Jest to działanie spójne z irańską geostrategiczną koncepcją “osi oporu”, ciągnącą się od Wzgórz Golan poprzez Syrię, Irak aż do Iranu. Chociaż władze Syrii ciągle są skoncentrowane bardziej na walce o własną przyszłość, również i one pozostają żywo zainteresowane sytuacją w sąsiednim Libanie, który jest ważnym elementem konfliktu w Syrii, nie tylko ze względu na swoje położenie geograficzne. Od 2012 r., kiedy Baszar al-Assad nie był w stanie kontrolować swoich granic dochodziło do licznych starć między zwolennikami Assada (szyici z alawitami) i jego przeciwnikami (sunnici). W 2014 r. doszło ponadto do walk armii libańskiej i Hezbollahu z Państwem Islamskim nacierającym z ogarniętej wojną domową Syrią. Mimo, że czasami Syria traciła swoje wpływy w Libanie (np. wtedy, gdy wybory wygrał blok antysyryjski, a premierem został sunnita Fouad Siniora w latach 2005-2009), to jednak nadal obecna jest w Libanie, aczkolwiek mowa tutaj o współpracy gospodarczej, szczególnie ważnej dla syryjskich biznesmenów, realizujących transakcje przez bejruckie instytucje finansowe. Po tym jak wiele syryjskich i irańskich instytucji finansowych znalazło się na amerykańskiej czarnej liście – chociażby na mocy wprowadzającej sankcje ustawy Caesara – znaczenie Libanu rośnie, aczkolwiek wspomniana fatalna kondycja libańskiego sektora finansowego nie ułatwia Syryjczykom dalszego prowadzenia swych interesów za ich pośrednictwem. 

Syryjska obecność w Libanie była wspierana przez wspomniany Iran, dla którego Liban stanowił – jak ujął to ówczesny najwyższy przywódca ajatollah Ruhollah Chomeini – punkt na drodze zbliżającej Teheran do Jerozolimy. Obecność Irańczyków w południowym Libanie, czy to by zrealizować hasła ideologiczne (eksport rewolucji), czy to pragmatyczne (zwiększenie presji na geostrategicznego wroga Iranu, jakim jest Izrael), wymagało wsparcia Syrii, dla której również było to korzystne – Damaszek zyskiwał w ten sposób wsparcie w walce z Izraelem o odzyskanie Wzgórz Golan oraz głębie strategiczną w ówczesnej rywalizacji z Irakiem. Sojusz z Hafizem Al-Asadem (ojcem Baszara), który z perspektywy duchownych w Teheranie nie był idealnym przywódcą muzułmańskim, był niewielką ceną do zapłacenia. Zyski były dużo większe – bez wsparcia Damaszku Iran nie byłby w stanie przyczynić się w latach 80-tych XX w. do stworzenia w Libanie Hezbollahu, a już na pewno nie w takiej formie i skali, jaką organizacja uzyskała. Nie trzeba dodawać, że o interesy Libanu i jego mieszkańców ani Damaszek, ani Teheran, nie dbały. Faktyczny upadek Libanu, zarówno w wymiarze gospodarczym jak i politycznym, sprawia, że staje się on łatwym kąskiem dla innych państw. Przed taką ingerencją Liban nie jest w stanie się w żaden sposób obronić, a wręcz przeciwnie – kolejne rządy mogą być bardziej skore, aby przyjąć pomoc zewnętrzną, aczkolwiek trudno jest wskazać kandydata na uzyskanie w Libanie pozycji dominującej. 

Intencji zainwestowania w Liban nie wyrażają państwa europejskie, które nie widzą w tym dla siebie żadnych korzyści, a które od dawna nie posiadają szerszych ambicji geostrategicznych. Prezydent Francji Macron oraz minister spraw zagranicznych Le Drian odwiedzili co prawda Bejrut, ale jednoznacznie dali do zrozumienia, że bez gruntownych reform Liban nie może liczyć na znaczącą pomoc finansową. Jeszcze kilka lat temu w Libanie mógłby zainwestować Katar, który w 2019 r. zadeklarował chęć zakupu libańskich obligacji za 500 mln. USD, ale wkrótce potem nie przejawiał już takich aspiracji. Przynajmniej niektórzy niezadowoleni Libańczycy, postrzegający tragiczną eksplozję w porcie w Bejrucie (2020) jako zwieńczenie lat korupcji i nieudolności władzy, za swoje problemy obarczają Hezbollah, a więc także Iran, co nie zwiększa szans tego państwa na poszerzenie wpływów w Libanie, a to jest kluczowe ze względu na wspomnianą wcześniej strategię “osi oporu”. Iran sam pogrążony jest w licznych problemach wewnętrznych, w tym w kryzysie finansowym, a jego pozycja w Syrii również poddawana jest presji. Co do Hezbollahu, to upadek rządu Diaba (2021) był porażką zarówno tej formacji, jak i szyitów, którzy – jak zostało wcześniej nadmienione – popierali jego sformowanie. Na nieszczęście dla Hezbollahu, w połowie sierpnia 2021 r. obradujący w Holandii specjalny trybunał uznał, że za zamordowaniem w 2005 r. sunnickiego, wieloletniego premiera Rafika Haririego stała ta właśnie organizacja.

Również Arabia Saudyjska nie wyraża większego zainteresowania Libanem – razem z innymi państwami Zatoki Perskiej w latach 2003-2015 była odpowiedzialna za aż 76% wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych w tym państwie. W przeszłości Rijad utrzymywał bardzo bliskie relacje z rodziną Haririch (prócz Rafika Haririego premierem Libanu był w latach 2009-2011 i 2016-2020 jego syn Saad). Później jednak zaangażowanie zmalało, a z czasem zostało wstrzymane, co wynikało ze wzrostu napięcia pomiędzy Rijadem a Teheranem. Nie to jednak stanowiło główny powód wstrzymania inwestycji w Libanie, bowiem Arabia Saudyjska, podobnie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, przez lata wykorzystywały swoje wydawałoby się nieograniczone fundusze do wypychania irańskich wpływów z różnych państw (głównie w Afryce). Ważniejszy powód to spadek cen ropy naftowej, który ograniczył środki, jakie państwa arabskie mają do dyspozycji. Po trzecie, Rijad nie dostrzega szansy na osiągnięcie celu kluczowego, to jest trwałego zneutralizowania wpływów Hezbollahu w Libanie. Saudowie od dłuższego czasu krytycznie podchodzą bowiem do sytuacji w tym kraju, co sprowadza się do przekonania, że jakakolwiek pomoc (poza humanitarną, wysłaną po eksplozji) trafiłaby do Hezbollahu, a więc wzmacniałaby głównego wroga Rijada, jakim jest Iran. Można sądzić, że Saudowie kalkulują w następujący sposób – im gorsza sytuacja w Libanie, tym bardziej społeczeństwo będzie oskarżać o swoją niedolę Hezbollah i szyitów, co w ostatecznym rozrachunku będzie działać na niekorzyść Iranu, a tym samym będzie korzystne dla Arabii Saudyjskiej, która w 2016 r. wstrzymała planowaną pomoc o wartości 3 mld. USD dla libańskich sił zbrojnych i 1 mld. USD dla libańskich służb bezpieczeństwa.

Na trudnej sytuacji w Libanie oraz nieobecności Arabii Saudyjskiej jako “obrońcy sunnitów” zyskać może Turcja, która pod rządami Erdogana przejawia ambicje, odbierane przez niektórych jako próba restauracji imperium osmańskiego. W ramach budowy wpływów w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki, w ostatnich latach Turcja zwiększyła swoje polityczne, militarne i gospodarcze zaangażowanie w takich państwach jak Irak, Syria, Katar, Somalia i przede wszystkim Libia. W odniesieniu do Libanu Turcja, prócz chęci stania się obrońcą spraw sunnitów, może próbować osłabiać Hezbollah, a tym samym jednego ze swoich regionalnych konkurentów, jakim jest Iran (pomimo deklaracji o współpracy na osi Ankara-Moskwa-Teheran). Celem Ankary jest bowiem wspomniane zwiększenie wpływów libańskich sunnitów, a można to uczynić właśnie kosztem szyitów. Nie jest przypadkiem, że po eksplozji w porcie Erdogan wysłał do Bejrutu swoich przedstawicieli, w tym wiceprezydenta Oktaya oraz ministra spraw zagranicznych Mevlüta Çavuşoğlu. Fakt, że Ankara występuje przeciwko prezydentowi Syrii Baszszarowi al-Asadowi zwiększa reputację Turcji w oczach libańskich sunnitów. Według niepotwierdzonych informacji w Libanie aktywnie działają tureckie służby specjalne. Chociaż nie ma na to dowodów, to takie operacje wydają się bardzo prawdopodobne i z perspektywy interesów Ankary zrozumiałe. Miejscowe media sugerują, że Turcja przygotowuje się do rozpoczęcia finansowania środowisk religijnych (sunnickich) i renowacji starych budynków z czasów imperium osmańskiego. Mówi się również o udostępnieniu tureckiego portu Mersin, zanim ten w Bejrucie zostanie odbudowany (z pewnością nie nastąpi to szybko), a działający w Trypolisie mniejszy ewentualnie rozbudowany. Liban ma teraz bowiem problem z importem towarów – zarówno porty izraelskie, jak i syryjskie, są dla Libańczyków niedostępne. Pytaniem otwartym pozostaje jednak jak niemająca lądowego połączenia z Libanem Turcja miałaby dostarczać towary do Bejrutu, ale jest to kwestia bardziej techniczna niż polityczna.

Potencjalnym kandydatem do wykorzystania trudnej sytuacji Libanu są Chiny, które od lat systematycznie zwiększają swoją obecność na Bliskim Wschodzie, aczkolwiek kierując się głównie kwestiami gospodarczymi, a mniej politycznymi. Liban znajduje się pomiędzy dwoma pasami chińskiego “Nowego Jedwabnego Szlaku” – morskiego przez cieśninę Bab Al-Mandab, Morze Czerwone i Kanał Sueski oraz lądowy przez północny Iran i Turcję. Po drugie, zwiększona obecność w Libanie dałaby Chińczykom możliwość dalszej dekonstrukcji wpływów USA w regionie, a także nawiązania bliższej współpracy z Izraelem, co w przyszłości mogłoby być istotnym elementem w relacjach chińsko-rosyjskich (jako że Rosja blisko współpracuje z Izraelem), a przede wszystkim chińsko-amerykańskich. Warto dodać, że w ramach projektów infrastrukturalnych Chiny rozbudowują już izraelskie porty w Hajfie i Aszdodzie.

Aż do lat dwutysięcznych Liban nie znajdował się w sferze zainteresowania Pekinu, który dopiero w 2006 r. wsparł modernizację libańskiego sektora bezpieczeństwa. Chiny mają swoich żołnierzy w Libanie w ramach misji ONZ UNIFIL oraz w misjach humanitarnych. Aż 40% libańskiego importu pochodzi z Chin, które według prasowych doniesień są zainteresowane wykorzystaniem portu w Trypolisie oraz odbudową linii kolejowej łączącej to miejsce z Bejrutem. W obecnej sytuacji, gdy bejrucki port jest zniszczony, libańskie władze mogą być dużo bardziej otwarte na chińskie inwestycje w Trypolisie. Mowa także o zainteresowaniu Chin libańskim przemysłem energetycznym, a także rozbudową pobliskiego lotniska (a jednocześnie bazy wojskowej), znajdującą się przy granicy z Syrią. Liban mógłby być zainteresowany chińskim wsparciem w stworzeniu przemysłu wydobywczego naturalnego gazu z dna Morza Śródziemnego (aczkolwiek ostatnie prace zakończyły się niepowodzeniem – nie odnaleziono znaczących pokładów gazu). Pekin miałby wybudować w Libanie elektrownie – zapewne posłużyłyby do tego chińskie kredyty, a elektrownie byłyby reklamą chińskich technologii, którymi mogłyby wówczas zainteresować się inne państwa w regionie. Co więcej, Chiny mogą być dostawcą używanej broni dla libańskiej armii. Widać wyraźnie, że Pekin jest zainteresowany zbudowaniem długofalowej obecności w Libanie, który jednocześnie z punktu widzenia Chin może w przyszłości służyć jako bezpieczna baza dla projektów infrastrukturalnych przy odbudowie Syrii. Według dziennika “Al Achbar” łączna wartość dyskutowanych inwestycji w Libanie to 12 mld. USD. Pozytywnie do chińskich inwestycji w Libanie odniósł się Hasan Nasrallah – przywódca Hezbollahu, który jednocześnie sprzeciwia się planom pomocy ze strony MFW, jako że wymagane przez niego reformy stanowiłyby zagrożenie dla pozycji Hezbollahu w Libanie. Z perspektywy Hezbollahu wsparcie Chin jest mile widziane, bowiem z jednej strony dałoby ono zastrzyk funduszy, przedłużających stan wegetatywny Libanu, a z drugiej stanowiłoby element walki z Amerykanami – inwestycje nie byłyby rozliczane w dolarach, a współpraca z Pekinem oznaczałaby ochłodzenie relacji libańsko-amerykańskich, co jest w interesie tak Hezbollahu, jak i Iranu (aczkolwiek premier Diab stwierdził przed swym odejściem, że o ile Liban liczy na chińskie inwestycje, to nie chce odwracać się od Zachodu). Co ważne a pewno najważniejsze dla Hezbollahu, inwestujące Chiny nie patrzą na kwestie praw człowieka i etykę swoich partnerów handlowych.

Od 2016 r. do 2022 r. prezydentem był sędziwy, ale poważany gen. Aoun, a na czele rządu do 2019 r. stał Saad Hariri, syn zamordowanego w 2005 r. premiera. W październiku 2016 r. doszło do największych masowych protestów w Libanie od 2005 r. Powód - jak zwykle w takich przypadkach - był na wskroś prozaiczny: rząd chciał wprowadzić podatek na what's-upa. Mimo, że szybko się wycofał z tej nieszczęśliwej propozycji, nie powstrzymało to eskalacji rozprzestrzeniania się antyrządowych protestów. Powodów jest aż nadto: Liban ma gigantyczny dług publiczny (ponad 150% PKB!), szybko rosnącą inflację, niezrównoważoną i niestabilną gospodarkę, a infrastruktura i poziom usług nie są w stanie obsłużyć ponad 1 mln uchodźców syryjskich, z czego wynika drastyczny wzrost czynszów, tony śmieci na ulicach, zatłoczone szpitale i niesprawny system edukacji, w którym libańskie i syryjskie dzieci uczą się na kilka zmian. Bank Światowy szacuje, że połowa obywateli żyje poniżej progu ubóstwa, bezrobocie wśród młodych przekracza 30%, powiększają się różnice między biedotą, a najbogatszymi. 

Powodów do demonstracji i wyrażania sprzeciwu jest w przypadku Libanu tak wiele, że nie wiadomo, gdzie zacząć i w jakiej kolejności je przedstawić. To między innymi kwestia uchodźców, którzy w Libanie szukają schronienia, ale przyczyniają się do nadwyrężania i tak niewydolnego systemu gospodarczego państwa (1,5 mln. uciekinierów z Syrii i około 300 tys. z Palestyny). Ten jest w ruinie, co przyczynia się do słabości władzy centralnej, która niezmiennie pozostaje w cieniu Hezbollahu (szyickie ugrupowanie polityczno-wojskowe, wspierane przez Iran), stanowiący w Libanie swoiste “państwo w państwie”. Słaba gospodarka tego państwa opiera się nie na surowcach, lecz nieruchomościach, systemie bankowym oraz turystyce. Wszystkie te elementy w ostatnim czasie legły w gruzach. Rządzenia tym państwem nie ułatwia skomplikowany system religijny – w Libanie działa osiemnaście oficjalnych grup wyznaniowych – oraz będący tego efektem system polityczny, który wymusza osiągnięcie porozumienia w każdej strategicznej kwestii, zarówno dotyczącej polityki wewnętrznej, jak i w polityce zagranicznej. Nie trzeba nadmieniać, że o ile takie rozwiązanie było konieczne, to jest niepraktyczne i prowadzi do decyzyjnej indolencji, z którą Liban mierzy się od lat. Współczesny Liban można bez cienia przesady określić nieco publicystycznym terminem “państwo upadłe”, a więc takie, które formalnie istnieje, ale nie funkcjonuje i nie sprawuje władzy na własnym terytorium. Libańczycy borykają się z hiperinflacją, bezrobociem i racjonowaniem dostaw prądu. Wiarygodność finansowa Libanu jest oceniana na równi z Wenezuelą. Nie ma żadnej siły, która byłaby w stanie wprowadzić i zrealizować gruntowne i niezbędne reformy. Brak też pieniędzy, zarówno w kasie państwa, jak i w lokalnych bankach, które zbankrutowały. Większość oszczędności znikła podczas kryzysu finansowego w 2019 r., a system oparty na przyciąganiu wysokimi odsetkami depozytów w dolarach, które następnie były pożyczane rządowi, załamał się. Kryzys w Libanie był bowiem skutkiem piramidy finansowej zbudowanej przez bank centralny!!! Wybuch wojny domowej w Syrii, napływ setek tysięcy migrantów oraz działalność Hezbollahu zniechęciły zagranicznych inwestorów. Aby utrzymać lokalną walutę w ryzach, skonstruowano mechanizm, który polegał na zachęcaniu Libańczyków do deponowania środków w bankach na wysoko oprocentowanych kontach. Bank pożyczał dolary na wysoki procent, by móc na bieżąco spłacać deponentów. Ale w 2019 r. nie było już wystarczającej liczby nowych depozytów, by utrzymać finanse w ryzach. Doszło do kryzysu, inflacja wystrzeliła ponad 100%, a mieszkańcy nie mogli wypłacać pieniędzy z kont. Kraj zbankrutował w 2020 r. Libański funt w krótkim okresie czasu stracił 85% swojej wartości. Od 1997 r. kurs funta libańskiego był ustalony na poziomie wymiany 1 USD - 1,5 tys. funtów, ale oficjalny kurs dość szybko stał się nieistotny.

Wprowadzono różne quasi-oficjalne kursy, a wedle kursu czarnorynkowego funt stale osłabiał się w stosunku do dolara. Żartowano, że w kraju, w którym oficjalnie uznano aż 18 grup etno-religijnych, istnieje 18 różnych kursów wymiany dolara. M.in. to sprawiło, że będący w dramatycznej sytuacji kraj paradoksalnie stał się chwilowo popularnym celem zagranicznych podróży dla turystów. Manipulacje kursem funta libańskiego przez rząd nie przyniosły żadnych efektów, gdyż gospodarka w praktyce uległa samoistnej dolaryzacji, a ceny w restauracjach są często podawane w dolarach. Inflacja sprawiła, że większości Libańczyków jeszcze trudniej jest związać koniec z końcem. Ceny wydają się wyższe niż kiedykolwiek, dlatego jedzenie stało się luksusem. Od 2019 r. połowa libańskich rodzin nie może sobie pozwolić na zapewnienie podstawowego wyżywienia, nie mówiąc o takich luksusach jak wakacje. Przy stopie bezrobocia na poziomie 30% turystyka jest jednym z niewielu sektorów, który generuje nowe miejsca pracy. Według danych rządowych turyści wydali w 2022 r. ok. 9 mld. USD - równowartość 41% PKB Libanu.

Szacuje się, że odbudowa zniszczonego w eksplozji Bejrutu, nazywanego kiedyś “bliskowschodnim Paryżem”, to koszt nawet 15 mld. USD, co stanowi równowartość ponad połowy PKB tego państwa. W rzeczywistości, biorąc pod uwagę skalę korupcji w kraju, koszt będzie kilkukrotnie wyższy. Liban już teraz nie ma środków na odbudowę, a perspektywy turystyczne przy tak olbrzymiej niestabilności nie mogą być dobre. Libańska klasa polityczna od połowy 2020 r. nie była w stanie powołać nowego rządu. W 2020 r. gospodarka Libanu skurczyła się o 20% (!). Według IIF (Institute of International Finance) PKB spadł z 52 mld. USD w 2019 r. do 23,1 mld. USD w 2021 r. i 21,8 mld. USD w 2022 r., podczas gdy PKB na mieszkańca skurczyło się w tym czasie o ponad 50%! Takie spadki do tej pory miały miejsce w czasie wojen, nigdy w okresie pokoju. Wartość libańskiej waluty spadła w ciągu roku kilkakrotnie, a inflacja w 2020 r. osiągnęła 84,3%. W 1977 r. "The Economist" ukuł termin "choroba holenderska", by opisać, w jaki sposób bogactwo towarowe może zaszkodzić gospodarce kraju. Liban nie ma takich zasobów, chociaż zagraniczne koncerny wydobywcze szukają usilnie złóż gazu ziemnego u wybrzeży Morza Śródziemnego. Ma za to rozległą diasporę. Przez dziesięciolecia pieniądze emigrantów pozwalały Libanowi utrzymywać jeden z najwyższych na świecie deficytów na rachunku obrotów bieżących.  Gospodarka nie była wystarczająco produktywna, ale wielu Libańczyków mogło poczuć się jak w kraju o średnich dochodach, kupując produkty z importu i wyjeżdżając na zagraniczne wakacje. Państwo z dwucyfrową stopą bezrobocia zatrudniało 400 tys. migrantów, którzy pracowali m.in. przy sprzątaniu domów czy na stacjach benzynowych. Wszystko było postawione na głowie, ale "jakoś" funkcjonowało. W sytuacji, gdy diaspora przestała przechowywać pieniądze w niewypłacalnych bankach, łączny udział rocznych przekazów z zagranicy wynosił w 2022 r. 38% PKB. To wystarczy, by utrzymać kraj na powierzchni. Ale wpływy nie przyczyniają się do podtrzymania publicznych lub prywatnych inwestycji, tak potrzebnych dla rozwoju gospodarki. Zamiast tego finansują konsumpcję. To jak kroplówka dla gospodarki kraju zależnego od "choroby holenderskiej". Z tonącego okrętu wydostał się premier Hasan Diab, który w sierpniu 2021 r. podał się do dymisji. Na stanowisku urzędował od stycznia, co było możliwe dzięki poparciu szyitów i chrześcijan, podczas gdy przeciwko niemu występowali sunnici. Jak stwierdził odchodząc, “systemy korupcyjny” w Libanie jest “większy niż państwo”. To głównie dlatego wszystkie wcześniejsze plany pomocowe, które zakończyły się wsparciem finansowym dla Libanu, nie doprowadziły do niezbędnych reform. To właśnie frustracja wobec nieudolności systemu zainicjowała w październiku 2019 r. ogólnonarodowe protesty. Ich bezpośrednim źródłem było oczywiście również poczucie głębokiej beznadziei i niesprawiedliwości – według Forbesa górne 1% społeczeństwa Libanu zarabia 25% całego PKB kraju.

Demonstracje w Libanie trwają od 2019 r.! Liban od lat jest miejscem rywalizacji bliskowschodnich hegemonów: szyickiego Iranu, stającym murem za Hezbollahem i sunnickiej Arabii Saudyjskiej. Postępujący chaos Libanu, gdzie podziały religijne do złudzenia przypominają to co od lat możemy obserwować w Syrii - to bardzo niebezpieczna gra, a właściwie igranie z ogniem! Krucha stabilność Libanu została wystawiona na ciężką próbę. Liban stoi w obliczu jednego z największych kryzysów gospodarczych na świecie od ponad 150 lat (wg. Banku Światowego). UE wyraziła gotowość udzielenia pomocy Libanowi, ale zażądała, by władze kraju rozpoczęły reformy strukturalne, a przede wszystkim zawarły umowę z MFW. Prowadzone od wielu miesięcy negocjacje na temat pożyczki nie zostały zakończone, o co oskarża się między innymi Hezbollah. Będzie o tym jeszcze mowa później.

W porównaniu do listopada 2019 r., kiedy byłem w Libanie, sytuacja kraju uległa drastycznemu pogorszeniu. Na porządku dziennym są wyłączenia prądu, życie publiczne zostało praktycznie sparaliżowane - na ulicach można zobaczyć tylko nieliczne samochody i niewiele osób na ulicach. Bejrut pogrążył się w ciemnościach, ponieważ odcięte zostało oświetlenie publiczne. Nawet luksusowe drapacze chmur prawie wszystkie są ciemne, z wyjątkiem kilku oświetlanych przez tutejszych milionerów, którzy dysponują jeszcze paliwem do swoich generatorów elektrycznych. Sklepy i bloki mieszkalne czerpią energię wyłącznie z prywatnych generatorów, ale i one powoli stają się problemem, ponieważ cena oleju napędowego poszybowała w górę, zgodnie z prawami rynku. Praca generatorów 24 godziny na dobę sprawia, że często się psują. Brak oleju napędowego daje się we znaki również firmom państwowym. W lipcu 2021 r. Libańskie Zakłady Elektryczne wstrzymały pracę największych elektrowni ze względu na brak oleju, co spowodowało zniknięcie z sieci przesyłowych 40% energii elektrycznej. W porcie bejruckim stały nierozładowane tankowce, ponieważ ich armatorzy nie otrzymali zapłaty za ropę od państwa, a kredytowanie Libanu nie jest już akceptowalne z uwagi na zupełny upadek państwa. Rząd nie dysponuje żadnymi rezerwami walutowymi, stąd nie jest w stanie płacić żadnych zobowiązań. Dlatego też na stacjach benzynowych brakuje benzyny, a nawet gdyby się pojawiła, to mafia i bandyci zaatakowaliby cysterny w drodze do stacji benzynowych. Co dziwne benzyna w Libanie jest dotowana. Bank Centralny podstawia importerom dolary na zakup paliwa za granicą, przeliczając za jednego dolara 4 tys. funtów libańskich, podczas gdy uliczny kurs wymiany wynosił w połowie 2021 r. 20 tys. Jednak od razu po rozładunku paliwa w porcie bejruckim połowa benzyny i oleju napędowego jest przemycana do ogarniętej wojną Syrii. W Libanie benzyna kosztuje 4 $ za 20 litrów, a w Syrii cena sięga nawet 15$. Podobnie olej napędowy w Libanie kosztuje ok. 3 $ za 20 litrów, a przemycony do Syrii - 13 $. Oznacza to, że Libański Bank Centralny wydaje resztki waluty, które mu pozostały, na dotowanie paliwa, które finalnietrafia do Syrii. 

Takich paradoksów jest zresztą więcej. Mafie paliwowe są dobrze zorganizowane, na granicy z Syrią istnieje aż 140 nieoficjalnych przejść, przez które przejeżdżają cysterny, a policja przymyka oko w zamian za łapówki lub kanistry z olejem napędowym. Cysterny muszą być eskortowane przez wojsko, bo często są atakowane. Sama armia zresztą też znajduje się w opłakanym stanie. Nie ma pieniędzy nie tylko na zakup paliwa, ale nawet na żołd i wyżywienie dla żołnierzy. W ciągu roku równowartość żołdu z ok. 640 $ spadła do ok. 50 $ miesięcznie. Armia dowodzona przez chrześcijańskiego generała, w której skład wchodzą szyici, sunnici i chrześcijanie, znajduje się na skraju organizacyjnego chaosu. Jedyna ciesząca się jako takim respektem instytucja w Libanie ulega szybkiemu rozpadowi. W takiej sytuacji Hezbollah wystrzeliwał w sierpniu 2021 r. z południowego Libanu pociski w kierunku Izraela. Wówczas wojska ONZ stacjonujące w południowym Libanie dyskretnie zaczęły przejmować zadania libańskiej armii na granicy z Izraelem. USA, Francja i Włochy nieoficjalnie dostarczają paliwo, żywność, leki i wsparcie nie tylko dla libańskich żołnierzy, ale też dla ich rodzin. Niedobór paliwa ma tragiczny wpływ na egzystencję mieszkańców. M. in. na apteki, gdyż aptekarze nie są w stanie płacić rachunków za generatory elektryczne pracujące bez przerwy. Muszą oszczędzać, wyłączając lodówki z nawet najważniejszymi lekami. Brak waluty nie pozwala na zakupy za granicą, co powoduje niedobory leków, które decydują o ludzkim życiu. Hiperinflacja stymuluje spekulację: w oczekiwaniu na ponowny wzrost cen sprzedawcy przetrzymują zapasy w magazynach.

W sierpniu 2021 r. apteki strajkowały przez kilka dni, protestując w ten sposób przeciwko brakom elementarnego bezpieczeństwa własnego. Dochodziło do pobić aptekarzy przez zdesperowanych ludzi, którzy nie mając gotówki proszą o leki dla bliskich w ciężkim stanie. Nie funkcjonowały nie tylko szpitale, ale coraz częściej też prywatne kliniki, które odpowiadają za 70% opieki zdrowotnej Libanu. Wojsko ledwo daje radę poskramiać tłum, który atakuje kliniki, jak to się działo w Tyrze, gdzie zmarł chłopiec na oddziale ratunkowym z powodu braku prądu. Dlatego też szpitale odmawiają przyjmowania pacjentów nawet w ciężkim stanie.

Liban stał się bankrutem, państwem upadłym. Kilka lat po katastrofalnej eksplozji w porcie w Bejrucie, libańscy politycy nie byli w stanie zareagować w adekwatny sposób i podjąć próbę porozumienia oraz wypracować przynajmniej zarys reform strukturalnych kraju. Każdy, kto tylko może, ten ucieka do jakiegokolwiek innego kraju w świecie arabskim. Nie tylko do krajów Zatoki Perskiej, ale nawet do tak biednego kraju, jakim stał się Irak, w którym kryzys sanitarny też przecież przybrał niewyobrażalne rozmiary. W 2020 r. wydawało się, że krwawa eksplozja w porcie, kiedy zginęło 200 osób, było 6 tys. rannych, wstrząśnie libańską klasą polityczną, która od 40 lat pogrąża Liban w korupcyjnej zapaści. Tak się jednak nie stało, a z każdym dniem sytuacja się pogarsza. W sierpniu 2021 r. zrezygnował kolejny premier in spe - wspomniany sunnita Saad Hariri, który od 10 miesięcy próbował utworzyć rząd, ale Michel Aoun sam chciał wybrać jego 8 chrześcijańskich ministrów, wtedy Hariri odmówił. W maju 2022 r. odbyły się w Libanie pierwsze wybory po tym, jak kraj stał się upadłym państwem.

W wyborach popierany przez Iran Hezbollah i jego sojusznicy stracili większość parlamentarną, mimo że Hezbollah nawet zwiększył liczbę swoich mandatów w parlamencie (z 12 do 15). Straciła przede wszystkim partia głównego sojusznika Hezbollahu - Michela Aouna - Free Patriotic Movement i przestała być tym samym największym ugrupowaniem chrześcijańskim. Zyskali za to chrześcijanie Samira Geagea - LF (Lebanese Forces), utrzymujący bliskie relacje i mający wsparcie Arabii Saudyjskiej i najwięksi oponenci Hezbollahu (zdobyli 21 mandatów w porównaniu z 15 w 2018 r.). Partia sunnitów b. premiera Saada Hariri nie wzięła udziału w wyborach. Decyzja Haririego była wynikiem sporów politycznych i utraty wsparcia ze strony Arabii Saudyjskiej, które oskarżały jego partię o niewystarczający opór wobec Hezbollahu (wspieranego przez największego rywala Arabii Saudyjskiej w regionie - Iran). Bojkot wpłynął na wysoki wynik LF, którym pozytywne relacje z Arabią Saudyjską pozwoliły przejąć część sunnickich głosów. Dobry wynik uzyskali kandydaci ugrupowań niezaliczających się do tradycyjnych partii. Kandydaci związani z masowymi protestami z 2019 r. uzyskali 14 miejsc w 128-osobowym parlamencie. Dodatkowo 7 mandatów przypadło kandydatom niezależnym (w 2018 r. - żaden). Rosnące poparcie dla nowych i niezależnych polityków było też związane z eksplozją w Bejrucie w 2020 r., która unaoczniła zaniedbania rządów dotychczasowych elit. W efekcie liczba miejsc zajmowana przez Hezbollah i jego koalicjantów spadła z 74 do 58, co oznaczało utratę większości w Zgromadzeniu Narodowym. Łącznie do parlamentu weszło blisko 30 ugrupowań! 

Spór między członkami elit politycznych, który uniemożliwił przeprowadzenie koniecznych reform, wzmocnił podczas wyborów pozycję kandydatów antyestablishmentowych. Ich obecność powinna zwiększyć szansę na sukces w walce z korupcją, jednak w tym celu konieczna będzie współpraca między nowymi parlamentarzystami. Największym zagrożeniem dla tego procesu pozostają bojownicy – zarabiający lepiej niż libańskie wojsko i podlegający władzom partyjnym, najprawdopodobniej zaangażowanym w defraudację środków publicznych. Obecność bojówek zwiększa też ryzyko przerodzenia się sporów politycznych w destabilizację lub konflikt. Kluczowe dla zwiększenia bezpieczeństwa niezależnych i opozycyjnych parlamentarzystów będzie zatem wsparcie dla państwowego aparatu bezpieczeństwa, osłabionego m.in. przez kryzys finansowy. Takie działanie mogłoby stanowić kontynuację pomocy UE, która w 2018 r. przekazała na ten cel 50 mln. euro.

System wyborczy w Libanie jest chyba najbardziej skomplikowany, jaki widziałem gdziekolwiek na świecie. Utrwala on podziały społeczno-polityczne i utrudnia nowym ugrupowaniom wejście do parlamentu (tym większy sukces odniosły nowe ugrupowania w wyborach parlamentarnych w 2022 r.). Jest to efektem po pierwsze systemu konfesyjnego, który każdej z 18 oficjalnie uznanych grup wyznaniowych gwarantuje konkretną liczbę miejsc w parlamencie. Mandaty są przydzielane do każdego okręgu wyborczego na podstawie liczby osób danego wyznania, które go zamieszkują. Przykładowo w okręgu Południe III, któremu przysługuje 11 mandatów, 8 przypada parlamentarzystom szyickim (79% głosujących), a po jednym sunnitom (7%), druzom (4%) i prawosławnym (2%). Po drugie próg wyborczy w Libanie nie jest stały, lecz ustalany na podstawie liczby oddanych głosów podzielonej przez liczbę miejsc przypadających danemu okręgowi. Po trzecie Libańczycy nie mogą oddawać głosu w miejscu, w którym żyją, jeśli jest inne niż to, gdzie zarejestrowany jest ich ojciec (lub mąż w przypadku zamężnych kobiet). Dla wielu mieszkańców głosowanie wiąże się więc z podróżą, która w sytuacji gospodarczej permanentnego kryzysu jest często niemożliwa (ponad 50% Libańczyków żyje poniżej granicy ubóstwa). Czynniki te ułatwiają też zastraszanie głosujących, finansowe zachęty do głosowania na konkretne partie czy masowe kupowanie głosów.

Wszystkie te zakłócenia procesu wyborczego, wraz z naruszaniem ciszy wyborczej, były odnotowane w wyborach 2022 r. przez Libańskie Stowarzyszenie na rzecz Demokratycznych Wyborów. Wyborom towarzyszył także wzrost napięć między partiami, związany z masowymi demonstracjami, nieustannie trwającymi od 2019 r. i śledztwem dotyczącym eksplozji z 2020 r. Od początku protestów do 2022 r. władzę sprawowały 4 różne rządy, a ich formowanie – z powodu braku woli kompromisu między partiami – było długim procesem. Jeden z premierów - Hassan Diab - zrezygnował w wyniku demonstracji po eksplozji w porcie w Bejrucie. W październiku 2021 r. kiedy badający sprawę sędzia Tarik Bitar wzywał na przesłuchania kolejnych sojuszników Hezbollahu, bojownicy partii sprowokowali zamieszki w Bejrucie (doprowadziły one do starcia z LF), co miało zastraszyć urzędników i kandydatów. Na tym tle wynik wyborów w 2022 r. wskazywał na szczególne zniechęcenie do tradycyjnych partii obwinianych o nieudolność w obliczu kryzysu finansowego. Ograniczenie władzy dotychczasowych elit jest kluczowe dla przeprowadzenia reform, które umożliwiały wypłacenie Libanowi pomocy zagranicznej, w tym 11 mld. USD uzgodnionych podczas konferencji CEDRE w 2018 r. Był to priorytet zwłaszcza dla sił politycznych powiązanych z protestami.

Jednak mimo zgody co do konieczności reform i zniesienia systemu konfesyjnego, skuteczności ich działań zagrażają podziały, których przejawem były spory ideologiczne i dotyczące roli bojówek Hezbollahu. Uniemożliwiły one utworzenie wspólnej listy, koniecznej dla osiągnięcia lepszych wyników w wyborach. Członkowie tych ugrupowań są ponadto narażeni na groźby, próby przekupywania czy przemoc bojówek. Silna pozycja FL może z kolei przełożyć się na intensyfikację sporów międzypartyjnych, których rozwiązanie będzie utrudnione z powodu rozdrobnienia w parlamencie. Oznaczało to długi okres formowania rządu i wyboru prezydenta, do czego konieczne jest 2/3 głosów parlamentu. Przed wyborem Michela Aouna, którego kadencja skończyła się we wrześniu 2022 r., w Libanie nie było prezydenta przez blisko 2,5 r. Do końca marca 2024 r. następca Aouna nadal nie został wybrany, ale do rekordu jeszcze trochę brakowało.

Pozycja koalicjantów Hezbollahu jest także istotna w kontekście rosyjskiej agresji na Ukrainę. Hezbollah, podobnie jak Rosja, wspiera prezydenta Syrii Baszara al-Asada i powiela prorosyjską narrację. Antyzachodnia retoryka rezonuje szczególnie w zamieszkałych przez szyitów regionach na południu Libanu, gdzie stacjonuje polski kontyngent należący do misji pokojowej UNIFIL. Misja ta dąży m.in. do umocnienia roli armii libańskiej w tej części państwa. Rosyjska inwazja zwiększyła też presję na odbudowę systemu finansowego Libanu. Państwo sprowadzało z Ukrainy 62% pszenicy, której ceny drastycznie wzrosły. Darczyńcy obawiają się, że wsparcie, które do tej pory pozwalało libańskiej gospodarce przetrwać, może zmaleć ze względu na przekierowanie pomocy na Ukrainę. Libańska armia boryka się z kolei z utrudniającymi jej pracę problemami logistycznymi spowodowanymi kryzysem finansowym i wzrostem cen paliw. W walkę z korupcją w Libanie (np. przez współpracę z nowymi parlamentarzystami) mogłaby silniej zaangażować się Polska, wskazywana przez władze Libanu jako dobry przykład w tym zakresie (który pomyślał?). Mogłaby także przekazać libańskiej armii pomoc rzeczową (np. odzież wojskową, żywność, leki). Utrzymanie motywacji libańskich żołnierzy jest istotne dla działań polskiego kontyngentu sił ONZ. Pomoc wpisywałaby się ponadto w założenia polskiej współpracy rozwojowej, której Liban jest od 2019 r. priorytetowym odbiorcą.

By jeszcze bardziej skomplikować sytuację Libanu (o ile jest to w ogóle możliwe) przyjrzyjmy się, jaki wpływ na ten kraj miał atak Hamasu na Izrael ze Strefy Gazy 7 października 2024 r. Wojna w Strefie Gazy jeszcze bardziej spotęgowała napięcia polityczne i ryzyko eskalacji wewnętrznej w Libanie. Napięcia między Hezbollahem a Izraelem rosły już od marca 2023 r. Wiązały się przede wszystkim z intensyfikacją wzajemnych ataków oraz obecności wojsk Izraela i Hezbollahu na spornych terytoriach, np. we wsi Ghadżar, co stanowiło próbę zmiany status quo na wciąż nieustalonej granicy. W czerwcu 2023 r. żołnierze izraelscy ogrodzili część wsi, która zgodnie z rezolucją Rady Bezpieczeństwa (RB) ONZ 1701 z 2006 r. należy do Libanu. W odpowiedzi Hezbollah rozmieścił dwa namioty wojskowe w rejonie Kfar Szuba między Libanem a Izraelem, wzywając Izrael do wycofania się za Niebieską Linię dzielącą ich terytoria. Kilka tygodni później Izrael ostrzelał Kfar Szuba w odpowiedzi na atak Hezbollahu. Hezbollah zadeklarował wówczas, że jest gotowy na otwarty konflikt z Izraelem, jeśli ten nie wycofa się do pozycji sprzed czerwca 2022 r. Starcia te zbiegły się z głosowaniem w sprawie mandatu misji pokojowej UNFIL, w której służą m.in. polscy żołnierze. Choć RB ONZ zdecydowała o jego przedłużeniu w sierpniu 2023 r., Chiny i Rosja wstrzymały się od głosu, co uzasadniły nieuwzględnieniem w treści rezolucji żądań Libanu, by usunąć – dodany w 2022 r. pod presją USA i Izraela – punkt pozwalający żołnierzom misji na przemieszczanie się po kraju bez koordynacji z libańskim wojskiem. Oba państwa podważały działania ONZ w Libanie jako naruszające jego suwerenność, co wpisuje się w narrację Rosji o przedmiotowym traktowaniu państw Globalnego Południa przez Zachód.

Po ataku Hamasu 7 października 2023 r. na Izrael i rozpoczęciu nalotów na Strefę Gazy intensyfikacja starć między Hezbollahem a Izraelem zyskała dodatkowy wymiar. Od 8 października do początku 2024 r. Hezbollah ponad 600 razy zaatakował Izrael, a Izrael zabił blisko 150 libańskich bojowników. Izrael ewakuował ok. 60 tys. mieszkańców północy państwa, a w Libanie doszło do przesiedlenia ok. 75 tys. mieszkańców południa. Mimo to przemówienia szefa organizacji Nasrallaha wskazywały, że usiłuje on utrzymać działania Hezbollahu poniżej progu otwartej wojny. Zagrożenie eskalacją szczególnie wzrosło po udanych atakach Izraela na szefa specjalnej jednostki Hezbollahu – Sił Radwan i na jednego z głównych dowódców Hamasu, który przebywał w Bejrucie w styczniu 2024 r. W ramach odwetu Hezbollah ostrzelał bazę kontroli ruchu izraelskich sił powietrznych na górze Meron. Koordynator Międzynarodowych Spraw Energetycznych USA, który od ataku Hamasu na Izrael prowadził działania deeskalacyjne między Libanem a Izraelem, przekazał wówczas informację o warunkach koniecznych zdaniem Izraela do osiągnięcia porozumienia o granicy lądowej. Izraelski rząd oczekiwał, że w Siły Radwan zostaną szybko wycofane za rzekę Litani (blisko 30 km na północ od granicy). Władze Izraela zagroziły, że w wypadku braku postępów w tej kwestii są gotowe na eskalację konfliktu z Hezbollahem. Nasrallah oznajmił, że jest otwarty na negocjacje z Izraelem, gdy tylko państwo to wycofa się ze Strefy Gazy. W przemówieniu wygłoszonym kilka dni po zabójstwie Arouriego - jednego z dowódców Hamasu, podkreślił dodatkowo, że Liban ma teraz okazję, by odzyskać kontrolę nad Ghadżar, Kfar Szuba i Farmami Szeba, próbując wykorzystać napięcia związane z wojną w Strefie Gazy jako narzędzie nacisku w sporach terytorialnych.

Podczas gdy społeczeństwo i elity polityczne Libanu wspierają ideę powstania państwa palestyńskiego i zgodnie uznają Izrael za główne zagrożenie dla własnej stabilności, negatywnie odnoszą się do aktywności palestyńskich organizacji na swoim terytorium. Wynika to po pierwsze ze wspomnianej wcześniej historii brutalnej wojny domowej (1975–1990), którą wywołał m.in. dotyczący działalności Palestyńczyków konflikt między socjalistycznymi a radykalnymi ugrupowaniami chrześcijańskimi. Po drugie, starcia między palestyńskimi frakcjami często przenoszą się do obozów palestyńskich uchodźców (w Libanie mieszka ich 250-500 tys. i delikatnie mówiąc nie cieszą się oni specjalną estymą, gdyż, w przeciwieństwie do uchodźców z Syrii, ich pobyt w Libanie ma charakter stały, a nie czasowy). Władze mają ograniczone możliwości tłumienia starć w obozach, ponieważ znajdują się one de facto pod kontrolą palestyńską. W ostatnich latach zamieszki przyjmują przede wszystkim postać prób podważania władzy Fatahu – np. w czerwcu 2023. r. w obozie Ajn el-Hilweh doszło do zamieszek między członkami Fatahu i radykalnymi organizacjami islamistycznymi, które doprowadziły do przesiedlenia 4 tys. mieszkańców obozu. Takie starcia nasiliły się szczególnie po 2022 r., kiedy Hamas wznowił relacje z reżimem syryjskim, co pozwoliło mu wzmocnić stosunki z Hezbollahem i zwiększyć obecność w Libanie. Z perspektywy Hezbollahu wsparcie udzielone palestyńskiej organizacji przyczyniło się do zbliżenia z islamistyczną sunnicką partią libańską al-Dżamaa al-Islamijja oraz udziału jej zbrojnego skrzydła w granicznych starciach z Izraelem. Jednocześnie radykalizacja Palestyńczyków w Libanie jest także efektem trudnych warunków życia i systemowej dyskryminacji (mogą pracować tylko w kilku sektorach, np. w rolnictwie czy budownictwie, i wyłącznie na niskich stanowiskach).

Po rozpoczęciu wojny Izraela z Hamasem przedstawiciele palestyńskich frakcji ogłosili wolę przystąpienia do walk z Izraelem. Działania Hamasu i powiązanych z nim organizacji z terytoriów Libanu wymagają jednak zgody Hezbollahu, który obawiał się dotąd, że eskalacja mogłaby obniżyć poparcie Libańczyków dla partii i zagrozić jej statusowi członka libańskiego rządu. W Libanie istnieje bowiem ponadpartyjny sprzeciw wobec wykorzystywania go jako terytorium walk między organizacjami palestyńskimi a Izraelem. Podkreśliły to krytyczne stanowiska przywódców partii chrześcijańskich, muzułmańskich i druzyjskich (w tym sojuszników Hezbollahu) wobec utworzenia nowej zbrojnej jednostki Hamasu w Libanie, co uznali za naruszenie suwerenności Libanu. Na początku stycznia 2024 r. ekstremistyczne organizacje chrześcijańskie włamały się ponadto do systemów obsługi lotniska w Bejrucie. W efekcie ekrany na lotnisku wyświetlały ostrzeżenia przed rozprzestrzenieniem wojny na terytorium Libanu skierowane do Hezbollahu, al-Dżamaa al-Islamijja i Iranu. Biorąc pod uwagę kryzys finansowy i polityczny, który dodatkowo osłabił libańskie wojsko, państwo ma jednak ograniczone możliwości wpływania na Hezbollah. Wymusza to na środowisku międzynarodowym w tym ONZ bezpośrednie rozmowy z nim, mimo że jest uznawany za organizację terrorystyczną.

Hezbollah usiłuje wykorzystać wojnę w Strefie Gazy, by wspierając Hamas, wzmocnić swoją rolę w konflikcie izraelsko-palestyńskim. Jednocześnie konsoliduje swoje stanowisko w kwestii spornego terytorium na granicy izraelsko-libańskiej, korzystając z legitymacji społecznej, którą zapewniają mu wieloletnie napięcia na granicy i łamanie postanowień rezolucji ONZ 1701 także przez Izrael. Ma to ponadto pomóc utrzymać wizerunek organizacji niezbędnej do obrony południowego Libanu przed Izraelem, a także działającej przede wszystkim w interesie ludności Libanu, niezależnie od Iranu i kwestii palestyńskiej. Udane łączenie wojny w Strefie Gazy ze sporem o tereny na granicy pokazuje, że brak libańsko-izraelskiego porozumienia działa na korzyść Hezbollahu, ograniczając ryzyko dla jego wizerunku w Libanie związane ze wsparciem dla Hamasu. W tym kontekście śmierć przebywających w Libanie wysokich rangą członków Hamasu mogło być w interesie Hezbollahu, który stara się kontrolować działające w Libanie milicje tak, by ich zaangażowanie utrzymało się poniżej progu wojny. Kolejne ataki Izraela poza terytoriami przygranicznymi mogą jednak zwiększyć poparcie ludności dla nasilenia ataków Hezbollahu i jego sojuszników.

Ryzyko eskalacji konfliktu z Izraelem sprawiło, że kwestia obecności Palestyńczyków i palestyńskich organizacji w Libanie powróciła jako istotny element polityki wewnętrznej. Biorąc pod uwagę napięcia z tym związane, władze Libanu są zmuszone współpracować z Hezbollahem, by powstrzymywał palestyńskich bojowników od ataków na większą skalę. Organizacje międzynarodowe mogłyby zwiększyć wsparcie dla mieszkających w Libanie Palestyńczyków, by ograniczyć czynniki, które zwiększają ryzyko ich radykalizacji. Istotne byłoby także wzmacnianie możliwości libańskiej armii i działań UNIFIL, co Polska powinna uwzględnić w kolejnym budżecie polskiego kontyngentu w Libanie.

Jeżeli chodzi natomiast o przewidywania rozwoju sytuacji wewnętrznej to trudno być optymistą. Wg. Magazynu Militarnego MILMAG obecny system rządów, oparty na religijnych parytetach, zapewnia jedynie minimum stabilności, ale nie daje szansy na rozwój. By wyjść z kryzysu Liban musiałby zmienić swój system polityczny i decyzyjny, a to najpierw wymaga uwolnienia się od rywalizacji poszczególnych grup religijnych i przezwyciężenia braku zaufania pomiędzy nimi, a na to się nie zanosi – rywalizacja “sekciarska” to bowiem problem całego Bliskiego Wschodu. Chociaż wydarzenia po 2019 r. i gniew Libańczyków jest problemem dla Hezbollahu, to nie można wykluczyć, że Hezbollah będzie próbował wykonać “skok przed siebie”, a więc wykorzystać chaos do zwiększenia swoich wpływów w Libanie. Rozważania co do przyszłości Libanu nie byłyby pełne bez wymiaru humanitarnego. Według IMF na koniec 2023 r. 75% Libańczyków miało znaleźć się poniżej progu ubóstwa. Szacuje się, że aż 80% wszystkich produktów w Libanie pochodzi z importu, z czego 60% trafiało do kraju przez port w Bejrucie. Tak dramatyczne pogorszenie stopy życiowej najpewniej doprowadzi do wzrostu przestępczości i ogólnej przemocy, także w formie zamieszek, a być może fali głodu – ta z lat 1915-1918 zabiła w regionie około 200 tys. osób (spadek populacji o około 50%). Według Światowego Programu Żywnościowego ONZ ceny żywności wzrosły tylko pomiędzy październikiem 2019 r. a czerwcem 2020 r. o 109%. Nie można wykluczyć, że wielu Libańczyków zdecyduje się na emigrację, i chociaż jest ich mniej niż Syryjczyków (5-6 mln. Libańczyków oraz około 15 mln. osób w diasporze), to mogą oni zwiększyć presję na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej. Zadziałać może także efekt domina – część może wyjechać do Jordanii, która co prawda jest państwem względnie stabilnym (a na pewno dużo stabilniejszym niż Liban), ale stanowi beczkę prochu. Słaba jordańska gospodarka nie wytrzyma zwiększonego obciążenia w postaci ewentualnych uchodźców libańskich i wówczas prozachodnia monarchia upadnie. Ten czarny scenariusz, którego wykluczyć nie można, bowiem w ostatnich latach w Jordanii dochodziło do społecznych protestów, oznaczałby dalsze pogorszenie sytuacji na Bliskim Wschodzie. 

Trwa zatem nadal zwykła polityczna kłótnia w sytuacji, kiedy kraj tonie. Z dużym niepokojem świat patrzy dzisiaj na rozwój sytuacji w tym pięknym, wyjątkowo atrakcyjnym turystycznie i mimo wszystko relatywnie do niedawna stabilnym na tle sąsiadów kraju.












53 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Kommentit


O mnie

Ekonomista, finansista, podróżnik.
Pasjonat wina i klusek łyżką kładzionych.

Kontakt
IMG_4987.JPG
Home: Info

Subscribe Form

Home: Subskrybuj

Kontakt

Dziękujemy za przesłanie!

Home: Kontakt
bottom of page